Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 września 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 171)

Tollego. Dlaczego nie monoteizm?


« Tollego: myślenie, ruminacja, energia Tollego. Koniec czytania Tollego »

Tolle gdyby używał tradycyjnych kategorii, byłby monoteistą czyli zwolennikiem Jednego-Jedynego boga. Ponieważ mówienia o Bogu raczej unika – zamiast „Bóg” mówi „Obecność” albo „Jedno Życie”, więc należy mu się tytuł „monisty” czyli zwolennika jakiejś jednej zasady, jednej podstawy bytu. I tak faktycznie jest, tak Tolle jasno mówi i taki pogląd jednoznacznie głosi. W jego książce którą czytam, „Potęga teraźniejszości”, nie znalazłem dotąd miejsca, które dawałoby wstęp jakimś poglądom o wielości, np. że oświecenie ma wiele różnych jakości itp. To COŚ, do czego psyche człowieka zaczyna mieć dostęp w stanie oświecenia, jest wg Tollego niewątpliwie jedno; niewątpliwie – ponieważ on nie rozważa nawet jakiegoś poglądu odmiennego (niż ta jedność).

Tu dwa lematy, czyli tezy pomocnicze, które warto trzymać w pamięci w dalszym ciągu.

Lemat 1. Monizm w konieczny sposób pociąga dualizm: z monizmu wynika dualizm. Więc istocie nie mamy do czynienia z monizmem, tylko z kompleksem monizm-dualizm. Mono-duo, słowo w stylu „multi-kulti”. Monista mówi: oto Jest Jednia, i ta Jednia naprawdę istnieje, i ta Jednia jedynie jest cenna i warta uwagi, starań, zajmowania się nią, rozmyślania o niej i jednoczenia się z nią. (Różni moniści nazywają tę Jednię Bogiem, albo Absolutem, albo Światłem, a Tolle Życiem lub Obecnością.) Ale zauważa – nasz monista – że prócz Jedni są jeszcze jakieś byty i rzeczy pospolitsze: jakieś krowy, jaskółki, żołędzie, a jemu jak się podrapie po głowie, to wypadają włosy, i może przy tym czuje ochotę na zjedzenie banana i inne głupie myśli w głowie. No więc jest cała reszta. Prócz Boga jest jego stworzenie, prócz Ducha materia, prócz Absolutu rzeczy stające się i istniejące w świecie, prócz Światła ciemności, prócz Oświecenia codzienność, prócz Tej Jedynej Chwili Teraz (to Tolle) jest jeszcze Czas, w który się upada, wypełniony ruminacją umysłu. Więc prócz Jednego jest jeszcze Drugie i to Drugie jest niewątpliwie gorsze. Monizm (w nim monoteizm) jest więc siłą rzeczy dualizmem wyższego i niższego, lepszego i gorszego itd. Monizm i dualizm stanowią jeden zwarty kompleks.

Lemat 2. Oświeceni są bardziej odpowiedzialni od innych ludzi. Do nich stosuje się przysłowie noblesse oblige czyli „szlachectwo zobowiązuje” – do szlachetnych zachowań. Oświeceni są wyróżnieni, a na wyróżnionych spoczywa odpowiedzialność. Choćby taka, że oświeceni przeważnie głoszą swoje nauki i są łapczywie słuchani przez innych (przynajmniej niektórzy z nich, bo przypuszczam, że są też tacy, których nikt słuchać nie chce), więc ich poglądy szerzą się i są przyjmowane na zasadzie autorytetu. Kto jest dla innych autorytetem, powinien dbać o jakość swoich głoszonych poglądów, biorąc też pod uwagę, że czysty przekaz idący z oświeconego umysłu gdzieś po drodze może być zniekształcany i wypaczać się aż do (niestety) głupstwa i zbrodni. Oświeceni powinni bardziej niż inni uważać na to, co mówią.

A teraz krytyka.

Monizm, a w nim monoteizm, daje początek linii fanatycznej nietolerancji. Skoro Jest Jedno Jedyne, i ja mam do niego dostęp, a ty to Jedno Jedyne nazywasz jakoś inaczej, albo widzisz jakieś swoje całkiem inne niby Jedno Jedyne, albo go ślepo nie widzisz, to w oczywisty sposób błądzisz i kłamiesz, a błądząc i kłamiąc moje Jedynie Słuszne Jedno Jedyne obrażasz, a ponieważ moje Jedno Jedyne jest nieskończenie wielkie, piękne, prawdziwe i dobre, to ty mu przecząc popełniasz najohydniejszy z możliwych czynów... Tu przerwę i niech dalszy ciąg wnioskowania każdy opowie sobie swoimi słowami. Niestety, ten ciąg wniosków był aż za często realizowany w historii i będzie realizowany w przyszłości. Dotyczy nie tylko religii, patrz furialne fanatyzmy nacjonalistów i socjalistów.

