zdjęcie Autora

09 kwietnia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Teorie naukowe i naukawe (2) Wyjdę z siebie i stanę obok.

Kategoria: Twórczość

« Teorie naukowe i naukawe (1) Powrót tego, co przepadło Teorie naukowe i naukawe (3) Jak nie zarazić się pożądaniem? »

Wielokrotnie objaśniano zjawisko wychodzenia z ciała. Oczywiście to tylko teorie. Trudno mi uwierzyć, że można to dokładnie udowodnić, a nawet wyobrazić sobie, jak się do tego zabrać. Ale oto pierwsze wyjaśnienie z brzegu:

No więc z grubsza brzmi to tak. Jakieś płaty mózgowe korespondują z płatami mózgowymi innych osób, znajdujących się w pobliżu. Jakby trzymały się za ręce. Chociaż to zła analogia. To jest jakby wspólne oko. W momencie, kiedy jeden z mózgów się wyłącza – np. w razie śmierci klinicznej — pozostaje to wspólne oko w drugim mózgu i dlatego mamy zjawisko patrzenia na samego siebie. Ta teoria zadawala ateistów, a deistom daje do myślenia. Bo to oznacza, że jakaś cząstka świadomości może istnieć niezależnie od własnego ciała. Do tej pory nauka stanowczo temu zaprzeczała. Tym razem też mówi stanowczo: ale to działa nie cząstka leżącego w śmierci klinicznej, lecz tego, kto na niego patrzy. Ale to wcale nie upraszcza sprawy, tylko ją komplikuje. Naukowcy mówią: to nie nasza świadomość postrzega leżące ciało, tyko świadomość świadka. A kiedy delikwent powraca do świata żywych, to pamięta to, co zapamiętał świadek, ponieważ postrzegał świat jego oczyma. Tak więc postrzegał, jego oczyma, kiedy sam był w śmierci klinicznej? Czy tak: kiedy leżał martwy, niczego nie postrzegał, za to gdy się zbudził, świadomość świadka przekazała mu widziany obraz? Według teorii, która jest trochę skomplikowana, wynika, że przekaz musi być równoczesny, a nie opóźniony. A dalej wrócić musimy do cząstki świadomości, przebywającej poza ciałem. Kiedy ateiści się zastanowią, zmartwią się. Jeśli cząstka świadomości może przebywać poza ciałem, to może też, — kto wie, może też istnieć jakaś cząstka, istniejąca zanim ciało się pojawiło. To ona ma projekt, wie dokładnie,  w jakiej chwili chce się urodzić. W tym momencie życie już się projektuje.

Astrologicznie rzecz biorąc noworodek „wybiera sobie” moment urodzenia, a w ślad za tym i określony horoskop (wraz z nim możliwości, trudności, a może i wydarzenia) — chyba że wybiera to za niego ktoś inny. Tak czy siak żadne cesarskie cięcia czy przyspieszenia porodu nie mają wpływu na godzinę urodzenia, bo wszystko to zostało już wzięte pod uwagę, zatwierdzone i zrealizowane według planu.

            Oczywiście teoria ma mnóstwo dziur. Na przykład jedna z nich:

Ale co, jeśli nie ma obserwatora? A wyjdzie z ciała sam delikwent, a potem wróci i nam o tym opowie. Skąd ten drugi mózg i drugie oko? Nie musi przecież kłamać ani zmyślać (choć zapewne może).

Tak, nie bardzo chce mi się wierzyć tej teorii oglądania cudzymi oczami zdarzeń po śmierci klinicznej.

Inny problem. Na zdrowy rozsądek: Jak wytłumaczyć to, że wiele osób ogląda wydarzenia z perspektywy pod sufitem (tzw. lewy górny róg). Owszem sugeruje to związek z prawą półkulą mózgu, ale żadna pielęgniarka w pobliżu stołu operacyjnego, na którym leży delikwent w stanie śmierci klinicznej, nie widzi sali z tej perspektywy. Po drugie: i u roślin stwierdza się połączenie międzyosobnicze w chwilach stresu — słynne doświadczenie gdy roślinę w jednym pokoju przecinano po kawałku, a druga, w sąsiednim, emanowała biopole o silnym natężeniu, dające się zmierzyć za pomocą aparatury. Do współodczuwania nie potrzeba więc ani oglądania, ani mózgu. Tu jednak nie ma współodczuwania, tylko obserwacja. Dlaczego miała by się odbywać cudzymi oczami i za pomocą cudzego mózgu skoro istnieje własny, jeszcze nie zepsuty? Co innego gdyby psujący się nieboszczyk nie mógł już korzystać ze swojej aparatury.

         Poza tym są inne prawidłowości. Z osobistych opowiadań mojego krewnego wiem, że „jawił” mu się ni to w śnie, ni na jawie przed zaśnięciem zmarły właśnie inny krewny i że wyglądał jak pomniejszona główka w lewym górnym rogu pokoju. Zresztą, zapewne ufając, że miejsce to sprzyja kontaktom ze zmarłymi, pod sufitem w rogu ukosem umieścił obraz, portret swojej zmarłej żony. Takie zresztą usytuowanie portretów przodków — po lewej ręce, sugeruje J.W. Suliga na swoich wykładach. Stajemy twarzą do wschodu (może być wschód wyimaginowany, nie musi być prawdziwy) po prawej stronie mamy nasz los, po lewej miejsce dla zmarłych przodków. Zamiana miejsc może zaszkodzić naszej karierze.

