Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

06 kwietnia 2009

Marek Plisiecki

Sztuczna inteligencja
Teorie, wyobrażenia i mity wokół sztucznej inteligencji

Opublikowane po raz pierwszy w: Forum Klubowe. Dwumiesięcznik Klubów Dyskusyjnych Lewicy, nr 2 (21) kwiecień/maj 2005 r., s. 59-62


Zagadnienie sztucznej inteligencji zawiera odwieczną ludzką tęsknotę do doskonałości. W potocznym i emocjonalnym stosunku do tego zagadnienia dostrzec można nadzieję, że postęp nauki doprowadzi do stanu, w którym poznane zostaną wszystkie zagadnienia bytu i będzie można dowolnie i bez wysiłku kształtować świat, a także samych siebie.

Jednakże na zagadnienie sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence - AI) można spojrzeć na dwa sposoby. Po pierwsze, jako na zagadnienie tworzenia czegoś, co będzie inteligencją - wszystko jedno, czy jako maszyny lub innego narzędzia, czy w postaci żywej istoty, "sztucznego człowieka". Po drugie, jako na badanie sposobów rozwiązywania problemów, do których nie wystarczą same posiadane narzędzia - techniczne i matematyczne - a z którymi może sobie poradzić inteligentny człowiek lub coś (ktoś?), co mogłoby takiego człowieka zastąpić. Okazuje się, że to drugie spojrzenie jest bardziej istotne dla badaczy sztucznej inteligencji, mimo że świadomość potoczna (kształtowana przez historię i literaturę fantastyczno-naukową, od automatów do gry w szachy do zbuntowanych androidów) kojarzy to zagadnienie z tworzeniem "sztucznych ludzi" przede wszystkim.

Rozwijanie badań nad sztuczną inteligencją jest próbą doskonalenia narzędzi posiadanych przez człowieka - tak, by nie tylko były silniejsze i szybsze od człowieka, ale także by potrafiły samodzielnie "myśleć". Ponieważ postęp techniczny dokonał się w związku z zastosowaniem nauki (w rozumieniu ścisłym, matematycznym), naturalne jest kontynuowanie tego kierunku z nadzieją, że narzędzia matematyczne pozwolą rozstrzygnąć zagadnienia myślenia maszyn. Nadzieję tę rozbudziło dodatkowo pojawienie się informatyki. Lecz próba realizacji sztucznej inteligencji wykazało, że istnieją też nieoczekiwane trudności.

Informatyka stworzyła nowe perspektywy praktycznego wykorzystania matematyki. Obecny stan wiedzy technicznej umożliwia wykonywanie wielu zadań praktycznych za pomocą przetwarzania posiadanych informacji - gdyż i wydobywanie informacji ze świata, i ponowne "wcielanie" informacji przetworzonych stały się stosunkowo proste. Obecna wiedza to przede wszystkim algorytmy. Algorytm jest metodą, która pozwala rozwiązać określony problem lub wykonać określone zadanie. Jest on zestawem instrukcji, uwzględniającym każdy możliwy stan materiału - zarówno zastany, jak i ten, który pojawił się na skutek działania zapisanego w algorytmie. Można uznać, że informatyka jest teorią algorytmów, pozwalającą tworzyć i analizować algorytmy z zastosowaniem aparatu matematycznego, zwłaszcza logiki matematycznej.

Tymczasem okazuje się, że niektóre zadania, które stawiają przed sobą ludzie, nie daje się ująć w algorytmy. Potrzeba pewnej strategii postępowania, pewnego sposobu wyboru instrukcji czy koncentrowania się na konkretnych danych, która nie da się przedstawić w postaci matematycznego wzoru (którym w rzeczywistości jest algorytm).

