Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 marca 2005

Wojciech Jóźwiak

Szyjewski o szamanizmie
Recenzja książki Andrzeja Szyjewskiego 'Szamanizm', 2005

Kategoria: Szamanizm

W księgarniach pojawiła się kolejna książka Andrzeja Szyjewskiego: "Szamanizm". Wcześniej były: "Symbolika kruka" 1991, "Religie Australii" 1998, "Etnologia religii" 2001, "Religia Słowian" 2003, "Od Valinoru do Mordoru" 2003 (o mitologii Tolkiena!) - i teraz o szamanizmie. W samą porę, bo po polsku literatury o szamanizmie mamy tyle, co kot napłakał. Pierwsza u nas książka traktująca o szamanizmie wprost, a nie na marginesie czegoś innego, została wydana dopiero w 1979 roku ("Podróże do piekieł" Jerzego S. Wasilewskiego). Potem przetłumaczono Eliadego ("Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy", 1994, całe czterdzieści trzy lata po ukazaniu się oryginału!), Drurego ("Szamanizm", 1994) i Vitebsky'ego ("Szaman", 1996). Dwie ostatnie książki należą do gatunku popularnego, wiedzy w pigułce. Na nową książkę był już najwyższy czas i pewien jestem, że wygłodniały czytelnik rzuci się na dzieło Szyjewskiego niby kruk na zdobycz.

