Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 września 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 170)

Tollego, Nawrockiego i Baby, i o rozwoju Taraki

Kategoria: Projekt Taraka

« Tollego. Koniec czytania Tollego Czaplińskiego na Korfu »

Eckhart Tolle inaczej doświadczył oświecenia niż (nawet, sam) Budda Śakjamuni. Tolle, nazywając to w skrócie i uproszczeniu, cierpiał na depresję. I pewnej nocy przyszła zmiana: cały tamten czarny nastrój odpłynął, przyszło coś nowego i dziwnego i następnego dnia obudził się z czystym umysłem i pełen zachwytu nad Istnieniem. Ten zachwyt – w książce nazywa go Obecnością – trwał dwa lata, dwa lata legendarnego przesiadywania na ławce w parku w śródmieściu Londynu. Zastanawia u Tollego zupełny brak świadomego, skupionego wysiłku w kierunku oświecenia. Oświecenie samo przyszło, podobnie jak wcześniej sama przyszła choroba, depresja. Oświecenie Tollego było przygodą, która go nawiedziła, przy zupełnej jego bierności. Inaczej było w przypadku Buddy. Ów, zanim został Buddą, więc przed swoim oświeceniem i zanim je osiągnął, powziął zamiar osiągnięcia oświecenia, którego to stanu oczywiście zawczasu nie znał i chyba nie umiał go określić, ale przeczuwał je intuicyjnie jako „ustanie cierpienia”. Po czym zaczął praktykę. Praktykę medytacji czyli powściągnięcia umysłu – bardzo podobną do Tollowego siedzenia na ławce, z tą różnicą, że przyszły Budda siedział na odosobnieniu w lesie, więc w końcu też jak Tolle wśród drzew. Ale odwrócenie kolejności jednego względem drugiego wydaje się znaczące.

W buddyjskim nauczaniu pojawia się „typ” zwany pratjekabudda (zob. też więcej w ang. Wiki: Pratyekabuddha) – co znaczy mniej więcej „prywatny budda”. Powiada się, że w długich epokach przed Śakjamunim byli ludzie, którzy osiągnęli oświecenie takie jak on, ale nikomu nie przekazali nauk czyli dharmy, jak również doszli do tego sami, nie prowadzeni przez oświeconych mistrzów. (Budda też mistrza nie miał, był „samoinicjowanym”.) Tolle jest dziwnym przypadkiem pratjekabuddy, ponieważ dostaje oświecenie, nie tylko nie mając mistrza, ale również nie mając takiego zamiaru, intencji! Tego chyba oryginalne buddyjskie rozumienie pratjekabuddy nie przewidywało.

Jednak wyłamuje się z typu pratjekabuddy, ponieważ idzie nauczać. Ale czy także prowadzi kogoś do oświecenia, swoim śladem? O tym nic nie wiem: nie wiem, czy Tolle założył własną sanghę. Osób nie tylko słuchających go, ale praktykujących pod jego kierunkiem. Tego nie wiem. Ale jak ma prowadzić kogoś według jakiejś metody, skoro sam osiągnął cel donikąd nie idąc?

Z czytania Tollego najlepiej zapamiętałem – najbardziej wyniosłem – pewną medytacyjną sztuczkę, którą on przedstawia w dwóch zdaniach, jeśli nie w jednym: czyhanie na myśli, kiedy się któraś pierwsza pojawi, na wzór kota czyhającego na mysz przed mysią norą. Być może jest to wszystko – albo aż tyle! – co mogą pobrać od Tollego ci, którzy nie przejdą jego drogi (czyli my wszyscy), a nie przejdą, ponieważ chorują na inne niż on choroby umysłu, w których nie jest przewidziane dostanie oświecenie w jedną noc bez własnej praktyki, chociaż – to dobrze pamiętam! – z innym udziałem własnym w postaci własnego cierpienia. Do oświecenia przez cierpienie i dzięki niepojętej łasce – jakież to „zachodnie”.

Uchwyćmy pewną figurę, której Tolle jest przykładem i ilustracją: oto jest, żyje, działa, swój los ma pewien niezwykły człowiek. I z jego dokonań (twórczości, pracy, męki, zmagań itd.) pozostaje jakiś okruch dostępny ogółowi, dostępny innym. Jak tamto ćwiczenie z myślami-myszami u Tollego. Jeszcze ogólniej patrząc, to nie musi być człowiek-twórca-jednostka, to może być idea lub kulturowe zjawisko. Mojemu pokoleniu przyszło żyć w czasie wielkiego przenoszenia buddyzmu ze Wschodu do Euro-Ameryki. Ale co przeszło na nas i do nas z buddyzmu? W końcu chyba mało i dużo jednocześnie: sama idea medytacji dla powściągnięcia umysłu. Klasztory, hierarchie, ceremoniały raczej się u nas nie przyjmują, jeśli to w odosobnionych miejscach i grupach.

