Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 kwietnia 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Tatuaż

Tajemnica tatuażu zapewne odsłonięta

Kategoria: Obserwacje obyczajowe
Tematy/tagi: ciałosubkulturasymboletatuaż

  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

Pójdę śladem omówionych w poprzednim odcinku i lepiej znanych młodzieżowych subkultur fryzurowych. Niech posłużą za wzór i bazę dla pojęciowego uchwycenia zjawiska tatuażu. Albo tatuizmu: czyli zamiłowania do tatuowania się i wiązania z tym jakichś, choćby niejasnych, znaczeń i wyobrażeń. Rozumiemy, że analogia nie jest pełna, bo (A) fryzura jest czasowa, a tatuaż trwały, i (B) fryzura jest demonstracyjnie widoczna, a tatuaż niekoniecznie i dość często bywa ukrywany, robiony w mało publicznym miejscu ciała. Niepełna analogia jest też dlatego, że fryzurowe subkultury były przeważnie lub wyłącznie męskie (konieczny przypis, patrz niżej[1]), a tatuują się obie płci, z – jak mi się wydaje – przewagą kobiet.[2]

Przekazem fryzur w tamtych fryzurowych subkulturach był protest i zanegowanie mainstreamu. Co więcej, subkultury te, przez wybór takiej nie innej fryzury, zadawały niezwykle trafny i precyzyjnie wymierzony cios w główną zasadę kultury głównego nurtu – tę zasadę, którą (do tego słusznie!) rozpoznawały jako najbardziej opresyjną. Długowłosi[3] hippies wymierzali cios w zasadę dyspozycyjności, popartą chętnym podporządkowaniem się w hierarchii podległości. Łysowłosi z lat 1990-tych wymierzali cios zasadzie liberalno-kapitalistycznej odpowiedzialności za siebie. Pytanie, czy podobnie jest z tatuażem?

Trzeba sprawdzić, czy tatuowanie się można podciągnąć pod „młodzieżowość”. Ale tu raczej nie ma wątpliwości. Dzieci się nie tatuują. Również nie słyszałem, żeby u nas rodzice robili tatuaże dzieciom. (Chociaż zdarza się przekłuwanie uszu pod kolczyki dzieciom-dziewczynkom.) Raczej nie tatuują się ludzie starzy, o ile nie zrobili tego w młodości. Kluczem, kamieniem probierczym jest zaś tu to, że konserwatyści, którzy orientują się na starych zwolenników, do tatuaży mają negatywny stosunek. Oraz, że instytucja ewidentnie karmiąca się energią starych ludzi[4] i wśród nich mająca najwięcej zwolenników, jednoznacznie tatuaże potępia, rękę szatana w nich widzi itp. – Kościół Katolicki mam na myśli.

Więc tak, zjawisko jest młodzieżowe. A zarazem subkulturowe, ponieważ żaden wysoki proces kulturowy ani żadne wysokie kulturowe zjawisko czy praktyka nie wymaga tatuowania się ani go nie zaleca. Np. od żadnych urzędników, ani od posiadaczy tytułów naukowych, ani od zdobywców nagród, nawet w tak luźnej dziedzinie jakimi są sztuka lub sport, noszenia tatuaży się nie wymaga. Tatuaże prócz tego, że są czymś prywatnym, są także czymś lekko tabuizowanym. W sytuacjach społecznych wysokich raczej ich się nie eksponuje. Publiczne wyrażanie opinii o tatuażu czy w ogóle go zauważanie, przeważnie będzie nietaktem. „Pani profesor, jaką pani ma piękną różę (mordkę sarny, krzyż celtycki itp.) wytatuowaną o tu nad lewym łokciem!” – taki wyraz zachwytu raczej trudno sobie wyobrazić. Prócz jakiegoś bardzo zaufanego kręgu tatuistów, nie wyobrażam sobie rozmów o wzajemnie pokazywanych sobie tatuażach. Kto go ma, raczej będzie go ukrywał/a, a widzący przemilczy. Te uwagi każą zaliczyć tatuaż do subkultury.

To mając na uwadze, przejdźmy do jądra (problemu). Jaki przekaz nadaje tatuaż? – A ponieważ stwierdziliśmy, że należy do subkultury, to przekazem tym jest kontestacja, a więc zanegowanie, oprotestowanie i sprzeciw wobec pewnej zasady wyznawanej przez mainstream. Który więc dogmat religii mainstreamu (estebliszmentu!) kontestuje tatuaż?