Paradoksalnie, pierwszym takim zadaniem stał się tzw. test Turinga, sformułowany w 1950 r. przez Allana Turinga w pracy "Computing Machinery and Intelligence". Jest to klasyczny zbiór wymagań, który musi spełnić maszyna, by w określonych warunkach jej działania zostały uznane za działania człowieka. Maszyna spełniałaby te warunki, gdyby człowiek z nią rozmawiający (pośrednio, za pomocą przekazywania pisemnych komunikatów itp.) nie mógł na podstawie tej rozmowy stwierdzić, czy jego partnerem jest maszyna czy inny człowiek. Zdanie testu Turinga jest zadaniem, które polega na takim opracowaniu maszynowych instrukcji, by nie dało się rozpoznać, że działania związane z wykonywaniem tych instrukcji są wykonywaniem jakiegoś ustalonego z góry algorytmu. Słowem, aby algorytm ukrywał fakt, że jest algorytmem.

Sztuczna inteligencja jest też pewną modą intelektualną, która przybiera różne postacie. Przede wszystkim są to różne badania, mające różne cele, co do których używają określenia sztucznej inteligencji  z pełnym przekonaniem, a inni uznają to określenie za nieco na wyrost. Marek Kasperski wyróżnia następujące grupy zagadnień, które aspirują do tej nazwy: rozpoznawanie obrazów (przez co rozumie się zarówno odczytywanie tekstów i map, jak też "obrazów dźwiękowych" z głosem ludzkim na czele etc.), tworzenie wypowiedzi w języku naturalnym (analiza języka, tłumaczenia), robotyka, wreszcie modelowanie ludzkiego umysłu. Dziedziny te wykorzystują wbudowane mechanizmy samoistnego uczenia się. W historycznym ujęciu można zaś wyróżnić - co uczynił np. Patrick Winston  - okresy swoistej prehistorii,  romantyzmu, średniowiecza i renesansu (po okresie fascynacji, a potem załamania i krytyki samej idei, pojawiły się pierwsze systemy doradcze), następnie okres (dekada lat osiemdziesiątych), gdy do badań nad AI zastosowano kognitywistykę, a w końcu okresy komercjalizacji i wielkich projektów. Spośród projektów warto wymienić amerykański system ekspertowy o zabawnej dla polskiego czytelnika nazwie "Cyc": rozwijany przez 10 lat w MCI pod kierunkiem Douglasa Lenata, próbuje wykorzystywać "sformalizowane reguły zdrowego rozsądku"; w wersji podstawowej zawiera ich ponad milion.

O co naprawdę chodzi?

Może się wydawać, że sztuczna inteligencja jest przede wszystkim nauką stosowaną, chcącą stworzyć myślącą (lub quasi-myślącą) maszynę. Jednakże problem AI wymaga nie tylko wyrafinowanych umiejętności budowy urządzeń technicznych, lecz także - i przede wszystkim - znajomości samego myślenia człowieka. Zbliżamy się natychmiast do niebezpiecznej poznawczo sytuacji badania samych siebie. W uproszczeniu i licząc na wyrozumiałość czytelnika wobec pośpiesznych może uogólnień można stwierdzić: w sztucznej inteligencji chodzi o sztuczne życie. Myślenie jest związane ze świadomością, a ta cechuje jedynie żywe organizmy - prawdopodobnie w pełnym zakresie dotyczy to jedynie człowieka. Dlatego może się okazać, że tworzenie istot inteligentnych jest po prostu tworzeniem istot żywych. A badanie sposobów nieobliczeniowego rozwiązywania problemów może się okazać badaniem prawideł charakteryzujących życie.

Definicje inteligencji

Zdefiniowanie sztucznej inteligencji w określony sposób nie jest tylko zadaniem inżynierów, jako potencjalnych konstruktorów, czy psychologów i biologów, jako badaczy i znawców treści pojęcia "inteligencja". Jest to też zadanie badacza, a tak naprawdę - każdego uczestnika kultury współczesnej, czyli świata, w którym zjawiska informatyzacji i robotyzacji dotyczą coraz większych obszarów życia codziennego. Uświadomienie sobie oraz wyrażenie lęków i nadziei od dawna jest ważnym zadaniem ludzi, chcących czynnie w kulturze uczestniczyć. Dotyczy to także tematu, jakim jest sztuczna inteligencja. 

