Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 stycznia 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Takie same jak my


« Sierotka po PRL Niepoprawna tęsknota za PRL »

         No i się doigrałam! Według pewnego komentatora do poprzedniego odcinka jestem gender-propagandzistką — podobno — i choć, jak już pisałam wcześniej, utraciłam zdolność odróżniania ironii od wypowiedzi serio, mam jeszcze nadzieję, że komentator był ironistą.

         Przypisanie komuś określonego zespołu poglądów jest najprostszą w świecie rzeczą – wystarczy zebrać do kupy coś, co nam się nie podoba i z czym się nie identyfikujemy i... zawalczyć o coś wręcz przeciwnego.

         Nikt w Polsce o gender, a nawet jeszcze o feministkach nie słyszał, gdy żyła bohaterka poprzedniego odcinka, wiejska dziewczyna oddana do służby w początku lat sześćdziesiątych poprzedniego wieku. W Warszawie dopiero miano oddać Dworzec Centralny, na którym można było się zgubić, jak nigdzie indziej w kraju (z wyjątkiem Pałacu Kultury) i gdzie po raz pierwszy nad schodami zainstalowano zielone wyświetlacze z godzinami odjazdów, a nie poruszające się na osi, uderzające o siebie z trzaskiem, czarne klapki.

         Światlejsi od niej słyszeli coś o sufrażystkach, ale na ogół tylko to, że paliły staniki i były brzydkie i podstarzałe, a młodym dziewczynom sama myśl, że baba z obwisłym, starczym biustem miała by chodzić bez stanika była obmierzła. To były czasy niewyobrażalne dla młodych obecnie: wiktorianizm angielski w sferze obyczajowej pomieszany z praktyką maczystowską i ideologią komunistyczną – konglomerat mogący wywołać u wrażliwszych osób objawy psychicznego trądziku.

         W tamtych czasach nie było żadnych (poza szklanką wody i praktykami magicznymi w rodzaju numerologii antykoncepcyjnej) i badania organoleptycznego jakichś glutów (jeśli istniały w ogóle) oraz wpatrywania się w fazy Księżyca żadnych środków chroniących przed niechcianą ciążą. Filozofowie francuscy z Jeanem Paulem Sartrem na czele plus grono wyznawców egzystencjalizmu oraz przyporządkowanymi mu żoną Simone de Beauvoir i dość depresyjną przybraną córką opisywały dokładnie i propagowały w swoich książkach jakieś dziwne przedmioty służące zapobieganiu, co pozwalało im żyć prawie bez stresów i martwić się tylko o sprawy ducha i obowiązki humanisty wobec problemu algierskiego oraz stosunek do komunizmu; ale tam była Francja, a Polska tu.

         Iwona trafiła do kierownika budowy jako służąca jego kobiety, ale jeśli myślicie, że los pracodawczyni był lepszy i lżejszy niż pracownicy, to się mylicie.

         Nie na darmo matka Barbary w czasie wizyt u córki już od drzwi wołała: — wyglądasz jak własna służąca! Prawdziwa Barbara była żoną inżyniera stażysty, a nie kierownika budowy, co oczywiście kazało jej żyć według reguł ustalanych przez innych.

         Zacznijmy od strojów. Ciężarna Barbara nie mogła kupić dla siebie żadnej sukienki, bo takowych w sklepach nie było. Kobiety ubierały się wówczas w dopasowane spódniczki i bluzki. Jeśli nie miało się znajomej krawcowej, trzeba było samemu nauczyć się szyć, żeby sprokurować jakiś worek maskujący dla okrycia zniekształconej (jak mówiono) figury. Wyprawki dla dziecka nie było po co szykować – pieluch nie dało się kupić w sklepie, dostawało się je na przydział dopiero po zarejestrowaniu dziecka, gdy się już urodziło. Tuzin tetrowych, 6 flanelowych, także 6 kaftaników z cienkiego płócienka, 6 flanelowych, dwa kocyki, dwie pary śpioszków i flaszkę oliwki dla niemowląt za pokwitowaniem w Radzie Narodowej. Mleko w proszku było tylko na receptę dla dzieci chorych. To był największy kłopot, ponieważ trudno było niemowlęta karmić odciąganym mlekiem z bańki, sprzedawanym w sklepie do przyniesionych naczyń po uprzednim „ochrzczeniu” go wodą, a w mieście znaleźć krowę, to było jak trafić w totalizatora sportowego. W sklepach ani aptekach nie było waty, ligniny, podpasek, a gdy się pokazały, ustawiały się po nie długie kolejki. Matki małych dzieci oskarżały pozostałe kobiety, że zamiast używać jak drzewiej bywało starych szmat, wykupywały po znajomości pieluchową tetrę z metra. W małych miasteczkach wiedziano nawet, kto był taki bezczelny.

