Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 lutego 2011

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki (odcinków: 148)

Tabu. Czyli religia, dragi, seks i schiz

Kategoria: Pytania i granice

« Samorodni szamani Serwer dla ludu - nadzieja, że wygra wolność, nie Facebook i rządowa cenzura »

W Tarace zmieniony (znów!...) układ strony. Ale co tam forma, ważniejsza treść. Kto pracuje z... lub tylko interesuje się szamanizmem, pewnie (tak jak ja...) widzi tę dziedzinę jako jasną wyspę, otoczoną cieniami i mgłami tabu. Tabu, czyli spraw, o których mówi się trudno, często mówić nie wypada lub mówi się z oporami i wychodzi nie to, o co chodziło; spraw takich, że jeśli w nie wchodzić, to się ryzykuje...

W ostatnich miesiącach kolejne fale tabu omywały wały – albo burty – Taraki, bo ta nie stała przecież w miejscu i wychodziła naprzeciw tym obszarom niedopowiadanym. Najpierw była to sprawa religii, potem cykl wywiadów o ayahuasce, które prowadziłem; potem wywiady z praktykującymi tantrę (cokolwiek by pod tym słowem się mieściło...) i teraz to, co dzieje się na styku pracy szamańskiej z rozpoznaniem psychiatrycznym. – Zobacz świeży tekst Nesa Havasona pt. Schizofreniczny szaman, dezintegracja osobowości, a jeszcze bardziej dyskusję pod nim.

Religie kojarzą się z tabu wręcz automatycznie. Każda religia ustanawia jakieś swoje tabu i go strzeże, by ktoś go nie sprofanował i nie zbluźnił świętościom. Ale tamten tarakowy spór o religię, który próbowałem rozdmuchać i nie całkiem mi się udało, odnosił się do czegoś innego, do tabu, które przy religiach porobiło się jakby niechcący. W naszych czasach jest tak, że nie tyle jedna religia stoi naprzeciw drugiej religii, co raczej religia jakakolwiek stoi naprzeciw braku religii. Temat tabu który w tym siedzi, jest taki, że wierzący są podszyci niewiarą i mówią tylko że wierzą, a faktycznie nie wierzą i o tej niby-swojej religii wolą zbyt wiele nie wiedzieć – jak można streścić poglądy Daniela Denetta z tekstu pt. Niewiarygodna prawda: dlaczego Ameryka staje się narodem religijnych nieuków, w Racjonalista.pl. Z drugiej – tej wierzącej - strony pojawia się komplementarna opinia, że oto niewierzący to ci, którzy nie uwolnili się od lęku przed Bogiem i osobistym potępieniem, przez co tym bardziej furialnie zwalczają religię. Wierzący więc deklarują, że wierzą, przez grzeczność i dla świętego spokoju, podczas gdy niewierzący deklarują niewiarę z lęku przed Bogiem i Szatanem. To takie paradoksy-błyskotki, ledwie fasada czegoś, co siedzi w duszach głębiej. Tym, co siedzi głębiej i dusze zatruwa są wdruki. Ale wraz z wdrukiem zaczyna się tabu, bo mówić o wdrukach które on, ona, ty lub ja noszą w sobie, to obciach i nie wiadomo jak się za nie zabrać. Wdruk łączy się z regresją, jest infantylnym (i hipnotycznym) „implantem” w duszy i przenosi do fatalnego stanu dziecięcego rozmemłania... o którym jako dorośli chcemy skutecznie zapomnieć. Jakaś psychoanaliza by się przydała... Ale łatwiej jest uprawiać religijną fantastykę, która zaczęła wtedy synchronicznie przeciekać na e-łamy Taraki. Tu są odcinki bloga, w których o tym pisałem: Religia ateistów, Podwójny płot z lęku i Ogólnopolski Zjazd Bogowidzów, Proroków i Mesjaszy. Z próby przytomnego wejścia w religijny obszar tabu wyszło niewiele. Wrócić by warto – z lepszym uzbrojeniem.

