Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

25 września 2019

Andrzej Gąsiorowski

z cyklu: Dlaczego ludzie wycinają drzewa? (odcinków: 32)

Three Mile Island – How dare you?


« Zamyślenie Stoicka apokalipsa na wesoło »

O przedwczorajszym wystąpieniu Grety Thunberg podczas szczytu klimatycznego ONZ napisano już wiele mądrych i głupich rzeczy. Wśród polskich komentarzy wyróżniłbym kilka trafnych i wartościowych, ale że w większości należą do, przepraszam za spoufalanie się, moich kolegów, pozwolę sobie być skromnym za nich i nie wymieniać ich nazwisk. Mogą sami się wpisać w komentarzach, jeśli mają taką wolę.

Do tych komentarzy nie mam już w zasadzie nic do dodania, ale wystąpienie Grety Thunberg skłania mnie raz jeszcze do zadania sobie kilku pytań. Myślę, że pytania te powinna sobie zadać dziś cała ludzkość.

Pierwsze jest takie, czy wierzymy naukowcom w realność antropogenicznej zmiany klimatu, jej przyczyny i skutki? Jeśli wygląda jak credo, to dlatego, że jest credo. Ludzie, nawet moi pro-naukowo nastawieni przyjaciele nie do końca zdają sobie sprawę, że w naukę wierzy się tak samo jak w inne rzeczy. Ja wierzę w naukę. To dość istotne, bo…

…jeśli ktoś z czytelników, w to nie wierzy, może darować sobie dalszą część wpisu.

Drugie pytanie  jest takie, czy utrzymanie znanej nam cywilizacji jest rzeczą pożądaną?

Jeśli nie, nie musimy robić nic, ponieważ niedługo ta cywilizacja się rozpadnie na skutek upadku ekosystemów i dostępu do energii i wrócimy do swoistego stanu natury bez natury (a na pewno bez przyrody).

Oczywiście zaraz ktoś mi zarzuci, że należy tę cywilizację (zwaną czasem systemem) zmienić tak, żeby drastycznie zaczęły spadać emisje, bo to może trochę pomóc (bardzo trochę, już to wiemy), bo piekło rozpętywało się trzydzieści lat temu.

Żeby drastycznie zaczęły spadać emisje, trzeba drastycznie zmniejszyć zużycie energii albo znaleźć sposoby na produkcję potężnych ilości względnie czystej energii, bo tyle zużywa ta cywilizacja.

Pojawiają się natychmiast kolejne pytania. Czy drastyczne zmniejszenie zużycia energii nie doprowadzi w ogóle do załamania cywilizacji? A jeśli załamie się cywilizacja, co będzie się działo? Czy utworzą się piękne samowystarczalne komuny z opieką medyczną i edukacją na wysokim poziomie, czy może dojdzie do krwawej jatki III i prawdopodobnie ostatniej wojny światowej wszystkich ze wszystkimi?

Każdy może podjąć samodzielne próby odpowiedzi, przyjmując jako parametr wyjściowy 8 miliardów ludzi w sypiącej się cywilizacji. Głodnych, bez prądu i ciepła.

Kolejne pytanie jest takie, co sprawia, że jest jak jest? Co sprawia, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej? Dlaczego ogryźliśmy Ziemię do kości? Dlaczego zniszczyliśmy Życie na Ziemi?

Dlaczego przyjmujemy wersję niedeterministyczną, wersję wolnej woli i rozgrywania się sytuacji w zasadzie poza psychologią ewolucyjną, choć co do zasady pokładamy ogromną wiarę w psychologię w ogóle? Dlaczego tak dowolnie wybieramy, które procesy społeczne są zdeterminowane, a które nie? Dlaczego tak dowolnie wybieramy to, co determinuje, i to, co nie ma takiej mocy? Dlaczego zapominamy o teorii gier, choć to jedna z najbardziej pragmatycznych teorii?

Dlaczego wierzymy, że ludzie (liczeni w miliardach) uwikłani w liczne sytuacje społeczne, niezliczone interakcje, odpowiadają zbiorowo i indywidualnie za to, co się dzieje? Czy ta odrobina rozumności i samoświadomości wystarczy, żeby nałożyć na nas tę winę?