         Ciężarna nie miała żadnych praw, poza tym, że nie można było jej zwolnić z pracy, jeśli udało się ukryć ciążę do 6-go miesiąca, a okres próbny w każdej pracy wynosił 3 miesiące. Kiedy więc kobieta zachodziła w ciążę (a pewności nabywała w 3 miesiącu lub niewiele wcześniej i podejmowała nową pracę, ostatnie dni okresu próbnego przeżywały w strachu – pracodawcy i szefowie przecież sroce spod ogona nie wypadli i przyglądali się pilnie młodym pracownicom w przededniu podpisania cyrografu. Co sprytniejsi wysyłali przed zatrudnieniem kandydatki do ginekologa po stosowne zaświadczenie. Gdy po którejś widać było coś wcześniej, natychmiast dostawała wymówienie. Oczywiście nikt jej już z widocznym brzuchem nie zatrudnił. Urlop macierzyński, niezależnie od tego, czy matka spodziewała się jednego dziecka czy bliźniaków albo nawet trojaczków, trwał 3 miesiące minus dwa tygodnie, które należało wykorzystać przed porodem. Jeśli się nie wykorzystało – przepadały.

         Barbara pracowała na budowie jako kontystka – bo taki był wolny etat. Jej praca polegała na zapisywaniu stanu magazynu (w postaci kartotek) i wydawaniu kwitów. Magazynier był niepiśmienny, więc Barbara męczyła się usiłując przetłumaczyć jego polecenie wydania np. „1 szt rabcug od abcuga” na język polski i nazwę produktu, nie mając zresztą ku temu żadnych pomocnych  materiałów np. w postaci katalogów. Marzła, bo magazyny budowlane były zimą nieocieplane, ale jako pracownikowi umysłowemu nie przysługiwał wrzątek i zupa regeneracyjna (co przysługiwało magazynierowi). Musiała także zapłacić za gumofilce, niezbędne do pokonywania terenu, które sprzątaczka lub herbaciarka, jako pracownice fizyczne, otrzymywały z przydziału. To były czasy, gdy pracownik fizyczny teoretycznie wg prawa był lepszy od umysłowego (chyba że był szefem wszystkiego). Szefowie zaś, jak dziś, lubili pomiatać ludźmi, fizycznymi i umysłowymi, po równo. Pewnego staruszka, ciecia, zmuszano do regularnego mycia w kałuży butów dyrekcji, gdy ta zechciała nawiedzić budowę. 4 wołgi x 4 pasażerów x 2 buty x 2 (wejście i wyjście) = 64 sztuki x pochylenie się i wyprostowanie przy każdej. Niezależnie od bólu pleców było mu przykro, zwłaszcza gdy przywoływał wspomnienia z obozu koncentracyjnego, gdzie jako więzień musiał robić to samo.

         Barbara dojeżdżała do pracy ciężarówką z robotnikami i z każdym dniem z wielkim brzuchem coraz trudniej było wdrapywać się jej na skrzynię. Miejsce obok kierowcy zarezerwowane było dla kierownika. Potem robotnicy przytargali skądś krzesło, które zdejmowano z ciężarówki i na które wchodziła Barbara, a potem ją wciągano na górę. Któregoś dnia nie była w stanie wejść na krzesło i kierownik wydał polecenie, żeby odjechać bez niej. Wówczas kierowca odmówił dalszej jazdy i po raz pierwszy i ostatni mogła usiąść obok niego. Potem ciężarówka przestała już zajeżdżać po nią i Barbara czekała na pekaes, w związku z czym przychodziła do pracy później o półtorej godziny i później też z niej wychodziła.

