"Dziewanna" Jacka Dobrowolskiego to nie tylko 70 stron wierszem, ale - z racji do³±czonego Pos³owia - tak¿e manifest artystyczny i ideowy. Do obu, dramatu i manifestu, mam uwagi i pytania.
Czy Poeta nie da sobie rady bez Tyrana?
Jacek Dobrowolski pisze w Pos³owiu: "w 1989 r. z³o¿yli [Polacy] j± [= swoj± mêsko¶æ] na o³tarzu Wielkiej Nierz±dnicy Rynku". Oraz: "Je¿eli nie bêdziemy dbaæ o sztukê wysok± i zadowolimy siê tym, co niskie tylko dlatego, ¿e tak dyktuj± alfonsi mediów Wielkiej Nierz±dnicy Rynku /.../". U¿yto metafor wielkiej mocy! Wielka Nierz±dnica to postaæ z Apokalipsy, sk³adanie mêskiego przyrodzenia na o³tarzu bogini to staro¿ytny i przera¼liwy obrzêd syryjski. Rynek i kapitalizm zosta³y tu przedstawione jako apokaliptyczna figura, zapowiadaj±ca koniec ¶wiata, upadek, zag³adê. Uciekajmy przed otch³ani± "wolnego rynku"! Dok±d? Otó¿ mnie siê wydaje, ¿e albo rynek, albo tyrania. Nici spinaj±ce ludzi w spo³eczeñstwie s±, w najwiêkszym uogólnieniu, dwóch rodzajów: jeden ich rodzaj to przemoc, drugi to umowa i wymiana. (Mi³o¶nik astrologii móg³by dodaæ, ¿e przemoc jest od Marsa, umowa od Wenus.) Przemoc, pomin±wszy bandytów, jest dzi¶ realizowana przez pañstwo i jego agendy, utrzymywane z przymusowo ¶ci±ganych podatków i egzekwuj±ce nakazy pod przymusem. Umowa i wymiana realizowana jest na rynku: tak, wolny rynek (im bardziej wolny od pañstwowych regulacji tym lepiej), jego medium - pieni±dz i stosunki oparte na obu, czyli kapitalizm, to jest praktyczna realizacja zasady umowy, wymiany, oraz tego, o czym pisze Miros³aw Miniszewski w swojej replice: ¿e jest to gra, której wynik nie polega na tym, ¿e zwyciêzca zabra³ co¶ przegranemu i tyle zyska³, co tamten straci³. To jest, przeciwnie, gra, w której wygrywaj± obaj, a wiêc gra z po¿ytkiem dla wszystkich, co sprawi³o, ¿e po jej rozpowszechnieniu w XVIII wieku ¶wiat (ten kapitalistyczny) gwa³townie zacz±³ siê rozwijaæ, czego nie móg³ zrozumieæ taki np. Marks, czekaj±c a¿ w koñcu opadn± zas³ony i kapitalizm oka¿e siê kolejnym wydaniem starej heglowskiej gry w Pana i Niewolnika, gry w której pierwszy wszystko zabiera, a drugi wszystko traci prócz go³ego ¿ycia. Ale tak siê nie sta³o... Tylko dlaczego wci±¿ w modzie jest plucie na rynek, z którego chleb siê je? Je¶li nie ma rynku, to musi byæ jaki¶ system rozdzielnictwa, jakie¶ kartki na cukier, buty i wódkê, urzêdnicza machina, a na jej szczycie - Tyran. Inaczej siê nie da... Je¶li Poeta (jako pewna symboliczna postaæ) brzydzi siê Rynkiem, to nie ma wyboru: musi afirmowaæ Tyrana. Rynek nie jest burdelem, inaczej, jest to ¶rodowisko, które stawia niema³e wymagania ludziom, którzy w nim dzia³aj±. Wymaga silnej, spójnej osobowo¶ci, jasnych w³asnych celów, wytrwa³o¶ci, sumienno¶ci, a wobec ludzi - wrêcz pewnej dawki charyzmy. Stawia wymagania moralne: uczciwo¶æ, dotrzymywanie danego s³owa, poszanowanie praw drugiej strony. W burdel Rynek siê obraca wtedy, kiedy wchodz± nañ nieuczciwi gracze, a jedynym graczem strukturalnie, ¿e tak powiem, nieuczciwym, jedynym, który niby umawia siê jak inni, a naprawdê pa³kê trzyma w kieszeni, jest... kto zgadnie? Pañstwo. Wtedy, kiedy bierze siê ono za nie swoj± robotê, bo od rynku, wytwarzania dóbr i handlu powinno byæ trzymane z dala za pancern± szyb±.
