Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 lipca 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Twarda Ścieżka i podobne sposoby (odcinków: 66)

Twarda Ścieżka w Kruczyborze lipiec 2015


« Potrzebne przedmioty (2) na warsztatach Moja pierwsza Twarda Ścieżka »

Pierwszego dnia: przyjechałem, od razu znalazłem Kruczybór czyli piękny, stary i z-duszą dom Nesa i Agnieszki. Miejsce jest na skraju osady (Osieczna zajmuje polanę wśród Borów Tucholskich), zaczyna się las. Kolejno okazywało się, że to jest miejsce, z którego ludzie ze swoją gospodarką się wycofują: piękne dwa dęby nad rzeczką, pod którymi każdego dnia zbieraliśmy się w kręgu, okazały się rosnąć na nasypie, gdzie dawniej był młyn wodny i tartak (też wodny, napędzany przez rzeczkę). Za domem jest most porzuconej kolei, gdzie między pokładami wyrosły solidne brzozy. Dalej drugi most, którym droga (pusta) przechodzi nad koleją (nieistniejącą). Dęby są tu inne niż u mnie na Mazowszu: bezszypułkowe, co widać na zdjęciu.


Most eks-kolei i dąb bezszypułkowy


Drugiego dnia: budujemy szałas potu i wieczorem wchodzimy. Prócz tego jakieś mnóstwo wydarzeń się działo, niestety, nie prowadziłem dziennika. Nocy tu właściwie nie ma: o północy pół nieba było jasne, do tego wielki Księżyc w pełni.

639
Szałas potu


Trzeci dzień: robi się coraz cieplej, dni są słoneczne i upalne. Po porannych rozmowach w kręgu kopiemy jamy do medytacji, pospolicie nazywane „grobami”. Szczęśliwie gleba jest tak miękka i lekka, jak to chyba tylko możliwe. Po południu Darek i Małgosia poddają nas wstępnej psychicznej obróbce przy pomocy gongów i mis. Wieczorem robimy to: zakrywamy się w jamach. Niektórzy wstali dopiero od mojej porannej pobudki.

639
Wdzięczne kopanie „grobu”


Czwarty dzień: coraz upalniej. Zasypujemy „groby”. Przelegujemy w cieniu najgorętsze południowe godzimy. Po południu wycieczka do lasu na marsze transowe.

Piąty dzień: bębnowy – przeznaczony na medytacje przy bębnie. Po południu Darek i Małgosia kąpią nas w gongach pod dębami. Robimy drugą, zamykającą sesję szałasu potu. Aha, wielką atrakcją były kąpiele po szałasie w płynącej opodal rzeczce Prusince. Na horyzoncie przy zachodzie Słońca pojawiły się pasma chmur na horyzoncie, znak nadchodzącego niżu.

639
Próby bębnów pod dębami


Szósty dzień, a raczej jego pół: na razie ten niż przyniósł jeszcze większy upał, tego dnia temperatura przekraczała 35 stopni, a niebo nie było czyste jak przedtem, tylko zamieniło się w szarą blachę, która grzała ze wszystkich stron. Rano pod dębem wizualizacyjnie zgromadziliśmy energię pod postacią wody i wysłaliśmy ją (energię) pod postacią orłów. A potem... porządki, pakowanie i rozjeżdżamy się.


Relacje uczestników

Kahuna:

Taniec z Pramatką Ziemią, wizja z grobu. To było coś totalnie zaskakującego. Ogromna sala z lustrami. Miejsca pomiędzy lustrami były wypełnione szkarłatnym plusze/aksamitem. Czymś miękkim/mięsistym i bardzo ciepłym i delikatnym. Pojawiła się kobieta. Niska, dość krępa. Starsza ale nie stara. W balowej szkarłatnej, błyszczącej sukni. Powiedziała wtedy: zatańcz ze mną, tak dawno nikt ze mną nie tańczył. I tańczyliśmy. Taniec dostojny. Może walc, może inny. Znajduję tylko słowo: dostojny.

Wydarzenie z realu. Uzdrowienie mnie przez Wojtka. W powiązaniu z moim snem o ogromnym dziku, który szukał mnie po mieście i gdy znalazł, skoczył na plecy i zasnął. Sen o robakach wychodzących z dziury i to co stało się po 12 godzinach. Gdy to się działo, spałem w ciągu dnia. Choroba zniknęła. Ból głowy, gorączka, zmasakrowane anginą gardło. Wszystko odeszło jakbym nie był wcześniej chory. To było dla mnie czymś bardzo ważnym i bardzo realnym znakiem. [Ale ja w tym nic nie robiłem, więc nie wiem, dlaczego Kahuna twierdzi, że go uzdrowiłem? – przypis WJ.]