         Robotnicy lubili sobie kpić z bab. Potrafili podjechać cichutko jakąś maszyną, na przykład koparką do samej Barbary (w błocie nie było nic słychać) i znienacka zatrąbić. Raz Barbara szarpnęła się i przewróciła, po czym odwieziono ją do szpitala. Dostała trzy dni zwolnienia i musiała wrócić do pracy. Nabijano się też z niej, że jadła kredę. Na szczęście pomysły dowcipnisiów, żeby wsypać jej do przydziałowego mleka wapna budowlanego (w magazynie przechowywano też chemikalia, mleko było traktowane jako odtrutka)  zostały w sferze niespełnionych projektów, jednak Barbara zawsze ulewała nieco swojego mleka na spodeczek kotu, zanim wzięła go do ust. Jeśli kot nie chciał pić – wylewała mleko.

         Nieszczelne okienko kanciapy, w której miała swoje biurko, przytykało w części do dystrybutora paliw i smród benzyny był dla Barbary chyba czymś najgorszym z codziennych dolegliwości. Aż do końca ciąży wymiotowała po kilka razy dziennie. Jej żołądek niczego nie utrzymywał poza mlekiem i odrobiną białego sera. W ciągu całej ciąży chudła – po porodzie ważyła zaledwie 40 kg

         Urodziła wcześniaka w siódmym miesiącu. Po trzymiesięcznym urlopie macierzyńskim wróciła do pracy, ale pracowała na stojąco, bo z powodu bólu źle założonych szwów nie mogła usiąść na krześle. Z pracy musiała zrezygnować i wrócić do swojej rodziny w innym mieście.

         Barbara, choć buntownicza z natury nie wiedziała oczywiście, że była feministką. Jeszcze wiele lat później uważała, że świat jest tak urządzony na stałe i ubolewała nad swoją niepokornym charakterem, który nie pozwalał jej gładko przyjmować upokorzeń, jak robiły to inne kobiety.

         Kiedy to zrozumiała? Miała już dobrze po czterdziestce i pracowała na o wiele poważniejszym stanowisku głównego specjalisty, gdy zmuszona do zmycia stosu filiżanek po kawie w przerwie jakiejś konferencji, uświadamiana przez stojącego nad jej głową prezesa, że niestety, w firmie chwilowo nie ma innych kobiet i że nie może takiego zadania zlecić jej podwładnemu, mężczyźnie, bo jakby to wyglądało, niech sama powie? — cisnęła tacą o ziemię. Ale to już całkiem inna historia.

         Kiedy mówimy jednak o „ideologii gender” wszystko się sprowadza do jednego odczucia niektórych samców, wywołującego ich paniczne przerażenie: Jakby to wyglądało, gdyby one były takie same jak my!



« Sierotka po PRL Niepoprawna tęsknota za PRL »

komentarze

1. obrzydliwa herezja • autor: Nierozpoznany#66342014-01-30 12:42:02

Na szczęście są jeszcze kobiety, którym nie przewróciło się w głowie i są świadome swej służebnej roli względem prawdy i naturalnego porządku. Ciche, skromne, a jak niejeden mąż waleczne, gdy zachodzi potrzeba przeciwstawienia się spotęgowanej zbrodni nazizmu i komunizmu w jednym. Oto właśnie one, pokorne służebnice Pańskie z wielką ilością neuronów lustrzanych, wiedzą, że choć swój grzech po Ewie dziedziczą, to i miłością względem ludzi mogą swoją winę odkupić i grzeszną naturę dla pożytku ludzi powściągnąć. Przeto rozsądkiem swym kobietom godność przywracają, gdy baczna ich uwaga na współczesnym zepsuciu spoczywa, a mądrość modlitwą umocniona łby węża pradawnego cnotą ich przygniata. Tedy doradzam, by miast w lustro spozierać i w próżność lico swe stroić, co do zagłady wszak prowadzić musi i wyrodnym instynktom schlebia, lepiej w zwierciadło ich mądrości mózgowej patrzeć i z takich dzielnych służebnic Pańskich, Jak Kempa i Pawłowicz przykład brać Bogu miły. Bo i nie zaszłyby niewiasty te cnotliwe tak wysoko, gdyby ich mądrość Panu była obmierzłą, a ich kroki wcześniejsze po siedliskach występku krążyły do Zła się przyczyniając... Z ich przykładu naukę czerpiąc stwierdzić z całą stanowczością należy, że gdy kobieta miast swe palce pierścionkami stroić wie, który pierścień z szacunku pocałować pierwej winna, to i Bóg właściwe dzieło jej powierzy i o mnogość zwierciadlaną w mózgowiu zadba. Ale taką sprawność na drodze cnoty w pokorze tylko zyskać można, a nie gdy pióro zmazą podpuszczone obraz kreśli myślami nadto frywolnymi, co zawsze za niemi mord i ofiary nieprzeliczone stoją.
[foto]

