zdjęcie Autora

19 kwietnia 2020

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 55)

Tezy o koronawirusie


« O pandemii - z wypowiedzi pospiesznych Powrót do normalności »

1. Lockdown okazał się spełnieniem nieuświadamianego marzenia o przerwaniu pogoni, rywalizacji i o uproszczeniu życia. Sprowadzeniu go do postaci elementarnej. Odrzuceniu pozorów. Marzenia o pozbyciu się wszystkiego tego co nadmiarowe, a zmusza do trzymania wielu elementów w głowie i do zajmowania uwagi. Lapsus Kononowicza „żeby nie było niczego” był chwytliwy z tego samego powodu. Wyrażał wspólne Nieświadome, dlatego raz nieświadomie wypowiedziany był powtarzany jako viral przez wiele lat. To samo pragnienie wyraża lockdown. Tezy tej nie należy rozumieć w ten sposób, że nieuświadomione pragnienie „pozbycia się wszystkiego” jest niechęcią do kapitalizmu, który to system społeczny byłby dla człowieka jakoś „nienaturalny” i lockdown byłby wyrazem niechęci właśnie do niego. Takie rozumienie prowadziłoby do przypuszczenia, że nie byłoby marzenia o „końcu działania” w innych stosunkach społecznych niż kapitalistyczne. Nie. Nic podobnego. Lockdownu i marzenia o nim nie da się spożytkować dla żadnych doraźnych, czy można by nawet powiedzieć „doczesnych” sporów, ponieważ ma ono charakter absolutnie pierwotny. To wyraz podstawowego resentymentu wobec życia i istnienia jako takiego. Pragnienie „aby nie było niczego” to wyraz niechęci do życia którą aby zrozumieć, należy raczej podążyć tropem wyznaczonym przez Freuda w jego rozważaniach nad popędem śmierci jako jedną z podstawowych sił. W swym dziele Poza zasadą przyjemności Freud tak oto nakreśla kierunek poszukiwań, które prowadzą nas do zrozumienia tego o czym tu mowa:

Kiedyś w materii nieożywionej, przez działanie dziś jeszcze zupełnie niepojętych sił, zostały rozbudzone właściwości życia. Być może był to proces zupełnie podobny do tego, który później umożliwił w jakiejś warstwie materii ożywionej powstanie świadomości. Powstałe wówczas napięcie w poprzednio nieożywionym materiale dążyło do wyrównania. Tak został dany pierwszy popęd. Popęd powrotu do materii nieożywionej. Ówczesna substancja żywa miała jeszcze lekką śmierć. Droga życiowa jaką należało przebyć była prawdopodobnie jeszcze krótka, a kierunek jej określała chemiczna struktura młodego życia. Przez długi czas substancja żywa mogła być za każdym razem stwarzana od nowa i łatwo ginąć, aż wreszcie decydujące wpływy zewnętrzne zmieniły się do tego stopnia, że zmuszały pozostałą substancję żywą do obierania coraz bardziej skomplikowanych dróg okrężnych prowadzących do osiągnięcia celu, jakim była śmierć. Te okrężne drogi do śmierci (…) prezentowałyby nam dzisiejszy obraz zjawisk życiowych.

Pragnienie destrukcji, likwidacji, redukcji, oczyszczenia, wyzbycia się nadmiaru znajdywało w kulturze wielokrotnie wyraz w różnych tendencjach religijnych, estetycznych i intelektualnych, pozornie tak od siebie odległych jak ideologia Czerwonych Khmerów, ruch Extinction Rebellion, ruchy Reformacji w ich rozumieniu „pozbycia się nadmiaru”, ideologia pro-ana (pozbycie się „nadmiaru ciała”), ruch Zielonych w jego wersji ekologii antytechnologicznej i antynaukowej, gdzie domagano się redukcji wszystkich zdobyczy cywilizacyjnych ad infinitum i wiele innych. Wszystkie te idee wyrażały siłę popędu śmierci w sposób częściowy. Lockdown okazał się tu w sensie mentalnym strzałem w dziesiątkę. Raz podjęty może więc wykazywać tendencję do pogłębiania się, ponieważ ludzie odczuwają niechęć do wyjścia z izolacji, najzupełniej fałszywie utożsamianą z obawą przed zakażeniem.