Skoro nie Rynek, to Tyran... Czy faktycznie Poezja kwit³a, kiedy poeci byli utrzymywani przez Tyranów, a choæby przez ich Urzêdników? Czy to by³ jej Z³oty Wiek, do którego wzdychajmy?
Czy bieda Polaków z matriarchatu?
Idee "Dziewanny" i "O potrzebie odrodzenia..." s± mi bliskie, poniewa¿ przypominaj± te intelektualne emanacje, które kr±¿y³y na Seminarium Inicjacyjnym, które prowadzi³ dr Henryk Kliszko na Wydziale Socjologii UW w drugiej po³owie lat 90-tych, i na którym pilnie bywa³em. Henryk Kliszko, Jerzy Tomasz B±bel - ich z tego seminarium pamiêtam jako nosicieli pogl±du, i¿ istot± polskiego duchowego krajobrazu (mindscape by to siê nazwa³o po angielsku) jest pewien rodzaj matriarchatu, polegaj±cy na tym, ¿e górê bierze archetyp Wielkiej Bogini Matki, za¶ podporz±dkowany jej jest i upodlony przez ni± mêski archetyp Boga Ojca. Sam te¿ pisa³em wtedy w tym duchu, dot±d w "Tarace" s± moje teksty "Matriarchat" i "Sex & Drugs & Violence czyli lêk przed O¶wieceniem", które polecam. (A tak¿e Strony Strychowe Roberta "Rodmana" £apiñskiego.). Dramat "Dziewanna" jest w³a¶nie o spotkaniu i konfrontacji tych archetypów i w zamy¶le ma byæ psychoanalitycznym remedium na polski kompleks: ma przez przypomnienie s³owiañskich archetypów przywróciæ Polakom na nowo równowagê miêdzy ¿eñskim a mêskim pierwiastkiem. To mi siê podoba! Tak¿e dlatego, ¿e tamto Seminarium nie proponowa³o rozwi±zañ, w jego krêgu nie by³o przej¶cia do praktyki, nawet praktyki poetyckiej.
Ale je¶li choroba ¼le zdiagnozowana, to i lekarstwo na plaster. Obserwowane u nas zjawiska, które mo¿na w przyjêtym jungoidalnym jêzyku-modelu nazwaæ przejawami "matriarchatu", a wiêc pewna s³abo¶æ mê¿czyzn, choæby w podziale domowych ról, ma³a wziêto¶æ mêskich wzorów b±d¼ ich brak, ogólna dezorientacja mê¿czyzn, zw³aszcza za m³odu, s³abo¶æ osobowo¶ci, brak szacunku dla prawa, ucieczka od wolno¶ci w objêcia opiekuñczego pañstwa, postawa roszczeniowa, popularno¶æ w wyborach partii g³osz±cych kolektywistyczne has³a, rozrost Ekklezji Katolickiej, uzale¿niaj±cej od siebie wiernych... Otó¿ uzewnêtrzniaj±cy siê w tych zjawiskach rzekomy matriarchat uwa¿am za skutek, nie przyczynê. Ludzie, w tym mê¿czy¼ni, nie znajduj±c dla siebie celów, zadañ ani w³a¶ciwego systemu pojêæ, popadaj± w kolektywizm i w ucieczkê od wolno¶ci, co mo¿na, owszem, po jungowsku interpretowaæ jako wybuja³o¶æ "¿eñskiego archetypu". Ale¿ ów ¿eñski archetyp (jak diabe³ wg teologów) nie ma samodzielnego bytu! Nazwany ucieczkowy kompleks zachowañ jest jak nuda - polega na braku czego¶, nie za¶ na istnieniu czego¶: choæby ¿eñskiego archetypu, jakby powiedziano, wzoruj±c siê na Jungu. Przy okazji niepotrzebnie obra¿aj±c kobiety, które niczym nie zawini³y, bo je tak samo ten kompleks dotyka.