2. Nieprawidłowe działanie neuronów... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-01-30 13:32:47

Nieprawidłowe działanie neuronów lustrzanych (wg Wikipedii) grozi jedną z chorób autystycznych. Te zaś wywołać mogą powodować takie objawy jak: "niezdolność do interakcji społecznych, często powiązana z niepohamowaną agresją". Jednym słowem złość na niesprawiedliwą sytuację społeczną wynika z niedoboru neuronów lustrzanych co skutkuje słabym spoglądaniem na posłanki Kępę i Pawłowicz i niechęcią do naśladowania ich mimo  wszechstronnego wykształcenia i zasługującego na szacunek światopoglądu. Co jednak do tego ma religijny sztafaż z innej bajki? Nic dziwnego, że ta ironia, Diwradzie, piekłem trąci i o egzorcystę woła, nawet za pomocą sms-owania z głębi piekieł. Apage Satanas! Przywołuję Cię do porządku, szanowny dyskutancie!

3. diwrad..marnujesz talenty literackie w przegranej sprawie.. • autor: Nierozpoznany#33372014-01-30 13:50:04

..żyjesz w ukryciu jak gad przebrzydły (bez obrazy dla gadów w naturze)i czerpiesz satysfakcję z opluwania jadem palącym gatunek ludzki, którego jesteś niechlubnym przejawieniem. Zamiast z rąk cudzych pierścienie zdejmować sam załóż gumofilce i idź uczyć się pokory od życia, bowiem zbywa ci jej , oj zbywa, skoro widzisz innych niżej od siebie.....Taplasz się w swojej pobożności, niemocy i frustracji seksualnej jak samiec, któremu zabroniono dostępu do koryta. Widzisz źdźbło w oku brata....li tylko. Tak ja ci radzę twoimi słowami " by miast w lustro ignorancji spozierać, przyjrzyj się swojej nadętej próżności, bo nie uchodzi być  nadętym dupkiem, nie uchodzi w "bożym zwierciadle", nie uchodzi".  Bowiem wszystko się sprowadza u ciebie do jednego odczucia niektórych samców, wywołującego ich paniczne przerażenie: Jakby to wyglądało, gdyby one były takie same jak my!" ..a strach ma wielkie, olbrzymie oczy dla takich jak ty..bój się!

4. okamgnienie • autor: Nierozpoznany#66342014-01-30 16:00:07

Jakem poznać już dał wyraźnie, od posłuchu dla niewiast niektórych stronić wypada, bo choć teologia małżeństwa trafnie nas o boskich sprawach poucza, to równości z niej grzesznej w żaden sposób wywieść nie można i tak mrocznie nauce i tradycji Kościoła świętego zaprzeczyć. Ze wszech miar stosownym jest niewiasty przywileje podkreślać, lecz na uwadze jednako mając jej miejsce w Kościele świętym, powinności i obowiązki wszelakie. Co zatem mężowi przystoi, to nie dla  niewiasty jest przeznaczone, jej szkodzić może niemało i wbrew jej powinnościom wyrasta. A kto tego nie widzi, lub staraniem swym potwierdza grzeszne upodobanie, winien wiedzieć, że naturze się sprzeciwia i boże prawa ma w pogardzie... Za tym jeno dla niewiasty szacunek się kryje, o godność jej troska i miłość do prawdy, co nas ku Bogu prowadzi. To zatem jasno i donośnie powiedzieć trzeba było, skoro wrogie mają miejsca starania, by kobietę w jej zniewoleniu więzić i z poniżenia radość wyrodną czerpać.

Zaś mnogość zwierciadlana temu służy, by uczyć się było łatwo, gdy na prawy przykład spozieramy i z niem się istotnie tożsami stajemy. Toteż pozwolę sobie rzecz niejako od początku wyłożyć, do ważkich słów nawiązując, prawdę chwaląc i herezję uczciwie ganiąc. Mniemam, że ku pohamowaniu Zła to posłuży, jako i wzmocni szlachetne starania niewiast podziwu godnych, cór Kościoła wiernych Kempy i Pawłowicz, które świętość Matki naszej podejmują i miecza wzorem świętych cór Kościoła nie unikają.

