zdjęcie Autora

30 kwietnia 2020

Piotr Gibaszewski

Tryumf dyktatorów, czyli o żywotności traktatu pewnego Florentczyka

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiahistoriahoroskopy sławpolityka

Badacze kultury i cywilizacji doszli do niezbyt optymistycznych wniosków. Niemal każda sfera naszego życia ewoluowała przez wieki, zmieniły się obyczaje, prawo, moralność, stosunki społeczne, ekonomiczne i kultura. Jedna tylko sfera życia zachowuje się tak samo od wieków, ba! – od tysiącleci… Jest nią polityka i mechanizmy rządzące władzą. Czytając podręcznik sztuki wojennej Sun Zi, opis wojny peloponeskiej Tukidydesa oraz XVI wieczny traktat urodzonego we Florencji Niccolò Machiavellego mamy wrażenie, że w gruncie rzeczy ludzie w ogóle się nie zmienili. Polecieliśmy w kosmos, zdobyliśmy Księżyc, dotarliśmy na dno oceanu, poznaliśmy tajniki mechaniki kwantowej i strukturę Wszechświata, a w polityce, w relacjach międzynarodowych zachowujemy się tak samo, jak wtedy gdy w 1125 p.n.e. Nabuchodonozor I rozkręcał propagandę wielkiego budowniczego, toczył wojnę z Asyrią, gdy w 480 p.n.e. Kserkses I ruszył na podbój Grecji, gdy w 49 p.n.e. Juliusz Cezar przekraczając Rubikon rozkręcił wojnę domową i poszedł po pełnię władzy, gdy w VIII wieku Karol Wielki tworzył imperium, którego następstwem jest Unia Europejska, gdy Adolf Hitler w 1933 roku postanowił stworzyć Tysiącletnią Rzeszę.

Będąca niemalże symbolem cynizmu i brutalnego pragmatyzmu w polityce postać Niccolò Machiavellego – autora słynnego traktatu „Książę” – znów przemawia po wiekach mocno i wyraźnie. Machiavelli pisze, że kryzys to dobra okazja do poszerzenia swojej władzy i objęcia nią wszystkich instytucji. Dla autora „Księcia” człowiek jest próżny, słaby, nierozumny. Dlatego władca musi być twardy, sprytny, może być nawet okrutny, ale tylko na tyle, ile jest to konieczne, by utrzymać władzę. Więc Machiavelli doceniał nawet takie patologiczne osobowości, jak postać papieża Aleksandra VI Borgię za jego wyjątkowe umiejętności w stosowaniu intryg, gier, przemocy i sprytu.

W sygnowanym czwórką roku 2020, po dwóch i pół roku wędrówki powiązanego właśnie z czwórką Saturna przez znak swojego władztwa – przez Koziorożca, po serii twardych i mocnych aspektów w tymże Koziorożcu, po kwadraturze Urana z Plutonem z lat 2012 – 2015, mamy wrażenie, że liberalna demokracja się cofa, że autokracje i dyktatury, twarde, zamordystyczne systemy rosną w siłę. Dodatkowo w porządku chaldejskim rokiem 2020 rządzi Księżyc. Jest on w naturalnym układzie w opozycji do symbolizującego władzę i kontrolę Saturna. Księżyc odpowiada za lęki, emocje, lud, poczucie bezpieczeństwa, stabilność i rodzinę oraz równowagę wewnętrzną. Nietrudno zatem, by zagrożenie, jakie przynosi epidemia koronowirusa wywołała panikę, ataki fobii, strach przed zarazą wzbudzając nieracjonalne zachowania, reakcje, podejrzliwość, ale też zarazem uległość, bezradność i pragnienie, by pojawił się jakiś silny ojciec, który nas od tego zagrożenia uchroni. Pandemia wirusa sprawiła zatem, że autorytarne władze i przywódcy nabrali sił i poczuli, że mają świetną okazję do zaostrzenia kursu, jak choćby na Węgrzech, gdzie premier Orban wprowadził stan wyjątkowy i w zasadzie zakończył – rachityczną, ale jeszcze jakoś zipiącą demokrację.