Zdefiniowanie sztucznej inteligencji jawi się jako pytanie praktyczne. Sztuczna inteligencja to zadanie, które można różnie rozumieć. Encyklopedyczne rozumienie inteligencji jako zdolności umysłowej podkreśla twórczość i skuteczność - inteligencją jest zdolność do wykorzystywania nabytej wiedzy i efektywnych zachowań w nowych sytuacjach. Rozumie się ją też jako:

- po prostu posiadanie określonej wiedzy, wykształcenie (rozumienie takie może się wydawać prostackie, ale opanowanie jakiejś dziedziny wiedzy jest zrealizowaniem potencjału, wymaganego do tego zadania);

- zdolność do uczenia się i rozumienia złożonych i skomplikowanych treści, a zatem śledzenia czyjegoś rozumowania;

- coś, czego nie da się zdefiniować, a jedynie przybliża się przez określenia typu "właściwość umysłu"; tak rozumianą inteligencję można mierzyć, na przykład testami badającymi tzw. iloraz inteligencji (IQ).

Definiowanie inteligencji za pomocą "rozszyfrowania" samego słowa ją oznaczającego nie jest chyba przestarzałą metodą, skoro "inteligencja" bywa rozumiana jako zdolność do zachowań celowych (genetycznie inteligencja określana jest kombinacją greckich słów in telos, czyli w przybliżeniu "zmierzanie do celu").

Świadomość

Świadomość to - generalnie patrząc - wiedza o samym sobie. To zdolność do bycia podmiotem wiedzy o tym, co się robi, a nawet tego, że się coś robi. Można być świadomym "czegoś", na przykład sytuacji zewnętrznej, dzięki doznaniom zmysłowym, ale tak naprawdę słowo "świadomość" jest synonimem "samoświadomości" w znaczeniu kartezjańskiego "myślę więc jestem". Interesującą klasyfikacją posługuje się Penrose (choć fizyk matematyczny), który widzi potrzebę odróżnienia dwóch aspektów świadomości: jej pasywne przejawy (związane z przytomnością, jak percepcja koloru czy kształtu) i przejawy aktywne (wolna wola).

Jest to taki kontakt z rzeczywistością, z którego zdajemy sobie sprawę, a zarazem poczucie swojego miejsca w świecie - tego, że jesteśmy inni od postrzeganych przez siebie przedmiotów i zjawisk. Co nie znaczy, że musimy zawsze czynić siebie przedmiotem postrzegania...

Zatem świadomość to niezależne istnienie istoty myślącej. W koncepcjach AI świadomość wydaje się synonimem czy też najważniejszym przejawem inteligencji.

Życie

Być świadomym podmiotem - to w zasadzie to samo, co żyć. Życie jest kategorią definiowaną na rozmaite sposoby. Przede wszystkim organizm żywy jest czymś innym niż przedmiot martwy, zatem powszechnie uważa się w potocznej intuicji, że taki organizm posiada swoisty "składnik", którego nie można dołączyć do tworu czysto materialnego. Życie jest kategorią "duchową", kontrastującą z "materią". Po drugie, istnieje gradacja organizmów żywych - człowiek zawsze uważał, że pewne istoty są "mniej", a inne "bardziej" żywe, dlatego można sobie z tymi ostatnimi poczynać bardziej jak z przedmiotami złożonymi z samej materii, zaś z pierwszymi można łatwiej się porozumieć. Po trzecie, życie jest przejściowe - nie dość, że odchodzi od organizmu poprzez śmierć, ale jeszcze związane jest z cierpieniem i ciągłym przekształcaniem swej formy (na przykład uczenie się). Po czwarte - życie jest chronione i przekazywane; organizmy dążą do przekazywania życia, czyli "naturalnego" tworzenia innych organizmów żywych swego gatunku i do ochrony własnego życia przez skomplikowane strategie obronne. W biologicznym ujęciu realizuje to instynkt zachowania gatunku i instynkt samozachowawczy.