Agnieszka:

Te dwa dni były dla mnie pełne znaczeń, które nadal otwierają się w głąb. Zacznę od doświadczenia w realu, bo stało się najciekawszą wizją. Było to doświadczenie bycia z Wami, jako grupą, i bycia gościem Agnieszki, jej Mamy, Nesa, Luny, Elia i Kruczyboru. Doświadczenia bycia częścią konstelacji niepowtarzalnych, kolorowych, krążących po swoich trajektoriach dusz, dla których Wojtek był Słonecznym, Dębowym Przewodnikiem (Drugą przewodniczką była dla mnie mała Luna:). Ta konstelacja trwa w przestrzeni z zapachem sosen, dotykiem kamieni i muzyką gongów. Wizja łączy się z doświadczeniem bezpieczeństwa bycia w Matce Ziemi, tej która życie daje i życie przyjmuje, aby oddać na nowo (tak Matka Ziemia się przedstawiła). Było to schodzenie głębiej i głębiej, aż pod zielone masy wody, w których pływały ławice potężnych czarnych ryb, chyba wielorybów. Refleksję mam jedną: lipcowe noce pod namiotem w naszej szerokości geograficznej mają się nijak do śródziemnomorskich, które nieopatrznie miałam w pamięci. Bardzo Was Wszystkich ściskam...


Darek:

Napiszę tylko o jednej z wielu cudowności, które się pojawiły podczas działań wspólnie podjętych. Jest to zarazem coś z kategorii wizji, jak i realnego doświadczenia (na tym zresztą między innymi polega owa cudowność). Do mojej jamy „grobowej” kładłem się z zajętym nosem i zatokami. W pewnym momencie te kanały udrożniły się, poczułem wspaniałe, świeże powietrze, a po chwili rozpoznałem też intensywny zapach żywicy. Kopiąc wśród sosen, przeciąłem szpadlem kilka korzeni i to z nich właśnie zaczęły kapać te soki. „Dziękuję Ci Siostro Sosno” – słowa przyszły same, miękko i z serca, szybsze niż myśli i język, który mógłby je układać. Oczywistość tego pokrewieństwa, tego, że ja, my ludzie, sosna, piasek, dżdżownice, powietrze jesteśmy dziećmi tej samej Matki, równie kochanymi, z czułością i radością przez Nią oglądanymi, ta właśnie oczywistość przyniosła wolność, uwolnienie, dała odczucie wsparcia we wszystkim co JEST.

Wiem, że odczytanie tych kilku słów relacji nie ma w sobie tej żywej siły bezpośredniego doświadczenia, ale może się komuś przyda. Wspomnę jeszcze o jednym. To spotkanie miało piękną jakość układania się w swym czasie i swej przestrzeni, walor płynącej wody. Pojawiające się dzięki warsztatowym działaniom doświadczenia nie były kolejnymi punktami programu; były jak kamienie lub kawałki drewna w rzece - ważne równie mocno, jak woda między nimi i jak sam jej ruch, nurt, siła, miękkość, płynięcie. A do tego przecież jeszcze i istoty żyjące w wodzie, i nad nią, i na brzegu.


Janek:

Szczególnym dla mnie wydarzeniem było to co się zadziało w grobie. Była to moja trzecia praktyka zakopywania się do ziemi. W czasie kopania grobu wszystko układało się bardzo dobrze. Niestety po kilku godzinach pokazało się bardzo dużo mrówek, które były dosłownie wszędzie. Trochę z nimi pogadałem i widziałem że mrówki zrobiły mi trochę wolnej przestrzeni na to, abym mógł do grobu wejść. Tym razem nie wziąłem do środka zegarka i postanowiłem też, że nie będę używał latarki. Po wejściu do grobu i szczelnym jego zamknięciu, poczułem błogi spokój i czułość z jaką matka Ziemia mnie otula. Nigdy wcześniej nie czułem się w podobnej sytuacji tak błogo i bezpiecznie. Zrobiłem dwu-punkt na kilka spraw, trzymając jeden palec na ściance grobu i wyraźnie wyczuwając puls Matki Ziemi, która w ten sposób odpowiadała mi, że jesteśmy razem połączeni.
Gdy już zakończyłem pracę z dwupunktem, to wtedy zaczęły mi dokuczać mrówki. Co kilka sekund spadały na mnie albo ziarenka piasku albo całe mrówki, które musiałem wytrzepywać z głowy. Na szczęście mrówki nie gryzły. Usłyszałem wtedy wyraźny sygnał, aby wyjść już z grobu, ponieważ moje relacje z Matką Ziemią zostały już przerobione i nic już tu nie ma do roboty. Usłyszałem: „Wychodź i idź teraz pracuj z innymi żywiołami”. Wyszedłem więc i spojrzawszy na zegarek uświadomiłem sobie że byłem w środku 3 godziny. Wydało mi się to niemożliwe. Byłem przekonany że w środku byłem około 1 godziny.