Monizm (i monoteizm) prowadzi do deprecjonowania zwyczajnego życia. Które jako należące do sfery tego Drugiego, do drugiego członu dualizmu, samo wartości mieć nie może, nie zasługuje na szacunek itp. Przykładów widzimy aż za wiele także w dzisiejszej polskiej rzeczywistości: dla katolików góry nie mają wartości same z siebie, bo żeby się mogli nimi jakoś cieszyć, muszą na nich ustawiać swoje krzyże. Puszcza Białowieska dla katolickiego ministra od spraw środowiska nie ma wartości, musi on ją „regulować” wycinając. Rzeki dla katolickiego rządu nie mają wartości, trzeba je przebudować, żeby służyły do wożenia towarów. Znów zalecam samodzielnie poszukać przykładów.

To deprecjonowanie zwykłego życia ma swój szczególny styl w przekazie chrześcijańskim. Jezus w Ewangeliach głosi poglądy, które pochodzą ze starszej tradycji cyników – to są te przypowieści o tym, żeby uderzony nadstawiał drugi policzek do bicia, żeby grzebanie umarłych zostawić umarłym, żeby nie dbać o przyszłość na wzór „ptaków niebieskich” które nie orzą ani sieją, żeby porzucić rodziny, rozdać majątek itd. Gdyby ten cynicyzm domniemanego założyciela chrześcijaństwa traktować poważnie... Zostawiam fantazji czytelnika. Ten kontr-kulturowy cynicyzm odnawia się, jest rodzajem cienia u ludzi wyrosłych w chrześcijańskich tradycjach, a u Tollego jest uderzający.

Monistyczna deprecjacja zwykłego życia została doprowadzona do skrajności przez gnostyków. Gnostycy byli ostro świadomi oświecenia, tego energetycznie wyższego stanu umysłu. Przy tym swoje To Jedno Jedyne (pierwszy człon dualizmu) pojmowali jako nieskończenie różne do Tamtego Drugiego, czyli od świata materialnego, od zwykłego życia, nawet do własnych emocji, które mieli za diabelstwo. Konsekwentnie, postrzegali siebie, a raczej „oświecone iskry” w sobie, jako więźniów w upiornym beznadziejnym obcym świecie. Jako wrzuconych we wrogi-obcy świat. Gnostycyzm też się odnawia, dość niedawno u egzystencjalistów.

Monizm-dualizm zaprowadza podział wśród ludzi. Skoro świat jest dualny i jest w nim (najprościej mówiąc, bez mnożenia wariantów) duch versus materia, to podobnie ludzie dzielą się na tych od ducha i tych od materii. Oczywiście ci od ducha są lepsi i wyżsi, ci od materii gorsi i niżsi. Kobiety przeważnie spadają do drugiej grupy. Wielokrotnie ci od ducha i w szczególności ci, którzy praktykowali oświecenie lub tak im się wydawało, byli organizowani w kasty wybrańców: kler chrześcijański, mnisi buddyjscy, electi w manicheizmie, perfecti wśród katarów.

Monizm-dualizm w tej wersji, którą prezentuje Tolle, czyli jako monizm-dualizm czasowy, polegający na tym, że naprawdę jest tylko Ta Jedna Chwila Teraz, ta w której ktoś jest obecny i w której może osiągnąć oświecenie, też jest niebezpieczny – ponieważ deprecjonuje zarówno przeszłość, czyli historię, jak i przyszłość, czyli dążenie do celów, nawet jeśli są to szlachetne cele. Można temu zaprzeczyć, że to, co mówi Tolle, to są metafory, których on używa po to, żeby uświadomić słuchaczy i zachęcić ich do pracy nad sobą. Ale istnieje i jest silna w świecie doktryna bardzo podobna. W myśl której przeszłość i przyszłość mają znaczenie tylko o tyle, o ile są miejscem manifestowania się Boga i jego zbawczych czynów. Tą doktryną jest islam i właśnie takim rozumieniem motywowany rząd Arabii Saudyjskiej wyburzył w Mekce stare miasto, w tym budynki z czasów Mahometa i zastąpił je nowoczesnymi budowlami, które lepiej obsługują ruch milionów pielgrzymów. To, że muzułmanie burzą zabytki buddyjskie i chrześcijańskie, nie jest dziwne, bo oni burzą też zabytki własne. Boski wpływ i obecność ma miejsce teraz – i w imię tego teraz zabytki mogą zniknąć, same w sobie są bez wartości. Tak samo małą wartość dla muzułmanów mają starania nad techniką i nauką, bo ich religia obecności nie zaleca dbać o przyszłość. (Te przykłady przy okazji pokazują, w jak wielkim stopniu osiągnięcia ludzi Europy biorą się stąd, że potrafili odejść od chrześcijaństwa nawet jeśli formalnie przy nim pozostali.)

