Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 grudnia 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 5 (odcinków: 17)

Taraka Dywinacja Futurologia
Nowy format i profil. Lear, Hamilton, Descola

Kategoria: Projekt Taraka
Tematy/tagi: DescolaHamiltonLear, JonathanTaraka

Drżyjmy, ezoterycy: Descola nas policzył! »

Co zmieniło się w wyglądzie i obsłudze?

Jest nowa winieta, w niej tytuł „Taraka” inną niż do tej pory czcionką („MV Boli”) z podtytułem „dywinacja i futurologia”. Logo z Drzewem, Szamanem i Zwierzem pozostało. Uprościłem górne menu. Prawe menu ma teraz dwie zakładki: poprzednią „Kalendarz” (ogłoszenia) i nową „Spisy”. Tych spisów jest kilka i pozwalają łatwo dotrzeć do tekstów, również tych dawniejszych i rzadziej czytanych. Nowe są profile autorów. Co w nich jest, zobacz.

Zawiesiłem samodzielne wpisywanie tekstów (w tym odcinków blogów) przez autorów. Teraz teksty będę sprawdzać, ewentualnie wprowadzać poprawki, zanim zostaną upublicznione. Wpisywanie snów pozostaje jak było.

I to chyba tyle ważniejszych technicznych różnic.

Przy okazji mam apel: jeśli zauważysz, że coś jest nie tak, np. wyskakuje dawna winieta, któraś strona nie otwiera się albo pokazuje co innego niż powinna, to alarmuj! Na adres mailto:red@taraka.pl.

Tematyka: Descola, Hamilton i Lear

W tekście „Taraka: dywinacja i futurologia, czyli zmiany w Tarace” sprzed 3 tygodni podałem z grubsza listę tematów, które chcę preferować w Tarace. (Zajrzyj tam.) Nowy podtytuł – dywinacja i futurologia – jest przewrotny i jest wyzwaniem. Obie te rzeczy dotyczą przyszłości, nakierowane są na przyszłość. Różnią się tym, że futurologia umieszczana jest w dziedzinie nauki, należy więc do Nowoczesności ze wszystkim, co wraz z nią idzie. Tymczasem dywinacje należą do przed-Nowoczesności, zatem kto czyta horoskop lub rozkłada karty tarota (lub robi inne a podobne rzeczy), musi zapomnieć o myślowych zwrotach i rewolucjach, jakie miały miejsce na progu Nowoczesności czyli w epoce Oświecenia. Lub przynajmniej zręcznie udawać, że nie wie o nich. Tak to jest, gdy na te sprawy patrzeć z historycznego punktu widzenia: coś było „przedtem”, potem przyszło Oświecenie i jego masowy wariant, czyli Nowoczesność, a tamto poprzednie, jako przeżytek, wyraz zacofania, musiało odejść. Jeden z trzech moich ulubionych autorów czytanych w ostatnich miesiącach, Philippe Descola, postawił sprawę inaczej, nie historycznie, tylko typologicznie. Nowoczesność równoznaczna jest z wyznawaniem szczególnego rodzaju ontologii, jednego z czterech, które on wylicza – ontologii naturalistycznej. Ontologiczny naturalizm nakazuje nie zaprzątać sobie głowy tym, co wewnętrzne (świadomość należy do wewnętrznego), ponieważ wewnętrzne i tak jest niepoznawalne; masz dostęp do własnego, a do wewnętrznych innych istot (ludzi, zwierząt, maszyn itd.) nie masz. Koniec. Za to zewnętrzne jest bardzo obiecujące, ponieważ wszystkie byty mają je wspólne, takie samo – a mówiąc bardziej pospolicie: materia wszędzie rządzi się tymi samymi prawami, atomy są te same, geny też z grubsza te same, o ile ktoś je ma.

Przed nastaniem władzy naturalizmu, w Europie – średniowiecznej, renesansowej i starożytnej, a także w cywilizacjach Azji, Afryki i Meksyku, obowiązywały różne warianty ontologii analogistycznych – tak je nazwał Descola. Analogizm głosi (lub wierzy), że rządzą podobieństwa. Byty jakoś podobne (zwykle podobne według pewnego systemu) zachowują się podobnie. Dlatego w kartach, patykach krwawnika lub w gwiazdach można wyczytać, co dzieje się z pewną osobą. Nauka, lub ściślej światopogląd naukowy, posługuje się ontologią naturalistyczną – lub ma tę ontologią w siebie wszytą. Ezoteryka we wszystkich swoich rozmaitościach za bazę ma ontologię analogistyczną. Między tymi dwiema ontologiami, paradygmatami, idzie wojna. Kiedy już wiadomo, o co tu chodzi, obserwowanie przejawów i szczegółów tej wojny jest nader ciekawym zajęciem. Mnie od dekad udaje się stać rozkrokiem nad tym frontem – i jakoś mnie to nie rozdarło. Jeśli więcej obserwacji z tego frontu przecieknie do Taraki, tym szczęśliwszy będę.