Są w dziejach takie chwile, w których milczenie cnotą być przestaje i zgorszeniu publicznemu niczym kurtyzana służy. Wiele spośród doczesnych wydarzeń taki właśnie ma charakter, ale niektóre za szczególnie potworne uchodzić powinny. Wspomnieć wystarczy szczęt grzechu wielki, jaki pospólstwu zgotowało dziewczę popsute, które chytrze maskę białogłowy przywdziewało i cechami godnymi pochwały lud naiwny do zguby wiodło. I choć diabłu miłe to było po wielokroć, to jednak raczył Bóg łaskę błądzącym okazać i właściwy kierunek ścieżki wyprostować. Tedy na nic się zdały jej wdzięki wszeteczne, kiedy z Jezusa i Maryi szydząc swoją cnotę na żer lubieżników wystawiła. A że już meczów swoich nie wygrywa i daleko jej do Olimpu godnego herosów, co swoje słabości w cnoty żelazne przekuwają, to i jej upadek nieuchronny i sromota tak wielka, jak i zasłużona. Lecz to przykłady pomniejsze zaledwie i choć godzi się wspomnieć o nich ku przestrodze, to równać się nie mogą z walnym dziełem całej Belzebuba kompaniji.

Otom ostatnio uwidział,

5. ... • autor: Nierozpoznany#66342014-01-30 16:07:33

Otom ostatnio uwidział, jak grzech się sieje po łąkach Pańskich i w tej pracy dla zła plonu obfitego gawiedź ryczy z zadowolenia pod jarzmem samego ojca kłamstwa, co Bogu jawnie się sprzeniewierzył i utarg swój przyobiecał. Wpierw, jakem już wspominał, chwałę swą pewien bezbożnik otrzymał i aplauz dla chuci jego, w dziele tym na wskroś cudzołożnym, ów samozmażnik odebrał. Wszak hałas, jaki nastał, tak Złemu był miły, że ten bez wahania do dalszej ofensywy przystąpił. Jego o wstyd posądzać nie możemy, ale uwiedzionym barankom skóry już nikt nie przywróci, skoro z własnej i przez Boga szanowanej woli na taką rzeź chętnie przystali. Tedy przypomnijmy, co się godzi i jak rzecz w anielskiej poświacie prawdy jest blaskiem:

Cnotliwa panna przed ślubem, lecz w trakcie nauk przedmałżeńskich, może już zdobnie wyszywać wyciętą w nocnej koszuli dziurkę w kształcie serduszka. Dla swojego męża, by mógł niebawem wnijść do jej świętego gaju. Lecz wcześniej to ryzykiem jest niemałym, bo i szatan wciąż czujny, a sidła swe podstępem i pokusami szykuje. Lepiej więc nie ryzykować i wianek swój pilnie strzec dla ukochanego. Z dziećmi zaś o tych sprawach nawet mówić się nie godzi i wręcz jest to nie do pomyślenia. Gadać wiele o tym nie potrzeba, bo rzecz ta ponad miarę wstręt przywołuje i po co język na próżno strzępić. Cielesność prokreacji ma służyć, a bez tego Bogu jest niemiła i przez Kościół święty za zło uznana, jako katechizm nas poucza. Dzieciom zaś do Boga bliżej być powinno, niż do grzechu, co go nawet jeszcze wyrozumieć nie potrafią, kruszyny małe. I rodzice dbać powinni o dzieci dobre prowadzenie, jak również o ich skromność zabiegać i w modlitwach Bogu polecać, żeby przed Złem dziecko uchronił.

Nie wątpię, że każdy, kto sercem czysty i rzecz ową poznaje innego zdania o tem być nie może. Wszak nadzieja często zwodzi i jeśli Bogu się jej nie powierzy, to i serce skalać potrafi ufności przesadą. A tajemnicą nie jest żadną, że kto w świecie swe interesy podnosi, to i z wielką armią władcy tego świata borykać się musi. Nie inaczej i tym razem przyszło Pańskim robotnikom za trud swój cęgi zbierać i upokorzenia od wyrodnej gromady znosić. Nic to, bo Jezus wszystko wynagradza, a im cierpienie większe, tym sercu sługi słodsze i dobra swego pewien on być może. Ale że w prawdzie żyć nam przykazano, to i drogi innej nie ma. Oceńcie więc sami, miarą sumień swoich, co w was porusza struny Bogu miłe i harmonię wygrywające. Czy może to być grzech okrutny,