Małgosia:

Pod ziemią spędziłam 12 godzin. Pierwsze wrażenia jakich doznałam to bezgraniczna opieka. Ziemia, która zawsze na mnie czeka, cokolwiek się wydarzy. Ona mnie bezgranicznie kocha i przyjmie - Pramatka Ziemia. Całkowity spokój i uczucie, że zostałam wchłonięta- tak mocno przytulona.

Cudownie oczyszczające było dla mnie spotkanie z rzeką Prusinką zaraz po wyjściu z szałasu potu. Rzeka w cudowny sposób obmywała a Księżyc w pełni oświetlając oczyszczał mnie swym blaskiem. Wychodząc z rzeczki czułam się jak nowo narodzona, jakbym rozpoczynała nowe życie wydobyta z wód Pramatki Ziemi.

P.S. Bardzo brakuje mi was wszystkich. Mam was w moich snach ,w których warsztaty nadal trwają. Dziś śniło mi się, że odbywają się one na pustyni, gdzieniegdzie rosną tylko małe kępki traw. Susza i upał, a Wojtek łyżką poi nas wodą. Mam nadzieję, że nasze ścieżki się spotkają już wkrótce.


Tomasz:

Sen z grobu: Na pieńku siedzi kruk. Za mną stoi osoba. Jest to mężczyzna, jednak nie widzę jego twarzy. Wiem, że jest Treserem Kruka. Rzuca mu mięso/padlinę/ciało? Kruk rzuca się na ziemię i dziobie je. Potem przestaje i siada zadowolony na pieńku z powrotem. Po chwili, z tego co zostało, powstaje trup bez głowy i biegnie. Naprzeciwko widzę duży budynek, jak galeria handlowa. Bardzo dużo postaci, wszyscy w ruchu, chodzą. Trup biegnie w stronę budynku. Osoba za mną stoi – ja zadaję pytanie – Czy nie powinniśmy coś zrobić?! Osoba odpowiada ze spokojem – nie, on sobie tam tylko będzie chodził. (Z krukiem nigdy nie miałem żadnego doświadczenia ani snu. W dniu poprzedzającym sen, uczestniczyłem w rozmowie o kruku i jego symbolice.)

Wychodzenie z grobu: Obudziłem się nad ranem. W nogach widziałem lekko prześwitujące światło słoneczne. Widać, iż moja instalacja nie była doskonała. Leży mi się bardzo dobrze. Leniwie, wygodnie... Zastanawiam się: wstawać ? Nie chce mi się... Nagle pojawiła się myśl: „ A co, jeśli ja nie żyję?” W końcu mogłem się udusić czy coś... Zawsze taka myśl wydawała mi się straszna. Poczułem jednak ogromny spokój, radość i chęć sprawdzenia. Może jak wyjdę to zobaczę coś niesamowitego? Ciekawość… Po wyjściu, przez 10 minut nikogo nie spotkałem. Czułem tylko ciekawość i ogromny spokój. Jednak żyję;). Do zobaczenia na kolejnych warsztatach! :)


639


Foto, kolejno: Tomasz Chmura, Jan Szeliga, Jan Szeliga, Tomasz Chmura, Nes Kruk.


Twarda Ścieżka i podobne sposoby: wstęp na końcu

O tej ścieżce rozwoju, którą sam praktykuję, blog trochę autopromocyjny. ( -- Wojciech Jóźwiak)

Uwaga: Ten blog jest multi-blogiem, czyli każdy praktyk Twardej Ścieżce może tu pisać, jeśli chce.


« Potrzebne przedmioty (2) na warsztatach Moja pierwsza Twarda Ścieżka »

komentarze

[foto]

1. Kruczybor • autor: Jan Szeliga2015-07-09 22:55:10

Kruczybor ma swój urok. Jest to miejsce magiczne gdzie czas biegnie całkiem inaczej, a problemy tego świata nie mają tutaj znaczenia.
Wkrótce mam zamiar tam wrócić, tym bardziej że zostawiłem tam kurtkę, a ja często  wracam tam  gdzie coś zapominam ;)
Dziękuję wszystkim za owocnie i miło spędzony czas.
[foto]

2. Burza • autor: Nes W. Kruk2015-07-09 23:15:50

"Rano pod dębem wizualizacyjnie zgromadziliśmy energię pod postacią wody i wysłaliśmy ją (energię) pod postacią orłów."
W dzień waszego wyjazdu, po południu przyszła Burza (właściwie nie wiem dlaczego napisało mi się przez duże "B"). Skumulowana energia uwolniła wodę i pioruny.
[foto]

