Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 marca 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 116)

Szlaki i grody. Ruś wielogłowa


« O Ukrainie i sąsiadach Wieczny Kłuszyn o duszę Rusi »

Kiedy od Zachodniej Europy przechodzimy do Wschodniej czyli (jak ją nazwałem w poprzednim odcinku) Scytyki, pojawia się zasadnicza różnica w ludzkiej organizacji przestrzeni, czyli w organizacji ekumeny. Na Zachodzie mamy kraje-narody, różnie i zmiennie organizowane politycznie, ale o wyraźnych granicach oddzielających miejsca, gdzie żyją ludzie o różnym poczuciu. Typowo te kraje składają się z prowincji, które są jednostkami terytorialnych bardziej historycznie stabilnymi niż kraje, w skład których wchodzą. Na przykład Śląsk należał do kolejnych krajów: do Polski, do Czech, do Austrii i do Prus, stale pozostając określoną prowincją-Śląskiem. Również po włączeniu do Polski w 1945 r., mimo przesiedleń ludzi i topornego dzielenia na województwa za komuny i później, zachował swoją określoność. Asturia, Toskania, Alzacja, Bretonia, Devon, Meklemburgia, Bawaria, Tyrol, Morawy, Mazowsze – z kolejnych krajów Europy można wyliczać typowe prowincje. Każda ma swoją nazwę, swój wariant historii, często odmienny od kraju, w który wchodzi (jak moje Mazowsze, które długo było odrębnym księstwem, lennem Korony), często ma swój dialekt albo nawet język – jak Bretonia we Francji lub Słowenia, zanim oderwała się do Austrii. Może mieć jedną wyraźną stolicę-centrum, jak nasze Pomorze Zachodnie ze Szczecinem, ale też może mieć wianek miast podobnej wielkości i znaczenia, jak jest np. w Turyngii, gdzie prócz urzędowo stołecznego Erfurtu też Weimar, Jena, Gotha i jeszcze kilka ośrodków.

Kraje Zachodniej Europy można postrzegać jako agregaty prowincji. Ciekawe, że angielscy i inni osadnicy przenieśli tę organizację do Ameryki, gdzie tamtejsze stany powstawały kopiując europejskich prowincji. Nawet miały podobne rozmiary. Dopiero z czasem Amerykanie zauważyli, że mają kraj rozleglejszy i pustszy niż Europa i nowe stany zaczęli projektować większe, patrz Kalifornia, Teksas lub Alaska.

Na Wschodzie czyli w Scytyce nie ma prowincji. Organizacja ekumeny jest tu inna. Kluczowym nie jest terytorium i jego granice, których ewentualnie trzeba bronić. Granice są zmienne i jakby targane wiatrem, zmieniają się za lada podmuchem. Co jest zrozumiałe, bo na tym terenie setkami kilometrów nic się nie zmienia. Ten sam las lub step, te same doliny kolejnych rzeczek, kolejne wzgórza i kolejne jeziora, przy tym ziemia jest rzadko zaludniona i jest jej nadmiar. Ziemia bez ludzi jest bez wartości. Ważne jest co innego: punkty oporu. Miejsca umocnione. Miasta-grody-twierdze. Na Zachodzie gry szły o opanowanie terytorium-prowincji z jej wsiami, chłopami, zasobami-plonami, miasteczkami i parafiami, z placami targowymi, od których pobiera się myta, ewentualnie z kopalinami i przetwórniami. W Scytyce gry szły o opanowanie punktów, grodów-twierdz, a to, jak będzie podzielona ziemia pomiędzy nimi, zawsze było sprawą drugorzędną, jeśli w ogóle do dzielenia dochodziło. Zresztą nie obsadzano granic, to byłoby zbyt kosztowne, obsadzano centra czyli grody.

