Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 stycznia 2019

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 40)

Pożegnanie jesieni. Cz. 10: The Fisher King


« Winter is coming. Cz. 9: Poznasz przystojnego bruneta Pożegnanie jesieni. Cz. 11: Niemożliwość Orkiestry »

W ostatnim wpisie z serii Winter is coming wspomniałem o specyficznej roli problemów nie mających jednoznacznego rozwiązania. Tego typu zagadnienia są kluczowe w dynamice wielkich ludzkich grup. Problemy bez jasnych rozwiązań stają się granicą podziału, ponieważ nie mogąc wyznaczyć ostatecznie obowiązującego poglądu ludzie muszą zdawać się na wiarę. A właśnie wiara, nie wiedza jest tym, co najskuteczniej dzieli. Ważne jest, by rozumieć, że to nie sama nieoznaczoność problemu powoduje, że ludzie się dzielą, ale to ludzka grupa sama wyszukuje problem nierozstrzygalny, lub wręcz tworzy go, by się podzielić za jego pomocą i by w ten sposób jednostki mogły uzyskać sposób swej szczególnej identyfikacji, ta bowiem zawsze przebiega w opozycji do czegoś. Czymś być, oznacza zarazem, że czymś się nie jest. Jeśli grupa jest zbyt liczna, a tożsamość jednostek w tej grupie zaczyna być nieco rozmyta, musi pojawić się niemożliwy do rozstrzygnięcia problem, który pozwoli utworzyć frakcje, za przynależność do których warto będzie oddać życie, a więc dla których warto będzie owo życie toczyć. Oznacza to także, że z powodu takiego podziału człowiek zdolny będzie, przynajmniej potencjalnie w pewnych warunkach drugiego zabić, gdyż niestety, czy nam się to podoba, czy nie, te rzeczy są nierozdzielne. O tym między innymi pisałem.

Rzeczywistość niestety nie dała na siebie długo czekać, bo dosłownie w kilka dni po opublikowaniu wpisu dostarczyła doskonałej ilustracji tego o czym mowa, wybuchła bowiem ogólnonarodowa awantura o dziki, a jak się miało wkrótce okazać, na tym nie miało się skończyć.

Wiadomość o planowanych odstrzałach dzików w związku z epidemią choroby świń obiegła kraj i wywołała natychmiast falę oburzenia. W ślad za tym pojawiło się mnóstwo informacji prostujących i dementujących pierwsze doniesienia tak, że po trzech dniach nikt już nie był w stanie zrozumieć ile dzików ma być zastrzelonych, w jaki sposób, jak to się ma do lat ubiegłych, na ile ta operacja jest sensowna i na ile można ją porównywać do praktyk innych krajów. Chaos informacyjny był absolutny i dosłownie nikt nie wiedział już, o co chodzi. Ile właściwie jest tych dzików? Czy rok w rok się strzela do nich w takich ilościach? Ile ich zostaje? Ile ich ma być teraz? Czy to naprawdę konieczne?

Tam, gdzie nie wiemy dokładnie co widzimy, ujawnia się mechanizm projekcji. Nie wiedząc dokładnie z czym mamy do czynienia rzutujemy na sytuację to, co mamy w głowach, dlatego taka sytuacja zawsze ujawnia, kim jest jej komentator. Mogliśmy obserwować to i tutaj. Podział błyskawicznie się skrystalizował i w ślad za tym strony uruchamiały coraz jawniej psychotyczne fantazje. Tak oto stopniowo pojawiły się historie o psychopatycznie patriarchalnych myśliwych, o zdziecinniałych ekologach, co histeryzują, a się na niczym nie znają, o niedorozwiniętych umysłowo rolnikach, co mając hodowlę wartą kilka milionów i kredyty na karku łażą sobie w buciorach ze dwora między świniami, o knujących Duńczykach, podstępnych Rosjanach zrzucających zamrożone dziki z samolotów.. Czegoż to się nie dało w tych dniach przeczytać. Krytyka Polityczna litowała się nad rolnikiem wzgardzonym przez progresywną młodzież z Placu Zbawiciela, młodzież ta litowała się nad myśliwymi, litującymi się nad lochami w ciąży, skutkiem czego niezawodna pani Ogórek radziła im wszystkim razem dołączyć w przyszłym roku do Czarnego Protestu, równie jak ona niezawodny Kukiz porównał strzelanie do loch ciężarnych z morderstwami banderowców, na czoło wysunął się Król Twardoch, radzący twardo, by przeciągnąć średnią krajową przez nos i dopiero wówczas brać się za temat, po chwili zobaczyliśmy zdjęcia prawdziwych polowań sugerujące, że rzeczywistość ma niewiele wspólnego z teorią bo po prostu rozpoczęło się jakieś ludowe chwycenie za broń i strzela się do wszystkiego, kompletnie bez celu i sensu. Wkrótce też zobaczyliśmy zaprzeczenia autentyczności tych doniesień. Można powiedzieć, że naród zwariował.