Tym, co jest najbardziej w tatuażu uderzające i co go odróżnia od innych kalotechnicznych sposobów, jest jego nieusuwalność. Nieodwracalność. Nie szukajmy dalej. Szukany punkt jest tu.

Tatuaż jest wyrazem i przekazem protestu przeciw zmienności. Przeciwko dogmatowi – naszej obecnej popularnej liberalno-humanistycznej religii[5] – że wszystko może się zmienić, że nic nie jest stałe, niezmienne ani na zawsze: czego przypadkiem jest należący też do tej religii postulat, żeby się nieustannie rozwijać, a więc i zmieniać. Tatuaż głosi coś przeciwnego: oto ja nie chcę, żeby wszystko się zmieniało, przeciwnie, życzę sobie istnienia rzeczy niezmiennych i trwałych, a przez to pewnych, i na dowód mojej gotowości do zaakceptowania i zaafirmowania tego, co niezmienne i niemożliwe do przerobienia ani do wykasowania, każę sobie zrobić coś właśnie tak nieusuwalnego i to na tym, z czym jestem nieusuwalnie związany/związana: na moim własnym ciele, skórze. Tatuaż.

Na tle przyszłościowego i rozwojowego czyli zmianowego (zmianę afirmującego) nastawienia dominującego nurtu w kulturze, tatuiści swoimi tatuażami wołają: Nie! Nie chcę tego! Mam dość możliwości (albo tylko pozornej możliwości) dobierania, wybierania i zmieniania, więc także optymalizowania wszystkiego pod kątem jakichś chwalebnych celów: że oto wszystko ma być szybsze, tańsze (lub droższe), ładniejsze, wygodniejsze i jeszcze bardziej mnie realizujące. Mówię: dosyć! Chcę czegoś przeciwnego: czegoś niezmiennego, na czym będę się mógł/mogła oprzeć. I to chcę zrobić, sporządzić, wykonać.

Zatem mimo swojej szokującej konserwatystów postaci, tatuaż jest rzeczą głęboko, istotowo konserwatywną. Jest wołaniem o niezmienność. Także; wołaniem o uczynienie wyjątku w ciągłym przerabianiu i wymienianiu rzeczy, i nie tylko rzeczy! – na jeszcze lepsze.

Spróbujmy sprawę sprowadzić do konkretu: oto rodzice się rozwiedli, moja rodzina rozpadła się, tata żyje z obcą kobietą albo rodzice żyją bez ślubu, kazano mi uczyć się religii, potem okazało się, że Bóg nie istnieje tak samo jak św. Mikołaj, mój kraj, który kazano mi kochać, okazał się jakąś obciachową dziurą, wycięto moje ulubione drzewa, a gdzie niedawno przychodziły zające, teraz wylany beton i stoją blaszane pudła megamagazynów. Telewizja kłamie, a znajomym, którzy są bardzo wykształceni, ledwo starcza na życie. Gdy coś czytasz w Internecie, albo i w prasie, w książce, nie wiesz, czy to nie fejk, a nawet jeśli to naukowcy mówią, to czy mówią prawdę? Jak wszyscy muszą mówić to, za co ktoś im zapłacił. – Każą wciąż wybierać i wymieniać coś na lepsze... Tymczasem potrzebuję czegoś stałego, trwałego, niezmiennego: zrobię sobie tatuaż. – Oczywiście jest to pewien myślowy skrót. Zjawiska społeczne zawsze są zapośredniczone i wcale nie musi być tak, że decyzja o wytatuowaniu sobie czegoś na sobie zapada po zdaniu sobie sprawy z opisanej wyżej obezwładniającej możliwej zmienności i niepewności wszystkiego. Być może raczej ktoś, kto zdałby sobie sprawę z tego, tatuażu właśnie by nie zrobił. Ale jest bardzo prawdopodobne, że istota zjawiska jest właśnie taka, jak wyżej

Powyższa teza zapewne w jakimś stopniu dałaby się skwantyfikować empirycznie: mogliby socjologowie wyliczyć, jak wielka jest korelacja między niestabilnością w rodzinie a tatuowaniem się. Lub korelacja z innymi wybitnymi wskaźnikami nowoczesno-miejskiego niepewnie-rozpadowego życia.

