zdjęcie Autora

07 kwietnia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Teorie naukowe i naukawe (1) Powrót tego, co przepadło

Kategoria: Twórczość

« Rozdrapany umysł (3) Teorie naukowe i naukawe (2) Wyjdę z siebie i stanę obok. »

Zdarza mi się  przeżywać chwile zadumy na myśl, ile wspaniałych pomysłów przepadło, nie zapisanych w porę, ile tekstów poszło w zapomnienie, gdy zabrakło energii, żeby je dokończyć. Więcej tego uleciało w kosmos niż gotowych, z którymi wiąże się nadzieje. Czasami, w złych chwilach myśli się, że słowa rozwiewają się jak dym i gdy, słowami piosenki Maryli Rodowicz „przyjdzie komuś z nas dobić do ciemnego portu”, nic po nich nie zostanie; nie zostanie także nic po nas, jakby konsystencja, waga i objętość naszych zwłok mogła pomieścić pomysły zarówno zrealizowane jak i nie.

To prawda, niedokończone teksty na ogół przepadają. Przepada też wiele dokończonych tekstów. Rękopisami Norwida palono w piecu, w przytułku, w którym zmarł – i możemy się tylko pocieszyć, że przynajmniej ktoś się nimi ogrzał. Przepadają wspaniałe wynalazki, genialne pomysły szaleńców lub ludzi uważanych za takowych.

Wewnętrzna niezgoda na takie sytuacje może stać się podstawą rozmaitych spekulacji. Nawiasem mówiąc, już bardzo dawno przeczytałam gdzieś o takiej teorii, która mówi, że wszelkie dzieła literackie, filozoficzne, odkrycia naukowe, ważne aforyzmy itp. istnieją już w jakiejś aurze otaczającej Ziemię i pojawiają się w szerokim odbiorze „gdy czas ku temu dojrzeje”. Teoria ta miała tłumaczyć dlaczego wiele wspaniałych dzieł nie znalazło uznania w swoim czasie, a dziesiąte popłuczyny po nich za sprawą cudzego plagiatu stały się bestsellerami.

Jednak tego rodzaju pomysły kiełkują i usychają, pojawiają się na nowo już lepiej przemyślane i uzasadnione, a prawdziwe ich autorstwo nie jest takie pewne. W końcu ktoś je zbierze, uzasadni, poświęci ich szlifowaniu wiele czasu, może udowodni, a może uczynią to za niego inni. Może wskaże im drogę w którym kierunku szukać dowodów, a może dowody znajdą się przypadkiem, przy innej okazji.

Teoria pól morficznych Sheldrake`a wychodzi naprzeciw naszym lękom i obawom pozwalając wierzyć, że nawet niedokończony i niezrealizowany pomysł ma swoje miejsce w nieokreślonej przestrzeni czasu i powróci na widownię, gdy zaistnieją po temu warunki. Zapewne już nie jako nasz pomysł, tylko czyjś inny, ale nie przepadnie. Co jednak z tekstem? Czy nie napisany tekst, albo napisany i wycięty awarią komputera pojawi się na nowo? Wiele uzasadnień nie pojawia się w umyśle jako gotowy scenariusz kolejnych kroków opisu, a właśnie w miarę pisania krystalizuje się i nabiera swojej mocy.

Podam tu prosty przykład: oto opis pewnego mojego poranka. „Wychodzę z domu, idę na pobliski bazarek celem kupienia zieleniny: cebuli dymki, zielonej pietruszki i koperku. Dokonuję wyboru, płacę i wracam do domu.”

Co naprawdę się dzieje w ciągu tego czasu? To już zupełnie inny opis.

„Tego ranka silnie czuję swoją odrębność od otaczającego świata, wręcz obcość, jednocześnie muszę jednak przyznać, że nie odbiegam zbytnio od innych osiedlowych emerytek. Jak one oglądam na bazarku szczypior od cebuli, balansując miedzy trzema ważnymi wartościami: wielkościo-ilością cebuli w pęczku, jakością szczypioru „przynależnego” pęczkowi, ceną tego kompletu oraz zależności miedzy tymi wartościami, a świeżością zestawu. Jak ktoś, kto nie zdawał sobie sprawy, że mówi prozą, one w identyczny sposób jak ja dokonują swoich wyborów bazarowych produktów. Dlaczego więc nie czuję z nimi jedności, a przynajmniej poczucia wspólnoty? Zakupiony pęczek wystaje z mojej torby, a piękne i sztywne szczypiory załamują się pod wpływem tłoku w autobusie. Przypominam sobie inny dzień, dawno temu, gdy z wystającym z torby potężnym pękiem zieleniny biegłam...” Stop. To wspomnienie nie ma tu nic do rzeczy, choć było bardzo ważnym elementem opisu tego poranka na bazarze i przykładem nawiązania zerwanych więzi między teraźniejszością i przeszłością. I w ogóle było ważne. Ale nie zostało zapisane.