2. Na przykładzie epidemii łatwo możemy przekonać się o tym, że nie wszystko jest tym na co wygląda. I tak na przykład fetyszyzacja indywidualnych środków ochrony takich jak „maseczki”, rękawiczki czy „żele” z jednej strony, a z drugiej pogarda dla nich i niechęć do nich niekoniecznie oznaczać muszą literalnie obawę przed zakażeniem czy znamionować wiarę w śmiertelność samego wirusa, bądź (z drugiej strony) wynikają z braku obawy bądź niewiary. Ambiwalencję społeczną wobec tych środków można rozumieć raczej jako wyraz sporu – z jednej strony resentymentu wobec samego życia i wobec niekontrolowanych impulsów życiowych, z drugiej niechęci do wbudowywania w siebie jakichkolwiek samoograniczeń. Analogiem tego sporu z czasów sprzed pandemii może być na przykład spór o „brudny język”.

3. Ustalenie wspólnego stanowiska na temat ontologicznego statusu wirusa jest z samej natury rzeczy niemożliwe. Nie da się sprawić, by pojawił się jakikolwiek dominujący pogląd w który by wspólnie szczerze wierzono na temat:
– jak powstał wirus
– czy istotnie jest groźny
– czy zamknięcie to dobry pomysł
– jakie metody leczenia pomagają, a jakie szkodzą
– czy jesteśmy okłamywani i ewentualnie przez kogo
– jaka jest rzeczywista liczba ofiar?

Stworzenie jakiejkolwiek wspólnej platformy myślowej jest tu absolutnie niemożliwe i nie wydarzy się. Każde twierdzenie spotka twierdzenie przeciwne o równej sile przekonującej. Sytuacja ta będzie pogłębiała destrukcję wspólnej przestrzeni symbolicznej, delegitymizację władzy i prawa i wzajemną nieufność. Próby zapobiegania temu przez tworzenie nowych teorii czy „edukowanie” będą rzecz jasna całkowicie daremne. Sytuacja taka jest charakterystyczna dla wszystkich wydarzeń mitotwórczych. Nietrudno tu o przykłady takie jak tragedia smoleńska, historia o Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu itd. Wszystkie je łączy niemożność ustalenia konsensusu – wspólnej wersji wydarzeń ponad doraźnymi podziałami – i ta szczelina staje się początkiem pojawienia się punktu wiary-niewiary, gdzie opowiedzenie się po określonej stronie staje się osią tożsamości podmiotu. Spodziewać się więc możemy aktów dramatyzacji, podobnych do posmoleńskich ekshumacji i sekcji w postaci na przykład pośmiertnych sekcji w poszukiwaniu „ukrytych ofiar COVID w Polsce” po epidemii. Oczywiście tak w jednym jak i drugim przypadku zabiegi tego rodzaju nie będą prowadziły do wyjaśnienia czegokolwiek, a jedynie do nasilania polaryzacji, czyli krystalizowania się mitu.

4. Nie ma czegoś takiego jak społeczna szczera wiara w epidemię, istnieje jednak silny oddźwięk dla reguł ograniczania takich jak zasłony twarzowe określane infantylizującym terminem „maseczki”. Mamy więc z jednej strony bunt, z drugiej fetyszyzację owej „maseczki” co oznacza, ze zajęła ona miejsce podstawowej zasady regulatywnej życia społecznego. Za taką podstawową zasadą (np. „pamiętaj abyś Dzień Święty święcił”) nigdy nie stoi żadna treść. Jest ona po prostu „pierwszym czyms” – jakby ośrodkiem krystalizacji przestrzeni znaczeniowej. W okresie bezpośrednio poprzedzającym nie było żadnej takiej podstawowej reguły i „maseczka” natychmiast zajęła to miejsce. Oznacza to, ze lockdown spełnia jedną jeszcze funkcję. Nie tylko „żeby nie było niczego” ale także „żeby wreszcie było wiadomo”. Wiadomo co robić i jak żyć. Zostań w domu, noś „maseczkę”. Nic już więcej nie musisz.

5. Zapowiedzi psychologów, w tym i moje własne, o konfliktach domowych w izolacji opierały się na doświadczeniach z kręgu kulturowego który nie podlegał nigdy psychologizacji. W obszarze kulturowym w którym pop psychologia nasyca wyobraźnię wszystkich działa to nieco inaczej. Nurt poradnikowy wyeliminował z życia rodzinnego całkowicie takie pojęcia jak dyplomacja, kompromis, poświęcenie się i autocenzurowanie. Wepchnęło to wiele rodzin w stan permanentnego kryzysu. Sytuacja zamknięcia spowodowała, że ludzie na powrót zaczęli uczyć się tych zapomnianych, wzgardzonych umiejętności społecznych gdyż było absolutnie jasne że to czego uczyły dotąd poradniki w sytuacji zamknięcia natychmiast doprowadzi do eskalowania konfrontacji w nieskończoność. Okazało się, że wiele rodzin wyszło z kryzysu dzięki tej zmianie i polepszyło swoje relacje. Niemniej wiele innych, tam gdzie były silne deficyty kontroli impulsów przekroczyło „masę krytyczną” i doszło tam do wybuchu. Wnioski z tych obserwacji nie zostaną przez nurt poradnikowy przemyślane. On po prostu zaniknie.