Zauważmy też, jak trafne, jak precyzyjnie trafne jest uderzenie tatuizmu w sam szpic nosa,[6] w samą czołówkę dominującego dzisiaj kultu zmienności, zmiany, przekształcania, przerabiania, udoskonalania i optymalizacji, zarazem tymczasowości, nietrwałości, ale również nieustannego samo-rozwoju.

Tatuaż-tatuizm ma też pomniejsze, poboczne przesłanki, o których może jeszcze napiszę.


[1] Zapuszczenie długich włosów przez mężczyznę około roku 1967 wymagało pokonania wysokiego progu, podczas gdy długość włosów u kobiet i wtedy i teraz nie była nacechowana. Golenie głów około r. 1990 dotyczyło tylko mężczyzn, kobiet ta subkultura nie obejmowała, chociaż partnerkami dresiarzy były przeważnie tzw. plastiki. Za to styl punk był „koedukacyjny”.

[2] Co nie bardzo dziwne, bo istnieją wyraźnie kobiece subkultury i np. jazda konna jest w około 98% kobieca.

[3] Zanim około 1967, może 66 roku pojawili się młodzi mężczyźni z naprawdę długimi włosami, wcześniejsi kontestatorzy i idole za narzędzie kontestacji wzięli grzywki! Tak fryzowali się i wcześni The Beatles i kilka lat od nich młodsi Pink Floyd. Wyjaśniam, że u młodzieży męskiej włosy naturalnie układają się od wierzchu głowy w dół. Mainstreamowa moda fryzurowa tamtych czasów zmuszała młodzieńców do zaczesywania włosów do góry, by odsłonić czoło, które naturalnie u mężczyzn odsłania się koło czterdziestki w miarę rzednięcia włosów. Zaczesywanie włosów miało nadać młodym wygląd bardziej dorosły, więc i poważny i odpowiedzialny, ale ponieważ było promowane przez wojsko, zarazem symbolizowało wpasowanie się w struktury podległości. Że noszenie grzywki może temu zaprzeczyć, długo pozostawało nieodkryte, bo jeszcze kultowy buntownik bez powodu James Dean czesał się do góry, tak samo pierwszy idol młodzieżowej muzyki Elvis Presley. Grzywkę jako narzędzie buntu przeciw wapniakom lub squares wynaleźli zdaje się Brytyjczycy.

[4] A nawet więcej: energią śmierci lub raczej, z jednej strony, będącym źródłem energii lękiem przed śmiercią, a z drugiej strony energią przeznaczaną (także w postaci pieniędzy) na obsługę usuwania zwłok i ceremonii pogrzebowych.

[5] Yuvan Noah Harari w „Homo deus” nazywa dominującą obecnie w świecie ideologię humanizmu – religią.

[6] Za słowami „w sam szpic nosa” stoi wyobrażenie dominującej religii zmienności jako drapieżnej bestii gotowej podmiot (tj. „ciebie”) pożreć.



  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

komentarze

1. nie rozumieja, że modne znaczy dziś obciachowe • autor: Jerzy Pomianowski2018-04-28 23:41:27

No, ale przecież tatuuje się nie uciśniona mniejszość wolnomyślicieli, tylko ludzie nowocześni nadążający za celebrytami, i czuli na obowiązujące trendy.

2. Dziękuję Wojtku! Odpowiedziałeś na... • autor: Michał Dawidowicz2018-04-29 08:50:32

Dziękuję Wojtku! Odpowiedziałeś na moje pytanie. Myślę że to dobra interpretacja tego trendu. Od dłuższego czasu zastanawiałem się po co... ? Czyli z tego odzie wniosek, że rośnie świadomość ludzkości. Choć ja sam nie mam potrzeby takiego aktu, ponieważ realizuję go inaczej. Ciekawe.. Dzięki 
[foto]

3. Dziękuję, Michale • autor: Wojciech Jóźwiak2018-04-29 09:46:58

Dziękuję, Michale. I cieszę się, że masz podobne intuicje. "Realizuję inaczej". No właśnie. To jest jeszcze jeden niewyjaśniony punkt. Dlaczego jedni "realizują inaczej", a drudzy jednak przez tatuaż? Pozostaje też (do zbadania) temat: tatuaż jako autodestrukcja. Może też być tak, że tatuaż niektóre osoby powstrzymuje przez autodestrukcją całkowitą.
[foto]