Drugim tabu (które niby falę minął statek Taraka) były odmienne stany świadomości, które najskuteczniej są powodowane przez branie środków, które Angielskojęzyczni zbywają krótkim hasłem drugs, a my Polacy dotąd nie bardzo potrafimy nazwać w naszym języku, bo to ani „narkotyki” (w tym słowie jest grecki rdzeń narke = odrętwienie), ani „halucynogeny” (bo niekoniecznie prowadzą do halucynacji), a nazwa „enteogeny” jest strasznie nadęta i znacząc – „wpuszczające boga do środka” – stanowczo zbyt wiele obiecuje. Jak je zwał, ayahuasca ma sławę najsilniejszego z nich. Z trzech tematów – religia, ayahuasca, tantrarozmowy o ayahuasce oceniam stanowczo najlepiej. Anonimowość zadziałała. Autorzy wypowiedzi „brali” temat z nieuprzedzonym umysłem. Z nieuprzedzonym umysłem... To jest wielka sztuka, umieć coś obserwować i zdawać z tego sprawę z takim umysłem zen. Umieć się dziwić. Nie ukrywać zaskoczenia. Nie ubierać doświadczenia w gotowe, skądś przejęte formy.

Ta sztuka NIE udała mi się z tantrą. O tantrze wypowiadały się przeważnie zawodowczynie (żeńska forma, bo przeważnie kobiety), które w temacie tantra i prowadzenie warsztatów tantry pływają jak ryby w wodzie. I mimo dużej otwartości z jaką o temacie się wypowiadano, pewnych spraw jakoś nie udało się nazwać ani wyrazić: no właśnie, jak to jest, kiedy się szamańską energię bierze z seksu? Z seksu z kim? A co na to „cywilny” partner, którego się zostawiło w domu jadąc na warsztaty? Czy takie wydarzenia, tylko w stałych parach? A jak ktoś nie lubi wiązać się w parę? A jak są dwie pary i po jednym z każdej zacznie mieć się bardziej ku sobie niż do tego stałego? A co z pozostałymi uczestnikami? A co jak ktoś nie przepada za grupenseksem? Albo przeciwnie, jakoś ścierpi tę całą duchowość, byle tylko się dobrać do grupenseksu? Jak praktykować i krzewić seksualną duchowość tak, żeby aśram odróżniał się od hmm... seksklubu? Wygląda na to, że gdy o seksualnej duchowości mowa, powtarzanych jest klika zaklęć, aby odpowiednio zagęściła się atmosfera wzniosłości. Od której, mam wrażenie, temat tantra pokryty jest twardą błyszczącą skorupką, niby odpornym lakierem.

Czwarte tabu, to sąsiedztwo szamanizmu ze spontanicznie pojawiającymi się stanami odmiennej, wizyjnej świadomości, które typowo są w naszych czasach rozpoznawane jako psychoza, vulgo schizofrenia. Jak ten temat się rozwinie, zobaczymy.



« Samorodni szamani Serwer dla ludu - nadzieja, że wygra wolność, nie Facebook i rządowa cenzura »

komentarze

[foto]

1. Korespondencja • autor: Wojciech Jóźwiak2011-02-15 11:29:16

Dostałem ciekawe listy, którymi tu się dzielę:


>>> "Nes, oczywiście się zgadzam, że szamanizm zanika w kulturach rolniczych, ponieważ w nich rozwija się zinstytucjonalizowana religia. Tylko nadal pozostaje nieodpowiedziane pytanie, dlaczego tak się dzieje?"

Ponieważ dieta wysokowęglowodanowa "odmóżdża" - uczy ślepo słuchać, wykonywać polecenia, tworzy służącego. Pasuje jak klucz do zamka, gdzie zamkiem jest osoba odżywiająca się tłusto (np. kapłani w starożytnym Egipcie, kapłani w Biblii, niektórzy kapłani w obecnych czasach). Osoby na Diecie Optymalnej (tłustej) często mają cholesterol baaardzo znacząco powyżej normy, co jak obserwuję łączy się z przekonaniem "ja wiem lepiej, ja wiem wiecej". Tłuste - uczy myśleć (do czasu), bo post jest też dieta tłustą (w czasie postu wykorzystujemy stare komórki składające się z błon białkowo-lipidowych)... Tylko Optymalni nie poszczą ... po co mają pościć jak nie grzeszą :-0 (zatem nie umrą bo "zapłatą za grzech jest śmierć")... post jest dowodem na to, że zgrzeszyłem/łam ...

Tylko po co pościł Chrystus, Budda, kapłani w górnym czy dolnym Egipcie?
:-)

lek.med. Ewa Bednarczyk-Witoszek www.dietaoptymalna.com

Przydałoby się znać jakąś dietę dla szamanów, wizjonerów.