Musiało tak się stać choćby z tego powodu, że ta okropna historia ujawniła to, co jest przedmiotem najbardziej pieczołowitego wyparcia. Po pierwsze musieliśmy przypomnieć sobie, że jadamy świnie. Zabijamy ich co roku w Polsce około dwudziestu milionów i jest oczywiste, że nikt nie ma ochoty tego wiedzieć. Po drugie musieliśmy dowiedzieć się, że nie ma możliwości życia człowieka w ekosystemie, o ile co pewien czas nie dokona on odstrzałów pewnej ilości dzikich zwierząt. Gdy mówimy o pewnej ilości jest to eufemizm, bowiem na przykład w przypadku dzików jest to około dwustu tysięcy osobników rocznie. Tyle regularnie zabijamy, a populacja wciąż się odtwarza. Podczas pierwszej fali protestów większość oburzonych ludzi nie miała o tym bladego pojęcia. Mieszkańcy miast, o ile nie są myśliwymi, niewiele wiedzą o tych realiach, co pozwala im żyć w przekonaniu, że myśliwi mogliby nie istnieć, gdyby nie ich skłonności do czerpania przyjemności z zabijania zwierząt. Wiadomość o tym, że istnieje w zakresie odstrzałów jakaś konieczność jest dla większości mieszkańców miast wstrząsem. Jak radzimy sobie z tym, co niemożliwe do przyjęcia? Tworząc rzeczywistość baśni. Historia o dzikach ujawnia, jak bardzo tej baśni potrzebujemy, bowiem protest nie dotyczył w gruncie rzeczy konkretnej ilości zabijanych zwierząt, ale tego, że w ogóle ktoś strzela do jakichkolwiek. Ludzie nie mieli pojęcia, że niezależnie od tego na ile ten konkretny pomysł był sensowny i na ile faktycznie był on taki, jakim go przedstawiano, i tak olbrzymie strzelania odbywają się cały czas i że bez nich ekosystem nie mógłby działać. To właśnie przedarcie się tej starannie dotąd wypieranej wiedzy do publicznej świadomości było prawdziwą przyczyną powstania informacyjnego chaosu w kolejnych dniach. Po prostu okazało się, że myśliwy jest w lesie postacią konieczną. Większość wrażliwych mieszkańców miast nie jest w stanie przyjąć takiej wiedzy i jej implikacji bez reakcji obronnej w postaci ataku na własną zdolność myślenia. W skali grupy to właśnie mogliśmy obserwować. W pewnym momencie nie można już było porozumieć się co do żadnych faktów. Był też inny powód. Konflikt ujawnił, że mieszkańcy miast i wsi żyją w zupełnie innych światach i światy te wzajemnie w ogóle na siebie się nie przekładają. Różnice w stosunku do zwierząt jak mało innych rzeczy ujawniają tę przepaść.

W tym tekście nie odniosę się do tego, na ile sam pomysł odstrzału był sensowny, ponieważ są jak rozumiem w tej sprawie różne opinie a ja sam nie mam żadnych kompetencji, by ocenić, kto mówi prawdę. Jak wspomniałem na wstępie, mamy tu do czynienia z przypadkiem problemu nieoznaczonego, czyli takiego, gdzie obserwator musi przyjąć coś na wiarę. Ważne jest jednak, jak w takiej sytuacji zachowuje się umysł.

