zdjęcie Autora

03 grudnia 2011

Przemysław Kapałka

Testy podróżnicze
Prosta metoda rozstrzygania miejsca wycieczki i trasy wędrówki

Kategoria: Techniki rozwoju
Tematy/tagi: radiestezjaregionyrozwój osobisty

Chciałbym przedstawić moją metodę rozstrzygania, dokąd udać się na wędrówkę, które miejsce odwiedzić, którędy pójść, jeśli sam nie bardzo to wiem – krótko mówiąc metodę ustalania trasy podróży lub wędrówki, jeśli nie bardzo potrafię (lub wcale nie potrafię) rozstrzygnąć tego samodzielnie. Metodę tę stosuję nie zawsze, bo i moje podróże mają różny charakter i czasami mam bardzo sprecyzowane poglądy, dokąd i jak się udać, czasami też wybieram całkowitą improwizację. Ale stosuję ją często – wtedy, kiedy chciałbym, żeby poprowadziła mnie jakaś siła wyższa; wtedy, kiedy chcę zbadać teren i chcę udać się na takie trasy, na jakich zrobię to najlepiej, a sam nie mam jak ich ustalić; i w niektórych innych przypadkach. Najczęściej ustalam w ten sposób trasę moich comiesięcznych wycieczek, chyba, że czasowo obowiązują co do nich inne zasady. Metoda jest bardzo prosta i jej opis też będzie krótki. A nazywam to testy podróżnicze.

A więc biorę mapy terenu. Jedną z nich, tą najbardziej ogólną, rozkładam, pozostałe, te bardziej szczegółowe, trzymam z boku. Biorę wahadełko radiestezyjne. Wygłaszam krótką modlitwę o wskazanie mi najlepszej trasy i miejsc, które najlepiej będzie odwiedzić. Przez chwilę prowadzę wahadełko nad mapą, kiedyś przy tym intonowałem mantrę Om ale później przekonałem się, że nie jest to konieczne. A potem, po tym przygotowaniu, już patrzę, co mi wskaże wahadełko. Czasami wskazuje miejsce, do którego mam się udać; czasami całą trasę; czasami początek trasy a potem kierunek, w którym iść dalej bez wskazania, dokąd konkretnie dojść. Czasami bywa jeszcze inaczej, ale zawsze idea jest ta sama: Patrzeć, co pokazuje wahadełko. Jakiś czas temu nauczyłem się przy tym odbierać wskazania pomocnicze, nie tylko poprzez ruchy wahadełka, ale poprzez dodatkowe myśli i skojarzenia, jakie do mnie przychodzą – na przykład że tę część trasy mam przejść obowiązkowo, a dalej jest to luźna propozycja, albo że tu mam iść powoli i dokładnie rozglądać się wokół, a tutaj mogę przejść szybciej.

Jeśli to, co odbiorę, mi wystarcza, na tym testy kończę. Częściej jednak na tym etapie otrzymuję tylko ogólne wskazania, które wymagają jeszcze doprecyzowania. Wtedy biorę dokładniejszą mapę obejmującą tylko fragment terenu, który został mi już wskazany, i proces powtarzam na większym poziomie uszczegółowienia. Zdarza się, choć rzadko, że trzymając wahadełko nad zegarkiem testuję godziny przybycia do poszczególnych miejsc. Bywają jeszcze inne modyfikacje, ale to już jest coś, co z czasem samo przychodzi.

Zdarza się, że testy mi nie wychodzą. Wahadełko chodzi tak, że trudno zinterpretować jego wskazania, w ogóle nie chce chodzić, albo wynik po prostu mnie nie przekonuje. Zawsze coś to oznacza: Że chwila na przeprowadzenie testu jest nieodpowiednia; że jest za wcześnie na test; że nie jestem dość skoncentrowany; że przedtem sam muszę pewne rzeczy rozstrzygnąć. Po usunięciu tych przeszkód powracam do testów i wtedy już mi wychodzą. Ciekawy przypadek miałem niedawno. Mimo kilkukrotnych prób wskazań wahadełka nie dawało się zinterpretować w żaden rozsądny sposób i czułem, że coś jest nie tak. Próbowałem się bardziej skupić, próbowałem zaintonować w tym celu mantrę Om i nic nie pomagało. Dopiero kiedy zmieniłem mapę, test poszedł. Chwilę po jego przeprowadzeniu przypomniałem sobie, że właśnie ta mapa poprzednio kilkakrotnie mnie zmyliła na trasie.