Monizm-dualizm ustanawia przepaść, przepaścistą różnicę między Jednym Jedynym i Tym Drugim Gorszym. Przez to człowiek ze swoim ciałem, myślami i czasem należący do Drugiego Gorszego czuje się przepaściście niższy w porównaniu z Jednym Jedynym: czy będzie Ono pojmowane jako Bóg, jako stan, np. Tolle'owska Obecność, czy jako osobowy guru lub kolektywny kościół. Przy tej przepaścistej różnicy między człowiekiem (konkretnym, np. tobą) a Jednym Jedynym nie ma dialogu ani negocjacji: jest poddanie się i oddanie. Które może jawić się na skali od Łaski do Gwałtu.

Powyższe punkty to skrajności, amplifikacje. Ale nawet jeśli pozostaniemy w ograniczonym kręgu Tollego lub podobnych głosicieli i słuchających ich sal, to jego przekazy (lub podobnych głosicieli) wywołują pewne dysonanse. A może nawet większość przekazu Tollego oparta jest na takich dysonansach.

Dysonans pierwszy: on oświecony – my nieoświeceni. Na niego spłynęła jakaś niepojęta i rzadka łaska – na nas nie spłynęła i chyba (myśli sobie niedowiarek) jednak nie spłynie. On lepszy, my gorsi... Itd. Wg Tollego jest to gra i kuszenie ze strony umysłu – ale jednak nie przypadkiem taki problem powstaje.

Dysonans drugi: jemu, Tollemu, Oświecenie przyszło z natury, samo przez się. Czy jeśli ja zacznę ćwiczyć się z nadzieją oświecenia, to czy to moje może jakoś dorównać tamtemu? Czy nie będą to jakieś namiastki, udawanie oświecenia? On w swoim oświeceniu przesiedział dwa lata na ławce – czy mnie kiedykolwiek będzie stać siedzieć dwa lata bezczynnie? Itp.

Trzeci: Tolle dostawszy oświecenia porzucił wszystko, zmienił swoje życie i został duchowym nauczycielem. Czy ja też muszę wszystko rzucać, zmieniać swoje życie? – A może nie chcę? Tolle np. nie miał dzieci ani ukochanej osoby (znalazł ją później) – Czy ja muszę po oświeceniu wszystko rozpieprzyć?

Czwarty: Tolle opowiada o swoim oświeceniu, że było czymś co samo przyszło, o czym nie marzył, nie planował i nie dążył do niego, za to inaczej: został przez nie wciągnięty niby w jakiś kosmiczny wir albo „kwantowo skoczony”, jak mówi. I znów ktoś może zapytać (a może zapytał, muszę pod tym kątem przekartkować książkę jeszcze raz): czy ja tego chcę? Czy chcę być tak gwałcony?

Te dysonanse są małymi kopiami – w małej kameralnej skali – wymienionych wcześniej wielkich kulturowych sprzeczności monizmu-dualizmu. Kopiują podział na lepszych od ducha i gorszych od materii, budowanie gwałtownej różnicy między oświeceniem a zwykłością, i skłonność do deprecjacji zwykłego życia.