Przez to, że w Scytyce nie wytworzyły się prowincje, nie powstały też ich nazwy, bo nie było czego nazywać. U nas mamy Śląsk, Mazowsze, Wielkopolskę, Małopolskę. Niemcy mają Brandenburgię, Saksonię, Turyngię, Bawarię, Austria Tyrol czy Karyntię, itd. Rosja na swoim rdzennym terytorium nie ma ani jednego regionu, który by miał swoją nazwę! W średniowieczu były tam księstwa: Włodzimierskie, Twerskie, Suzdalskie, Riazańskie. Za Romanowów były gubernie: moskiewska, tulska, kurska, twerska, niżno-nowogrodzka itd. Za Sowietów były i są do dziś obłasti (obwody): moskiewski, tulski, itd. W innych okolicach było i jest podobnie. Nazwy prowincjo-podobne tworzono dopiero w XX wieku dla wydzielonych regionów mniejszości narodowych: stąd Tatarstan, Mordwa, Karelia, Mari, Komi.

Prócz umocnionego punktu czyli grodu-twierdzy-miasta, ważne były szlaki. Historyczne szlaki były wodne i składały się z rzek, jezior i przenosek między nimi, oraz lądowe, które przeciwnie omijały rzeki i błota wzdłuż nich i szły działami wód. Pierwszy wielki szlak pierwotnej Rusi wiódł od Zatoki Fińskiej z grubsza na południe: Newą, Ładogą, Wołchowem, jeziorem Ilmen, Łowacią; przecinał Dźwinę i w Orszy lub Smoleńsku wchodził na Dniepr, którym już do morza i za nie. Drugi szlak, który Normanowie próbowali opanować, ale nie dali rady, przerzucał się przenoskami przez wyżynę Wałdaj do dorzecza Wołgi i dalej w jej dół bez przeszkód, jeśli nie liczyć przeszkód ludzkich, tzn. uzbrojonych właścicieli brzegów. Od ujścia Wołgi zaczynało się Morze Kaspijskie, na którego drugim końcu Persja, przez nią do Bagdadu. Wołgę na całej długości władcy Rusi opanowali dopiero po 700 latach od pierwszych prób, uczynili to pod Iwanem IV Groźnym, który podbił oba państwa Tatarów, ze stolicami w Kazaniu i w Astrachaniu. Kilka lat później najemni Kozacy otworzyli ogromny szlak syberyjski, pokrywający się z grubsza z XX-wieczną Koleją Transsyberyjską. Tym szlakiem Rosja doszła do oceanu w Ochocku, przeskoczyła morzem na Kamczatkę i Czukotkę, i dalej na Alaskę – najdalszy przyczółek na osi tego szlaku założono w Fort Ross, 1812, w dzisiejszej Kalifornii 100 km na północ od San Francisco. Pomiędzy Indianami i sekwojami; nie wiem, jak jednych i drugie nazywali.

Mimo monstrualnych odległości, organizacja terytorium pozostawała wszędzie ta sama: szlak, na szlaku umocnione punkty-grody. Niektóre z grodów zostawały siedzibami wyższych władz, wtedy od tego grodu nazywano terytoria: gubernia tobolska, obwód irkucki itd. Granice pomiędzy nimi były doraźne, przypadkowe i zmienne, i raczej nic ważnego nie wyznaczały.


Ruś i kraje sąsiednie. Rus and Neighbour Countries
Oryginalna mapa: www.emersonkent.com/map_archive/russia_europe_1300_1796.htm, na stronie www.emersonkent.com


