Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 października 2009

Dawid Rzepecki

z cyklu: Tantra Współczesna

Tantra Współczesna (3): Kociołek przyjemności
Taoiści porównują uprawianie miłości do zagotowywania wody w kociołku...

Kategoria: Tantra i seks

  < poprzedni    1    2    (3)  

Zarejestrowany wykład. Część trzecia: Kociołek przyjemności męski potencjał podążanie za przyjemnością mądrość ciała ścieżka Tantry Współczesnej


Kociołek przyjemności

Kolejną rzeczą z tantrycznej alkowy jest to, że w momencie kiedy pracuje się z energią, z rozluźnieniem, ciało nabywa pewnej elastyczności. W momencie podniecenia pojawia się silna energia seksualna. Jeżeli jesteśmy zblokowani w ciele, energia ta będzie szukała ujścia najprostszą drogą, czyli poprzez organy seksualne.

Jest takie ładne, taoistyczne porównanie uprawiania miłości do zagotowywania wody w kociołku. Mężczyzna jest jak ogień, a kobieta jak woda. Udany seks polega na tym, żeby umiejętnie zagotować wodę. Jeżeli w jednej chwili wrzucimy do ognia całe nasze drewno (czyli podniecenie), to powstanie wielki ogień, ale szybko się wypali i przygaśnie, a woda ledwo się zagrzeje. I tak jest z seksem. Na zachodzie długość przeciętnego stosunku seksualnego, to około 10 min. To i tak lepiej, bo w latach pięćdziesiątych trwał minut pięć... Pytanie jest takie, czy w dziesięć minut można zaspokoić potrzeby obydwojga kochanków?

Taoiści mówią tak: jeśli będziesz umiejętnie dozował dokładanie drewna do ognia pod kociołkiem z wodą, to woda się wprawdzie powoli zagrzeje, ale jak już się zagotuje to wystarczy tylko podtrzymywać niewielki ogień, a woda będzie cały czas wrzała. I tak jest z kobietą i mężczyzną. Mężczyzna uczy się umiejętnie dozować swoje podniecenie, tak aby nie spalić się w przedbiegach, a kobieta uczy się jak otwierać się na przyjemność. Praca jest do wykonania po obu stronach. Znany z kilku ostatnich dekad slogan: kobiety mają prawo do orgazmu, jest oczywiście słuszny pod warunkiem, że celem jest harmonia a nie po prostu odwrócenie ról. Jeśli kochankowie w swoim tempie podgrzeją się wzajemnie, to dochodzi do takiego momentu, w którym kobieta jest u szczytu podniecenia, wystarczą wtedy delikatne pieszczoty, aby kobieta zaczynała przeżywać kolejne orgazmy.

Dzieje się tak, ponieważ ciało jest otwarte, napełnione energią i rozluźnione. Jeżeli jest napięcie, to albo tego orgazmu nie będzie, bo mamy blokady na doświadczanie, albo będzie to orgazm uwalniający napięcie tylko w genitaliach. Co też jest oczywiście przyjemne, ale dalekie jest od odczuwania uwolnienia w całym ciele, rozpływającego się od stóp do głowy podniecenia, co wydarza się w trakcie głębokiego orgazmu, który pojawia się w naturalny sposób. Przychodzi ze środka i rozprzestrzenia się jak fala. Kiedy fala przechodzi przez całe ciało, a jest to możliwe tylko w otwartym ciele, wychodzi poza obręb jego granic. O takim orgazmie mówimy w tantrze, że jest to tzw. kosmiczny orgazm.


Męski potencjał

Podobnie jest z męskim orgazmem. Wydaje się, że orgazm mężczyzny wiąże się z ejakulacją, że to jedno i to samo, ale to nie prawda. Orgazm i ejakulacja są różnymi rzeczami. Otwarty w ciele mężczyzna może przeżywać wielokrotne orgazmy bez ejakulacji. Po prostu orgazm występuje przy ejakulacji, (choć występują zaburzenia polegające na ejakulacji bez orgazmu) i stąd takie myślenie.