Reakcją wielu rządów na epidemię koronowirusa jest wprowadzenie drakońskich zasad, ograniczeń i reguł, dokręcenie śruby, ścisła kontrola i dyscyplina. To akurat dziwić nie może, gdyż pewne ograniczenia związane z przemieszczaniem się i zachowaniem stosują wszystkie, najbardziej nawet liberalne demokracje. Jednak wielu z nas zaczęło odczuwać, że coś z tymi ograniczeniami jest nie tak. Bardziej wnikliwie analizujący informacje i dane zaczynają się zastanawiać nad tym, czy narzucone ograniczenia nie są zbyt radykalne, czasem bezsensowne lub głupie. Z jednej bowiem strony można zrozumieć intencje władz, które muszą podejmować jakieś działania ochronne, zwłaszcza wobec osób potencjalnie najbardziej zagrożonych, to jednak niektóre decyzje i ograniczenia nie mają większego sensu, poza tworzeniem wrażenia, że władza jest skuteczna i silna.

Mechanizmem, który niezwykle ułatwia narzucenie autorytarnych trendów jest strach, a jest on obecnie niebywale silny. Gdy po latach ktoś będzie próbował opisać kryzys roku 2020, napisze, że był to czas nawet nie tyle epidemii, ile jakiejś kosmicznej, nieadekwatnej do realnych wydarzeń eksplozji lęku i przerażenia. Podczas wielokroć straszniejszej i groźniejszej epidemii grypy hiszpanki w roku 1918, gdy zmarło blisko 100 mln ludzi, nie było aż takiej grozy i przerażenia, jak ma to miejsce teraz. Stellum w znaku Koziorożca (styczeń-marzec) przyniosło nie tyle nawet epidemię koronowirusa, ile ekstremalne szaleństwo fobii, strachu, falę fake newsów i spiskowych teorii na temat pochodzenia wirusa. Oczywiście w większości stają za nimi wyspecjalizowane sztaby rosyjskich i chińskich trolli, którzy toczą wojnę z Zachodem próbując ukazać świat zachodniej demokracji jako słaby, chwiejny, bezradny i przemijający. Na drugim biegunie stać mają wielkie sukcesy chińskich komunistów w walce z wirusem, ich twarde, ręczne zarządzanie pokazując, że lepszą – niż demokracja – alternatywą jest centralistyczna, silna, autorytarna władza. Interes w osłabieniu zachodnich wartości ma zwłaszcza Rosja, która od zawsze gra na rozbicie atlantyckiego sojuszu USA z Europą oraz rozwalenie samej Unii Europejskiej przy jednoczesnym wzmacnianiu populistycznych, nacjonalistycznych reżymów w Europie Wschodniej i skrajnych ruchów politycznych w krajach starej Europy. Chiny też zaczęły mocno rozkręcać propagandę nakierowaną na ukazanie słabości zachodniej demokracji, że jest ona nieruchawa, słaba, miękka.

Doświadczenia kilku ostatnich miesięcy, zwłaszcza okresu od kiedy doszło do lock downu w wielu krajach, a nawet na całych kontynentach, ukazują, że ta autorytarna propaganda opiera się przede wszystkim na demagogii i manipulacji. Najwięcej sukcesów w walce z epidemią i jej skutkami mają niekoniecznie te kraje, które są zarządzane przez autorytarnych wodzów. Chiny wprawdzie nieźle sobie poradziły z epidemią, ale przy zastosowaniu niezwykle drakońskich zakazów, przemocy, cenzury, represji i kłamstw. Okazuje się, że wcale nie trzeba aż tak bardzo brać ludzi za twarz, by pokonać epidemiczne zagrożenie. Nawet w generalnie autorytarnej Azji z koronawirusem całkiem dobrze radzą sobie takie demokracje, jak Japonia, Tajwan, Korea Południowa. W opozycji do tego leżą takie kraje, jak Kazachstan, Korea Płn., Turkmenistan, Turcja, Iran i inne, gdzie albo władze długo ukrywały problem, zaprzeczały epidemii, albo gdy już wybuchła, postawiły na cenzurę, uniki i kłamstwa. W Europie najlepiej sobie radzą z epidemią kraje, które mają bardzo stabilną demokrację, transparentne rządy i społeczeństwo obywatelskie – Niemcy, państwa skandynawskie, Szwajcaria, Austria. Owszem, zostały wprowadzone duże, dotkliwe ograniczenia, ale nie widzieliśmy tam scen z nękającą ludzi policją, drakońskimi karami i represjami, jak z Polski, gdzie zakazano wejścia do lasu, a za jazdę rowerem po bulwarach i wejście do parku ludzie dostawali po 10-12 tys. zł kary. Transparentne zachodnie demokrację postawiły na rozsądek obywateli, wezwały do solidarnych zachowań, samoograniczania się, bez brutalnej siły państwa narzucającego bezlitosne rygory.