Wracając do szlaku newsko-dnieprowego i do średniowiecza. Ruś, zorganizowana przez Rusów-Wikingów jako swoiste przedsięwzięcie handlowo-łupieżcze („żywiono” się handlem, zdobyczą wojenną i daniną pobieraną od tubylców), które stopniowo przeewoluowało w państwo lub (na dłużej) w luźną wiązkę państw-dzielnic powiązanych pokrewieństwem swoich książąt, była prawie od początku dipolem, więc tworem o dwóch biegunach czy głowach. Północną głową był Nowogród, południową Kijów. Stopniowo tych głów-ośrodków przybywało, szczególnie odkąd Kijów faktycznie przestał istnieć, zburzony przez Mongołów w 1240 roku. W późnym średniowieczu coraz wyraźniej widać cztery ośrodki lub „plamy” krystalizacji, które mogły dać początek czterem formacjom państwowym, a nawet w końcu narodom na wzór europejski. Dla porządku trzeba dodać piąty kijowski – nie tyle realny, bo go faktycznie nie było, co wirtualny, gdyż jego miniona cnota (virtus) jednak trwała w pamięci Wszech Rusi.

Te ośrodki, to – pierwszy – basen Ilmenu z centrum w starym Nowogrodzie, który leżąc z dala od mongolsko-tatarskiego terroru, wyrósł na lokalną potęgę (chociaż okresowo przyjmował zwierzchność Litwy), która prócz szlaków dotychczas znanych, opanowała szlak wybrzeży Morza Arktycznego aż do ujścia Obu a może nawet Jeniseju. (Ale miasto Mangazeja nad rzeką Taz w kraju Nieńców założono już po zagładzie Nowogrodu przez Moskali.)

Ośrodek lub „plama” druga, ale historycznie najnowsza i najmniej słowiańska, bo cała na substracie fińskim, a może również bałtyjskim (płynie tam rzeka Upa, co po bałtyjsku znaczy „rzeka”), to Zalesie albo Ruś Zaleska, tak nazwana, bo za lasem-Wałdajem. W całości leży w dorzeczu Wołgi i jej dopływu Oki, nachyla się ku wschodowi i w tamtym kierunku płyną jej rzeki, jest więc grawitacyjnie odwrócona od Europy i nakierowana w głąb Azji. Przez to teoretycy geopolityki odmawiali temu krajowi przynależności do Europy, uważając go za azjatycki z gruntu i natury. Ruś Zaleska zrazu miała mrowie głów, czyli grodów-stolic książęcych takich jak Włodzimierz nad Klaźmą, Jarosław, Twer, Riazań i inne, ale wszystkie wessała Moskwa. Ciekawe, że nigdy ta „rdzenna Rosja”, jako kraina, nie dostała jakiejś własnej wyróżniającej ją nazwy! Jej wschodnią rubieżą był Niżny Nowogród u zbiegu Wołgi z Oka, dalej zaczynała się egzotyka: ziemie Czuwaszów, Czeremisów-Mari, Mordwy, Tatarów, Udmurtów, Permiaków i Baszkirów. Rządzone przez tatarskich chanów w Kazaniu i Astrachaniu, resztki imperium Złotej Ordy. Tych ezgotycznych ziem dalej w dół Wołgi też nigdy nie nazwano; jak widać wystarczyło, żeby rozpoznawalne były szlaki i grody.

Szlak wołżański doprowadził Iwana Groźnego do ujścia tej rzeki, a jego następców na Kaukaz. W Kazaniu u zlewu Wołgi z (większą od niej) Kamą szlak ten skręca na południe. Jako przedłużenie na wschód wyodrębnił się tam – jeszcze za tego samego władcy – szlak w Rosji najdłuższy, syberyjski.