Oczywiście mój kuzyn nazajutrz skontaktował się z rodziną i dowiedział się o śmierci w nocy tego krewnego, przy czym powód pojawienia się we śnie lub w wizji, był całkiem prozaiczny i de facto oznaczał prośbę zmarłego o interwencję w sprawie pogrzebu, który miał odbyć się nie w tym obrządku religijnym jaki uznawał zmarły, tylko w obrządku jego żony.

Trafiłam także w Internecie na wykłady z psychologii mózgu i tam wyczytałam, że we śnie istnieje czasem obserwator — w jego kreacji można odnaleźć cechy postrzegania właściwe lewej półkuli. Jest on komentatorem zdarzeń, sugeruje rozwiązania, może być utożsamiany z zmarłym przodkiem, anonimowym autorytetem itp. O tym pisze też Jarosław Bzoma w swoim artykule „Sztuka śnienia”.

         To wszystko wskazuje raczej na pracę własnego mózgu, a nie kontakt z cudzym.  Ale co ja tam wiem?

Niemniej ta „współczulność” też jest zagadkowa. Zwykle, kiedy naukowcy usiłują coś wytłumaczyć, nie odwołując się do takich pojęć, jak dusza, nadzwyczajne atrybuty przypisują mózgowi. Na przykład, opisywano wydarzenia gdy małe bliźniaczki rozpoznawały zabawki swoich zmarłych przed ich narodzeniem sióstr, wiedziały, jak te siostry zginęły, rozpoznawały ulice, których wcześniej nie widziały, a siostry tak itd. Wyjaśnienie naukowców jest następujące: kiedy dziewczynki były w łonie matki, wszystko słyszały i stąd się wszystkiego dowiedziały. Tak wspaniale ich mózg pracował. Równie prawdopodobna wydaje mi się reinkarnacja. Też jej nie można sprawdzić, ale przynajmniej wiadomo, że nie można. Natomiast co stoi na przeszkodzie, aby wybrać grupę ciężarnych kobiet, przemawiać do ich brzuchów, a po kilku latach sprawdzić, co dzieci z tych przemówień zapamiętały. Ba! Nie trzeba kobiet, jeśli czyjeś sumienie takim badaniom się sprzeciwia. Prowadzono przecież badania na krowach, w czasie których udowodniono, że puszczanie im muzyki symfonicznej zwiększa mleczność. Można więc wybrać ciężarne krowy, serwować im uspokajające teksty, może i reklamę jakiejś paszy (tu wyzwanie dla naszych producentów reklam — niech opracują coś, co będzie zrozumiałe dla bydła, może wizualnie, może z wykorzystaniem rytmów przyrody — w każdym razie niech zbadają jak to się ma do ich porodów i zdrowia cieląt oraz zainteresowania określonym rodzajem karmy.

Na ludziach nikt nie robi takich doświadczeń, bo rezultaty mogły podważyć inny fakt uważany za pewnik — pełne człowieczeństwo życia poczętego. Wyniki niektórych doświadczeń można przewidzieć — dziecko w łonie matki odczuwa to, co matka: strach, stres, hałas, nagłe światło (gdy matka jest rozebrana), ale nie widzi przez matczyne ciało, nie rozumuje i nie wyciąga wniosków. Cały szereg ludowych przesądów związanych z pojawieniem się znamion na skórze dziecka (na przykład w razie oglądania pożaru) nie zostało wprawdzie zbadane, ale cóż stoi na przeszkodzie? Ja pamiętam z czasów, gdy urodziłam bliźnięta w 1966 roku, że mnóstwo rzeczy usiłowano mi w szpitalu wyjaśnić jako babskie przesądy: noszenie dziecka na ręku i przytulanie go, dawania mu piersi na żądanie , spanie z dzieckiem w jednym łóżku (jakie to niehigieniczne, tfu!), przemawianie do małego głupka (jak określali to lekarze), „przepalony” od stresu czy gorączki pokarm, zbędność karmienia w pierwszej dobie wydzielającą się z piersi siarą (taka nieestetyczna, żółta i w ogóle, wygląda jak ropa) i wiele innych rzeczy, co do których dziś poglądy są diametralnie różne. Za to uważano za konieczne krępowanie niemowlętom rączek i nóżek za pomocą powijaków. Wszystkie matki uczono w szpitalu sposobu pakowania dziecka w tobołek za pomocą specjalnej pieluchy flanelowej i kilku agrafek.

             W każdym razie rzeczy traktowanych ideologicznie lepiej nie badać i nie dostrzegać.

Są też zjawiska pokrewne, jak wychodzenie z ciała w stresie. Znam to ze swoich odczuć. Kiedy w wypadku drogowym samochód, którym jechałam po zderzeniu z innym i ze słupem, zarył się w mur budynku, nie czułam w ogóle uderzenia. Leciutko i zwiewnie uniosłam się w górę, po czym ocknęłam się zaklinowana wśród żelastwa przerażona i rozdygotana. Tak więc można nie przeżyć śmierci klinicznej ale wyjść na chwilę ze swojego ciała i może, nie stanąć wprawdzie obok, ale zatrzymać się w pół drogi... Dokąd?

            Żeby ktoś chciał to rzetelnie zbadać!

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Teorie naukowe i naukawe (1) Powrót tego, co przepadło Teorie naukowe i naukawe (3) Jak nie zarazić się pożądaniem? »

komentarze

[foto]

1. Gdyby • autor: Przemysław Kapałka2013-04-10 17:26:42

Gdyby ktoś chciał to rzetelnie zbadać (uważam za prawdopodobne, że tacy już byli, liczba mnoga użyta świadomie i celowo), to zostaliby tak zakrzyczani, zwyzywani, ich wyniki tak wyśmiane i skrytykowane, że nic by z tego nie wyszło.


Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)