Innymi słowy, czy uprawnione jest pytanie – „how dare you”? (Jak śmiecie?).

Do kogo jest skierowane? Do elit? Do wszystkich? Do dorosłych? Do tych miliardów ludzi na całym świecie dokonujących politycznych wyborów, których specyfika jest banalnie prosta – polega na odrzucaniu wszelkich przejawów politycznego spowolnienia, ograniczenia, a wybieraniu tych, którzy oferują wzrost (choćby zielony) i ekspansję?

Jak śmiecie? – Ale jak śmiecie co? Jak śmiecie żyć? Jak śmiecie oferować wzrost?

A może zapytajmy co się stanie, jeśli go nie zaoferujemy? Czy nie zaoferuje go ktoś inny i natychmiast nie odsunie od władzy tych, którzy go nie oferują? Jaka jest zasada tego mechanizmu? Czy ten mechanizm jest w ogóle istotny? Czy jest istotny w mitygacji klimatycznej katastrofy? Może trzeba się zastanowić jak działa, zamiast przenosić każdą możliwą kwestię z dziedziny prakseologii do obszaru moralności?

Mój przyjaciel Adam Błażowski napisał:

„To niesamowite ale przed Gretą występowała Angela Merkel, i powiedziała wprost że w kontekście katastrofy klimatycznej podejmuje konkretne działania takie jak odejście od atomu w 2022 i spalanie węgla do 2038. To w kontekście tego że już cele 2020 są zawalone, więc stawianie sobie jeszcze ambitniejszych na 2030 i 2050 jest po prostu śmieszne.

Nikt się nie zająknął, nawet były brawa na koniec. Brak słów…oni naprawdę uważają, że należy im się medal za to, że wybrali trudniejszą ścieżkę, której nie realizują”.

Angela Merkel Od 48 minuty. Greta Thunberg występuje wcześniej.

Ostatecznie to wszystko jest mało ważne. Jeszcze dwa, może trzy lata zajmie nam uświadomienie sobie, że nie jesteśmy w stanie zdekarbonizować świata. (To, jak twierdzą IPCC i Thunberg, istotny element ratowania życia na umierającej planecie). Będziemy się o tym dowiadywać tak, jak w wieku trzydziestu, może czterdziestu lat, człowiek uświadamia sobie, że jest naprawdę istotą śmiertelną i umrze.

Porywająco, na zimno, z urokliwym uśmiechem i takim akcentem mówi o tym Vaclav Smil (Niestety tylko dla znających angielski).

Nie jesteśmy w stanie zdekarbonizować go z udziałem najsilniejszego znanego nam źródła czystej energii, jakim jest energia jądrowa, ale na pewno możemy dokonać specyficznego przesunięcia realności w nierealność. Takie rzeczy są właściwe religiom i to głównie religiom monoteistycznym.

Ich kamieniem węgielnym jest przeważnie jakiś akt absurdu. Et mortuus est Dei Filius, prorsus credibile est, quia ineptum est. Et sepultus resurrexit; certum est, quia impossibile est. Na przykład akt wiary w naukę przy specyficznym, uwikłanym i niedosłownym odrzuceniu środków, jakie oferuje.

Jest ciężko? Umieramy? Zróbmy coś, żeby było jeszcze ciężej. Na przykład pozbądźmy się wszystkiego, co przybliża nas do realności. Problem biologiczny, ewolucyjny i inżynieryjny zamieńmy w problem społeczno-kulturowy. Obwińmy za ten stan rzeczy kogoś. Liberałów, korporacje, albo dorosłych.

Albo zamknijmy najpotężniejsze znane nam źródła czystej energii i zastąpmy je niewydajnymi i dewastującymi zasoby i przyrodę na całym świecie łapaczami wiatru i słońca, za i pod którymi będziemy spalać dalej paliwa kopalne snując dekarbonizacyjną opowieść o wielkich ambicjach przy stale rosnących emisjach. Na okładce książki pieśń słońca i wiatru – w środku ponura saga o węglu i gazie.