Wracamy do szlaku Dniepru. Pomiędzy Nowogrodem a Kijowem wyrosła stacja pośrednia, trochę w bok od głównej linii, nad Dźwiną: Połock. To był pierwszy i długo najważniejszy ośrodek wyłaniającej się tam Rusi środkowej czyli Białej – takiego kodu używano na oznaczenie środka. Do niego grawitowały miasta niedalekie: Witebsk, Orsza, Smoleńsk, Mohylew, i trochę dalsze: Grodno, Pińsk, Słuck, Turów. Tym, co określiło dalszą historię tego kraju, było związanie się, jako współ-człon wspólnego państwa, z sąsiadami Litwą. Biała Ruś ze stolicą w Połocku powtórzyła (jakby) manewr z czasów dawnej Słowiańszczyzny, kiedy tworzyły się organizmy z ciałem słowiańskim, głową obcą i takimż zbrojnym ramieniem. Jak głową i ramieniem pierwszej Rusi byli Normanowie, tak teraz stali się nimi Litwini. Nie był to podbój – była to unia dwóch wspólnot, które wzajemnie się uzupełniały i potrzebowały. Powstały tak kraj nazwano Litwą, za Jagiełły wszedł on w personalną unię z Polską, za Zygmunta-Żigismonda związał się z Polską ściśle w jedną Rzeczpospolitą. Za Jana Sobieskiego, z rodu Rusina, porzucił swój ruski język urzędowy. Za kolejnego Rusina z rodu, Poniatowskiego, porzucił swoją polityczną odrębność. Ale historia szła inaczej i Białoruś-Litwa, od co najmniej 1563 roku pustoszona przez Moskali kolejnymi najazdami i odbudowująca się z pogorzelisk i grobów, w końcu została przez Moskwę wchłonięta. Wcześniej centrum Rusi Środkowej alias Białej przeniosło się poza jej etniczny teren do Wilna, a niedawno wróciło do Mińska.

Czwartą plamą organizacji ziem ruskich w państwo i naród była Halicczyzna albo Ruś Czerwona. Dokładnie przeciwny kraniec Wszech Rusi niż nadwołżańskie Zalesie. Obszar wklinowany między Polskę, Węgry i Mołdawię, jedyny blisko sąsiadujący z Europą Łacińską. Przez krótki moment była nawet królestwem, gdy Daniel Halicki został w 1254 r. koronowany (przez papieskiego legata w Drohiczynie), a stolicą jego królestwa był... Chełm. Daniel władał Kijowem w tamtym feralnym roku 1240, gdy miasto zburzyli Mongołowie. Mimo koronacji, Ordyńcy uważali go za swojego wasala i wymusili na nim poddaństwo. Daniel założył Lwów, tak nazwany na cześć jego syna księcia Lwa. Po prawie stu latach Księstwo Halickie (rządzone przeważnie z Chełma) rozebrali Polacy pod Kazimierzem Wielkim, część południową, i Litwini pod Lubartem, część północną czyli Wołyń. Podobno, gdy od epidemii wyludniły się Wielkopolska i Małopolska, Ruś Czerwona stała się najważniejszą, najbogatszą i najludniejszą z prowincji Polski. Podczas Unii Lubelskiej jej posłowie przeciągnęli do Korony województwa podległe dotąd Litwie: Wołyńskie, Bracławskie i Kijowskie, jednocząc całą przyszłą Ukrainę, prócz jej ówczesnych pustkowi, pod wspólnym królem w Krakowie.

Ośrodek w Kijowie zaczął dochodzić do głosu dopiero wraz z Chmielnickiem, jego powstaniem i jego następcami, ale wtedy Ukrainę pokrojono między Rzeczpospolitą a Moskwę.

Szóstym ośrodkiem mogła zostać Siewierszczyzna, ale nawet dobrze nie wystartowała do wyścigu; nie ma jej na mapach, mało kto wie, że taka kraina kiedyś się tworzyła wzdłuż Desny, dopływu Dniepru. Teraz podzielona między Rosję, Białoruś i Ukrainę, a że jej nie ma, nie będę o niej mówić.

Prócz krajów ruskich i ich państw-protektorów czyli Polski i Litwy, w Scytyce były jeszcze dwa ośrodki politycznej siły: post-mongolskie czyli tatarskie chanaty w Kazaniu i dużo dalej na południe w Astrachaniu. Trzeci chanat, najdłużej, siedział na Krymie, na protekcji i brudnej robocie od Turcji. Był jeszcze jeden ośrodek siły w postaci niemieckich, duńskich i szwedzkich kolonii w Inflantach, gdzie teraz Estonia, Łotwa i nieistniejące Prusy.