Inteligencja jest związana z życiem. Zatem chcąc stworzyć inteligencję, trzeba tworzyć życie - zdolne do chronienia siebie, do odczuwania cierpienia, a może nawet do reprodukcji czy umierania. Bo wydaje się,  że te właściwości życia są naturalnym podłożem powstania inteligencji w organizmach żywych.

Sztuczną inteligencję od czasów J. Searle'a proponuje się w dwóch postaciach: mocnej i słabej. Chodzi tu o poglądy teoretyczne, czym jest sztuczna inteligencja, oraz w jakim zakresie można ją zrealizować.

Wersja słaba jest to sztuczna inteligencja będąca imitacją. Symulacja myślenia, która nie wiąże się z tworzeniem prawdziwego myślenia (ani tym bardziej świadomości czy życia). Chodzi tylko o stworzenie narzędzia, które pozwalałoby badać mechanizmy myślenia. Komputer jako sztuczna inteligencja umożliwia sprawdzanie hipotez dotyczących mózgu. Zwolennik wersji słabej uważa, że inteligencji nie da się stworzyć - a inteligencja stworzona, czyli sztuczna, jest tylko modelem i symulacją inteligencji "prawdziwej".

Wersja mocna to oczywiście tworzenie sztucznego życia. Przynajmniej w jakimś zakresie. Inteligencję da się stworzyć, a zatem sztuczna inteligencja będzie równoważna prawdziwej - robot czy komputer nią obdarzony będzie zarazem świadomy i w jakiejś mierze żywy.

Wspomniany już Penrose uważa, że - skoro myślenie nie polega tylko na obliczeniach -  niemożliwa jest nawet uczciwa symulacja procesów myślenia przez maszyny liczące. Jak można łatwo zrozumieć, Penrose zakłada, że:

1. myślenie nie polega tylko na obliczeniach

2. obecne komputery i w ogóle obecna wiedza naukowa polega tylko na wykonywaniu obliczeń.

Konsekwentnie postuluje więc, by współczesna nauka rozwiązywała problemy AI dopiero po dopuszczeniu takiej koncepcji świata, która związana jest bardziej z fizyką kwantową niż z fizyką klasyczną.


Stworzyć narzędzie

Sztuczna inteligencja nie ma bynajmniej "zastąpić człowieka". Ma ona być po prostu narzędziem. Odkąd rozwinęła się nauka (chociażby w postaci areligijnej i adoktrynalnej filozofii w czasach Talesa z Miletu), narzędziami stały się nie tylko przedmioty (i istoty żywe), lecz też narzędzia intelektualne, w postaci twierdzeń wiedzy. Sztuczna inteligencja to w tym kontekście próba rozwoju tego rodzaju narzędzi. Jako narzędzie, mają one określoną właściwość: są zdolne do samodzielnego wyznaczania sobie, a przynajmniej korygowania celu.

Pierwszymi "inteligentnymi" narzędziami były oczywiście automaty, które różniły się od prostszych maszyn tym, że posiadały tzw. sprzężenie zwrotne. To sprzężenie - wbudowana zdolność  reagowania na zmianę, która zachodziła w stanie automatu - pozwalało im wykonywać (z reguły wielokrotnie) określone, złożone czynności bez udziału człowieka, a nawet sensownie reagować na zmiany warunków zewnętrznych (na przykład wzrost temperatury).

