Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 września 2007

Jacek Dobrowolski

Tomyris królowa Masagetów
...opowieść trzech Persów

Kategoria: Twórczość
Tematy/tagi: historiamitologie archaiczneZaratusztra

Andrzejowi Wiercińskiemu

*Tomyris - królowa koczowniczych Masagetów, pobratymców Scytów i Sarmatów, władająca w VI w. p.n.e. ziemiami na wschód od Morza Aralskiego (tereny obecnego Uzbekistanu). Wojnę króla Persji Cyrusa Wielkiego z królową Tomyris w 530 r. p.n.e. opisał Herodot w swych "Dziejach".



Farhad - kapłan ognia:

Synu mój, jesteś już mężczyzną i dlatego przez ostatnie dni wiele Ci opowiadałem o królach Iranu i o zwycięskich wojnach jakie toczyli ku chwale Ahuramazdy - Mądrego Pana, który widzi wszystko i zna każde zaklęcie. Wielkim bogiem jest Ahuramazda - Stwórca ziemi, Stwórca nieba, Stwórca człowieka, wróg Arymana - władcy mroku, władcy żmij, ropuch, skorpionów i wszelkiego robactwa...

Wczoraj kapłani wyjawili Ci tajemnice Jego wiecznego, zwycięskiego ognia, którego żaden mrok nie ogarnie i nic nie powstrzyma. Musisz jednak wiedzieć, że zdarzają się chwile kiedy wydaje się, iż przygasa. Dlatego też my, Persowie, powinniśmy chronić go ze wszystkich sił i rozszerzać jego panowanie. Wczoraj stałeś się jednym z nas - strażnikiem świętego ognia i możesz poznać całą prawdę. Nie zachwieje ona już Twoją wiarą. Masz daktyla, siądź, żuj i słuchaj. Naszego władcę Cyrusa, Króla Królów, (chwała Jego imieniu!), którego każde, pełne mocy słowo pamiętam, nie pokonała zaraza, zabiła go kobieta, tak, kobieta! Tomyris - królowa cuchnących, stepowych Masagetów. Nawet teraz jak przymknę oczy widzę to pobojowisko.

Przegraliśmy po rozpaczliwym, całodziennym boju. Tomyris wciągnęła naszą wielką armię w zasadzkę. Innym razem opowiem ci o męstwie naszych żołnierzy zasypywanych gradem strzał ze wszystkich zboczy wąwozu. Teraz posłuchaj o smutnym końcu.

Ranny lancą w głowę spadłem z konia i straciłem przytomność. Stało się to późnym popołudniem, gdy stłoczeni, ostatkiem sił broniliśmy się przed naporem barbarzyńców, uderzających w nas jak miotane wichrem tumany szarańczy. Kiedy się ocknąłem było po bitwie.

Synu, ze wszystkich stron doliny dobiegały charkoty i jęki. Masageci i ich amazonki czekanami i sztyletami dobijali naszych. Ziemia była zryta kopytami, grząska, a ciemne chmury przesłaniały zachodzące słońce. Trupy leżały często na sobie, wielu bowiem padło sczepionych razem w boju, który przetoczył się z taką furią, jakby starły się armie bogów i demonów.

Byłem w piekle Arymana. Zwłoki końskie i ludzkie, z podobnie wytrzeszczonymi oczami i wyszczerzonymi zębami, zakrzepły jakby powykręcane przez jakąś nadprzyrodzoną moc. Połamane strzały i lance wystające z wdeptanych w ziemię ciał, zmiażdżone czaszki, odrąbane dłonie i stopy taplające się w kałużach ludzkiej i końskiej krwi - wszystko to wyglądało upiornie. A kiedy jeszcze zabłysł ostry sierp księżyca i zaczęły szczekać lisy, i wyć wilki, a kruki, sępy, i wrony zawtórowały im krakaniem, nawet ludzi obdzierających zwłoki przechodził dreszcz. Ślizgając się w błocie i krwi pospiesznie kończyli swoje mroczne żniwo. Amazonki, zarzuciwszy półksiężycowe tarcze na plecy, zrywały trupom naszyjniki i obcinały palce z pierścieniami. Ostatkiem sił wczołgałem się w zagłębienie w ziemi pod moim martwym koniem obok kępy pierzastych tamaryszków i skulony, powtarzając imię Najwyższego, czekałem na śmierć.