6. ... • autor: Nierozpoznany#66342014-01-30 16:12:33

 Czy może to być grzech okrutny, kiedy jeszcze niewinna istota już skazana zostaje na wicie się w piekielnym ogniu śmierci za grzech swój nieczystości zawinionej, choć przez nią jeszcze całkiem nie rozpoznany..? Myśli ona sobie, że gdy prawa boskie zlekceważy i węża wprowadzi do jaskini mrocznej, to odpust dostanie z racji swego lenistwa w bożych praw studiowaniu? Tak grzesząc na potępienie wbrew własnej woli się wystawia, a jej cierpienia uciechą dla zła i glebą żyzną siewców zniewolenia… Czy kiedy zmażnik ręką sięga po zakazane, dla jego dobra prawem stanowione, ohydy przejawy celebrując, to czyż jego zwierzęce zadowolenie nie przystaje do tego, co z dzieła Pańskiego chcąc czynić karykaturę złudną rozkoszą wabi w odmęty na wieczność? Każdy sercem czysty po tysiąckroć odpowie: tak! A przeto pominąć możemy same meritum i do bezeceństwa stanowionego oszustwa przejść raźnie. Wielka chwała nam się należy, narodowi świętemu całemu, że wciąż jeszcze pośród zgnilizny mężów prawych na świat wydaje i przed zgubą ten świat dziatkami swemi chroni. Lecz nie jest to droga łatwa i różami usłana. Prędzej o kolce dbać trzeba, co stopy wędrowca boleśnie znaczą, kiedy on spragniony nieba wzrok swój rozmarzony ku górze unosi. Wtedy spada nań miecz świetlisty, co Boga staraniem mu przypomina, iż słodka woń Maryi obietnicą jest za czyny godne i prawe, które miłości bliźniego dochowują i królestwo niebieskie nieco grzesznym przybliżają. Ale kiedy trafi się już mąż święty, co mocą natchnienia łby węża pradawnego prawdą przygniata, tedy pospołu piekielne otchłanie w larum biją i przez podłych grzeszników plan swój plugawy ze zdwojoną mocą realizują. I w milionach swych występnych zmażników, niby w dzieci skórę delikatności różowej przyobleczeni, ku szyderstwu, poróbstwu, niegodziwości bezwstydnej sprawę kierują.

I nie ma co liczyć na Pana, co w swej łaskawości po wieczność cierpliwy, że drwiny te miłość Jego zmogą i w gniew Jego szaleństwo bękartów obrócą… Znosić trzeba te zniewagi cierpliwie, z pokorą i w miłości, a jeno zadowalać się uczuciem tych niewinnych i bezbronnych, co ku występkowi na ślepo prowadzeni czasem przejrzą i zadrży w nich majestat Pana Bogu miłą rozkoszą, co wyrobnikom Pańskim na pocieszenie sprawiedliwie jest ofiarowana…

PS. I tak ideologia pośród prawdy owieczki uwodzi i w błąd je wprowadza przeklęty, że wystarczyło jeno spodnie założyć, by i sutannę móc przymierzyć...

7. Kalino, Pani Katarzyno. • autor: Nierozpoznany#66612014-01-30 23:36:36

Bez względu na moją umiejętność odróżniania ironii od wypowiedzi serio lub brak tejże umiejętności (a czasem też zastanawiam się, czy jej nie straciłam - widocznie się starzeję albo coś, bo uważam, że są sprawy, z których nie tylko nie wypada, a wręcz nie wolno się śmiać czy kpić), są dwie opcje:
1. Albo divrad/a pisze serio, a jeśli tak, to i tak nie pogadasz.
2. Albo divrad/a sobie robi jaja, a jeśli tak, to i tak nie pogadasz.
W obu przypadkach: szkoda gadać (jak wyżej).
Dla jego/jej dobra: mam nadzieję, że serio, bo to oznaczałoby, że przynajmniej ma jakiś światopogląd. Byle jaki, ale ma.

Pani Katarzyno, dziękuję za dwa ostanie odcinki bloga. Jestem z nieco młodszego pokolenia i nie zdawałam sobie sprawy, że było aż tak źle. Jakbym miała przerwę między holocaustem a latami osiemdziesiątymi. Przejmujące. Dziękuję raz jeszcze, bo dla mnie to, co Pani pisze, ma wymiar Świadectwa.