I tu przeskakuję na Tarakę, co zamierzałem od początku. Kiedyś nasz „magazyn rozwojowy” miał wyrazisty podtytuł: „astrologia, szamanizm, Słowianie”. Tamtych Słowian tutaj pomińmy, bo idee, praktyki i memy słowiańskie poszły sobie swoją drogą, mało zauważając to, co u nas się o tym pisywało. O astrologii też może kiedy indziej, skupmy się na szamanizmie.

Jest pewna równoległość w odbiorze (recepcji) szamanizmu – i buddyzmu. W obu przypadkach wielkie ostro świecące światło, pewnej nowej idei – a następnie, po latach, refleksja: co z tego dało się uchwycić, co pozostaje w dłoniach? O buddyzmie powiedziałem. Co uchwytnego pozostawia nam kontakt z szamanizmem, skierowanie naszych mentalnych anten nie niego?

To jest dobre pytanie, z jakim warto przeczytać (zapewne na nowo, jeszcze raz) dwa niedawne teksty w Tarace: „O channelingu, emocjach i działaniuJacka Nawrockiego i „Channeling a dzisiejsza duchowośćAlicji Baby. Channeling można zestawić z oświeceniem, chociaż są to dwie odmienne sprawności umysłu. Oświecenie to jest totalna przemiana umysłu, jego trybu działania-i-istnienia, jego modusu; channeling jest to pobranie treści od inteligencji większej-szerszej-innej niż ego. Channeling jest nowoczesnym (na wzór odbioru telewizji) nazwaniem czegoś, co było rdzeniem wiedzy szamanów: pobieranie mądrości z zewnątrz, spoza siebie, mówiąc tradycyjnie: od duchów i bóstw. Podobieństwo z oświeceniem jest też takie, że tak jak do Tollego oświecenie przyszło niezapracowane, niechciane, tak podobnie najbardziej sławni channelerzy (Baba ich wylicza) stali się nimi nie zamierzając tego, nie mając takiej intencji ani w tym kierunku nie praktykując.

Ale co z tego wynika dla nas, normalsów? Czcić mamy tych spontanicznie oświeconych, a w księgi channelerów, „Kurs Cudów”, „Przesłanie od Plejadian” – wierzyć? Kto chce, owszem. Ale raczej inne znalezisko, nalazek, z tego wynika. Są to sposoby poprawy swojego myślenia. Jak poszerzyć przestrzeń własnych myśli? Jak skorzystać z intuicji? Dawni Hindusi, też ci z czasów Śakjamuniego i z czasów Patańdżalego, który napisał Jogasutry, uważali umysł za narząd zmysłowy, który z przestrzeni wychwytuje myśli podobnie jako światła i obraz, ucho dźwięki a nos wonie. Jak szerzej nastawić anteny umysłu? Jak przy tym nie mylić się przy wnioskowaniu? W tym kierunku idzie Jacek Nawrocki w swoim tekście. To jest także ten punkt, w którym szamanizm i astrologia (tarot itd.) spotykają się.

Jak widać, wciąż zastanawiam się, jaką formułę dać dla Taraki – czym ma być ten „magazyn o astrologii, szamanizmie i Słowianach” w swojej bardziej dojrzałej fazie, jaki mieć główny temat? „Poprawa umysłu”? – Te słowa dziwnie brzmią, ale chyba najbardziej właśnie o to nam chodzi.


Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Tollego. Koniec czytania Tollego Czaplińskiego na Korfu »

komentarze

[foto]

1. Formuła • autor: Przemysław Kapałka2016-09-15 21:28:42

Wojtku, to normalne, że ciągle poszukujesz formuły. Ja moje comiesięczne wędrówki prowadzę od ponad 20 lat i ciągle wprowadzam do nich zmiany. Podobnie z wieloma innymi rzeczami, które praktykuję. A tu przecież jest przedsięwzięcie o wiele bardziej złożone i wymagające. To tylko świadczy, że Taraka jako magazyn rozwojowy spełnia swoją rolę.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)