Któż mógł przypuścić, któż z naszych dowódców mógł przewidzieć, że ta władczyni barbarzyńców, ta sama uciekająca przed nami królowa, którą dopiero co pokonaliśmy w otwartym polu, udawała tylko odwrót, po to, by wciągnąć w wąwóz całą naszą armię, a następnie wybić ją do nogi?

Musisz wiedzieć, że nie oszczędziła nawet tego, który od chwili koronacji obdarzony mocą i chwałą Mądrego Pana, był równy bogom. Tego przed którym padał na twarz każdy, od żebraka po najwyższego Arcykapłana, strażnika świętych hymnów Awesty i nauk Zaratustry. Synu, ona podniosła rękę na Króla Królów, boskiego władcę imperium Persów i Medów rozciągającego się od Indii po wyspy Greków, na Pana Syrii, Assyrii, Arabii, Kapadocji, obu Frygii, Lidii, Kasii, Fenicji, Cypru i Egiptu, na Króla Babilonu, Sumeru i Akkadu, na Władcę Czterech Stron Świata, z którym nie mógł równać się żaden śmiertelnik.

Pamiętaj, że Jego stolica - Pasargada, przewyższała bogactwem swych pałaców wszystko, co człowiek stworzył na ziemi i ci, którzy widzieli Go na tronie ze złotych łodyg i listków, w szatach obsypanych pąkami klejnotów, pod zawieszoną nad Nim szczerozłotą tarczą słońca, czyż mogli przypuszczać, że pokona Go w boju i odrąbie Mu głowę królowa brudnych, pijących końską krew Masagetów, nie warta jednego włosa Jego ufryzowanej, olejkami namaszczonej, brody?

Jakże mylą się ci, którzy myślą, że z naszej dwustutysięcznej armii nie pozostał przy życiu nikt. Ja, Farhad, kapłan zwycięskiego ognia przy głównym królewskim ołtarzu i strażnik przykutych do bram pałacu gepardów, przeżyłem! Ukryty pod końskim trupem, widziałem wszystko. Miałem przy sobie święte ziele - haomę. Żułem ją, a ona uśmierzała głód, dając mi siłę i boskie wizje, bym mógł zwalczyć ciemności Arymana, jego żmije, ropuchy, skorpiony i wszelkie robactwo.

Przez cztery miesiące wędrowałem nocą, śpiąc za dnia w ukryciu przed dzikimi Masagetami, Sarmatami i upałem, żywiąc się bulwami, owocami i ptakami, które chwytałem w sidła. Kiedy w końcu dotarłem do Pasargady nie byłem tak naiwny, by stawić się przed obliczem naszego nowego Pana, Króla Królów, Kambyzesa (chwała Jego imieniu!). Przewrotni dworacy, (a tych nie brakuje), mogliby mu podszepnąć, że jestem zdrajcą przysłanym przez Tomyris z fałszywymi wieściami o jej planach, a wtedy musiałbym pożegnać się z życiem.

Udałem się zatem od razu do samego Arcykapłana, który przecież uczył mnie rzeczy tajemnych i dał mi przed wyprawą boskie ziele. Padłem przed nim na kolana i powiedziałem mu wszystko o wrogu ufając, że przekaże naszemu nowemu Panu (niech Ahuramazda ma go w opiece!), to co uzna za stosowne. Wyjawiłem mu też wszystkie sny i wizje. Zrobiłem to byśmy w przyszłości mogli pokonać siły ciemności, pomścić naszego Pana i zatrzeć pamięć klęski. Zapamiętaj to sobie.


Arcykapłan:

Wielkim bogiem jest Ahuramazda - Stwórca ziemi, Stwórca nieba, Swórca człowieka, wróg Arymana - władcy mroku, władcy żmij, ropuch, skorpionów i wszelkiego robactwa...

Trudno jest walczyć z Masagetami, tak jak z ich pobratymcami Scytami i Sarmatami, nie przyjmują bowiem bitwy twarzą w twarz w otwartym polu, ani nie mają miast w których można by ich oblegać, natomiast podpalają step, zatruwają studnie i źródła padliną, i znienacka zasypują strzałami. Ale dać im się wybić do nogi, tego nie przeczuwał nikt, nawet w najgorszych snach. Ocalał tylko jeden człowiek, mój uczeń. To cud, że nie postradał zmysłów w krainie Arymana. To co mówił o okrucieństwie dzikich Masagetów było przerażające. Straciliśmy Wielkiego Króla i potężną armię.

