Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 listopada 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Tortury


« Emigrująca migrena Tranzyt Księżyca przez śledziki czyli ascendent w Rybach na stole »

Czytam w Gazecie Wyborczej:

Niejaka Lakechia Stanley, lat 34, mieszkanka St Louis, została w ostatni piątek skazana na 78 lat więzienia. To kara za podtapianie własnych dzieci, a także za inne zachowania, które - zdaniem sądu - nosiły znamiona "systematycznych tortur". Oprócz podtapiania, matka polewała m.in. dzieci pod prysznicem na przemian bardzo zimną i bardzo gorącą wodą.

Obydwie techniki - podtapianie i polewanie wodą o skrajnych temperaturach - wydają się zaczerpnięte prosto ze sztambucha CIA, w którym opisano dozwolone metody "niestandardowych przesłuchań" podejrzanych o terroryzm po 11 września 2001 roku.

Cały tekst: 

http://wyborcza.pl/1,75477,16986021,Podtapianie__za_ktore_najwazniejsi_amerykanscy_politycy.html#ixzz3JVJtMqRe

         Miło jest odnaleźć w swoim życiorysie coś, czego się jeszcze nie wiedziało! Ja na przykład uważałam, że naprzemienne polewanie zimną i gorącą wodą to skutek odprysków nieaktualnej już teorii wodolecznictwa niejakiego doktora Kneippa, że należy dzieci hartować. Ojczulek Google informuje, że „Jest to metoda leczenia opracowana przez bawarskiego księdza Sebastiana Kneippa oparta na hartowaniu ciała i prowadzeniu odpowiedniego stylu życia. W czasie leczenia zalecano polewania zimną wodą, chodzenie boso po rosie i śniegu, ruch na świeżym powietrzu oraz odpowiednią dietę bogatą w warzywa, a zawierającą niewiele mięsa. Dr Kneipp ponoć wyleczył wielu pacjentów, a jego zalecenia są aktualne i stosowane do dziś.”  W wersji współczesnej rozmaite SPA reklamują ją jako należącą do kąpieli częściowych. Korzysta się przy niej z dwóch wanienek – jednej z ciepłą wodą o temperaturze (40° - 46° - 50°C), drugiej z wodą zimną (10° - 16°C).

         Niestety, w Polsce wszystko (nie tylko system liczenia głosów) ulega wypaczeniu i prymitywizacji. W wersji mojej mamy (zaczerpniętej prawdopodobnie z praktyk w sierocińcu oraz opowieści cioci, która, mimo, że garbuska, przetrwała obóz koncentracyjny dzięki takiemu hartowaniu ciała i ducha, owe lecznicze kąpiele polegały na wsadzaniu dziecka pod kran z zimną wodą (co w zimie oznaczało temperaturę ledwie plusową) oraz polewaniu go potem gorącą wodą z czajnika. Oczywiście wysokości temperatury nie ustalano; kto by tam sobie głowę zawracał termometrem!

         Śledząc wskazówki osób zbliżonych do świata duchowości, co chwilę natykam się na propagowanie jakichś tortur w imię tego, że człowiekowi od nich ma być lepiej na duszy, na ciele i w ogóle. Powinien jeść zamiast chleba naszego powszedniego jakieś 3 bezglutenowe ziarna. Powinien unikać wpatrywania się w taflę wody albo w lustro, bo może przez ten portal ściągnąć jakąś nieproszoną postać; a jeśli już tak ryzykuje i to robi, powinien zaopatrzyć się przynajmniej w świece i coś tam jeszcze jako na magiczną odtrutkę. Poza tym należy przestudiować 10 sposobów na to, jak zmieniać swoje nawyki, nie zastanawiając się zbytnio, czy w ogóle należy je zmieniać... Internet tłumaczy ci, jak ksiądz Magdzie, że jesteś drzewem, które tylko wówczas wzrasta, gdy zmieniasz sposób, w jaki żyjesz i sama wiedza nie starczy do twojego rozwoju. Masz się zmienić i już! Jeśli masz dziecko, musisz wiedzieć, jak bardzo szkodliwe dla niego są chusteczki nawilżane, zawierające kilkanaście związków chemicznych, których nazwy niepokojąco brzmią, zamiast używać chusteczek z aloesem (nie zawracając sobie głowy, czy przypadkiem akurat nie jest uczulone na aloes) i przystąpić do akcji własnoręcznej produkcji chusteczek nawilżanych, co pozwala, oprócz odczucia satysfakcji, zaoszczędzić 480 zł rocznie. Poza składnikami użytymi do tej produkcji (niektóre z nich są lekko żrące) potrzebujemy kawałków flanelki, 2 pojemniki: na czyste i brudne chusteczki, siatki do ich prania, żeby nie mieszały się z resztą rzeczy i regularnego codziennego prania oczywiście. No i wytężonej uwagi, żeby tego wszystkiego nie pomylić. W przerwach musisz rozpoznać, jakie zwierzę się w tobie kryje, a ponieważ dodatkowo możesz być siedliskiem ponad 130 rodzajów pasożytów (nie licząc zwierząt, które opanowały twoje serce i mózg), więc na wszelki wypadek, w tydzień musisz pozbyć się tych nieproszonych gości za pomocą diety jabłkowej (4 dni sok jabłkowy i jabłka, dwa dni czosnek, a na koniec sok z papai, a także już potem, pestki z dyni zmieszane z oliwą i cebulę popijaną herbatą z mięty). Niestety, o cydrze nie wspomniano. I tak dalej i dalej... Nie pij herbaty z cytryną, pij sodę rozpuszczoną w wodzie, nie jedz glutenu, nie pij mleka, nie załatwiaj się w ubikacji bez podstawienia pod nogi stołka, ponieważ zgięcie nóg w kolanach pod właściwym kątem zapobiega w przyszłości rakowi jelita grubego...