Inteligentne narzędzie potrafiłoby samo działać celowo. Skoro jednak każde narzędzie wykorzystywane jest do osiągania celu przez używającego go, chodzi o inne znaczenie "celowego działania". Narzędzie "inteligentne" miałoby samo dobierać środki do celów mu wyznaczonych. Oczywiście nie przestawałoby być narzędziem, póki dałoby sobie takie cele wyznaczyć. Gdyby narzędzie takie było zdolne do wyznaczania sobie celów samo, przestałoby być narzędziem, a stało samodzielną istotą. Można jednak uznać, że pojęcie "środki" oznacza nie tylko sposób działania, ale też cele pośrednie (tak jak rozumie się je chociażby w prakseologii rozwijanej przez Tadeusza Kotarbińskiego). Zatem narzędziem inteligentnym byłoby narzędzie realizujące nasz cel, który wystarczyłoby mu wyraźnie określić, przy czym cele pośrednie i sposoby działania byłyby określane przez samo to narzędzie. Oczywiście takie narzędzie musiałoby stosować określone strategie, w tym uczyć się i popełniać błędy.

Sztuczna inteligencja jako narzędzie jest narzędziem doskonałym. Przynajmniej relatywnie - bo doskonalszym od człowieka. Takie twierdzenie można znaleźć w kulturze, w której pojawiają się nie tylko lęki przed maszynami pozbawiającymi pracy ludzi, ale także opowieści o komputerach zarządzających całymi krajami czy kontynentami, skłonnymi do buntu i przejmowania władzy. O ile formułowanie zadań dla komputerów (przetwarzanie danych na podstawie szczegółowych kartotek) nie budzi lęku przed maszynami, a raczej przed ludźmi, którzy tworzą bezprawnie te kartoteki i mają dostęp do przetwarzanych maszynowo informacji (taki element występuje na przykład w powieściach słynnego z "Parku Jurajskiego" Michaela Crichtona), o tyle bunt czy choćby alienacja komputera sterującego ważnymi procesami (jak w filmie "Gry wojenne") wymaga inteligencji. Sztucznej inteligencji rozumianej jako zdolność do wyznaczania sobie własnych celów, choćby przez tworzenie własnej wykładni celów zadanych.

Komputery obdarzone "sztuczną inteligencją" będą wykorzystywane do wykonywania obliczeń oraz szybkiego wykonywania tych działań, które nie polegają na obliczeniach, ale dadzą się w jakiś sposób przeprowadzić na maszynach liczących (chociażby rachunkowe sprawdzenie rezultatu). Będą też wykorzystywane w robotach, których użyje się do prac wymagających nadludzkiej precyzji, siły i szybkości - a także, co jest istotnym wątkiem, do prac niebezpiecznych. Oprócz prac w bardzo wysokich czy niskich temperaturach, w przestrzeni kosmicznej, w polu elektromagnetycznym itp. istotne są oczywiście zastosowania militarne.

Stworzyć imitację

Twór obdarzony sztuczną inteligencją mógłby być imitacją człowieka - czyli nas samych. Pod tym względem można się zastanawiać, czy imitacja ta miałaby być z zasady wykorzystywana do oszukiwania części ludzi (przynajmniej grupy niewtajemniczonych), czy też miałaby to być imitacja "jawna", przeznaczona z definicji do tego, by obcować z nią podobnie jak z dziełem artystycznym, z podmiotem lirycznym w poezji czy postacią sceniczną lub filmową. Skoro chodzi w istocie o sztuczną inteligencję, a nie o sztuczne ciało, taka inteligencja mogłaby się manifestować w sposób tylko częściowo imitujący. Klasyczny "test Turinga" proponował, by przyznać status posiadacza sztucznej inteligencji takiej maszynie, której odpowiedzi i inne reakcje byłyby przez człowieka-rozmówcę nieodróżnialne od zachowań ludzkich. Lecz te zachowania maszyny miały być podczas testu przekazywane w sposób, który nie wymagał żadnych specjalnych zabiegów imitacyjnych. Po prostu miano dostarczać "ludzkiemu" uczestnikowi tekst wypowiedzi. Zatem imitacja dotyczyć miałaby - przynajmniej w "klasycznym", Turingowym ujęciu - tylko myśli i przekazujących je komunikatów werbalnych, a nie  imitacji głosowych etc. Można podejrzewać, że Turing, jako autor koncepcji tego testu, zmienił podejście do sztucznej inteligencji jako imitacji: odstąpił od starożytnej jeszcze tradycji, w której "sztuczny człowiek" miałby być imitacją przede wszystkim funkcji biologicznych. Być może da się odnaleźć taką koncepcję, śledząc opowieści starożytne (na przykład mity o Dedalu i jego "żyjących" posągach) oraz zastanawiając się nad nowożytnym fenomenem automatów do gry w szachy - które okazywały się często urządzeniami sterowanymi przez ukrytego wewnątrz człowieka. Ten drugi przykład tylko z pozoru jest nie na temat - zarówno opowieści o takich automatach, jak i o porażce ponoszonej przez ich twórców, wskazuje na to, że w kulturze, w jakiej te automaty powstawały, inteligencja maszyny traktowana była jako imitacja inteligencji ludzkiej. To zaś jest pewną postawą, z której test Turinga w części nas wyzwala, bo ogranicza kontakt z urządzeniem.