Przyczyn± jest wiêc nie rzekoma si³a matriarchalnego archetypu, tylko s³abo¶æ (lub nierozpropagowanie, nieznajomo¶æ) postaw i pogl±dów indywidualistycznych i wolno¶ciowych. Ale to czy owe postawy i pogl±dy bêd± siê cieszyæ uznaniem czy przeciwnie, nie jest spraw± archetypów, tylko woli i dzia³ania ludzi. (Pamiêtajmy, ¿e Jung pisa³ teksty, które brzmi± jak wybielanie Niemców z tego, co zrobili za nazizmu: bo to archetypy przecie¿ przez nich nieszczêsnych wtedy siê wyra¿a³y i tak ich sponiewiera³y...)
Gdybym mia³ nazwaæ - to tak przy okazji - g³ówny narodowy polski problem nas drêcz±cy (pomijaj±c problemy ogólno¶wiatowe, bo brak psychicznego uzbrojenia do ¿ycia w wolno¶ci i samodzielno¶ci dolega nie tylko nam i nie nam najbardziej...), to nie by³aby nim wcale przewaga Po¿eraj±cej-Kastruj±cej-Bogini nad Jasnym-Bogiem-Stoj±cym-Jak-O¶ (odsy³am tu do tekstu "Dziewanny"). Raczej by³by to problem polegaj±cy na tym, ¿e walcz±c przez dwa wieki o wolno¶æ z obcymi opresorami, nie zauwa¿yli Polacy i nie nauczyli siê zauwa¿aæ, ¿e niewoliæ siebie mog± tak¿e sami. ¯e okupant, który zabiera nam pó³ zarobków (czê¶æ wed³ug swej ³aski oddaje, prawda, choæ zwykle komu¶ innemu...) i wci±¿ zawê¿a obszar tego, co nam wolno, mówi po polsku. Jak to nazwaæ archetypem?
Czy Pogañstwo to Ludo¿erstwo?
Kiedy siê mówi-pisze o bogach, to jest religia. (Ostatecznie, mówienie o niej.) Bohaterka dramatu, tytu³owa Dziewanna, jest bogini±. Jej partner, Poeta, w koñcowej scenie, okazuje siê tak¿e byæ bogiem. Sceneria "Dziewanny" jest wariantem rekonstruowanej religii dawnych S³owian, a obrzêdy Kupa³y g³ównym ¶wiêtem tej religii. I tu jest co¶, co czytaj±c trudno mi by³o prze³kn±æ - oto w tym ¶wiecie ¶wiêto to polega na z³o¿eniu ofiary z cz³owieka, który ma byæ w darze bogom (archetypom?) spalony na stosie. Wprawdzie w toku akcji wykaraskuje siê z tej opresji, palonego miêsa widzowie w±chaæ nie musz±, ale przez ca³y tekst postacie dramatu nie mog± siê doczekaæ, kiedy wreszcie ów "¶wiêty" obrzêd zostanie dope³niony i jak to bosko bêdzie, kiedy ofiara skwierczeæ bêdzie. Ja wiem, ¿e to co wolno Bogom, nie musi byæ wolno Ludziom, ale jednak niepokoi ochota, z jak± Dziewanna, wcale nie w swojej gro¼nej, ale w ca³kiem ³agodnej postaci, marzy o zjedzeniu Poety - bo jest i taki wariant ofiarowania go; oto jej s³owa: "ja zanim krew jego ziemia tu poczuje, Bêdê go sobie chrupaæ, on mi tak smakuje!" Wprawdzie w pozosta³ych do nowo¿ytno¶ci resztkach obrzêdów kupalnych zachowa³o siê gdzie¶ na Rusi palenie kuk³y zwanej "Kupa³o", ale ¿eby z tego wyci±gaæ wniosek, choæby i zawieszony w poetyckiej fikcji, ¿e na S³onowrót (letnie przesilenie) palono u nas ludzi w ogniskach - to chyba trochê za wiele i w gu¶cie nienajlepszym... Tym bardziej je¶li kto¶ w pogañstwie-rodzimowierstwie szuka odpoczynku od krwawych ofiarniczych, choæby i symbolicznie tylko, obrzêdów chrze¶cijañskich.