4. Nie znam się • autor: Przemysław Kapałka2018-04-29 10:07:42

ale mnie to nie przekonuje. Najchętniej poczekam, aż wypowiedzą się inni.A co do religii, to ją odbieram właśnie jako ostoję tego, co ma być stałe. Stałe wartości, stałe dogmaty, stałe i niezmienne prawdy. To, co się zmienia w religii, to detale, wartości zasadnicze mają pozostać niezmienne.Jakiś czas temu w mojej klatce schodowej, w jednym z mieszkań, rozgościł się punkt robienia tatuaży. Czy chcesz, Wojtku, żebym ich spytał o te zagadnienia? Będzie to o tyle trudne, że zwykle jak wracam z pracy to już nikogo tam nie ma, ale mogę spróbować.
[foto]

5. Czuję opisywaną stałość i nie zmienność • autor: Joanna Biela2018-04-29 10:13:52

..z jednej strony. Nie czuję "zmienności", jako drugiego bieguna. Jakby nie to słowo, nie ten wyraz. Przemawia do mnie brak dogmatów i próbę ich ustalenia w formie tatuażu. Ciągle mi się pcha na język "globalizacja".. jako brak granic a tatuaż miał by je postawić/ustalić/utrwalić/zaznaczyć. Pod poprzednim wpisem udostępniłeś link do badań Agaty Dziuban. Jest jeden aspekt, który zwrócił moją uwagę, czytając wypowiedzi osób tatuujących się. Mistycyzm, rytuał.. jaki temu towarzyszy. Nie dziwi mnie teraz "uzależnianie" się od tatuażu. Jeśli nie odnajdą innych sposobów na "spotkanie ze sobą - Innym", na to wyjątkowe "poczucie Jedności", będą wracać do tego i tak się zrodzi autodestrukcja.. 

6. Blizna • autor: Yvonne.b2018-04-29 18:50:48

Mogę podpowiedzieć, jakie znacznie ma tatuaż w ezoteryce - to jest blizna! Ślad na ciele fizycznym, który zostaje po zranieniu na planie niematerialnym. Krzywda, odrzucenie, agresja itp. Zwróćcie uwagę kto się najczęściej tatuuje - więźniowie, członkowie wojowniczych bractw (SSmani), ludzie z tzw. marginesu, często doświadczający przemocy. Kobiety chętnie tatuują okolice pośladków - czyżby pamiątka, że została kopnięta w d... Przepraszam wszystkie koleżanki.
Dzisiaj tatuaż wyszedł z cienia, można go pokazywać ale to nie zmienia jego znaczenia - nieprzepracowanej traumy.

[foto]

7. @Yvonne.b: Tak! Ale i ale... • autor: Wojciech Jóźwiak2018-04-29 20:11:10

Zgadzam się! Rana. Trauma.
Ale pozostaje pytanie: dlaczego jedni ludzie mając nieprzepracowane traumy tatuują się, tzn. usiłują ze swoją traumą coś zrobić właśnie w ten sposób -- a inni mając traumę jednak nie tatuują się?
Więc chociaż, zapewne, tatuaż ma coś wspólnego z traumą lub nawet wynika z traumy, to jednak żeby ktoś zdecydował się na tatuaż, musi "mieć" jakiś dodatkowy czynnik. Musi czegoś się "imać". To coś usiłuję zidentyfikować. To coś, czyli jakąś wartość -- tak, pozytywną wartość! -- w tatuażu.

8. Nie wiem, nie znam się... • autor: Weider2018-04-29 22:45:43

koncepcja tatuażu jako nieprzepracowanej traumy mi się podoba bo widzę tu zgodność z kwestią samooceny, którą wielokrotnie dostrzegałem. Ale nie potrafie zrozumieć aby tatuaż miał cokolwiek wspólnego z samookaleczeniem. Mam znajomą, która wytatuowała sobie na przedramieniu warzywa i owoce aby wytrwać przy zdrowym odżywianiu. Jeśli to jest (nie)świadoma skłonność/chęć do autodestrukcji to zupełnie tego nie rozumiem. Tatuaż jest czym innym niż piercing. Służy upiększaniu ciała co z samej definicji jest pozytywne. I gdyby chodziło tu o indywidualność/oryginalność to czy klient nie przychodziłby do salonu z własnoręcznie zrobionym obrazkiem zamiast wybierać z puli.  