Te dysonanse powstają właśnie przez to, że Tolle, nauczając oświecenia i o oświeceniu, jest zatwardziałym monistą – ein Stock-Monist powiedziałoby się po niemiecku. Pewnie byłoby inaczej, gdyby na jego miejscu o oświeceniu nauczał politeista-pluralista. Który nie miałby wdruku redukowania wszystkiego do Jednego Wielkiego Jedynego z jednej strony i Tego Gorszego i właściwie zbędnego Drugiego z drugiej strony. W miejsce Jedynego i Drugiego widziałby Wielość, Poli, Plural. Zamiast Boga – Mnogich Bogów, wśród nich większych i mniejszych, też tych nie większych od skrzatów. Zamiast Jednej Wartości – rodzinę wartości równie wartych i ważnych, ale uzupełniających się, synergicznych, nie przeciwstawnych. Zamiast Jednego Oświecenia – wiele różnych jakości i smaków oświecenia. Oświecony starożytny Grek pewnie opowiadałby o oświeceniu na wzór Zeusa, na wzór Afrodyty, Hery, Hefajstosa, Aresa, Hermesa, a nawet Dionizosa. Astrolog może mówić o oświeceniu „raczym”, „koziorożcowym” lub „jowiszowym”, itd. W enneagramie innym będzie oświecenie 5-Obserwatora, a uderzająco innym oświecenie 2-Dawcy. W religii najbardziej dbającej o oświecenie, w buddyzmie, są nurty monistyczne i pluralistyczne. Zen jest monistyczny. Wadżrajana jest pluralistyczna – chociaż ma swoje przegięcia, przede wszystkim monachokrację. Ciekawe jest, że bodhisattwowie wadżrajany dziwnie wiernie przypominają greckich bogów – właśnie greckich, nie hinduskich! Amitabha jest jak awatar Zeusa lub Jowisza. Mańdziuśri jak awatar Hermesa-Merkurego. Tara jak Afrodyta. Czenrezig-Awalokiteśwara jak Apollo. Bhajszadźja lub Sangdzie Monla jak Asklepios. To nie może być przypadkiem i chociaż nigdzie o tym nie czytałem, to wydaje się bardzo prawdopodobne, że ten bukiet bóstw powstał w wyniku syntezy buddyjsko-greckiej gdzieś w obecnym Afganistanie i okolicy na przełomie er lub później. (Zob. np. Gandhara, Wikipedia; „Cywilizacja buddyjska w starożytnej Azji”.)

Monizm-dualizm nie chce mieszać się ze zwykłym życiem – które przecież wcale takie zwykłe nie jest, bo też jest wzniosłe i pełne wartości. Przeciwnie, politeistyczny pluralizm łączy się z nim naturalnie i harmonijnie. W nim żeby wejść w styczność z Obecnością, Oświeceniem i idącą razem z nimi Energią, nie trzeba się gdzieś katapultować w obce wymiary.


Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Tollego: myślenie, ruminacja, energia Tollego. Koniec czytania Tollego »

komentarze

1. E nawet starożytni... • autor: Ignac2016-09-02 12:32:22

E nawet starożytni Grecy uważali te wszystkie opowieści o bóstwach za błazeństwo. Nie bez powodu wymyślili sobie koncepcję Boga Filozofów, który w ogólnych zarysach jest taki sam jak Bóg chrześcijański, bo, cóż, jest Jednią, bytem koniecznym, a nie ot takim sobie bytem przygodnym.

Trochę pojechał Pan z tym radykalnym rozróżnieniem na Ducha i Materię, bo przecie każdy człowiek to, z przeproszeniem, mikrokosmos, w którym jest pierwiastek duchowy i pierwiastek materialny.

Trochę na tym radykalnym rozdzieleniu pneumatyków od zwykłych hydraulików polegał błąd gnostyków.

[foto]

2. Grecy jakich głównie znamy... • autor: Wojciech Jóźwiak2016-09-02 12:46:57

Masz rację, Ignacu, ponieważ Grecy tacy, jakich głównie znamy, od Sokratesa i Platona, stopniowo wyzbywali się politeizmu i przechodzili na monizm-monoteizm, stąd ten Bóg Filozofów. Nawet chciałem o tym wspomnieć w tekście, ale uznałem, że za dużo będzie gadania.
[foto]

3. Lęk przed oświeceniem • autor: Przemysław Kapałka2016-09-02 13:27:52

Te dysonanse, które wymieniłeś, Wojtku, to nic innego, tylko lęki przed oświeceniem. Pewnie dlatego nie masz szans go dostąpić :) Zresztą podobne lęki chyba znalazłyby się u każdego, a już u mnie na pewno, choć może nie aż tak silne.Jak jest, nie wiem, do oświecenia mi (chyba) daleko. Ale sądzę, że nie wiąże się ono z żadnymi przymusami, a już na pewno nie z działaniem na czyjąś szkodę (w tym przypadku na szkodę ludzi, których jakoby porzucisz). A być może po prostu okaże się, że wszystkie te rzeczy, których się boisz, okażą się nieistotne, a w zamian tego, co zostawisz, pojawi się coś lepszego. Ale nie chcę za bardzo gdybać.