         Jednak rzecz sięga o wiele głębiej. Przyzwyczajeni do tego, że życie codzienne wiąże się z uciążliwościami, że jest trudne, męczące, a czasem bolesne, i że nie należy oczekiwać rychłej odmiany losu, przestajemy z tymi uciążliwościami walczyć, a usiłujemy nadać im głębszy sens. Dlatego albo odwracamy się od zwyczajnych niedogodności, albo wykorzystujemy je, aby udowodnić sobie, iż cel, który nam przyświeca, jest o wiele ważniejszy niż z pozoru się wydaje i godny tego, żeby podporządkować mu swoje życie, wypierając jego uciążliwości, a nawet mnożąc je. Przestajemy już szukać ulgi od nich, godzimy się na trudy, aby przekuć je w rzeczy, które uważamy za wielkie, ważne i potrzebne. W schyłkowym PRL-u, wiele lat temu, uciążliwość kolejkowych przejść, ból nóg i poczucie bezsilności przekuto na „Psalm stojących w kolejce”. Tysiące kobiet z kolejek po mięso, masło, kasze i alkohol, stanowiący wówczas niezbędną walutę wymienną, zyskiwały chwilową ulgę, słuchając tej pieśni śpiewanej sugestywnym głosem Krystyny Prońko. Wierzyły, że ich wyrzeczenie obraca się w HISTORIĘ.

http://www.youtube.com/watch?v=aU-3t8Wav7U

          Inny przykład: wiążemy swoje nadzieje życiowe z pracą zawodową. Często uważamy, że to, co robimy, jest tak bardzo ważne, o wiele ważniejsze od zwykłych spraw, że należy dla niej poświęcić wszystkie drobniejsze rzeczy, które przydarzają się nam w życiu, miłe chwile z kimś, nastrój spokojnego wieczoru, poranka z książką i kawą w łóżku, gdy w nogach grzeje się ukochany kot. Jeszcze inny przykład: niektórzy tak silnie wiążą się z poglądami politycznymi, z wyznawaną ideologią, z manią wagi własnego uczestnictwa w niej, że zapominają czasem, iż nie mają dostępu do centrów decyzyjnych i żadnego wpływu na wykorzystywanie jej do celów sprzecznych z własnym „ja”, a kontrowersyjnych w wykonaniu, więc często działają wbrew swemu celowi. Takim przykładem może być niewątpliwie słuszne hasło: „Ukraina to nie burdel”.

http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-piersi-w-sluzbie-slusznej-sprawy,nId,895736

Osobom tym często brak wyobraźni dla wizualizacji własnej wielkiej roli w naprawdę wielkich sprawach, więc zajmują się sprawami mniejszymi, bliższymi, tracąc do nich dystans, na przykład dietą, koniecznością wyrugowania ze swojego pożywienia tego czy tamtego, albo wprowadzenia czegoś innego, im dziwaczniejszego, tym lepiej.

         To trwa od czasów najdawniejszych. W Średniowieczu umartwiając się, nosząc włosiennice, całe noce modląc się, leżąc krzyżem na posadzce świątyni, poszcząc przez jedną trzecią roku, a nawet biczując się, ludzie dążyli ku duchowości. Nie wierzyli, że duchowość może zostać osiągnięta bez wyrzeczeń, im większych, tym lepiej dla wagi sprawy. Nie wyobrażano sobie radosnej obecności Boga; wszystkie praktyki religijne musiały wiązać się z poświęceniem i wyrzeczeniami. Inne wielkie sprawy, jak rewolucje, np. francuska, bolszewicka, także wiązały się ze składaniem ofiar, zabijaniem, torturami, wykrwawianiem, męką, wyrywaniem ze społecznego jądra żywej tkanki — często własnej. Czasami zaszło to tak bardzo daleko, że cała wielka sprawa, wielkie dążenie do realizacji wspaniałych idei, obracało się wniwecz, a nawet zaczynało być drwiną z samej siebie.

