zdjęcie Autora

20 grudnia 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Trzymanie ręki na pulsie

Kategoria: Twórczość

« Cielesność i umieranie AD 2012 Pamięci Roberta »

Tak chyba bywa, że nad ranem wszystkie upiory z najtajniejszych snów wyłażą na wierzch i domagają się natychmiastowej uwagi. Kiedy się jest mniej zmęczonym, mniej uważnym, dokonuje się selekcji tych potworów, kiedy bardziej, bezmyślna selekcja dokonuje się sama. Moja mama miała pewne powiedzenie, które obnażało jej problemy, choć wówczas nie miałam pojęcia, co ono naprawdę oznacza, ale gdy sama doszłam do tego etapu życia, zrozumiałam jak bardzo było obciążające. Kiedyś nawet przyśniło mi się w okropnym śnie. Śniłam, że jedziemy z mamą płonącą windą w płonącym bloku, boję się, że zginiemy w tej windzie, zanim dojedzie ona na dół, a moja mama podchodzi do rozżarzonej ścianki windy, przykłada do niej dłoń i mówi: „trzymam rękę na pulsie”.

To właśnie było to powiedzenie mamy. — Ja muszę trzymać rękę na pulsie — wmawiała nam, gdy uważałyśmy, że jesteśmy z siostrą dorosłe i nie powinna nas już kontrolować. — Ja tylko trzymam rękę na pulsie — broniła się, gdy robiłam jej wymówki, że za bardzo wtrąca się w nasze intymne, małżeńskie sprawy,

Myślę, że to jest taki etap życia. Przyzwyczaiłyśmy się, że kontrolujemy swoje i otoczenia życie, zaakceptowałyśmy nasze matczyne i żonine obowiązki, a tu nagle nikt naszej kontroli nie potrzebuje. Jednak dalej musimy „trzymać rękę na pulsie”, bo obawiamy się, że bez naszego rozsądku, uwagi i oddania, rzeczywistość zacznie zbaczać na jakieś nieprawdopodobne tory. Można to ilustrować przykładem żony kierowcy: On prowadzi samochód, a ona siedzi obok i gromi go, że za szybko jedzie. Ja też byłam taka, wprawdzie nie gromiłam go, ale zamiast się odprężyć i podziwiać krajobrazy, miałam cały czas napiętą uwagę, bo może zauważę coś, czego on nie zauważy.

Poszukiwałam czegoś w internetowej wyszukiwarce, już nie pamiętam czego, według kluczowych słów i trafiłam w ten sposób na stronę internetową miasta Elbląga. Tam, zupełnie bez związku z moim pierwotnym zainteresowaniem, trafiłam na informację o tym, że do miasta przyjechało dwóch mieszkańców Skierniewic w celu zakupienia samochodu i gdy tylko wyszli na ulicę podbiegł do nich jakiś zamaskowany napastnik i dwukrotnie wystrzelił. Jeden z Skierniewiczan padł martwy, drugi walczył o życie w szpitalu. Policja prowadzi dochodzenie i prosi wszystkich, którzy coś wiedzą... itp. Na tej stronie było kilka rozmaitych informacji i każda mogła być przez internautów skomentowana. Przeczytałam komentarze do informacji o strzelaninie i ogarnęła mnie zgroza. Było ich bez przesady ze czterdzieści albo więcej. Żaden z nich nie dotyczył kwestii bezpieczeństwa w mieście, postępów śledztwa, zastanawiania się kto i po co to zrobił — jak bym się spodziewała. Przeważająca większość to dyskusje nad parametrami broni, która mogła być użyta (jeden nawet napisał, że — „skoro twierdzisz, że to był kaliber taki, a nie taki, to zasługujesz na to, żeby ci tym kalibrem rozwalić twój głupi łeb, co na pewno zrobię, jak cię spotkam”).To była większość wpisów. Część oczywiście okropnym slangiem, że nie do końca rozumiałam, o co w nich chodzi.

Drugim dominującym motywem dyskusji było pochodzenie ofiar. Internauci piszą w przeważającej mierze, że — „jeśli taki typ ze Skierniewic może przyjechać do naszego miasta i szwendać się po ulicach, to zasługuje na to, żeby go zastrzelono. I ja sam bym to zrobił” — dodają niektórzy. Ktoś wyraził zadowolenie, że Elbląg też posiada swoją mafię, bo myślał do tej pory, że miasto jest „bezpłciowe”. Do tych komentarzy oczywiście mnóstwo bluzgów i spostrzeżeń z dziedziny „ni przypiął ni przyłatał” ale obnażających agresję i dyskomfort dyskutantów.

Ogarnęło mnie przerażenie. Żeby na kilkadziesiąt nie było jednego wpisu, który mógłby zaakceptować spokojny, rozsądny człowiek! ¾ dyskusje o broni, ¼ „dobrze im tak bo pochodzą ze Skierniewic”! Ani jednego współczującego.

Myślę, że my wszyscy, za sprawą polityków, dopiero zaczynamy dostrzegać, że z ludźmi dzieje się coś bardzo złego, że mimo tłumaczeń i wyjaśnień o ukrywaniu poglądów kiedyś, a wolności teraz, to materiał z którego są zrobieni, staje się coraz bardziej wybrakowany. Nie zapomnę, że kiedyś nieżyjący już lekarz, profesor Aleksandrowicz w późnych latach sześćdziesiątych, gdy jeszcze w Polsce nikt nie słyszał o ochronie środowiska, wygłosił taką tezę, że mamy tak zatrute nasze otoczenie, że dzieci które się teraz rodzą będą debilami albo złoczyńcami. Oczywiście został surowo napiętnowany w ówczesnej prasie, ale mnie to utkwiło w pamięci bardzo silnie. Teraz chyba spełnia się jego proroctwo, do głosu dochodzą dzieci tych dzieci. To niepoprawne politycznie sądzić, że ludzie są z gorszej materii zbudowani niż dawniej, zawsze tak mówiono, każde pokolenie narzekało na młodych. Dlaczego my mielibyśmy być wyjątkiem?

            Wdaje się jednak, że problem leży też w innym miejscu. Ludziom przyzwyczajonym do tego, że są w stanie kontrolować swoje życie i życie swojego otoczenia (przemoc domowa to także złudzenie kontroli nad naszym światem, światem swoich żon i dzieci) wydaje się, że trzymają rękę na pulsie. Nie myślą, że ich świat za pomocą mediów tak bardzo się rozszerzył, że kontrolowanie czegokolwiek nawet mając pozorną możliwość interakcji (fora miejskie) jest skrajną głupotą. Dyskutując o parametrach broni, uczestnicy forum podświadomie uważają, że ich „fachowe” uwagi pomogą zabójcom w słusznej sprawie, a że sprawa jest słuszna, w to nie wątpią. Karanie niedbałych żon czy mieszkańców Skierniewic jest — ich zdaniem — powinnością społeczną, wyrazem zaangażowania w sprawy swojego otoczenia.

            Jak w moim śnie — przykładając dłonie do rozpalonej do czerwoności ściany — trzymają rękę na pulsie. Nie wygląda na to, żeby łapa się spaliła, a chęć kontrolowania wszystkich oprócz siebie — minęła.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Cielesność i umieranie AD 2012 Pamięci Roberta »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)