A do tego ta zniewaga z rąk tej suki Tomyris! Można by pomyśleć, że Mądry Pan odwrócił od nas, Persów, swe słoneczne oblicze i że światem rządzi Aryman. Otóż ta dysząca zemstą wiedźma, kiedy podano jej odciętą głowę Wielkiego Cyrusa, dostojną głowę Władcy Świata, co prawda z bladą, pokrytą kurzem, wykrzywioną bólem twarzą o wybałuszonych oczach, otóż, ta podstępna Tomyris, wrzucając głowę naszego Pana do skórzanego bukłaka, miała czelność rzec: "Przyszedłeś spragniony naszej krwi, masz, możesz pić perską do woli."

Niech będzie przeklęta Tomyris i jej pomiot! Niech sczeźnie od trądu i oby jej ciała nie przyjęły ogień, ziemia, woda, ani też niebo, kruki, sowy, a nawet sępy. Przeklęty niech będzie jej jałowy, kamienisty step i jej brudny lud, ale najbardziej przeklinam jej amazonki, których zatrute strzały przypieczętowały nasz los. Mówię to jako Arcykapłan świętego ognia na głównym ołtarzu, tu w Pasargadzie, nie mogąc powstrzymać się od łez. Teraz już wiem, że nauka o Mądrym Panu nie zbawi tych barbarzyńców, nie potrafiących godnie przyjąć sprawiedliwej bitwy wydanej im przez zastępy światła.

Oby wszyscy szlachetni poznali prawdziwe oblicze Najwyższego, a dusze sprawiedliwych przeszły bezpiecznie po cienkim jak klinga moście Czinwat do Raju. Chwała Ci za moc jaką nam dajesz, zwycięski Ahuramazdo! Taka będzie moja modlitwa, gdy będę palił i wdychał święte zioła przy ołtarzu wiecznego ognia. I dodam jeszcze: Panie, użyj mnie przeciw Masagetom. Niech oszczerczy język Tomyris poniewiera się po pobojowisku i niech będzie przywrócona chwała imieniu wielkiego Cyrusa, Króla Królów!


Farhad - kapłan ognia:

Teraz, gdy mój syn już odszedł wstrząśnięty tym co mu opowiedziałem, (łzy płynęły mu po policzkach), powracają obrazy wydarzeń, których mu nigdy nie wyjawię, znają je tylko nasz Król oraz Arcykapłan.

W nocy po bitwie, gdy Masageci odurzeni konopiami i zdobycznym winem, świętowali pod ostrym sierpem księżyca swe wielkie zwycięstwo, wyjąc jak stado wilków, tańcząc jak nawiedzeni i parząc się z równie rozszalałymi amazonkami, Królowa Tomyris już o północy poczuła się tak znużona, że zniknęła w swoim namiocie i zasnęła kamiennym snem.

Tuż przed świtem przyśniła jej się brodata głowa Cyrusa brocząca krwią. Gdy zbudziła się z bijącym sercem, widziała ją nadal przed sobą i słyszała jej ochrypły głos: "Zwyciężyłaś mnie podstępem. Twoja nienawiść była wielka. Rozumiem ją. Pokonałem twego jedynego syna. Zabił się potem w niewoli, a ja zwróciłem ci jego młode ciało. To prawda, że chciałem ujarzmić twój kraj, ale czy nie rozumiesz, że musiałem to zrobić, bowiem tego żądał ode mnie mój Bóg, którego ład zaprowadzam na ziemi? Choć powstrzymałaś mnie, mój syn i następca, Kambyzes, wypełni Jego wolę i zgniecie cię jak ropuchę. Uważaj! Nie pomści cię już nikt, za stara jesteś by urodzić i wychować mściciela. Z moją głową możesz zrobić co zechcesz. Jej widok będzie ci tylko przypominał o twej nieuchronnej zgubie. Mój Bóg nie porzucił nas, Persów, tylko na chwilę odwrócił swe oblicze, gdy uniesiony pychą, zlekceważyłem cię, pewny zwycięstwa."

Powiedziawszy to głowa zniknęła i Królowa ponownie zapadła w sen, śpiąc aż do samego południa. Gdy się obudziła, umyła i ubrała w jasnozieloną, jedwabną,przetykaną srebrną nicią szatę kazała wezwać do siebie Księcia Kalksis, pierwszego ze swych faworytów i rzekła doń: "Dziś wieczór przyjdziesz do mej sypialni, wykąpany i namaszczony olejkami. Chcę bowiem mieć córkę, aby odziedziczyła po mnie królestwo. Ciebie wybrałam, bo Ciebie kocham najbardziej i pragnę, by moja córka miała Twoją siłę, urodę i męstwo."