Po przeprowadzeniu takiego testu zawsze już postępuję zgodnie z jego wskazaniem, i nigdy jeszcze tego nie żałowałem. Dwa razy był wyjątek od tej zasady – raz po kilkukrotnych wyprawach poza mój region i wskazaniu kolejnej takiej trasy, doszedłem do wniosku, że tym razem chcę się udać gdzieś na moje tereny i proszę o wskazanie takiej trasy. Drugi raz, kiedy przed wyruszeniem na trasę zachorowałem i po chorobie nie miałem sił iść zgodnie z otrzymanymi wskazaniami, przeprowadziłem więc ponowny test. Zdarzało się, że wynik testu mnie zaskakiwał, ale później okazywało się, że tak właśnie było trzeba. Kiedyś w górach miałem tuż przed sobą wspaniałe pasmo Połoniny Borżawy, do którego aż się prosiło pójść. Jednak test wskazał mi zupełnie inny kierunek i inne, znacznie niższe partie. Później się okazało, że w górze wieje bardzo silny wiatr, i gdybym poszedł w wysokie partie Borżawy, prawdopodobnie zostałbym zdmuchnięty razem z plecakiem. Podobnych przypadków było więcej. Oczywiście nie mogę wiedzieć, czy trasy pominięte przeze mnie nie byłyby lepsze. Ale – powtórzę – nigdy jeszcze nie żałowałem, że poszedłem zgodnie ze wskazaniem testu. Co istotniejsze, dzięki temu trafiłem do wielu wspaniałych miejsc, do których bez tej metody nigdy nie przyszłoby mi do głowy pójść, i przez to dokonałem wielu nieoczekiwanych odkryć.

Opisana przeze mnie metoda jest bardzo prosta i nikt, kto potrafi posługiwać się wahadełkiem, nie powinien mieć z nią problemu. (Swoją drogą ciekawy jestem, czy tak będzie naprawdę). Zdecydowanie jednak zalecam pamiętać o modlitwie lub podobnej praktyce na początku. A rozwinięcia tej metody, takie, jak odbieranie informacji pomocniczych, po prostu z czasem same przychodzą i tu już wszystko zależy od otwartości i inwencji testującego.

Przemysław Kapałka



komentarze

[foto]

1. Modlitwa • autor: Wojciech Jóźwiak2011-12-03 19:10:19

Przemku,
do kogo się modlisz podczas testu?

:) Wojtek Jóźwiak
[foto]

2. Modiltwa • autor: Przemysław Kapałka2011-12-03 20:53:20

W skrócie powiem, że do moich Duchowych Opiekunów.
[foto]

3. Podróżowanie na żywioł • autor: Nes W. Kruk2011-12-04 16:52:08

Ciekawe, nigdy nie próbowałem z mapą. W zeszłym roku, podróżując po Beskidzie eksperymentowałem za to z wybieraniem trasy przez... rzut monetą lub runą.

Modlitwa to dobry patent. Ja mam jeszcze jeden. Łączę podróż z intencją. To coś w rodzaju rytuału drogi. W tradycyjnej, tzn. osadzonej w miejscu ceremonii czy rytuale cała podróż fizycznie zazwyczaj odbywa się w przygotowanym do tego miejscu (świątynia, przestrzeń sacrum, etc). Od kilku lat stosuje metodę ceremonii w ruchu. Podobnie jak w trakcie zwykłego rytuału odczytuję znaki, transformuję i wchodzę w interakcję, lub po prostu pozwalam się prowadzić. Ważne jest tu rozpoczęcie i zakończenie (jakiś akcent, typu zapalenie świecy, dzwoneczek, wypowiedzenie życzenia, itp), co by się nie zgubić nie tylko fizycznie, ale i astralnie. Mam nawet do tego specjalny kluczyk, którym otwieram "drzwi" i zamykam, gdy wracam. W sumie jak teraz sobie myślę, to kluczyk ten też może służyć za wahadełko...

Generalnie chciałbym zauważyć, że każda metoda (bo przecież to nie musi być tylko wahadełko), która wyłącza element decyzyjny podróżnika, pozwala na odkrywanie nowych, nieznanych rejonów, a nie odtwarzanie trasy. I chyba to odróżnia podróżników od turystów. W takim przypadku każda moja podróż jest odkrywaniem nie tylko co na zewnątrz, ale i wewnątrz. Tak jakbym nakładał na siebie mikro i makrokosmos.

Oglądałem niedawno relację z wycieczki do Grecji. Pytam się mamy "co to za miejsce, czego to ruiny" - "nie pamiętam". Taki jest efekt autokarowego spendu - zaliczyć, zrobić fotkę z Czymś-Ważnym w tle, posłuchać bajdurzenia pilota, wrócić i opowiadać gdzie się to nie było i czego się nie widziało...

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)