Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 września 2009

Piotr Bielski

Terzani - od polityki do mistyki
Krótka opowieść o drodze Tiziano Terzaniego, przyjaciela, którego nie zdążyłem poznać

Kategoria: Podróże i regiony

Chciałbym Wam opowiedzieć o wrażeniach z poznania, niestety jedynie za pośrednictwem słowa drukowanego i post mortem, Tiziano Terzaniego, mądrego włoskiego reportera, którego trzy książki ukazały się ostatnio w Polsce. Reportera o tyle ciekawego, że jego podróż prowadziła go od zainteresowania światem polityki i odmiennością kulturową Azji, w której spędził 30 lat, do zadania sobie chyba najważniejszego pytania: "kim jestem?". Słowem, odbył wędrówkę od polityki do mistyki. Terzani zasłynął jako korespondent azjatycki niemieckiego czasopisma "Der Spiegel", autor reportaży z ogarniętego wojenną pożogą Wietnamu, denuncjator ludobójstwa czerwonych Khmerów czy, podobnie jak jego serdeczny kolega Ryszard Kapuściński, z przemierzania peryferii upadającego radzieckiego imperium. Część jego reportaży zostało zebranych w wydanej niedawno książce "W Azji", lecz tutaj chciałbym prześledzić duchowe wątki podróży Terzaniego zawarte w trzech innych jego książkach.

Pierwszym krokiem w stronę zainteresowania mistyką była książka "Powiedział mi wróżbita". Autor pod wpływem przepowiedni przypadkowo poznanego wróżbity z Hongkongu zakazującej mu podróżowania samolotem w 1993 roku, postanawia przez cały rok trzymać się tego zalecenia. Nie tylko poznaje piękno ponownego odkrywania dystansu, powolności płynięcia statkiem i smakowania prowincji, ale i ciekawość wiedzie go do poznawania kolejnych wróżbitów, czarowników, szamanek czy astrologów wedyjskich i skorygowania grożącej mu przepowiedni. Choć z gruntu określa się jako "florentyński racjonalista", przyznaje, iż coraz więcej sensu jest w przypadkach i odkrywa głęboki wpływ wróżbitów na politykę czy życie wspólnot. Zdumiewa go ilość trafnych spostrzeżeń co do jego życia, choć bawią go też kulturowe uwarunkowania wróżbitów, fakt, że pragmatyczni Chińczycy opowiadają głównie o majątku i radzą klientom porzucać miłość dla pieniędzy. Dostrzega również, że władcy Tajlandii kierują się magią sympatyczną, zmieniając ruch drogowy lewostronny na prawostronny, w sytuacji zagrożenia prawicowym przewrotem. Dzięki zainteresowaniu sztukami mantycznymi, Terzani przy okazji poznaje medytacje i otwiera się na niekonwencjonalne drogi poznawania świata. W otoczeniu bezdusznych wieżowców i konsumpcyjnego społeczeństwa Singapuru, odkrycie wróżbiarskiego podziemia napawa go wiarą w człowieka.

W drugiej książki "Un altro giro di giostra" czyli "Jeszcze jeden obrót na karuzeli", wydanej jednak w Polsce pod odmiennym tytułem "Nic się nie dzieje przypadkiem" autor podejmuje quest, w porównaniu z którym poszukiwanie wróżbitów było niewinną zabawą. Dystans badacza wobec przedmiotu znika, gdyż włoski reporter bowiem zostaj postawiony przed diagnozą choroby nowotworowej i to ona staje się motorem poszukiwań. W pierwszym odruchu decyduje się pospiesznie, za namową przyjaciela, wypisać czek na leczenie w czołowym nowojorskim ośrodku terapii. Jednak owi najlepsi na świecie "naprawiacze" nie spełniają oczekiwań autora, który nie zgadza się by traktować go jako maszynę, którą trzeba naoliwić, napromieniować, a może wymienić części. Pojmuje bowiem raka w sposób filozoficzny i egzystencjalny, jako znak, że coś z jego życiem jakie do pory wiódł było nie tak, choć nie ucieka w prosty schemat "sam sobie wyhodowałem chorobę", poddaje w wątpliwość kierunek rozwoju ludzkiej cywilizacji.