W spocie nagranym przez Gretę Thunberg i skądinąd względnie proatomowego dziennikarza „The Guardian” George’a Monbiota, mówiącym o tym, że jednym z ważnych elementów mitygacji klimatycznej katastrofy, tanim i mającym jakąkolwiek skuteczność jest sadzenie drzew (pod czym podpisuję się obydwoma rękami), chyba wszystkie elektrownie przedstawiane jako węglowe, to czyste, nieemisyjne elektrownie jądrowe. Przypadek? Nie wiem.

Wiem, że jedną taką zamknięto o ostatnich dniach, mimo, że była sprawa i mogła działać jeszcze wiele lat dając ogromne ilości czystej energii. Ta elektrownia to Three Mile Island w stanie Pensylwania.

Elektrownie jądrowe właśnie tak mają. Dają ogromne ilości czystej energii, mimo dużych kosztów ich budowy i zbudowanej wokół nich antyatomowej religii. Robią to lżone, obrażane, wyśmiewane i wyrzucane z naszej szopy z narzędziami przeciwdziałania klimatycznej katastrofie, w której nie mamy w istocie rzeczy niczego. Nikt nie sadzi lasów na masową skalę, mimo tego, że trzeba to robić, nikt nie przywraca bagien na masową skalę, mimo, ze trzeba to robić, nikt nie zmienia formy upraw na masową skalę, mimo, że trzeba to robić, nikt nie odrzuca mięsa na masową skalę, mimo, że trzeba to robić etc. I zapewne nie zrobi, dopóki wszystko nie rozsypie się samo.

Po wyrzuceniu energii jądrowej zostają nam tylko słowa i ślepa wiara że ten cieniuteńki, niemalże niewidoczny żółty paseczek na górze wykresu, który rozwijamy od dwudziestu lat, pochłonie całą resztę naszej konsumpcji energii w ciągu dwudziestu, trzydziestu lat, choć tak naprawdę powinien to zrobić już dziś w ciągu dwóch trzech dni, jeżeli myślimy na poważnie o życiu na kawałku omszałej skały w galaktyce Drogi Mlecznej.

konsumpcja_energii

A może przesadzam?

Mamy przecież jeszcze wiele innych środków. Mamy ambicje jak Angela Merkel, mamy sprawiedliwości klimatyczną (swoją drogą ta ma rzeczywiste szanse na relatywnie szybkie ziszczenie się), mamy niewinne dzieci i winnych dorosłych, mamy pozwy przeciwko zmianie klimatu, mamy mielone na pellet drzewa. Mamy pozbywanie się jedynych artefaktów, które przez ostatnie pięćdziesiąt lat zmniejszały spalanie węgla – elektrowni jądrowych. I mamy wiarę, że robią to w istotny sposób wiatraki i panele pracujące kilka godzin dziennie przy korzystnych wiatrach i słońcach. Zastawiliśmy nimi cały świat i kontynuujemy dzieło. Mamy wiele.

Three Mile Island zamykano kiedy przez świat maszerowały strajki klimatyczne, kiedy Greta Thunberg pytała – how dare you? Zastąpią ją gaz ziemny i węgiel. Tak dzieje się zawsze, kiedy zamyka się elektrownie jądrowe. Nikt nie płacze, nikt nie wpada w rozpacz, nikt nie protestuje. Nikt nie pyta – how dare you?

Ale kiedyś na pewno zapyta.

W imieniu moim – winnego dorosłego i w imieniu moich niewinnych dzieci.

How dare you?

Dlaczego piszę o tym w kontekście Grety? Chyba dlatego, że przecież o to właśnie pytała, choć oczywiście nie mogła zapytać Angeli Merkel o wyłączanie sprawnych zbudowanych ogromnym kosztem elektrowni jądrowych, bo Angela Merkel występowała po Grecie Thunberg (Adam się chyba pomylił). Brawa zebrały obie.