Czy zatem epidemia koronowirusa pogrąży liberalną demokrację, da mocny oręż w dłoń dyktatorom, i populistycznym autokratom? Rok 2020 jest dla demokracji stracony. Widzimy bowiem, że generalnie nie ma protestów skierowanych przeciw narastającym represjom, albo dochodzi tylko do jakichś nieśmiałych prób wyrażania niezadowolenia z powodu coraz silniejszych ograniczeń. Jednak koronawirus oraz saturniczna kosa strachu i ograniczeń dotyka nie tylko zwykłych ludzi, nie tylko demokrację i prawa człowieka. Saturn tak naprawdę nie jest patronem despotów i dyktatorów. On jest wprawdzie surowy, twardy i bolesny w działaniu, ale jest taki dla wszystkich. Arabskie przysłowie mówi: „deszcz pada jednako, na kwiaty w ogrodzie, jak i na ciernie na bagnach”, więc populiści i dyktatorzy też odczują Saturna na własnej skórze. Okresy w dziejach ludzkości, w których wygrywało otwarcie, współpraca i porozumienie zawsze były szczęśliwsze, bardziej pokojowe, mniej agresywne. W okresach, gdy państwa, cywilizacje i gospodarki się zamykały, gdy wygrywał nacjonalizm, protekcjonizm, populizm, zawsze dochodziło do wojen, nieszczęść, katastrof i tragedii. Państwa narodowe z zamkniętymi społeczeństwami, blokadami i ograniczeniami, w połączeniu z ostrą rywalizacją i bezwzględną konkurencją nie są efektywne i nie są rozwiązaniem na nadchodzące czasy, gdy wiele problemów i wyzwań ma globalny charakter. Jesteśmy zatem skazani na współpracę, na integrację, na ten znienawidzony przez zarówno lewicowych, jak i prawicowych populistów globalizm.

Czy po kilku tysiącach lat nie nadszedł już może czas na zmianę tego ponurego paradygmatu? Fani serialu „Star Trek”, który stał się integralną częścią popkultury, mogli obejrzeć – wcale niekoniecznie ponurą wizję przyszłości – świat, w którym ludzie eksplorują Wszechświat, niosą tam postęp, szukają porozumienia z innymi rasami i kulturami. Nie przypomina to znanej nam z historii okrutnej rzeczywistości opartej na bezwzględnej rywalizacji i cynicznej walce o władzę. Jest tu miejsce na współpracę, postęp, rozwój. Czy nadchodzący zwrot, ten nasz millenarystyczny mit raju – Era Wodnika – dokona i tu jakichś zmian? Czy zatem ten kryzys może jednak przynieść światu coś dobrego? Zatrzyma destrukcyjne trendy i niszczącą rywalizację? Takie nadzieje też przyświecały optymistom, którzy wierzyli w to, że po kryzysie z 2008 roku świat będzie inny, lepszy, bardziej sprawiedliwy, a potem okazało się, że „wiele się musiało zmienić, by nic się nie zmieniło”. Jednak potężny szok, jaki wywołał (i jeszcze wywoła) kryzys roku 2020 zmusi nas do głębokich przewartościowań.

Świat zatem nie pójdzie w stronę autorytaryzmu, centralizmu i nacjonalizmu. To ślepa uliczna w rozwoju ludzkości. Takie struktury jak Unia Europejska, przy swoich licznych wadach i defektach, nie tyle nawet, że się nie rozsypie, o czym marzą nacjonaliści, dyktatorzy i populiści, ale wręcz się wzmocni. Europa pójdzie w stronę federalizmu, zacieśniania współpracy i nie będzie powrotu do państw narodowych. I choć mamy w tej chwili na świecie do czynienia z odwrotem od demokracji i liberalizmu, to jednak właśnie w liberalizmie jest przyszłość, gdyż jest to idea wręcz żywcem wyjęta z natury astrologicznego wolnościowego, tolerancyjnego, humanistycznego i globalizującego działania astrologicznego Wodniaka, którego era wcześniej czy później kiedyś nadejdzie.

Może to już czas, by traktat słynnego florentczyka, którego trzeciego maja będzie obchodzić 551 rocznicę urodzin, stał się już tylko odległym wspomnieniem dawnych czasów, gdy ludzie nie mieli lepszej alternatywy, niż się tylko mordować, knuć, rozgrywać i niszczyć w bezwzględnej konkurencji, w której spryt i siła wygrywają nad humanizmem, dobrocią i współpracą.


Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)