Pisze Pan o tym, że współczesne społeczeństwo niszczy szamanizm, ale to jest zrozumiałe, choć nie można tego usprawiedliwiać. Ogólnie chodzi o to, że wszyscy mają lęk przed "Kasandrą" i wielu osobom wydaje się, że jak wyleczą wieszcza, to też wyleczą wróżbę/przepowiednię. Niestety jest najczęściej pogorszenie sytuacji. Z autopsji wiem, że zawsze jest też "widać" wyjście z sytuacji kryzysowej. Szamanizmu też obawiają się struktury, które go zastąpiły, czyli kościół i medycyna. Bo jak tu zarobić kasę, jak się pójdzie do szamana ten popatrzy (dla wymagających zrobi jakieś szoł) i po sprawie. Jak tu zarobić kaskę jeśli ktoś twierdzi, że należy tak się zachowywać jakbyśmy chcieli by do nas się zachowywano. Choć nauczał tego samego ktoś czyje nauki są niby podstawą instytucji religijnej, to jednak na grzesznikach lepsza kasa. Płacimy za wszystkie leki, a najbardziej za wybielanie sumienia. Czyli konkurencja do psychiatryka i udajemy, że problem z głowy... Tylko, że razem z problemem wysyła się też tam wyjście z sytuacji i dlatego jest jak jest. Najlepszym przykładem tego, co opisuję Panu, jest degradacja Plutona tuż przed wejściem w Koziorożca :-). Czy problem został zlikwidowany? Z tego co widać w polityce to nie...

Niech duszki sprzyjają!
-- Pozdrawiam
sasimrege

Czy szamanizm jest "niszczony"? Raczej jest nierozpoznawany, a ludzie urodzeni z odpowiednimi predyspozycjami gubią się, nie mogą odnaleźć dla siebie odpowiedniej drogi rozwojowej, ani miejsca. Duży problem...

[foto]

2. Myszka Miki vs Popiel • autor: Nes W. Kruk2011-02-15 14:44:58

Czy szamanizm jest "niszczony"? Raczej jest nierozpoznawany, a ludzie urodzeni z odpowiednimi predyspozycjami gubią się, nie mogą odnaleźć dla siebie odpowiedniej drogi rozwojowej, ani miejsca. Duży problem...
Jest jeszcze ten problem, że istnieje mniej lub bardziej konkretna definicja, która mówi, kto szaman a kto nie. Pomijając zjawisko mody na szamanizm, które owocuje wysypem samo-zwańczych mitomanów, co zrobić właśnie z ludźmi, którzy mają te same cechy co tradycyjni szamani, przechodzą wręcz podręcznikowe etapy szkolenia, posługują się bardzo podobnymi technikami, kontaktują się z duchami, uzdrawiają, tyle że nie funkcjonują w społeczności plemiennej, a w naszym współczesnym świecie zachodu? Jeśli wciąż w naszym społeczeństwie pojawiają się ludzie z powołaniem do roli uzdrowiciela-szamana, to może należałoby zrewidować samą definicję? Może definicja stała się za ciasna i próbujemy opisać zjawisko na siłę wciskając je w kontekst, który jest już nieaktualny? Bez kompleksów względem starszych braci i sióstr, którzy kroczyli drogą szamana dawniej, w innych warunkach. W końcu szamanizm służy przede wszystkich życiu, a życie to ciągła zmiana. Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że nie mam na myśli samego posługiwania się technikami szamańskimi wyjętego z kontekstu kulturowego, tego, co Harner nazwał core szamanizmem. Żyjemy w takim pomieszaniu kultur, że trudno porównywać mapę współczesnych mitów do mapy dawnych kultur plemiennych. Mimo wszystko taka mapa istnieje. Dziś też mamy herosów, takich jak: Einstein, JP2, superman, bin Laden, czy Marlin Monroe, złe duchy i dobre duchy. Mniejsza o ich prawdziwą heroiczność. Ważny jest sam fakt występowania jakiegoś konkretnego wizerunku, ducha, który funkcjonuje w świadomości ludzi zachodu. Wiele dawnych duchów straciło swoją moc, odeszło. Niektóre wciąż dobrze się trzymają, ale pojawiły się też nowe.
Tworzyć nowe definicje, nowe etykietki? Chyba nie tędy droga. Nie wiem.
I jeszcze taka jedna rzecz. Jeśli wciąż nie uznaje się występowania zjawiska szamanizmu (z braku lepszej etykietki pozostanę na razie przy tej) w cywilizacji zachodu, to jeśli ono istnieje, traci okazję do wzrostu, tak jak to jest np w medycynie, która dysponuje określonym systemem organizacyjnym i prawnym.
W tradycyjnym szamanizmie są jasno określone zasady szkolenia, współpracy itp. Tu tego nie ma. Każdy sobie rzepkę skrobie i często wymyśla koło od nowa. ;)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)