Imitacja, służąca badaniom procesów poznawczych człowieka, może też być imitacją procesów tworzenia się umysłu - a więc imitacją dynamicznego procesu rozwoju, zarówno osobnika jak i większej, wielopokoleniowej populacji. Owe zagadnienia - ontogeneza i filogeneza umysłu - znajdują się w potencjalnym polu zainteresowania robotyki kognitywnej i biorobotyki.

Dzięki takim symulacjom można uzyskać dane, które może w przyszłości pozwolą uzyskać odpowiedź na pytanie, czy i w jakim stopniu umysł jest wytworem ewolucji, stosującej kryterium przetrwania "najsilniejszych" w takim czy innym znaczeniu, a w jakim - szczególny "produktem ubocznym". Interesującą hipotezą ewolucji umysłu jest tzw. model Wieży Generowania i Testowania, przedstawiony przez D. Dennetta, współczesnego filozofa umysłu. Przedstawiwszy kolejne ogniwa poprzedzające umysł ludzki ("wieżę" istot niezmiennych, zdolnych do zmian w zachowaniu, testowania hipotez, zwanych odpowiednio istotami "darwinowskimi", "skinnerowskimi" i "popperowskimi") dochodzi do pojęcia "istot gregoriańskich - od nazwiska neuropsychologa R. Gregory'ego - zdolnych do wytwarzania narzędzi jako przedłużenia swego zachowania. Główną (i krytykowaną!) tezą Dennetta jest, że układ nerwowy jest tak skomplikowany, jak wymagało tego dostosowywanie się do zmian środowiskowych, a złożoność układu nerwowego odpowiada komplikacji umysłowości.

Konstruowanie robotów jako służby domowej, partnerów erotycznych czy choćby rozmówców lub współuczestników zabaw eksploatuje to właśnie rozumienie pojęcia "sztuczna inteligencja". Ciekawe, że współczesny "automat do gry w szachy", jakim jest komputer osobisty, nie musi imitować swą inteligencją ludzkiego partnera. Gry komputerowe nie są jedynie "grą z komputerem" (myślącym i szybkim), lecz grami, w którym inteligentne - reagujące na zachowanie gracza (w sposób logiczny i przyjazny bądź wrogi) jest rozbudowane środowisko. Można mówić o "środowiskowości", zastępującej "antropomorfizację", czyli podchodzenie przez użytkownika do inteligentnego urządzenia jako do istoty podobnej do człowieka. Sztuczna inteligencja w tym wymiarze staje się zatem bezosobowa. Podobnie można ocenić koncepcję "inteligentnego domu" - mieszkania, w którym urządzenia techniczne działają sterowane przez inteligentny program - czyli program znający potrzeby mieszkańców i zdolny do adekwatnej z tego punktu widzenia reakcji na zmianę otoczenia.