6. Z powodu wyjaśnionego w punkcie pierwszym realizacja jakichkolwiek ambicji edukacyjnych i rozwojowych „przy okazji lockdownu” – intensyfikacja ćwiczeń w samotności, poznanie nowego języka, napisanie książki itd. – raczej się nie wydarzy. Lockdown jako wyraz pragnienia „aby nie było niczego” jest bardziej wyrazem sprzeciwu wobec wszelkich form „motywowania” niż „okazją”. Porażki w próbach realizacji takich zamierzeń nie są więc wynikiem specyficznych cech osób podejmujących takie próby, a raczej efektem samego charakteru wspólnego nieświadomego projektu, jakim jest lockdown.

7. Mozna liczyc na to, że kiedy symbolizująca zamkniecie ust „maseczka” usadowi się mocno w polu znaczeniowym i osadzi jako podstawowa, niedyskutowalna zasada współżycia społecznego, społeczność poczuje że to opuszczone do niedawna miejsce jest znów zajęte. Sprawi to, ze zniknie męczące poczucie zalania masą chaotycznych bodźców których nie daje sie uporządkować, zniknie wywołana tym niechęć przed życiem i w efekcie powrót do normalnego funkcjonowania stanie się możliwy.

8. Powyższe uwagi nie stoją w sprzeczności z założeniami o obiektywnym fizycznym działaniu wirusa, mają bowiem charakter uniwersalny w tym sensie, że pozostają aktualne niezależnie od tego, na ile sam wirus jest groźny. W sytuacji braku lekarstwa z jednej strony i niemożności oceny skali zagrożenia dla populacji z drugiej strony podejmowane decyzje mówią wiele o tych, którzy je podejmują. Można powiedzieć, że kultura jako całość wyszła od założenia o możliwości i konieczności uratowania każdego każdym kosztem i o możliwości i konieczności usuwania każdego zagrożenia w nieskończoność. Założenie to musi rzecz jasna prowadzić do zablokowania możliwości jakiegokolwiek działania. Jedyną receptą na to jest wyparcie i w życiu codziennym zawsze je stosujemy. Przykładem takiego stosowania wyparcia jest sytuacja osoby, która z uwagi na współczucie unika nadepnięcia owada przy wsiadaniu do samochodu. W następnej chwili rusza nim i powoduje wiele setek zderzeń z owadami na przedniej szybie, co jednak wypiera, bowiem inaczej znalazłaby się w sytuacji indyjskiego wyznawcy dżinizmu, który żyje nie posiadając żadnych przedmiotów i oczyszcza drogę przed sobą miotełką, by nie uszkodzić żadnego życia. Mitologia współczesna odrzuciła wyparcie i sugerowała, że można bez niego uzyskać etyczną spójność po prostu eskalując wszelkie możliwe środki ostrożnościowe, eskalując zasady pilnowania dzieci, doskonaląc język w taki sposób, by „nikogo nie urażał” i tak dalej. W sposób oczywisty procesowi temu nie mogło być końca. Skonfrontowanie kultury z sytuacją, w której pojawia się zagrożenie o zupełnie nieznanym wymiarze musiało doprowadzić do podjęcia nieskończenie silnych środków obronnych. Nie należy tego rozumieć jako wyraz wiary w zagrożenie, a raczej jako wyraz przekonania, że będzie się oskarżanym za niepodjęcie działania, gdyż inni w to zagrożenie wierzą, a raczej, aby być ścisłym nie tyle sami wierzą, ile wierzą, że inni wierzą. Warto tu przytoczyć Żiżka z jego wywodami o „zakładanej wierze innych”.

Przedłużanie stosowania takich środków nie będzie możliwe w nieskończoność, dlatego prędzej czy później wyparcie skutków zdjęcia blokad będzie musiało być zastosowane. Ponoszenie kosztów blokady można więc także rozumieć jako formę rytuału, dzięki któremu będzie można w końcu bez poczucia winy zrobić to, co się zrobić musi. Stan chaosu informacyjnego można rozumieć jako reakcję na konfrontację z tym faktem. Znana mi literatura z zakresu poradnictwa psychologicznego nie zawiera żadnych elementów opisujących tę problematykę. W literaturze najlepsze znane mi ujęcie tego problemu znaleźć można w Dziennikach Gombrowicza w jego historii o żukach na piasku. Zachęcam do wysłuchania tego fragmentu z załączonego filmu.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« O pandemii - z wypowiedzi pospiesznych Powrót do normalności »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)