8. zaiste • autor: Nierozpoznany#66342014-01-31 12:41:35

No tak. Przebieram drwinę w łaszki formy, żeby przy okazji tematyki artykułu wykpić idiotyzmy ks Oko na temat gender, wygadywane do posłów zaangażowanych w polskim Sejmie w świętą krucjatę przeciw "ideologii" gorszej od nazizmu i komunizmu, ale odnosząc się do zjawiska doszczętnej klerykalizacji życia i pojmowania roli kobiety w nauce Kościoła, dowiaduję się o swoim byle jakim światopoglądzie, o którym szkoda gadać... Najwyraźniej są to "TE" rzeczy, z których śmiać się i kpić nie wypada, lub wręcz nie wolno, co potwierdza pilną potrzebę odpowiedzi na postawione niedawno przez autorkę bloga pytanie: Czy ironia ma jeszcze sens..?
[foto]

9. Szanowny Divradzie! Wszyscy,... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-01-31 13:06:07

Szanowny Divradzie! Wszyscy, jak tutaj jesteśmy, mamy rację. Ty - że pewne teorie nadają się tylko do wydrwienia. Kalina - gdy pisze, że marnujesz swoje talenty literackie. Przyznam Ci się, że ja takiego pastiszu nie potrafiłabym skonstruować. Brzmi fajnie, ale po dłuższym tekście staje się mało strawny. I wreszcie rację ma także anetaboryczko, gdy pisze, że z pewnych spraw nie powinno się drwić. Tym właśnie tłumaczę swoje niemiłe odczucia przy czytaniu Twojej wypowiedzi. Odpowiem więc merytorycznie, żebyś wiedział/ła, co mnie razi. Po pierwsze dłużyzny. Drwina powinna być celna (jest), krótka (nie jest) i właściwie ukierunkowana (raczej nie jest). Ten brak ukierunkowania odczuwam tak, że nacisk położyłeś na sprawy tzw. "płochości niewieściej" czemu przecież przeczą opisane dwie historie. Są to dzieje młodych kobiet, które pod każdym względem zasługiwałyby na pochwałę księdza Oko - gdyby się choć trochę nad tym zastanowił. Wypełniają swoje obowiązki, nie protestują, nie przejmują się swoim wyglądem, podporządkowują się ważniejszym od siebie, pracują i tak dalej. I jedna i druga są dobrym materiałem na żony i matki. Z czego więc tu drwić?
[foto]

10. Moim zdaniem drwić... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-01-31 13:14:54

Moim zdaniem drwić można by tu tylko z jednej rzeczy. Stanowisko Kościoła wobec równouprawnienia (czy nazywamy to gender, feminizm czy jeszcze inaczej) jest już tak obśmiane, że niewiele można tu nowego i odkrywczego dodać. Na drwinę zasługują wysiłki filozofów (nie tych dawnych, bo te już przetrawiono i przeżuto) by przekonać ludzi do realnego istnienia wolności, a w dodatku jej różnych rodzajów. Jeśli zastanowisz się chwilę nad np. aktualnymi wydarzeniami na Ukrainie sam dojdziesz do wniosku, że gadanina o wolności jest śmieszna i smutna zarazem. Podobnie z całą ideologią kapitalizmu, socjalizmu i wszystkich izmów. To tylko gadanina. Człowiek jest naprawdę wolny tylko w swoich przedsięwzięciach dotyczących ściśle jego ciała i umysłu (a i to nie zawsze). Szałas potu, medytacja, "prawdziwy" szamanizm - to są jedyne przejawy wolności nam dostępne.
Podsumowując: chętnie przeczytałabym twoje szyderstwa z czegoś innego, mniej banalnego.