Kulturowe wojny, w tym ta między Nauką i Ezoteryką, byłyby zabawne, gdyby nie to, że bawimy się na Titaniku. Titanic nie jest nawet najlepszą analogią, lepszą jest Principessa Mafalda. Bo Titanic zatonął niespodziewanie z powodu fatalnego przypadku, analogia z nami na Ziemi byłaby taka, gdyby nagle uderzyła w nas asteroida w rodzaju tej, która wygubiła dinozaury spadając 66 mln lat temu na pra-Jukatan. Tymczasem Principessa Mafalda (statek, nie księżniczka) wypłynęła jesienią 1927 z Genui do Buenos Aires. Statek był zaniedbany, nieremontowany, po drodze psuł się, awarie miał, i z drogi kapitan słał alarmujące telegramy, błagając armatora, by ten zgodził się zawrócić, bo dalej płynąć się nie da! Na Ziemi mamy tak samo. Dzieje się scenariusz nie Titanica, tylko Mafaldy. Wiemy, że nasz „statek Ziemia” jest zrujnowany i rujnujemy go dalej, i zabieramy na przeciążony i pochylony pokład kolejne miliardy pasażerów i ich energochłonnego dobytku. Dopływali do Brazylii, kiedy zerwał się wał napędowy, dziurawiąc kadłub od środka. Grodzie nie domykały się. O zmierzchu wysłano SOS. Wśród pasażerów wybuchła panika, łodzie ratunkowe nie dawały się spuścić na wodę, a te czynne były przeciążone. Niektórzy na statku mieli broń i jej używali. Kapitan utonął, a pierwszy oficer zastrzelił się. W środku nocy Mafalda poszła na dno dziobem w dół. 1/4 ludzi zginęła.

Więc jesteśmy na takim Titaniku lub raczej na Mafaldzie. Wszystko co się teraz dzieje w świecie i w naszych umysłach, musimy obserwować, rozważać i oceniać pod tym kątem. I tu przychodzi drugi z moich ulubionych niedawno czytanych autorów, Clive Hamilton. Z którego książki Defiant Earth („krnąbrna” lub „nieobliczalna” Ziemia) wynika przekaz: musimy się przeprogramować, dokonać w sobie, w swoich umysłach, poglądach i dyspozycjach do działania, równie radykalnych zmian, jak te, które 300 lat temu wygenerowały Nowoczesność. Inaczej zginiemy – no może nie my dosłownie; Hamilton wszak jest senex podobnie jak piszący te słowa, ale nasi nieszczęśni potomkowie – i to w mękach. Konieczne zmiany w mentalu w perspektywie przyszłości – niech ten temat będzie kolejnym dla Taraki.

Po tych dwóch przychodzi trzeci autor: Jonathan Lear z książką „Nadzieja radykalna. Etyka w obliczu spustoszenia kulturowego” (przetłumaczoną na polski). Na losach ludu Wron (Crow) zaważył sen chłopca, który w dorosłych latach został przywódcą o imieniu Wiele Przewag. Sen głosił, że Wrony przetrwają, jeśli naśladować będą Sikorę, nieustającą w poznawaniu nowych sposobów, co uczynili. Dla nas tu jest ważne, że Indianie, a może większość ludów tzw. pierwotnych, mieli dostęp do symbolicznego pogotowia ratunkowego, jakim były sny i inne treści transpersonalne. W naszym świecie telefon do tego symbolicznego pogotowia mają – lub mogą mieć, co już jest ważne! – ezoterycy i poeci. Pierwsi są w pogardzie, bo używają niewłaściwej, „nienaukowej” ontologii (tej analogistycznej). Drugich się nie słucha. Tu też widzę miejsce i zadanie dla autorów Taraki.


Auto-promo Taraki 5: wstęp na końcu

Ciąg dalszy autopromocji Taraki i podobnych spraw.


Drżyjmy, ezoterycy: Descola nas policzył! »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)