Czy trzynastozg³oskowiec podo³a zadaniom?
Wiêksza czê¶æ cia³a dramatu pisana jest trzynastozg³oskowcem jak "Pan Tadeusz". "Lit-wo-oj-czy-zno-mo-ja-ty-jes-te¶-jak-zdro-wie". "Dzie-w±-jes-tem-o-no-wiu-Maci±-w_pe³-niê-by-wam" - pierwszy wiersz aktu drugiego. Trzynastozg³oskowiec ³±czy siê w pewien kompleks ekspresyjny z polonezem, kontuszem i "panie dziejaszku". Wielokrotnie zastanawia³em siê - bo nawi±zania do przesz³o¶ci fascynuj± mnie od dawna - na ile ten staropolski kompleks ekspresyjny jest lub mo¿e byæ nadal no¶ny, i czy raczej ju¿ nie odszed³ nieodwo³alnie do muzeum, a jego u¿ycie w konieczny sposób i niezale¿nie od zamys³u autorów u¿ywaj±cych go jako ¶rodka, wywo³a efekt li tylko komiczny i parodystyczny? Problem jest nawet gorszy - bo nie tylko ów szlachecko-sarmacki styl nacechowany jest dzi¶ parodi±, ale te¿ to samo czujemy przy stylizacji ludowo-ch³opskiej. Tradycyjne pie¶ni Ukraiñców, Bu³garów, Wêgrów nas polskich odbiorców wzruszaj±, odpowiednie nasze - zwykle ledwie ¶miesz± lub niesmacz±, a przynajmniej pozostaj± niebezpiecznie blisko granicy dziel±cej piêkne od idiotycznego. Nasza stara kultura, zarówno ta szlachecko-wysoka jak i ta chlopsko-folkowa przesz³y dziwny proces, w którym wywichnê³y siê obie. Rzecz warta grubej ksi±¿ki, której chyba nie napisano dot±d, a nie kilku zdañ, które tu mogê napisaæ. Autor "Dziewanny", pos³uguj±c siê obu stylizacjami, wêdruje po niepewnym gruncie... Ale mo¿e na tym polega moc "Dziewanny", ¿e porusza nas tak¿e przez to, ¿e dra¿ni, niepokoi i nie daje siê ³atwo umie¶ciæ w szufladzie? Co do trzynastozg³oskowca, to przypominam sobie, ¿e bodaj ostatnim, który u¿ywa³ go ca³kiem zgrabnie, by³ Le¶mian: "Tak zmarli jednocze¶nie obydwaj Macieje".
Odrodzenie poezji te¿ (jak Jackowi Dobrowolskiemu) mi siê marzy, ale czy trzynastozg³oskowcem, to ju¿ nie by³bym tak pewny; zreszt± poezja to rzecz szamañska i z Tamtego ¦wiata z Cieniami przychodzi, choæ mo¿e egzorcyzmy odprawione trzynastozg³oskowcem nad archetypem Po¿eraj±cej Bogini ods³oni± ukryte dot±d przed naszymi Poetami przestrzenie Ducha czekaj±cego na wyra¿enie w strofach, czego ja, prozaik nieuleczalny, mogê jak gap jeno wypatrywaæ.
Wojciech Jó¼wiak
Milanówek, 4 sierpnia 2006
PS. Mam Ksiê¿yc w Pannie i dlatego swój podziw wyra¿am przez krytykê.
Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
Drukuj