Autor daje solidny przegląd tematu. Na początku stwierdza, że szamanizm jest zjawiskiem religijnym, które wszędzie, gdzie występuje, współistnieje z innymi obyczajami i kultami. Istotą szamanizmu zaś jest istnienie szamanów, czyli osób obdarzonych umiejętnością wchodzenia w trans i w tym odmiennym stanie świadomości komunikowania się z duchami i bóstwami. Właśnie trans i bezpośredni, osobisty kontakt z rzeczywistością nadprzyrodzoną i sakralną jest tym, co wyróżnia szamanów. Jeśli chodzi o sporne kwestie dotyczące szamanizmu, Szyjewski staje po stronie tych badaczy, którzy uważają go za coś bardzo starego; zastanawia się, czy wręcz szamanizm nie jest równie stary jak ludzki rodzaj - miałby więc około 2 i pół miliona lat. Za pewne zaś uważa ślady szamańskich praktyk sprzed 25 tysięcy lat. Uważa następnie, że nie da się ostro oddzielić szamanizmu od kultów opętania, choć niektórzy autorzy uważali te dwie grupy zjawisk za przeciwstawne. Szamanizm, w największym skrócie, polega na wychodzeniu duszy człowieka-szamana ku duchom, zaś kulty opętania na wchodzeniu duchów lub bóstw w ciało człowieka-medium. Jednak, co podkreśla Szyjewski, zarówno w szamanów wstępują duchy, zwłaszcza podczas inicjacji, jak i media w kultach opętania zyskują pewien zakres władzy nad swoimi duchami. Co do samego słowa "szaman" wziętego z języka syberyjskich Ewenków, autor popiera pogląd (dla mnie niewiarygodny - WJ), że jest to słowo indyjskiego pochodzenia, od rdzenia śram, znaczącego w sanskrycie "męczyć się, uprawiać ascezę". Jeśli chodzi o terytorialny zakres, Autor skupia się - i chwała mu za to - na szamanizmie syberyjskim, w pewnym sensie klasycznym, głównie Jakutów, Ewenków i Buriatów, choć sięga także do Eskimosów, do Indian Ameryki Północnej i Środkowej, marginalnie także Południowej i do rodzimych religii Australii. Są jeszcze pojedyńcze wzmianki o Buszmenach, Zachodniej Afryce i jakichś ludach Indonezji. Prawie nie ma Afryki, ledwie wspomniana jest Amazonia - najwyraźniej Autor nie uległ modzie na szamanizm ayahuaskowy, nie ma też tybetańskiego bonu, niekiedy zaliczanego do szamanizmu, nie ma też kultów polinezyjskich, w tym hawajskiej huny - i słusznie, bo jednak wydaje się, że błądzą ci, którzy i tę tradycję włączają do ponad miarę rozdętego worka "szamanizm". Nie ma wątku ewentualnych pozostałości szamanizmu w religiach i mitach Greków, Germanów, Persów, Żydów i innych ludów starożytnych, jak u współczesnych Hindusów czy Japończyków. Na pewno przyjęcie "syberiocentrycznego" punktu widzenia wyszło z korzyścią dla książki! - bo tak jak tu ujęty szamanizm nie rozmywa się wśród masy wątpliwych faktów ze swego pogranicza. Za to, czytając, miałem wrażenie, że Szyjewski stara się wyminąć wątek enteogeniczny - czyli użycie halucynogenów jako środków szamańskiego transu. Stwierdza wprawdzie, że niemal wszędzie enteogeny były w użyciu, ale woli tego tematu nie rozwijać. Gdy porównuje się tę książkę z pisanymi z podobnym zamysłem książkami Harnera ("The Way of the Shaman") lub Kalweita ("Die Welt der Schamanen"), brakuje w niej próby przybliżenia szamanizmu światu naszych wyobrażeń i doświadczeń, wyobrażeniowemu światu ludzi zanurzonych we współczesnej cywilizacji. U ujęciu Szyjewskiego szamanizm pozostaje jednak czymś obcym, "innym" - inaczej niż to było u Harnera lub Kalweita, którzy starali się budować pomost między światem wyobrażeń "dzikich" i naszym. Dzieje się tak tym bardziej, że poprzez cytaty widzimy szamanów w dużej części oczami rosyjskich etnografów z XIX i początków XX wieku, którzy na swój przedmiot patrzyli z góry... i to wielkiej. Książce udziela się też mroczny, "gotycki" wręcz nastrój jakuckich i buriackich mitów - i nie wiadomo, czy takimi one faktycznie były, czy tylko takie wrażenie sprawiały na słuchających ich Rosjanach. Syberyjski punkt widzenia sprawił też, że poprzez tę książkę widać coś, co nie zostało w niej powiedziane wprost: że otwarcie pomiędzy "dzikusami" z ich szamanizmem i resztą ich kultury, a "oświeconymi" Białymi dokonało się wcale NIE na Syberii, lecz w Północnej Ameryce. Jankesi, którzy zrazu zmasakrowali tubylców, w końcu okazali się najbardziej otwarci na poznanie ich, dialog z nimi i w końcu na uczenie się u nich jako u swych mistrzów. Według mojego rozeznania, nic podobnego nie dokonało się do tej pory w Rosji. Szamanizm Syberii pozostaje czymś hermetycznym, zamkniętym, czymś co interesuje etnografów, ale nie przenika do ogólnych zasobów kultury, ani rosyjskiej, ani światowej. Tym bardziej, że szamanów po komunistycznych prześladowaniach zostało bardzo niewielu.

Ostatni rozdział książki jest o neoszamanizmie. I tak, jak do tej pory Autor oglądał chłodnym okiem badacza obyczaje egzotycznych ludów, tak teraz bez sympatii ocenia współczesne próby zaglądania w "równoległą rzeczywistość". Zastanawiałem się czytając, czy nie lepiej by było dla książki, gdyby tego rozdziału nie było. I jeszcze jedno: wbrew temu, co wydrukowano tam w indeksie nazwisk, David Thomson nazywa się tak jak napisałem: Thomson, nie "Thompson", Robert Palusiński nosi imię Robert właśnie, nie "Roman", a ja mam na imię nie "Wiesław" tylko Wojciech.


Wojciech Jóźwiak
Milanówek, 6 marca 2005


Książka omawiana: Andrzej Szyjewski, "Szamanizm". Wydawnictwo WAM, Kraków 2005. Stron 254, cena (w Merlinie) 23,5 zł.





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)