Książe, zdumiony i uszczęśliwiony, podziękował jej za mający go spotkać zaszczyt i dodał: "Pani, choć od dawna cieszyłem się przychylnością Twych ud, nie marzyłem nawet o tym, że okażesz mi tak wielką łaskę." Następnie udał się do swego namiotu, wykąpał, namaścił swoje długie włosy i całe ciało, a podaną na obiad pieczeń z suhaka zjadł ze smakiem. Ponieważ do wieczora pozostało jeszcze kilka godzin, postanowił się zdrzemnąć, by nabrać sił przed miłosną batalią z Królową.

Zasnął od razu i przyśniła mu się brocząca krwią głowa Cyrusa. Rzekła do niego: "Wiem, że twoja królowa chce mieć z tobą syna, który mógłby stawić czoła memu Kambyzesowi, ale to marny pomysł. Zanim wasz syn stanie się wojownikiem zdolnym dowodzić konnicą, mój syn wkroczy do waszego kraju. Tego chce Mądry Pan. Wiem to, bo widzę przyszłość czerpiąc wizje z krwi w której teraz pływam. Rób jak uważasz, ale i tak z waszego związku urodzi się najwyżej dziewczynka."

Sen zdumiał Księcia i po przybyciu do swej królewskiej kochanki natychmiast go jej opowiedział. Królowa wysłuchawszy, uspokoiła go słowami: "Chociaż, my Masagetowie najbardziej czcimy Słońce, ja, Tomyris, słucham również Pani Księżyca, której nie znasz, bo jesteś mężczyzną. Przysięgam Ci, nikt nie poskromi Bogini. Nawet Słońce oddało jej noc. Persowie są za głupi, by to zrozumieć i musieli przegrać. Cyrus, któremu nie pomoże już żadna magia magów, chciał nas jeszcze po śmierci nastraszyć. Jeśli urodzę dziewczynę, będzie jeździć konno i strzelać z łuku w wieku pięciu lat, tak jak ja to czyniłam, a Kambyzes mając tak wielkie królestwo do pilnowania, może długo nie zechcieć wyruszyć w nasze stepy. Kiedy po latach Persowie tu nadciągną, wystarczy, by nasza córka natchnęła swą królewską postawą dowódców jazdy, a pokonamy Kambyzesa, tak samo jak Cyrusa wczoraj. A teraz weź mnie tak jak ogier bierze klacz na pastwisku. Tak lubię najbardziej. Kochaj mnie długo i cierpliwie, a Twoje nasienie niech spłynie tam, gdzie czeka na nie Bogini. Chodź!" I tak się stało...

Wszystko to widziałem w kolejnych wizjach dzięki boskiemu zielu, ale nie chcę już o tym myśleć, jestem stary i coraz częściej boli mnie serce, nie cieszą mnie już nawet te młodziutkie Frygijki, które tak cierpliwie potrafią masować stopy. Muszę zasnąć i proszę Cię, Panie, o sen bez snów, chyba, że o zwycięstwie nad Masagetami.


Syn Farhada - kapłana ognia:

Synu, mój Ojciec, a Twój Dziadek - kapłan wiecznego ognia przy królewskim ołtarzu i strażnik gepardów w królewskim pałacu - zmarł na serce przed piętnastu laty i ja zająłem jego miejsce. Wiem, że dotarł do raju Ahuramazdy, któremu tak wytrwale służył. Widziałem to wewnętrznym okiem dzięki czuwaniom przy świętym ogniu i boskiej haomie. Ojciec przekazał mi wszystkie tajemnice świętych zaklęć i tak jak on potrafię czytać w ludzkich umysłach, gdy spływa na mnie moc Mądrego Pana. Przyjęto Cię dziś do grona kapłanów i masz prawo wiedzieć o dalszych wyprawach na Scytów i Masagetów sprzed kilku laty, gdy byłeś jeszcze dzieckiem. Weź daktyla, usiądź, żuj i słuchaj.