Czy wiara w istnienie pól morficznych pomoże mi, gdy ważny fragment tekstu przepadnie i nie oda się go już odtworzyć ponieważ był przebłyskiem lub mówił o przebłysku? To był jednak MÓJ przebłysk, a wróci CUDZY, więc nie taki sam, tylko być może, zbliżony, podobny. Mój miał jeszcze otoczkę, która nie znalazła odbicia w tekście i trudno wierzyć, że gdzieś tam, w kronice Akaszy zostanie zapisana i zapamiętana.

Ale jest jeszcze inny problem z tym związany. Listy po latach.

Czytałam w „Wyborczej” eseje o Mickiewiczu. Tadeusz Konwicki opisuje wileńskie aspekty życiorysu Mickiewicza i swojego. Pisząc o Maryli Wereszczakównej, stwierdza, że Maryla Puttkamerowa po wielu latach, już jako osoba mocno przez życie doświadczona, napisała list do Wieszcza, dawnej swojej miłości. I Wieszcz nie odpisał. Autor pisze, że on też po wielu latach otrzymał nieoczekiwanie list od swojej Maryli. I też nie odpisał. Wyjaśnia to w ten sposób (odczuwając prawdopodobnie szczątkowe wyrzuty sumienia): „A czyż teraz miałbym odwagę wdawać się w korespondencję pełną smętnych zwierzeń, narzekań na sytuację życiową, na choroby, na kłopoty z dziećmi, na brak gotówki i grożące jakieś procesy sądowe. Nie, to by zrujnowało cały wszechświat mojej skromnej wyobraźni literackiej. Odczarowałoby całą zaczarowaną przeszłość, z której żyję w tym dzisiejszym, zwariowanym świecie.”

Przyznam, że mierzi mnie to, nie tyle nie odpisanie na list, ale motywacja. Czy literatura to klatka, w której musimy się zamknąć, żeby celebrować swój literacki świat? W końcu faceci zawdzięczają swoim Marylom pewną część twórczości. Wykorzystali je, zapewne nie pytając o zdanie, a teraz odmawiają zapłaty. Wredne.

A nawet jeśli te więzy z Marylami nie były zbyt silne i nie przetrwały lat, to zdawkowe pozdrowienia pozwoliłyby zapewne ocalić tym kobietom odrobinę ich dumy delikatnie dając do zrozumienia, że kontynuowanie kontaktów nie jest zbyt mile widziane.

Jeśliby jednak te nienapisane listy miały się odtworzyć jako wydarzenie podobne do napisanego listu, oznaczałoby, że my, jako ludzie i świat, jako otoczenie, niczego się nie tylko że nie nauczyliśmy/ły, ale że się nigdy nie nauczą. Będą wirować w wiecznym kręgu i żaden tekst czy żaden wynalazek nie odmieni LOSU.

Tak czy inaczej, coś tu jest nie tak. Szkoda, bo takie to było pociągające — a zwłaszcza ta myśl, że „nic w przyrodzie nie ginie”.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Rozdrapany umysł (3) Teorie naukowe i naukawe (2) Wyjdę z siebie i stanę obok. »

komentarze

[foto]

1. Aktualność • autor: Wojciech Jóźwiak2013-04-07 14:19:28

Ja to sobie Kasiu lubię wyobrażać, że wszystko to, co było w przeszłości, istnieje, trwa, nadal i w jakiś sposób jest wciąż aktualne. Podczas naszych szałasów potu zalecam wyobrażać sobie, że podobne zebrania w kręgu i w szałasie, które kiedyś się odbywały, trwają nadal i należy połączyć się i wejść w rezonans z tamtą sytuacją. Po co? - Dla podtrzymywania i "hodowania" wspólnej energii czy jak kto woli ducha, a może po Szeldrejkowsku - formy.
(Wprawdzie tu powstaje od razu problem, jak się ustosunkować do złych przeszłości, które w myśl tego podejścia, trwają tak samo? Ale na warsztatach próbowaliśmy pewnych sposobów na ich wygaszanie.)
Jak o tym dobrze pomyśleć, to "jawi się" szczególna ścieżka dla przyszłych terapeutów i szamanów leczących przeszłość. Polakom tacy sztukmistrze bardzo by się przydali.
[foto]

2. Wygaszanie • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-04-07 14:32:15

Bardzo ciekawi mnie to wygaszanie. Czy istotnie jesteśmy coś w stanie wygasić, czy tylko "wygasić w sobie". Ale zaczynam niebezpiecznie zbliżać się do uzasadnień religijnych...

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)