Czy gdyby odstrzał był stuprocentowo racjonalny, mieszkańcy miast pogodziliby się z tym i wyrazili zgodę? W żadnym wypadku. Absolutnie nie. Musieliby to wyprzeć, podobnie jak wypierają świadomość tego, że spożywają codziennie osobniki tego samego gatunku, co te których bronią przed odstrzałem i to spożywają ich przecież znacznie więcej. Po prostu nie wiemy tego, choć wiemy. To wiedza, którą się odrzuca. Pozornie mieszkańcy miast protestowali przeciw nadmiernym odstrzałom, mogącym doprowadzić do zniknięcia gatunku, w rzeczywistości jednak prawdziwy napęd protestu brał się z niezgody na zabicie jakiegokolwiek dzika. Aby protestować, trzeba wyprzeć fakt, że robi się to wciąż. Nie ma innej możliwości. W tym sensie druga strona słusznie odbierała protestujących jako nieracjonalnych.

Patrząc z drugiej strony – czy gdyby odstrzał nie miał żadnego sensu, rolnicy zgodziliby się od niego odstąpić? Także nie. W żadnym razie. Nie zgodziliby się na rezygnację z odstrzału, ponieważ nie mieli żadnego skutecznego sposobu na walkę z chorobą. Rezygnacja ze wskazania winnego i z krwawej rozprawy z nim oznaczałaby zgodę na doświadczenie zupełnej bezradności. To byłoby nie do przyjęcia. Jeśli dosięga nas bolesna strata, której nie możemy przeciwdziałać, naturalnym odruchem jest wskazywanie przyczyny i winnego i domaganie się ukarania go. W ten sposób zyskujemy poczucie jakiejś kontroli nad swoim życiem. Jeśli strata, taka jak utrata całej hodowli, jest bolesna, rozprawa z winną osobą musi być równie spektakularna. Dlatego w dawniejszych czasach epidemie u ludzi i domowych zwierząt często przypłacał życiem ktoś oskarżony o czary, lub ściąganie bożego gniewu. W tym sensie rolnicy słusznie odbierani byli przez drugą stronę jako nieracjonalni. Poza wszystkim strzelanie do dzików można rozumieć jako działanie zastępcze, w stosunku do zbrojnej rozprawy z siłami, które lud przeżywa jako okupacyjne. W pewnym sensie zachodzi tu zjawisko torowania. Łatwiej sobie wyobrazić zbrojne działania, jeśli wcześniej prowadziło się drastyczne działania wobec zwierząt i nie ma tu wiele do rzeczy, na ile były obe uzasadnione. To działa tak i tak.

Ze sporu nie było żadnego dobrego wyjścia, okazało się jednak, że miało go zastąpić coś znacznie gorszego, a scena strzelania do zwierząt, będąca w pewnym sensie zastępczym działaniem zamiast strzelania do ludzi, miała się przekształcić. Bo oto nadszedł czas WOŚP, wraz z nim rytualne spory podobne do tych o dziki, a mianowicie o to, kim naprawdę jest Jurek Owsiak. Można się było spodziewać, że ten spór z powodzeniem zastąpi funkcjonalnie dziczą aferę, rzeczywistość jednak miała okazać się znacznie straszniejsza. Na scenie pojawił się zabójca.

Natychmiast po zdarzeniu wyłoniło się kolejne pytanie z gatunku niemożliwych do ostatecznego rozstrzygnięcia. Czy to co widzieliśmy, to czyn szaleńca, czy mord polityczny, czy może czyn szaleńca inspirowany agresywnym językiem polityki?