Rozdzielenie orgazmu i ejakulacji jest dość istotnym elementem szkolenia tantrycznego. Po pierwsze dlatego, że wytrysk nasienia kończy stosunek, a chodzi nam przecież o umiejętność doświadczania pełni ludzkich możliwości. Po drugie, chińscy mistrzowie tao, w poszukiwaniu nieśmiertelności odkryli, że w nasieniu mężczyzny znajdują się zasadnicze dla zdrowia substancje odżywcze. Ich zbyt częste pozbywanie się podczas wytrysku, sprawia, że mężczyzna pozbawia się mocy życiowych. Trzeba przyznać, że potencjał zawarty w nasieniu jest ogromny. Jeżeli wyobrazimy sobie, że każdy plemnik wydalony z ciała podczas jednego wytrysku, zapładnia kobiece jajeczko, to okaże się, że zaludnimy kraj o populacji Stanów Zjednoczonych! Do tego dochodzą skondensowane substancje odżywcze zawarte w ejakulacie. Z resztą mężczyźni po wytrysku odczuwają zwykle nagły spadek energii i senność. Dlatego chińscy oraz tantryczni mistrzowie zalecają częste uprawianie miłości, dla zachowania zdrowia i długowieczności, pod warunkiem osiągnięcia sztuki kochania się bez ejakulacji. W tantrze współczesnej, mówi się o tym, że co prawda brak ejakulacji jest ważny, ale jeszcze ważniejszy jest brak poczucia winy związany z tym, że się taka ejakulacja przydarzyła. Szczególnie jest to ważne dla początkujących adeptów tantry, którzy zamiast rozluźniać się przy kochaniu, spinają się jeszcze bardziej w obawie przed wytryskiem.

Niemniej jednak uważność na własne ciało przynosi wymierne efekty. Umiejętność przeżywania wielokrotnych orgazmów u mężczyzny, przychodzi bardziej jako efekt całościowej pracy nad rozluźnianiem ciała, niż jako skutek konkretnych technik, choć oczywiście takie też są. Chodzi o to, że narastające podniecenie szuka sobie dróg ujścia. Jeśli będę spięty, napięcie ujdzie najprostszą drogą poprzez genitalia. Natomiast w rozluźnionym ciele, energia przyjemności może się rozchodzić i przemieszczać, ogarniając stopniowo całe ciało. Czuję wtedy podniecenie w całym ciele, a nie tylko w genitaliach. Pięciominutowy stosunek może podniecić moją wyobraźnię oraz genitalia, ale raczej nie ma szans na to, aby całe ciało wypełniło się orgazmiczną energią. Na to potrzeba właściwego tempa i czasu.

Jeżeli od razu wchodzimy w taką przestrzeń, że dajemy sobie czas, to zacznie on pracować na naszą korzyść. Możemy kochać się tyle ile potrzebujemy. W pewnym momencie takiego uprawiania miłości, pojawia się inna rzeczywistość, załamuje się poczucie czasu i przestrzeni. Zaczynamy wydzielać szereg wewnętrznych hormonów podtrzymujących naszą energię. Odczuwamy wewnętrzną błogość, stopienie się z partnerem, radość z życia.


Podążanie za przyjemnością

Istotną wskazówką dla praktykujących tantrę współczesną jest to, że m.in. przyjemność wyznacza kierunek rozwoju. I tu napotykamy kolejny problem. Okazuje się często, że w naszej kulturze "przyjemnie" bywa trudniej, niż "ciężko". Przyzwyczajeni jesteśmy do opinii, że poświęcanie siebie przynosi efekt, w przeciwieństwie do radowania się czymś. Tak zwane "Matki Polki", najpierw zrobią każdemu dobrze, a na końcu, jeśli starczy im sił, pomyślą o sobie. Mężczyzna za to musi najpierw zarobić na całą rodzinę, aby móc pomyśleć o realizacji własnych pragnień. Oczywiście jak we wszystkim potrzebna jest harmonia i odpowiedzialność. Jednak w swojej pracy widzimy, jak trudno jest ludziom dać sobie zgodę na odczuwanie przyjemności. Jak się komuś w życiu poszczęści, to woli o tym za dużo nie mówić. W naszych codziennych rozmowach przeważa narzekanie. Mówimy głównie o problemach. Dlatego, że oczekujemy współczucia. Niestety jest to syndrom zachowania się ofiar. Ofiara wiecznie narzeka, jest ciągle niezadowolona z siebie bądź z wszystkiego i z wszystkich. W takich warunkach naprawdę trudno jest pozwolić sobie na przyznanie się do tego, że odczuwa się przyjemność.

W tantrycznym seksie obcujemy z ogromnymi ilościami przyjemności. Niestety często, odczuwanie jej uruchamia w nas lęk przed karą. Boimy się, że za pozwolenie sobie na przyjemność płynącą z ciała spotka nas coś złego. Możemy przypuszczać, że wiąże się to z okresem z dzieciństwa, kiedy to nasze ekspresyjne zachowanie w podążaniu za poczuciem przyjemności, napotykało gniew rodziców i spotykała nas wtedy kara. Straszono nas dodatkowo konsekwencjami przemawiającymi głęboko do wyobraźni dziecka, o piekle, karze boskiej, chorobach i innych strasznych nieszczęściach, które dotkną nas, jeśli będziemy dalej badać naszą seksualność. Efekt jest taki, że dorosłej osobie niesłychanie ciężko jest dać sobie prawo do odczuwania pełnej, możliwej przyjemności. Wydaje nam się, że tylko jak dostaniemy w dupę, to coś w życiu osiągniemy. Otóż nie tylko.