Rozpoczyna prawdziwą Odyseję w poszukiwaniu alternatywnych terapii, która prowadzi go od zainteresowania dietetyką, przez homeopatię po poznawanie cudownych leków w rodzaju chińskich grzybów, leczenie poprzez picie rtęci czy zmierzenie się z uzdrowicielami z Filipin. Dostrzega wagę, jaką wszyscy terapeuci kładli na wiarę w wyzdrowienie chorego i chce pozostać w zgodzie z własnym instynktem. Łyka leki homeopatyczne, ale nie chce spożyć sporządzonej specjalnie dla niego ajurwedyczną mieszankę cud zawierającą krowią urynę.

Z czasem Terzani uzmysławia sobie, że tak naprawdę nie zależy mu na wyzdrowieniu za wszelką cenę. Bardziej chcę przeżyć w zgodzie ze sobą ten czas, który mu pozostały. Postanawia niejako przed czasem pożegnać człowieka, którym do tej pory był, zawsze ubranego na biało, charyzmatycznego i dowcipnego dziennikarza ze stałym zestawem ekscytujących historii. Mimo to, ciągle w nim pozostaje zainteresowanie światem. Mimo to, jego przyjaciel upomina go "wciąż jesteś dziennikarzem, zaglądasz ludziom do ich szuflad" gdy w czasie drogiej konsultacji, zamiast rozmawiać o swej chorobie, chce poznać życiorys, motywacje i filozofię kolejnego z poznanych uzdrowicieli. Potrzeba wyzwolenie się z okowów nieustannego bycia określoną postacią, daje mu niesamowitą wewnętrzną siłę i poczucie wolności. Podejmuje wędrówkę jako Anam - bezimienny, i pod tym imieniem wstępuje na 3 miesiące do aśramu w Kerali. Pobiera nauki od nauczyciela wedanty, który imponuje mu tym, że "nie ma już czasu prywatnego, cały jego czas jest publiczny".

Książka dostarcza nam głębokiego namysł nad kondycją naznaczonych ciężką chorobą. Terzani ma świadomość, że od momentu diagnozy on i jego żona żyją w innych światach, ona w świecie planów, pracy, przyjaciół, codziennych spraw i trosk, a on żyje niemal wyłącznie w wymiarze eschatologicznym, szykując się na randkę z kostuchą. Wiernie oddaje samotność i beznadziejność położenia Amerykanów, którzy w kalifornijskim ośrodku odosobnienia odreagowują złość na raka rzucając kamieniami w specjalnie przygotowaną instalację. Słucha historii ludzi "sukcesu", których opuścili małżonkowie w momencie gdy poinformowali ich o raku. Pewien ortopeda pośpiesznie nagrywa płytę cd ze swymi osiągnięciami "by moje dzieci jak dorosną wiedziały, że tato był kimś".

Terzani nie znajduje cudownego leku, choć decyduje się zażywać chiński eliksir, który dostał od żony, gdyż był dodatkowo napełniony jej miłością. Odnajduje magię ciszy oraz życia tu i teraz obserwując powolnie płynięcie chmur w pustelni w Himalajach, ale po powrocie do supermarketu w rodzimej Toskanii traci to i widzi jak daleko mu do buddy. Autor dostrzega znaczenie każdej chwili i tego, w jaki sposób ją przeżywa. Mówi, że pod koniec wędrówki naprawdę każdy z jego dni stał się kolejnym obrotem na karuzeli.