W tym miejscu dochodzimy do opowieści, która tym razem ma ilustrować nasze rozważania. To film The Fisher King z Robinem Williamsem z 91 roku. Tym razem to nie science fiction, a raczej realizm magiczny. Oto skrót akcji: pewien popularny prezenter radiowy prowadzi serię nocnych programów na żywo. Ludzie dzwonią, a on prowadzi z nimi rozmowy dzięki którym słuchacze dobrze się bawią. Dzwoniący są w pewnym sensie pożerani przez błyskotliwego prowadzącego, który zawsze potrafi zostawić ich na lodzie i rozbawić publiczność. Czemu ludzie dzwonią? Może z naiwności, może z masochizmu.. Program sprzedaje się świetnie i kariera bohatera kwitnie. Pewnej nocy dzwoni jeden ze stałych rozmówców. Jak się zdaje, jego swoista specjalność w tym programie to bycie obiektem żartów z powodu jego nieporadności w relacjach z kobietami. Ten słuchacz jest dziwakiem, jak pozostali, ale jego dziwactwo w tym się głównie przejawoa, że zupełnie nie potrafi z kobietą rozmawiać, choć bardzo chce jakąś poznać. Tym razem opowiada, że widział jakąś piękną kobietę w restauracji i chyba ma plan. Radiowa gwiazda szybko sprowadza go na ziemię.

Nie będzie twoja. To restauracja dla bogatych ludzi. Ty nie jesteś bogaty. Nie masz szans. Pamiętasz co ci mówiłem o bogatych ludziach? – podkręca zabawę radiowiec.

– Oni nie szanują tego, co szanujemy ty i ja. Zniszczą Amerykę. Powstrzymaj ich albo oni załatwią ciebie.

Słuchacz odpowiada, że rozumie i rozłącza się. Ludzie w studiu chichoczą, prowadzący także. Puszcza muzykę i przez całą noc toczy jeszcze mnóstwo podobnie absurdalnych rozmów. Rano w domu włącza radio i słyszy własne słowa odtwarzane z nagrania. Powstrzymaj ich, albo oni załatwią ciebie. Ale to nie jego program. Jego słów słucha teraz cały kraj bo nabrały nowego, koszmarnego sensu, o którym on sam nigdy by nie pomyślał. Jego rozmówca potraktował je literalnie. Wziął broń, wszedł do tej restauracji i zastrzelił kilkanaście osób. Wszyscy winią radiowca. Czyż nie to powiedział? Oczywiście, że nie to. Przecież nie miał intencji namówienia kogokolwiek do zbrodni. Ale w psychozie może czasem tak być, że wypowiedzi traktuje się dosłownie. Ten radiowy gwiazdor nie docenił faktu, że był dla zabójcy kimś w rodzaju Boga. Jeśli powiedział „powstrzymaj ich” interpretacja mogła być tylko dosłowna. Kariera gwiazdora kończy się, a on sam rozpoczyna niezwykłą duchową podróż, na końcu której znajduje to, co znajduje się tylko wtedy, kiedy podróż warta jest by ją odbyć. Znajduje bowiem coś, czego się nie spodziewał. W jego przypadku jest to wyleczenie się z patologicznego narcyzmu.

Film warto zobaczyć i nie tylko z uwagi na grę Williamsa.

W ostatnich latach podjęto próby takiego przekształcenia publicznej debaty, by nie dało się ani nakłaniać do przemocy, ani nikogo w ogóle obrazić. Czegoś takiego nie da się przeprowadzić na poziomie analizy sensu wypowiedzi, zrobiono to więc mniej więcej tak, jak działa algorytm banowania facebooka. Nie wnika się w kontekst i w prawdxiwy sens wypowiedzi, nie są ważne intencje mówiącego, nie jest dopuszczona żadna wieloznaczność, ironiczność czy niuansowanie. Znaczenia przypisane są do słów i pewnych obrazów na sztywno. Jeśli mówisz „Murzyn” jest to złe niezależnie od kontekstu, celu, sensu czy intencji. Złe jest słowo, nie kontekstowy sens słowa. Dokładnie jak w algorytmie facebooka. Ten niezwykły zabieg musiał doprowadzić do kryzysu języka, ponieważ przypisanie w języku jakichkolwiek znaczeń na sztywno musi się skończyć utratą rozumienia mowy. To znaczy zostaje rozumienie mowy, ale tylko w jej funkcji informacyjnej, ewentualnie w funkcji zbiorowych melorecytacji. Nie jest możliwe rozumienie dowcipu, odwrócenia, metafory czy paradoksu. Jeśli ktoś mówi „pani Basiu ja chyba panią zamorduję” staje się to groźbą karalną i żadne inne rozumienie nie jest już możliwe. Publiczny dyskurs używa więc teraz języka w taki mniej więcej sposób, w jaki to robi psychotyk. Cokolwiek się mówi, rozumiane jest dosłownie. Jeśli więc ktoś wystawia politykowi „świadectwo zgonu”, dla komentatora jest jasne, że namawiał do zabójstwa mimo, że każdy intuicyjnie może czuć, że w tym wypadku „zgon” jest tylko przenośnią.