          Dzisiaj postępujemy identycznie co do zasady, choć z mniejszymi wyrzeczeniami. Wszak jesteśmy bardziej wygodniccy. I nasze idee skarlały po drodze.

         Jakie ja odniosłam korzyści z matczynej kuracji? Żadne. Same szkody. Jedną z nich jest nadwrażliwość na skrajne temperatury i na płyny spływające po ciele. Prysznic, przyjemny dla wielu ludzi, jest dla mnie ciężkim obowiązkiem, a rozcieranie kremu na skórze twarzy obrzydliwą, wstrętną czynnością. Łaźnia parowa kiedyś omal mnie nie zabiła. Do mycia się i używania kremów czy maści skłania mnie wyłącznie obowiązek.

         Jakie korzyści odniosło społeczeństwo z połączenia umartwiania się z wielkimi sprawami?

         Śmiem twierdzić, że żadnych. 

Korekta przez: Radek Ziemic (2014-11-25)



« Emigrująca migrena Tranzyt Księżyca przez śledziki czyli ascendent w Rybach na stole »

komentarze

1. Pani Kasiu... • autor: Nierozpoznany#57362014-11-24 15:15:33

Ależ Pani Kasiu ...Twarda Ścieżka, to Twarda Ścieźka....poddawanie ciała skrajnym symulacją, inicjacją przejścia graniczącym ze śmiercią - obojętnie jak to nazwać,  powoduje wytwarzanie ściśle określonej biochemii w ciele człowieka, a im dłużej ten proces będzie miał miejsce tym zmiany będą bardziej utrwalane. Dwa lata biczowania i mamy dobrze ukierunkowane zmiany, jeszcze trzy lata biczowania i utrwalone zmiany osobowości gotowe.Z punktu widzenia społeczeństwa to ja nie wiem jakie zmiany i co zyska, ale indywidualnie to będą widoczne, nie wiem co osobnik zyska, ale zmiany będą.
                                              ;)
Jaki sad takie owoce.

[foto]

2. Jak odróżnić • autor: Przemysław Kapałka2014-11-27 13:20:07

No właśnie, jak odróżnić "tortury", jak to nazwała Kasia, które niczemu nie służą, od tortur, które do czegoś doprowadzają? Mnie wiele dały moje wędrówki, wiążące się ze zmęczeniem, trudami, niewygodami, niedogodnościami każdej pogody (z wyjątkiem kataklizmowej) o każdej porze roku... Kto inny na moim miejscu pewnie by to przeklął i wyrażał się o tym tak, jak Kasia o prysznicu. Od czego to zależy? Chyba od tego, jak to stosujemy, przede wszystkim czy dla efektu czy dla samego stosowania, myśląc przy tym czy nie, chcąc coś osiągnąć czy chcąc się umartwić... I czy jest to stosowane z rozumem i umiarem, nie przekraczając pewnego progu - ja z moimi wędrówkami też nie posuwam się tak daleko, jak niektórzy moi koledzy survivalowcy. Temat jest ciekawy, kto go rozwinie?

3. Odrzucenie • autor: Nierozpoznany#57362014-11-27 14:47:03

Kiedy przyjąłem jako własną ideę, że min. jestem tu w ciele człowieka po to by doznać odrzucenia, że jest to jeden z moich celów poszukiwałem różnych relacji, praktyk i doświadczeń służących temu doznaniu. Były one ze ścieżki "białego człowieka" pod bezpiecznym okiem trenera-terapeuty, ale i te z kręgu doświadczeń mniej oficjalnych.Kiedy wyjawiłem swojemu koledze, który w ramach zainteresowań własnych przyglądał się co tam słychać w biochemii człowieka w skrajnych dla jego życia sytuacjach, że chcę się odizolować od świata zewnętrznego w jaskini, zapytał się mnie: po co to robisz?
Oczywiście to było pytanie, na które to ja miałem sobie odpowiedzieć.
Odpowiedź na pytanie przyszła w zupełnie skrajnej odmiennej sytuacji, w czasie zjednoczenia i Szałasu Potu na spotkaniu pewnego Kręgu mężczyzn, kiedy wchodziłem samotnie do jaskini wiedziałem do czego jest mi potrzebne doznanie całkowitej izolacji.


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)