 

PS Jeśli wierzymy IPCC, to ostatnim pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać, ostatnim, ale najważniejszym, jest pytanie o to, jak dużej skali działania musimy podjąć, aby wpłynąć na bieg spraw i jak w tę skalę i w te działania wpisuje się zamykanie sprawnych działających elektrowni jądrowych na rzecz gazu ziemnego. Od jakiej skali działania mitygacyjne zaczynają mieć sens praktyczny prócz rytualnego, symbolicznego, psychologicznego i religijnego?

 

Zdjęcie: Wikipedia
Wykres: Rethinking Renewable Mandates

Dlaczego ludzie wycinają drzewa?: wstęp na końcu

Teksty re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« Zamyślenie Stoicka apokalipsa na wesoło »

komentarze

1. Atom to typowe wypychanie brudów po za zachód... • autor: JSC2019-09-25 13:57:06

Główne źródła uranu na świecie to Ukraina, która boryka się z problemem Żółtych Wód... https://m.cda.pl/video/675058b9 i Nigeria, gdzie nie znają słowa standardy. 

2. o co chodzi w tym cyrku • autor: Jerzy Pomianowski2019-09-25 21:06:18

Jaka Ukraina? złoża uranu są w Australii, Kanadzie, RPA, Kazachstanie, Brazylii, Rosji i Namibii.Starczą na ok 300 lat. Te rozpoznane. Co nie znaczy, że jestem szczególnym zwolennikiem energii jądrowej. Jest za droga i "nie zmieni systemu" opartego na mnożeniu się ludności i produkcji niepotrzebnych, energochłonnych, "ekologicznych" produktów. Takich jak samochody na paluszki, sztuczne mięso, sprzęt który staje się nie przydatny po paru latach. Ekologizm po prostu ma za zadanie zlikwidować obecnie istniejące rynki i stworzyć nowe rynki i potrzeby, na których można jeszcze więcej zarobić niż na węglu, uranie,  i kiełbasie. Odłączenie produkcji żywności od ziemi i jej właścicieli, tak aby oprzeć ją o wysoką technologię niedostępną byle komu. Kraje które mają tylko ziemię rolniczą, zasoby paliw kopalnych i już nie tykallne lasy zostaną z ręką w nocniku. Zostaną im jednak namnożone zasoby ludzkie, przydatne do ciężkiej pracy.
[foto]

4. Three Mile Island • autor: Edward Kirejczyk2019-09-27 18:32:42

Elektrownię Three Mile Island zamknięto pewnie dlatego, że biła wszelkie rekordy deficytu. Było to tym łatwiejsze, że Three Mile Island brzmi w Ameryce Płn. podobnie jak Czarnobyl w Europie, lub Fukushima w Azji. 
Energetyka jądrowa jest z założenia deficytowa, zwłaszcza jeśli chodzi o rachunek mikroekonomiczny. Może dawać korzyści makroekonomiczne. Francja nie brała udziału w drugowojennym wyścigu zbrojeń i wyszła z wojny zacofana w porównaniu np.: z Czechami lub Austrią. Francuskie elektrownie jądrowe zawsze były, są i będą deficytowe. Ale dzięki ich budowie przemysł francuski stał się zdolny konkurować w produkcji betonu, stali, elektroniki i wielu innych produktów. W tym sensie były bardzo opłacalne.
Wszyscy mówią o wielkich ilościach nierozkładalnego CO2. Ale przemysł jądrowy zostawia po sobie wielkie ilości niezniszczalnych izotopów, z którymi nie bardzo wiadomo co zrobić. Żeby było jasne: nie wierzę w Chiński Syndrom, bo wymagałoby to likwidacji tarcia, oporu, entropii i innych zjawisk fizycznych. Ale mimo to nie wiem za co bardziej przodkowie nas znienawidzą: chmury ditlenku węgla, czy składy plutonu i pochodnych.

5. Nie zapominajmy o jeszcze innym zysku z energetyki nuklearnej jakie czerpią mocarstwa... • autor: JSC2019-09-28 00:18:24

Jest tym podtrzymywanie zdolności produkcji i przetwarzania YellowCake i innych paliw II podwójnego zastodowania.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)