Mapa na rok, powiedzmy, 1540, przedstawiałaby Scytykę jeszcze policentryczną. Zalesie zjednoczone w państwo ze stolicą w Moskwie. Na zachód od niego, oddzielona prawie bezludnym (do dziś) wałem Wałdaju, starożytna Republika Nowogrodzka, penetrująca północne tajgi i tundry aż w głąb Arktyki. Na południe od niej, nad górnym Dnieprem, Dźwiną i Niemnem scalona z Litwą Białoruś, stolicą obu Wilno. Dalej Polska z wielkim Krakowem, przy niej perła Korony – Ruś Halicka, gdzie na centrum wyrósł Lwów. Oba te, same złożone organizmy, połączone w jeden zespół pod wspólną dynastią Jagiellonów, pod zwierzchnictwem mają też nadbałtyckie prowincje wywodzące się z inflacko-pruskich kolonii. Okresowo do ich ligi dołącza Nowogród. Trwa pamięć o Kijowie, że tam miała stolicę dawna Święta Ruś.

Pierwszym zmienicielem mapy był Iwan IV zwany Groźnym, władca Moskwy, który mając ledwie 22 lata pobił Tatarów i wcielił do Moskwy obie ich stolice, Kazań z Astrachaniem. Spustoszył Białoruś z Litwą, skłaniając Księstwo Litewskie do ścisłej unii z Polską, czyli tej Lubelskiej, 1569. Rok potem dokonał istnego holokaustu na Nowogrodzie. W międzyczasie prawie podbił Inflanty, ale uległ Batoremu. Groźny zapoczątkował też konkwistę Syberii.

Od niego Scytyka jakiś czas pozostawała układem dwóch sił, rosnącej (mimo załamań, z których się podnosiła) Moskwy – i słabnącej (mimo zwycięstw, które jej nie wzmacniały) Polsko-Litwy. Obu tych zapaśników podgryzali po bokach dwaj pomniejsi: Szwecja i Krym, z Turcją za plecami.

Piotr I tzw. Wielki wyeliminował Szwecję. Katarzyna II pobiła i włączyła Krym i w spółce z pomniejszymi rozbiorcami pochłonęła większość Polski i Litwy. Od niej Scytyka stała się układem jednobiegunowym, monocentrycznym, terytorium zajętym przez jedną Rosję. (Która prócz tego przelewała się dalej na wschód do Azji.)

Mimo przejściowych zakłóceń, tak było do 1992 roku, kiedy wrócił układ policentryczny.


Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.


« O Ukrainie i sąsiadach Wieczny Kłuszyn o duszę Rusi »

komentarze

[foto]

1. Instynkt terytorialny • autor: Wojciech Jóźwiak2014-03-02 12:25:16

Znalazłem w sieci tekst, który można odczytać jako komentarz do niniejszego: "Instynkt terytorialny", autor "GPS" czyli Grzegorz P. Świderski.
To co pisałem o terytorialnej organizacji Europy i jej organicznym podziale na prowincje, przeciwstawiając go organizacji Rusi/Rosji według szlaków i punktów oporu, można przedstawić używając pojęć Świderskiego: że organizacja Europy jest oparta na instynkcie terytorialnym, a Scytyki nie. Co pociąga ciekawa i straszną konsekwencję: że wtedy granica jest wszędzie, a więc każdy jest obcy. O czym może napiszę.

2. Działy wodne a granice • autor: Nierozpoznany#69742014-03-07 21:15:32

Zainspirowany Pana artykułem wyszperałem na wikipedii mapkę działów wodnych Europy: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Europ%C3%A4ische_Wasserscheiden.png .
rzeczywiście, ich granice właściwie w całości pokrywają się z obecnymi lub historycznymi granicami państw. Ciekawym wyjątkiem jest Półwysep Iberyjski: Portugalia powinna być znacznie większa, niż Hiszpania!

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)