11. banalnie • autor: Nierozpoznany#66342014-01-31 14:32:44

"Są to dzieje młodych kobiet, które pod każdym względem zasługiwałyby na pochwałę księdza Oko - gdyby się choć trochę nad tym zastanowił." Sęk jednak w tym, że ksiądz Oko najwyraźniej się nad tym nie zastanawia...Co do stylu, to nie zamierzam dyskutować  z oceną i odczuciami... Dłużyzna służyć miała anachronizmowi zawartego poglądu, a do archaizmu "literackiej perełki" bynajmniej w komentarzu nie aspiruję. I na koniec jeszcze jedna uwaga na temat czegoś "mniej banalnego". Otóż tak się jakoś dziwnie na co dzień składa, że to, co niby jest takie "banalne" i stanowić powinno oczywistość, urasta do rozmiarów nieprawdopodobnego absurdu, którego jesteśmy każdego dnia świadkami... Być może szkoda tracić czas na oczywistość i lepiej spożytkować swoją energię w szałasie potu na rzecz duchowej swobody i prawa do wolności, ale jakoś dziwnie intensywnie się pocę, gdy minister Królikowski stanowi banalne prawo na mocy pewnej oczywistości... Niemniej, przecież nie wypada mi odmawiać nikomu "racji", bo jak mawia współczesne porzekadło ludowe: "A kto ma rację, ten stawia kolację"... Tutaj też powinienem podkreślić swoje przywiązanie do absolutnej tolerancji i swojego szacunku dla wszystkiego i wszystkich. Po prostu w swoim umiłowaniu wolności nie mogę się doczekać tego świata "podniesionej wibracji", który tworzy wyżej wyewoluowana ludzkość i w którym zapewne  zabraknie banalnych treści dla szyderstwa, kiedy kochająca ludzkość przeniknie harmonię odwiecznego Kosmosu... I stąd, póki mogę, korzystam podle z każdej nadarzającej się okazji...
[foto]

12. Niewątpliwie Minister K.... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-01-31 14:45:44

Niewątpliwie Minister K. może zastąpić szałas potu. Czy zaś doczekasz świata "podniesionej wibracji" wątpię. Gdy odkryją jak to się robi metodami ekonomicznie opłacalnymi - obłożą podatkiem i akcyzą podobnie jak wódkę, papierosy i marihuanę w projekcie dostępności.

13. ;) • autor: Nierozpoznany#66342014-01-31 16:10:40

Ale obawiam się, że z punktu widzenia połączenia fundamentalizmu religijnego i ekonomicznego, w odsłonie darwinizmu społecznego neoliberalizmu, to wciąż będzie bardzo banalne...
[foto]

14. A więc niewarte... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-01-31 17:20:55

A więc niewarte wytaczania dział szyderstwa

15. ... • autor: Nierozpoznany#66342014-01-31 19:08:51

Amen.
[foto]

16. Kilka uwag • autor: Przemysław Kapałka2014-01-31 19:39:55

1. Zabierzcie stąd tego nudziarza.

2. Kasiu, gratuluję umiejętności opisywania (nie będę wymieniał czego, bo wszystkiego)

3. Kasiu, gratuluję że dałaś radę przeczytać te elaboraty i gratuluję celnej odpowiedzi. 

4. Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią przypomnieć, jak było naprawdę za komuny, do której wielu innych zaczyna tęsknić.

17. @Przemysław Kapałka • autor: Nierozpoznany#66342014-01-31 20:13:42

Już się zabieram. Co wspólnego ma komuna z poruszonym darwinizmem społecznym doktryny neoliberalnej - nie mam pojęcia, ale mniemam, że są to uwagi wybitnego ekonomisty, który nie spoczął w walce z pleniącą się mentalnością nacierającej w każdym wymiarze bolszewii... Wypada tylko odesłać z uwagami do Gowina i jego najwybitniejszego ministra, by zadbali o umocnienie thatcheryzmu w połączeniu z umiłowanymi wartościami społecznymi. "Lewactwu", z uwagi na wspomnianą przeszłość, zawsze należy mówić twarde "NIE", bowiem nasza historia jasno dowodzi skutków tych nieodpowiedzialnych "eksperymentów społecznych"... A czego nie rozwiąże "wolny rynek", to uzupełni Kościół. Byle tylko pozostała w tej przestrzeni swoboda dla organizowania szałasów potu, dzięki którym wszelkie troski dnia doczesnego spiszemy w poczet prawa naturalnego, wykorzystując najniższe podatki podatki celem szczęśliwego wypocenia z siebie zbrodniczych systemów pokutującego neomarksizmu...
[foto]

18. @diwrad • autor: Przemysław Kapałka2014-01-31 20:51:59

Co wspólnego ma komuna z poruszonym darwinizmem społecznym doktryny neoliberalnej - nie mam pojęcia

Nic nie ma wspólnego. To jest odnośnie artykułu, a jeśli uważasz, że odpowiadam wyłącznie na twoje wypociny, to przeceniasz swoje znaczenie. I oszczędź sobie trudu z pisaniem do mnie, bo nawet się nie staram tego zrozumieć.

19. @ • autor: Nierozpoznany#66342014-01-31 22:08:30

Zdaję się, że nie ma emotikonu wyrażającego wzruszenie ramion, ale wolę spoconego homo sapiens wypada uszanować.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)