I moglibyśmy w tym miejscu zakończyć, gdyby nie jeden kruczek. Bo jednak nie tylko publiczna debata spętana poprawnościowym związaniem słowa z jednym tylko sensem przestała język mówiony w ogóle rozumieć. Są jeszcze prawdziwi psychotycy, tacy jak w filmie The Fisher King. Oni też rozumieją literalnie i dla nich też „świadectwo zgonu” oznacza dokładnie to co słychać. Kiedy mówimy publicznie, że sędziowie mają w ogródkach pochowane złoto być może jest to metafora, choć dalibóg nie wiem czego. Ale być może słucha nas ktoś, kto to rozumie dosłownie bo nie rozumie w ogóle metafor. Jeśli skandujemy „raz sierpem raz młotem czerwoną chołotę” podobnie. Większość skandujących wie, że to przenośnia, choć na mój gust ciężkawa, ale kilka procent populacji przeżywa co pewien czas stan, w którym tego nie wie. I wówczas może to naprawdę fizycznie wykonać w przekonaniu, że to właśnie zostało powiedziane. Bo tak słyszy. Ktoś może zadziałać tak, jak banuje facebook – niezależnie od tego co mieliśmy na myśli.

Sytuacja jest zresztą jeszcze gorsza bo prócz takich osób są inne jeszcze. Te wiedzą, że nie mówimy serio, ale i tak powołają się na nasze słowa, bo chcą mieć pretekst. Pomijam sytuacje, kiedy sam mówiący więcej mówi, niż wie o sobie.

Sytuacja do jakiej doszło może mieć różne skutki. Wątpliwe, czy przyniesie jakieś opamiętanie. Raczej przyczyni się do zaognienia już istniejących konfliktów. Czy jest z tego jakieś wyjście? Czy postulat „uważania na język” może tu coś wnieść? Pozornie tak. W rzeczywistości jednak nie, bo język ze swej natury pozostaje środowiskiem płynnym. Nie da się określić ostatecznie co wolno i jak wolno mówić, zawsze bowiem jest sposób, by to samo inaczej powiedzieć, a jeszcze bardziej boleśnie. Jeśli coś może tu pomóc, to świadomość tego, kim jesteśmy i jakie mogą być konsekwencje tego, że jesteśmy właśnie tacy. Prawda, ale cała prawda bez osłonek, o corocznym strzelaniu do zwierząt może być dobrym tropem, by tu coś zrozumieć. Ale tym tropem niełatwo podążyć, bo nie będzie tu żadnych prostych odpowiedzi.

 

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Winter is coming. Cz. 9: Poznasz przystojnego bruneta Pożegnanie jesieni. Cz. 11: Niemożliwość Orkiestry »

komentarze

[foto]

1. "Forgive me" • autor: Arkadiusz2019-01-14 22:10:02

The Fischer King to mój ulubiony film. Również dziś o nim myślałem, w związku z sytuacją w Polsce.

2. Czyż nie to powiedział? • autor: JSC2019-01-15 15:23:31

W przypadku Adamowicza to mogło tak być. Morderca posiadał przepustkę prasową, czyli ktoś załatwił ją (...)sfrustrowanemu kriminaliście(...)... znacie inny cel niż mokra robota?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)