Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 marca 2016

Jan Szeliga

z cyklu: Moja Twarda Ścieżka (odcinków: 80)

Szczodre Gody w Farfurni
Szałas potu na Szczodre Gody w Farfurni w Zawadce Rymanowskiej

Kategoria: Twarda Ścieżka

« Szałas potu pod Rzeszowem Odrodzenie i powrót do źródeł »
W czasie przesilenia zimowego przypada pradawne święto Słowian - Szczodre Gody. Pomysł jego świętowania w gronie znajomych, w pobliskiej Zawadce Rymanowskiej, narodził się całkiem spontanicznie kilka dni przed tym świętem.
Postanowiliśmy uczcić to święto szałasem potu, a następnie przystąpić do uczty na Szczodry Wieczór.

Farfurnia wita

Pogoda tego dnia była słoneczna. Było kilka stopni ciepła i jak na tę porę roku było całkiem przyjemnie. Niestety, w miarę jak zbliżaliśmy się do Zawadki, pogoda diametralnie się zmieniała. Zrobiło się zimno i ciemno.

Szukam papieru na rozpałkę

Po dojeździe na miejsce stwierdziliśmy, że szałas został przestawiony o kilka metrów. Na szczęście był cały i wystarczyło tylko przenieść go i ustawić na właściwym miejscu. Drewno na ognisko, niestety, było bardzo mokre. Na szczęście zabrałem z domu na rozpałkę kilka suchych listewek.
Niestety, okazało się, że zapomniałem zabrać z domu papieru na rozpałkę. Gorączkowo przeszukiwałem moją torbę w poszukiwaniu kawałka papieru. Udało mi się znaleźć kilka małych kawałków, dzięki którym udało nam się rozpalić ogień.

Próbujemy rozpalić ogień


Zbieramy drewno na ognisko


Mokre drewno nie chce się palić

Kilka suchych patyków szybko się spaliło. Niestety, te mokre nie chciały się zapalić. Trzeba było ciągle dmuchać na ogień, aby chciał się palić.
Po kilkudziesięciu minutach intensywnego wspomagania - udało się go wreszcie porządnie rozpalić.

Lecą iskry


Wspólne granie

Gdy ogień się już porządnie rozpalił, mogliśmy wreszcie trochę odetchnąć. Szybko jednak zabraliśmy się za grę na bębnach i grzechotkach. Graliśmy na nich do czasu, aż kamienie się rozgrzały i można je było wnieść do szałasu.
Kamienie, które włożyliśmy do ogniska, były mokre i wiele z nich popękało. Udało nam się jednak dość mocno rozgrzać szałas za pomocą tych kamieni, które przetrwały kontakt z wodą i ogniem.
Po szałasie była, oczywiście, orzeźwiająca kąpiel w lodowatym strumieniu. Strumień, który płynął w pobliżu naszego szałasu, najgłębszy jest pod mostem. Jego głębokość w tym miejscu sięga do połowy łydki. Trochę mało, ale tyle wystarczy, aby się pochlapać zimną wodą.

Kąpiel w strumieniu


Uczta na Szczodry Wieczór

Po wyjściu z wody ogrzaliśmy się chwilę przy ognisku, po czym pościągaliśmy koce z szałasu i udaliśmy się do Farfurni na kolację.
Po kolacji rozstaliśmy się, życząc sobie wzajemnie Szczodrych Godów.
Tym optymistycznym akcentem zakończyłem działania na Twardej Ścieżce w 2015 r. Na Twardą Ścieżkę wyruszam ponownie na wiosnę.

P.S. Jak zauważyłem później - na zdjęciach bardzo dużo orbów nam towarzyszyło ;)

Moja Twarda Ścieżka: wstęp na końcu

Warsztaty i praktyki Twardej Ścieżki, które prowadziłem i w których brałem udział.

Korekta przez: ()



« Szałas potu pod Rzeszowem Odrodzenie i powrót do źródeł »

komentarze

[foto]

1. Brzozą • autor: Wojciech Jóźwiak2016-03-06 19:18:32

Radzę rozpalać ogień korą z brzozy.
[foto]

2. Co zrobić jak nie ma? • autor: Jan Szeliga2016-03-06 19:24:04

Tak wiem, że to jest dobry sposób.
 Ale co zrobić jak brzozy nie ma w pobliżu, a tu się ściemnia?
[foto]

3. 4-te zdjęcie od góry • autor: Wojciech Jóźwiak2016-03-06 19:28:16

Czy na 4-tym zdjęciu od góry to nie są kawałki brzozy?

(Ja staram się korę wozić ze sobą, chociaż znam ten ból, kiedy się zapomni.)
[foto]

4. To chyba nie jest brzoza • autor: Jan Szeliga2016-03-06 19:39:50

To chyba nie jest brzoza. Drewno to w większości Osika i Topola zostało przywiezione we wrześniu na surwiwalowe chodzenie po ogniu. Nie wykorzystałem jednak wtedy wszystkiego i część zostało. Było jednak za grube aby bez rąbania je wykorzystać.
A choćby nawet była to brzoza to i tak nie mieliśmy żadnego ostrego narzędzia aby pozyskać korę.
Ja nie jestem aż tak bardzo "ortodoksyjny" jeśli chodzi o rozpalanie ognia ;) i używam do tego celu również papieru.
Niestety całą reklamówkę z papierem którą sobie wcześniej przygotowałem, niestety zapomniałem. Gdybym nie zabrał tych kilku cienkich i suchych listewek, to nie udało by się nam rozpalić ogniska.
[foto]

5. Osika • autor: Wojciech Jóźwiak2016-03-06 20:10:35

Faktycznie, osika. I tak najlepsza jest sztuka radzenia-sobie-z-tym-co-jest.:)
[foto]

6. To cud że udało się rozpalić • autor: Jan Szeliga2016-03-06 22:02:25

Gdy tak teraz sobie na spokojnie myślę, to chyba był istny cud, że za pomocą kilku suchych patyków udało nam się rozpalić taką dużą kupę mokrego drewna.
Swoją drogą, to namachaliśmy się trochę przy tym aby zrobić trochę wiatru ;)

7. podpałka • autor: Jerzy Pomianowski2016-03-06 22:16:20

Kora jałowca pali się jak benzyna. Bez względu na porę roku czy deszcz. Brzoza jest chyba przereklamowana.
[foto]

8. Jałowiec • autor: Jan Szeliga2016-03-08 08:40:58

Nie spotkałem się jeszcze z korą jałowca.
Jałowiec nie jest tak pospolity jak brzoza i obawiam się że byłyby duże kłopoty ze znalezieniem go.

9. ogień magiczny i ogień zwykły • autor: Jerzy Pomianowski2016-03-09 18:29:28

Jeszcze na początku XX wieku w Szwecji wierzono w magiczny "żywy ogień". Taki ogień musiał być rozpalany "klasycznie", najlepiej przez tarcie albo  krzesiwem iglicowym. nie mógł być rozpalony przez przeniesienie z jakiegoś paleniska domowego. Tym bardziej nie można było użyć zapałek.  Używano żywego ognia do rożnych obrzędów i do leczenia chorych owiec (przepędzano je przez taki ogień).
[foto]

10. Rozpalanie bez zapałek • autor: Jan Szeliga2016-03-10 10:26:38

Na jednym z poprzednich szałasów zastosowaliśmy właśnie taki sposób rozpalania ognia. Bez zapałek, bez papieru i przez tarcie drewna o drewno.
Pisałem o tym tu

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)