Wiemy z notatki biograficznej na końcu książki, że autor w końcu umarł, ale czy oznacza to, że zakończenie jego historii jest smutne? "A jakie miałoby być szczęśliwe zakończenie historii podróży, którą właśnie opowiedziałem? - pyta nas - I żył długo i szczęśliwie? Tak kończą się bajki, które są poza czasem, nie zaś historie życia, które czas jednak trawi. Poza tym kto decyduje, co jest szczęśliwe, a co nie? I kiedy? Koniec końców cała ta choroba, którą opisałem była dobrem czy złem? Była, i to jest ważne. Była, i tym samym mi pomogła, ponieważ bez choroby nigdy nie odbyłbym tej podróży, nie postawiłbym sobie tych pytań, które - przynajmniej dla mnie - miały znaczenie (s. 714)". Ma świadomość, że odwiedzone niezwykłe miejsca, poznani ludzie, pobrane nauki - wszystko to zawdzięcza chorobie.

Mimo skupienia się na duchowym wymiarze życia, Terzani nie przestał interesować się losem świata i w swej pustelni w Himalajach jako wyraz protestu wobec "wojny z terroryzmem" napisał niewydane jeszcze w Polsce "Listy przeciwko wojnie". Swoje mikro-doświadczenia potrafił umiejętnie przełożyć na język makro-świata: "Droga do przebycia jest oczywista: musimy żyć w sposób bardziej naturalny, mnie pragnąć, więcej kochać, a wtedy liczba takich schorzeń jak moje też się zmniejszy. Zamiast szukać lekarstw na choroby, spróbujmy żyć tak, żeby nie powstawały. A przede wszystkim: dosyć wojen, dosyć broni! Koniec z 'wrogami'! Nawet ten, który powodował szaleństwo moich komórek, nie był wrogiem ("Nic...", s.712)" .

Ostania książka Tiziano, bo po tym jak spędziliśmy tyle czasu razem chyba możemy przejść na "ty", nie została wydana w Polsce. "Koniec jest moim początkiem" to niezwykła książka, owoc spotkania ojca i jego syna - dokumentalisty Folco. Tiziano, gdy lekarze dawno postawili na nim krzyżyk, postanowił umrzeć w małej miejscowości w Toskanii, gdzie spędził dzieciństwo i niejedne wakacje z rodziną. Zaproponował Folco aby ten, o ile nie ma ważnej pracy do zrobienia, odwiedził go, bo miał ochotę z nim porozmawiać. Tenże przyjął propozycje i skrupulatnie zarejestrował odbyte rozmowy z ojcem.

W ostatnich chwilach Terzani zdaje się być tak pogodzony ze śmiercią, że aż wyznaje żonie, że jakby mu ofiarowano lekarstwo, które dałoby mu jeszcze 10 lat życia, nie zażyłby go. "Znam moje życie ze wszystkich stron i pod każdym kątem, nie interesuje mnie ono więcej" - wyznaje. Dekadencja? Rezygnacja? Niekoniecznie, a może pokorne otwarcie się na śmierć, o której mówi z takim spokojem. I o której wspomina swemu synowi, gdyż sam pamięta, że gdy umarł jego ojciec, "stanął w pierwszym szeregu". Choć Tiziano jest już trochę nie z tego świata i potrafi godzinami kontemplować kukanie kukułki, zdarza mu się grymasić, że ziemniaki nie są dobrze przyrządzone. Opowiada synowi i czytelnikom o tym, że odkrył czym nie jest: swym zawodem, swym imieniem, swymi gustami i wspomnieniami, a nawet miłość do żony i dzieci "jest we mnie, ale nie jest mną". Ale czy odkrył czym jest, czy też to pytanie było tylko narzędziem kontemplacji? Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do osobistej wędrówki w dobrym towarzystwie...


Piotr Bielski



Bibliografia wspomnianych książek Tiziano Terzaniego:

  • "Powiedział mi wróżbita", wyd. Zysk i spółka, Warszawa 2008
  • "Nic nie zdarza się przypadkiem", wyd. Świat Książki, Warszawa 2008
  • "W Azji", wyd. W.A.B., Warszawa 2009
  • "Das Ende Ist Mein Anfang", Goldmanns Taschenbücher, Berlin-Wien-Zürich 2008

w Internecie:




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)