Stworzyć prawdę

Wydaje się, że mówiąc o sztucznej inteligencji, myślimy czasem o czymś innym. Że mamy na myśli raczej sztuczne życie. Sztuczne życie nie musi być oczywiście obdarzone inteligencją na obraz człowieka, jednak wydaje się, że stawiamy swoisty znak równości między życiem a inteligencją. Obdarzenie życiem materii nieożywionej jest oczywiście pewnym misterium, a zarazem tabu (wydaje się, że niektóre protesty przeciwko klonowaniu człowieka, czy nawet zwierząt, biorą się z lęku przed złamaniem tego tabu). Dawać życie może tylko Bóg - twierdzi się w całej kulturze śródziemnomorskiej od schyłku starożytności, kiedy to puszczono w niepamięć teorie samorództwa (wraz ze słynnym Arystotelesowskim twierdzeniem "robaki powstają z nawozu"). Rzecz ciekawa, że o praktyki wspomagające samorództwo oskarżano w Średniowieczu czarownice, z definicji uznawane za wrogów Boga i chrześcijaństwa (przykładem jest ciekawostka, jaką zamieszcza zoolog Jan Żabiński w swej pogadance o myszach - sądzono, że wstawienie sąsiadowi w obejście wiadra siana zwilżonego końskim moczem spowoduje masowy wylęg tych gryzoni).

Stworzenie sztucznej inteligencji w formie sztucznej, ale żywej istoty, jest niewątpliwie ambicją grzeszną. Niechrześcijańska, lecz przecież w dużej mierze europejska tradycja kabalistyczna akcentuje niezwykłe ryzyko tworzenia Golema, czyli istoty z gliny (imitacji Adama, którego z gliny ulepił Jahwe). W literaturze natomiast Maria Shelley w swym "Frankensteinie" odwołuje się - za czym podążają twórcy filmowi - do skojarzenia ożywienia materii z ożywieniem trupa: to z ciał pogrzebanych, gnijących już zbrodniarzy został stworzony potwór. Widać, że stworzenie życia było z jednej strony aktem naśladowania bóstwa (bluźnierczym, niepokornym, skazanym na niepowodzenie jak budowanie wieży Babel), a z drugiej - próbą ożywienia zmarłego, w czym dostrzec można tęsknotę za nieśmiertelnością.

Można odnaleźć też w kulturze lęk przed takim sztucznym życiem, jako życiem, w którym brakuje człowieczeństwa. Człowieczeństwa rozumianego jako uznanie pewnych wartości moralnych itp., a przede wszystkim jako zdolność do przeżywania emocji. Zabawne z tego względu filmy i powieści niższego lotu epatują, jak się wydaje, wyobrażeniami istot inteligentnych i "pozbawionych uczuć", przez co rozumie się raczej przerost niektórych emocji, na przykład związanych z drażliwością i żądzą władzy, czego nijak nie tłumaczy deklaracja o całkowitej "sztuczności" takich istot. Jednak wyobrażenie sztucznej istoty żywej jako ożywionego automatu, reagującego przede wszystkim zgodnie z widocznie sztywnym programem, jest częstym motywem, godnym uwagi - zwłaszcza ze względu na to, że oddają one lęk przed  racjonalnością samego człowieka, romantyczny niepokój "serca" przeciwstawianego "rozumowi".


Marek Plisiecki


Literatura

J. Chromiec, E. Strzemieczna, Sztuczna inteligencja. Metody konstrukcji i analizy systemów eksperckich, Warszawa 1994

D. Dennett, Natura umysłów, Warszawa 1997

R. Gregory, Mózg i maszyny,  2000

M.J. Kasperski, Sztuczna inteligencja. Droga do myślących maszyn, 2003

R. Penrose, Makroświat, mikroświat i ludzki umysł, Warszawa 1997

tenże, Nowy umysł cesarza. O komputerach, umyśle i prawach fizyki, Warszawa 1997



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)