9. Jeszcze jeden komentarz • autor: Weider2018-04-30 13:37:50

Mam dokładnie to samo zdanie i wątpliwości co Przemysław Kapałka. Tatuaż jako bunt przeciw zmienności stoi w sprzeczności do symbolu traumy z przeszłości. Gdybym przeżył traumę z którą nie potrafiłbym psychicznie sobie poradzić z pewnością nie sprzeciwiałbym się zmianom tylko wręcz ich pożądał. Bardziej widzę tatuaż jako swoistą pieczęć ochronną. Ciekawe czy osobom po tym zabiegu wzrasta poziom ’mana’

10. Stonka i masowy konformizm? • autor: Sapsan2018-04-30 16:24:55

Subkultury fryzurowe XX wieku służyły wyodrębnieniu się z ogółu. Wiązały się z kontrkulturą, często z otoczką muzyczną – rock’n’roll, punk rock, metal, rap. To samo było z dużymi brodami.
Tatuaże
w XX wieku również były głównie spotykane w subkulturach – kryminalno-więziennej, żołnierskiej, marynarskiej oraz tych kontrkulturowo-muzycznych.
Turystyka górska
w ubiegłym wieku też należała do nielicznych, pasjonatów i często kontrkulturowców.

Wnioski?
Odważne fryzury, tatuaże i chodzenie po górach w ubiegłym wieku były formą nonkonformizmu kulturowego.

A co mamy teraz ?

Fryzury. Masa mężczyzn w wieku od 15 do 40 lat robi kosmiczne fryzury, stawia mini-irokezy, koloryzuje włosy, zapuszcza i stylizuje na różne sposoby długie brody. Mam wrażenie, że obecnie na ulicach miast oni stanowią większość. Co ich łączy? Najczęściej nic! Mogą słuchać każdej muzyki. Mieć zupełnie różne wykształcenie. Wykonywać większość zawodów. Kulturowy mainstream wessał fryzury i brody jak czarna dziura widzialną materię! Widząc dzisiaj gościa z brodą i mini-irokezem nie mam kompletnie pojęcia kim jest i jakie ma poglądy.

Tatuaże. Obecnie połowa ludzi na ulicach ma widoczne tatuaże. A ile jest ukrytych? U kobiet można to luźno powiązać z emancypacją, wyzwoleniem seksualnym, braniem pełnej odpowiedzialności za własne ciało i nakładaniem kolejnej warstwy pewności siebie po setkach lat upokorzeń.

11. Stonka i masowy konformizm? cz.2 • autor: Sapsan2018-04-30 16:35:35

Mężczyzn mogę podzielić na kilka grup:
  1. Bardzo duży wysyp tatuaży u przedstawicieli marginesu społeczno-ekonomicznego, młodych meliniarzy, kiboli i drobnych kryminalistów, których rodziny zostały znacznie dofinansowane przez 500+. Oni nadal stanowią subkulturę ludzi marginesu i tatuują się (wszyscy, których obserwowałem) na potęgę, by dodać sobie poczucia mocy i groźnego wyglądu.

  2. Masowy mainstream – to samo, co z fryzurami i brodami. Idą do salonu, wybierają gotowce i jazda. Konformizm jak cholera, który oczywiście kupują w kolorowym opakowaniu marki „Bądź sobą!”. Produkt markowy i pożądany. W dodatku – drogi i ekskluzywny. Wow! Ja też muszę go mieć!!! Moim zdaniem kupuje to większość kobiet i mężczyzn.

  3. Subkultury kontrkulturowe (w tym – duchowo-rozwojowe) - czyli ludzie, którzy uważają, że bardziej niż inni wiedzą co robią i mają w tym jakiś swój, głębszy, cel. Z moich prywatnych obserwacji – jest ich obecnie najmniejsza mniejszość, max 10%.

Turystyka górska. Analogicznie. Turystyczna stonka okupuje Tatry, Karkonosze i Bieszczady. Jeśli ktoś chce odpocząć od masowej cywilizacji, to oprócz Beskidu Niskiego pozostaje wyjazd na Ukrainę.

Wnioski?

Na ulicach miast widać tłumy wytatuowanej, brodatej, z odwalonymi fryzami, stonki, kompletnie nie związanej z kontrkulturą i subkulturami muzycznymi, jakie znamy z XX wieku. Kim oni są? Jakim prawem zawłaszczyli sobie atrybuty przedstawicieli kontrkultury z poprzednich dziesięcioleci? Co ich łączy?

Na pewno - konformistyczny konsumpcjonizm. Tylko tyle?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)