W pracy tantrycznej też bywa ciężko. Trudno jest zaufać sobie, trudno jest wyjść z roli ofiary, trudno jest postawić granicę i powiedzieć nie, a czasem jeszcze trudniej jest powiedzieć tak i otworzyć się na ukochaną osobę. Te wszystkie wymagania stoją przed nami, jeśli chcemy coś w swoim życiu naprawdę zmienić.

Tantra stawia przed nami pytania o sens naszego życia. Czy jesteśmy zadowoleni ze sposobu, w jaki je wiedziemy? Czy czujemy prawdziwą satysfakcję, czy znamy własne głębokie potrzeby? Czy tworzymy? Czy jesteśmy obecni? Czy naprawdę żyjemy? Czy odczuwamy radość i zadowolenie w seksie?

Przy czym Tantra nie musi prowadzić do jakiegoś szczególnie wzmożonego życia erotycznego. Chodzi bardziej o powrót do naturalnej harmonii. Wtedy to energia seksualna, energia życiowa będzie mogła w swobodny sposób pojawiać się w różnych sferach, a nie tylko w łóżku. Przecież energia seksualna tworzy życie, jest więc mocą kreacji! Zaczynamy tworzyć własne życie zgodnie z głębokimi potrzebami, realizując marzenia, o których mówimy, że są to marzenia naszego wewnętrznego dziecka. Przy czym wewnętrzne dziecko to my sami, przed oderwaniem się od własnego spontanicznie reagującego ciała.

Kiedy w skutek pracy z ciałem pojawia się otwartość na doświadczanie, podobne do tego jakie mieliśmy jako dzieci, przyjemność jaką doznajemy może wynikać ze wszystkiego. Ze zjedzenia dobrego ciastka, ze spojrzenia na zachód słońca, z poczucia wiatru na twarzy, z pogłaskania ukochanej osoby...


Mądrość ciała

Kolejną gratyfikacją z praktyki tantry jest pojawiająca się adekwatność naszego zachowania, w stosunku do sytuacji w jakich się znajdujemy. Oznacza to, że ciało posiada mądrość właściwych reakcji na to, co się z nim i dokoła niego dzieje. Potrafimy właściwie zachowywać się w relacjach, ponieważ jesteśmy otwarci na sygnały płynące z ciała. Ciało zaczyna reagować szybciej i mądrzej niż nasza głowa. I zawsze okazuje się, że reakcja ciała była optymalna. Np. w sytuacji zagrożenia, możemy zastanawiać się czy uciekać, czy atakować. Przy otwartym ciele możemy co najwyżej zauważyć, że już uciekamy, bądź właśnie zaatakowaliśmy...


Ścieżka Tantry Współczesnej

Oczywiście Tantra Współczesna to droga. Nie ma na niej początku, ani końca. Można też powiedzieć, że Tantra, jak i samo życie, przypomina unoszenie się na fali. Jest ciągłą pulsacją brania i dawania, w której raz jesteśmy na szczycie a raz w dolinie. Jednak ogromną radością jest odkrycie, że kropla którą jesteśmy, jest tą samą wodą, którą jest wielki bezbrzeżny i nieskończony ocean.

Stan psychofizycznej harmonii jest naturalnym stanem człowieka, jest to tzw. homeostaza. Wydaje nam się, że normalnie jesteśmy zaburzeni i poprzez ciężką pracę osiągamy jakąś harmonię. Utrzymywanie stanu braku równowagi kosztuje nas więcej energii, niż pozostawanie w równowadze. Po prostu naturalna harmonia jest naturalna. Praca polega m.in. na tym, żeby odpuścić sobie ten wysiłek który wkładamy w utrzymanie wewnętrznych blokad. Jeśli nam się to uda energia w sposób naturalny powróci do swego właściwego obiegu. Sama. Jesteśmy naturalnie oświeceni, naturalnie zharmonizowani. Naturalny stan to homeostaza. Czyli harmonia wewnątrz-zewnętrzna. Cała filozofia polega na tym, aby pozwolić energii na swój naturalny przepływ, aby z powrotem niczym dojrzałe już dziecko cieszyć się życiem.



Dawid Rzepecki

www.tantralove.eu



Warsztaty "Wstęp do Tantry Współczesnej"

Gdańsk 10-11.X, Wrocław 14-15.XI.2009, prowadzą
Zosia i Dawid Rzepeccy





  < poprzedni    1    2    (3)  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)