4. Tolle • autor: Nierozpoznany#89572016-09-02 16:29:32

Klasyfikując Tollego (jeśli jest "oświecony", to nie podlega klasyfikacji - bo "oświecony" z każdej się wymyka, ograniczenia są dobre dla ograniczonych), zaczynam od spojrzenia na punkt zwrotny w jego realizacji. Którejś nocy popada w wewnętrzny dialog; zauważa ulokowanie siebie w dwu przeciwstawnych stanach świadomości - z tego starcia (a właściwie zawieszenia) wyłania się nowy rodzaj świadomości, mówiącej do niego, by się nie opierał i poddał temu, co się właśnie wydarza. Następuje odczucie energetycznego wiru i utrata świadomości. Budzi się rano jako nowy człowiek.
Co tu się wydarzyło i jak to wytłumaczyć przez szablony obowiązujących tradycji? Można to uznać za "narodziny z ducha" (termin chrześcijański) i małe oświecenie. Wciąż zatem jego osoba tkwi w dualizmie (duch przemówił, on usłyszał), nie dostąpiła wielkiego oświecenia (absolutu, bezwzględności). Nie powie Tolle o sobie: Ja Świadomość (czy Ja Istnienie, Jedno Życie) - na wzór Jezusa, a wciąż jest u niego: Ona Świadomość lub Świadomość. To, co się w nim wtedy/dalej zadziało, tradycja (np. żydowska) nazywa obrzezaniem. Niebezpieczeństwo takiego obrzezania ujawnia ikona Jezusa, kwitując krótko, że gdyby obrzezanie było właściwe, człowiek by wychodził obrzezany już z łona. Co to oznacza dla Tollego w konsekwencji? Wyparcie części siebie (o tym wspomina Wojciech Jóźwiak w którejś z części o Tolle, pisząc o ulokowaniu jakby za szybą). A że "Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy" - "trup z szafy" upomni/upomina się o swoje. Osoba obrzezana po "wakacjach" ma misję; nie może na stałe się odprężyć, zanurzyć w nektarze realizacji; musi spłacać dług. Komu? Wypartej (obrzezanej) części siebie.

Jeśli Tolle jest monistą (monoteistą), to tylko teoretycznym, nie praktycznym. Jego nauka tworzy podział. Co nie zmienia faktu, że jest jednym z lepszych nauczycieli duchowych. Mówi o istnieniu, lecz jakby spoza istnienia. Powinien zrozumieć, że zawartość świadomości jest świadomością (zrozumieć nie teoretycznie, czy w duchu, lecz w pełni (całości) istnienia), póki co jego Świadomość to jakaś eteryczna oderwana od wszechobecnego istnienia substancja, mimo że będąca tego istnienia podstawą i esencją. Można by rzec, że ta Świadomość to Obserwator, nie Uczestnik świata. Umysł z natury rzeczy jest dualny; Tolle wspomina o wyjściu ponad umysł (dotknięciu świadomości duchowej w jej kształcie niedualnym). Ale nad duchową króluje świadomość absolutna (duchowa także jest, lub może być, dualna). Gdy absolutna jest obecna w dualnej, możemy mówić o dualizmie rzeczywistym, pozytywnym (o "zbawieniu", "oświeceniu");

5. cd. • autor: Nierozpoznany#89572016-09-02 17:45:27

...tymczasem poszukiwacze prawdy serwują tzw. dualizm - jakiś jego wypaczony obraz w formie negatywnej (konfliktu dwu równorzędnych sił, wzajemnych podległości, bądź tych pochodnych).


Dlaczego wydarza się dualność? By istnienie miało sens - by wydarzył się umysł. Wielki Wybuch to narodziny umysłu - rozpoznanie (któremu jest przypisana obiektywizacja) nie wykracza ponad to zdarzenie, bo tkwi w perspektywie dualnej. Tymczasem jest też świadek zdarzenia, jego inicjator - znajomość tego to znajomość siebie; oto prawdziwa perspektywa monoteistyczna, dana niewielu.