Kambyzes - Król Królów, odzyskał ciało ojca i pochował je, jak wiesz, w kamiennym grobowcu w Pasargadzie, ale nie pomścił do końca naszego Pana i nie ujarzmił Tomyris. Nigdy więcej nie ruszył przeciwko niej, zbyt był zajęty Egiptem, który w końcu udało mu się uczynić swoim. Dopiero siedemnaście lat po klęsce Cyrusa, nasz Pan, Dariusz, Król Królów, wyprawił się z potężną armią, by upokorzyć stepowych barbarzyńców. Byłem w Jego królewskim orszaku jako główny strażnik gepardów. Otoczony przez doborowych jeźdźców w lśniących półpancerzach jechałem konno o rzut oszczepem przed Jego rydwanem, tuż za zaprzężonym w cztery parskające białe ogiery wozem bojowym Ahuramazdy unoszącym złoty, pozornie pusty tron Boga.

Musisz wiedzieć, że nasz Pan był namiętnym myśliwym i moje gepardy sprawiały mu wielką radość za każdym razem, gdy dopadły suhaka, lub którąś z tych większych antylop. Jednakże po kilku miesiącach nużącego pochodu, nocnych utarczek i pościgów na oślep za nieuchwytnym nieprzyjacielem, który w pełnym galopie zasypywał nas gradem strzał, a także podpalał step, zatruwał padliną studnie i źródła, Wielki Król zarządził odwrót.

Najbardziej zdumiewało nas, że wśród wrogich jeźdźców, od czasu do czasu dostrzec można było młodziutkie amazonki. Podobno przewodziła im córka tej wiedźmy Tomyris. Raz nawet jedna z ich zatrutych strzał odbiła się z brzękiem od tarczy piechura ze straży przybocznej kilka kroków od orszaku samego Króla Królów. Wówczas, Dariusz - nasz Pan, Władca Świata, widząc to ze swego rydwanu, rozkazał woźnicy stanąć i drapiąc się wachlarzem w swój okolony złotymi łańcuchami lwi kark, wyrzekł następujące słowa: "Podłe i obrzydliwe są podstępy Arymana, podłe i godne pogardy są podstępy kobiet."

Tak Synu, podłe są podstępy Arymana i nigdy nie zaprzestaniemy walki z jego ciemnymi hordami. Wytrwale będziemy poszerzać krąg światła. Zanieśliśmy święty ogień do Babilonu, Chorezmu, Sogdiany, Lidii, Partii, Frygii, Baktrii, Macedonii, Judei i Egiptu, zaniesiemy go do Kusz, Chin i Grecji, a nawet dalej, do samych granic świata. Mądry Pan pokona ciemności i na całej ziemi zapanuje Jego ład. Nie wolno Ci nigdy w to wątpić. Dlatego od dziś, co noc, jak tylko nakarmisz gepardy i oczyścisz się z krwi, będziesz czuwał przed głównym ołtarzem. Wpatrzony w wieczny ogień będziesz powtarzać imię Najwyższego, póki gwiazdozbiory Jego oczu nie zbledną na niebie. Zrozumiałeś?


Jacek Dobrowolski





komentarze

[foto]

1. Wspaniałe! • autor: Michał Mazur2012-10-10 17:42:51

Widać, że autor ma nie tylko wiedzę historyczno-antropologiczną, ale też "czuje" to, co pisze - pod tym względem przypomina mi bardzo powieść "Cyrus Wielki" napisaną niegdyś przez historyka Harolda Lamba. Swoją drogą, właśnie takich elementów brakowało mi w tej jego powieści.
Bardzo lubię tych dawnych Persów - i ogólnie ludy irańskie i indoeuropejskie z Gór Zagros. Z pozoru barbarzyńskie, lecz de facto przestrzegające praw przypominających współczesne prawa człowieka ("Cylinder Cyrusa"). Wznoszące potężną, pochwalną pieśń do wspaniałego, wielkiego Słońca, wschodzącego znad poszarpanych szczytów gór. No i praktykujące pewne elementy starej (już wtedy) gnozy wojowniczej, jak inicjacje oraz praktyki transowo-ekstatyczne (chciałbym to kiedyś zbadać i opisać, możliwie najpiękniej jak potrafię, choć nie wiem, czy będzie mi dane)

Oprócz dawnych celto-germanów ludy irańskie fascynują mnie najbardziej. Może u mnie to kwestia po części germańskiego, po części zaś góralskiego pochodzenia - sam nie wiem. W każdym bądź razie tradycja przedchrześcijańska słowiańska, choć również niezwykle ciekawa, jakoś nie przemawia do mnie tak silnie.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)