6. Rozwój i etapy duchowości • autor: Nierozpoznany#66612016-09-05 00:20:51

Wojtku, może zainteresuje Cię ten artykuł. Jakoś od razu przyszedł mi do głowy, gdy czytałam Twoje teksty o czytaniu Tollego i odnalazłam go w necie.
https://zenforest.wordpress.com/2009/01/03/czy-rozwoj-duchowy-postepuje-etapami/


[foto]

7. Zainteresował • autor: Wojciech Jóźwiak2016-09-05 08:07:50

Dzięki, Aneto. Zainteresował. Czy dobrze znalazłem, że to jest fragment z książki Kena Wilbera? "Psychologia integralna"? Dla mnie ciekawe, bo to, co napisał Wilber, nazwać można "post-monoteizmem" (naśladując terminologię autora, który lubuje się w słówkach naj-, post- i "szczytowy"). Chodzi mi o nacisk na jedność, jednakowość i "szczytowość" duchowych doświadczeń, a szczyt jasne że musi być jeden. Czytam takie wypowiedzi chętnie, ale im programowo nie wierzę. Jako pluralista politeista.
:)

8. @Wojciech • autor: Nierozpoznany#66612016-09-05 23:19:16

Mam wrażenie, że opracowanie, nie dosłowny cytat z Wilbera.Dawno nie czytałam Wilbera, chyba sześć - siedem lat, ale zupełnie inaczej go odebrałam. Wtedy nie koncentrowałam się na duchowości, tylko na psychologii-terapii. I jego specyfikację odebrałam jako wprawdzie hierarchiczną (w znaczeniu postępu rozwoju), ale obiektywną, pluralistyczną i nie oceniającą. Może czas już znów po niego sięgnąć.

Zastanawiam się, nie tylko w kontekście tego artykułu, czy monizm to monoteizm, czy mają tylko krzyżujące się zakresy.Kiedy czytałam Twoje teksty o czytaniu Tollego, miałam różne skojarzenia. Raz, ten artykuł od linka, dwa - buddyjską Pustkę i Takość (oraz wyjście poza nie) i trzy - dialektyzm Hegla. I zadałam sobie pytanie, czy to nie jest tak, że politeizm i monoteizm są faktycznie biegunowe i przeciwstawne, ale monizm to jednak nie monoteizm. Idąc tropem Hegla: teza - politeizm, antyteza - monoteizm i synteza - monizm (który zawiera obydwa, ale nimi  nie jest).
[foto]

9. trochę to dualistyczne podejście • autor: Arkadiusz2016-09-06 08:56:53

Czy to musi być albo-albo? Czy nie lepiej podejść do tego tak, że z jednego Źródła wyłoniła się wielość? Z Wielkiego Wybuchu, jednej cząsteczki, powstał ogromny złożony Wrzechświat(-y). Z kropki powstał odcinek, zaczął się obracać, powstało koło, potem więcej kół, powstały różne figury, cała święta geometria. Białe światło rozszczepia się na barwy tęczy. Każdy kolor ma swoje odcienie. Powstaje barwny złożony świat. Może Świadomość, która wyłoniła się z Niebytu, przejawia się nie tylko jako Duch i Materia, ale w o wiele szersze spektrum Przejawienia. Tych ciał świadomości jest o wiele więcej, jest tu miejsce dla bogów większych i mniejszych, złożoność idei, archetypów, wartości, myślokształtów, egregorów, duchów, duszków, emocji, energii, ciał fizycznych.

Dla mnie wiara w to, że z jednego źródła powstało bogate złożone przejawienie a budulcem wszystkiego jest świadomość (monizm idealistyczny) nie jest powodem do nietolerancji, wręcz przeciwnie.

10. @Arkadiusz • autor: Nierozpoznany#66612016-09-06 23:43:21

Ja to postrzegam tak, że dualizmy wyznaczają skrajności: biel (płaszczyzna, która odbija wszelkie kolory) i czerń (płaszczyzna, która pochłania wszystkie kolory). Wyjście poza dualizmy oznaczałoby w tym ujęciu zobaczenie całego "bogatego złożonego przejawienia", całej tęczy. Wszystkich wielości/gęstości/jakości/ciał świadomości, jakie zawierają się pomiędzy Duchem a Materią. 
A oświecenie zapewne (?) stanie się nimi, tym co Tolle nazywa Obecnością. Jeśli jest rodzajem łaski, to zapewne w jednym przebłysku, a jeśli jest procesem - to stopniowo, czasowo, łapanie i tracenie tego, mniej lub bardziej świadome.

I też nie widzę powodów do nietolerancji, raczej utrudnienie, gdy ktoś nie toleruje mojego postrzegania. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)