3. uzdrawanie czy działanie • autor: Nes W. Kruk2015-07-09 23:30:43

"Ale ja w tym nic nie robiłem, więc nie wiem, dlaczego Kahuna twierdzi, że go uzdrowiłem? – przypis WJ."
To przeze mnie. Tzn nie tak, że powiedziałem "Wojtek cię uzdrowił". Po prostu miałem szersze spektrum, bo byłem obserwatorem, tak jakby. I po prostu opowiedziałem Kahunie o zdarzeniach, o których nie wiedział. To było tak...
Kahuna kopał dół pod kamienie, gdzie miał stanąć szałas. Strasznie się przy tym mordował z racji swojej choroby i skwaru, który lał się z nieba (i chyba zewsząd). To było widać w dole, jaki wykopał - nierównym, nieforemnym, usypującym się. Później poszedł spać. Zanim się położył, wyglądał źle, więc półżartem zapytałem, czy wciąż wisi na krzyżu ("wyglądasz jak z krzyża zdjęty"). Gdy spał, miał sen z dzikiem, o czym powiedział mi po przebudzeniu. Ja właśnie wróciłem z łąki, gdzie Ty, Wojtku, w tym czasie z ekipą budowałeś szałas. Zdecydowałeś się zasypać dół wykopany przez Kahunę i przeniosłeś centrum dalej, ale tak (uwaga!), że zasypany dół Kahuny był dokładnie w wejściu do szałasu. Tak więc chcąc nie chcąc każdy, kto brał udział w jednej z dwóch ceremonii Szałasu Potu wchodził i wychodził dokładnie nad zasypanym dołem Kahuny wypowiadając formułę "wszyscy co ze mną", lub podobną. Opowiedziałem Kahunie o tym, że jego dół został zasypany gdy spał a on mi opowiedział sen o dziku. Potem przypomniał sobie, że tego ranka śnił o dole pod namiotem, w którym spał. We śnie również wykonał pewne działania, które można uznać za uzdrawiające (bodajże zasypał dziurę z robakami), tak jak twój akt zasypania "złego" dołu.

Z racji tej, że mieszkam w Kruczyborze i jestem jak drzewo albo kamień na rozstaju dróg, widzę wiele historii, które przewijają się przez dom wraz z ludźmi. Zazwyczaj są to jakieś przełomowe procesy w życiu (włącznie ze moim). W trakcie warsztatów które prowadziłeś, też widziałem kilka ciekawych historii i procesów, na pewno transformujących i autopoznawczych. Kahuna miał swoją historię z dołami, których wykopał więcej niż tylko ten jeden do ceremonii. Wykopał też dół, w którym "umarł i z-martwych-wstał", jak też we śnie ("sen o robakach wychodzących z dziury").
Kiedy się obudził po śnie z dzikiem, wyglądał o niebo lepiej. :D

Myślę, że w przypadku Kahuny chyba głównym elementem "leczniczym" była Ziemia. Akt wrzucenia w dół choroby/nieczystości i zasypania dołu, by Ziemia rozpuściła chorobę, można potraktować jako działanie magiczne, i to do tego bardzo pierwotne w formie. ;)
[foto]

4. Faktycznie! • autor: Wojciech Jóźwiak2015-07-09 23:48:00

Faktycznie! Masz rację, Nesie. Żeby zrozumieć o co chodziło Kahunie z tym uzdrowieniem, trzeba znać te wszystkie szczegóły. :)
[foto]

5. Uzdrowienie • autor: Kahuna2015-07-10 08:02:06

Dołączam się do wyjaśnień Nesa. Czasami moje skróty myślowe są zbyt skrócone :D
Dzięki Nes za wsparcie :-)

6. keep going! • autor: Nierozpoznany#10512015-07-10 08:21:44

Jak wspaniale było przeczytać relacje z kolejnych, udanych warsztatów T.Ś. Wojtku, super, że wciąż to robisz!!! Pozdrawiam też wszystkich uczestników.

7. kasztany • autor: Nierozpoznany#23462015-07-10 09:43:56

ja w tym czasie siedziałam pod kasztanem.:)
[foto]

8. Dzięki! • autor: Wojciech Jóźwiak2015-07-13 11:11:26

Dzięki, Mateuszu, za Opinię! (@MattBazgier )
[foto]

9. Warsztaty Pełni • autor: Joanna Najdowska2015-07-16 12:02:29

Po warsztatach porwały mnie codzienne i niecodzienne obowiązki, więc dopiero teraz mam chwilę, by napisać parę słów o warsztatach – o tym, czym były dla mnie.

1.

Kiedy próbowałam znaleźć jedno słowo-klucz, którym otwierałabym wspomnienie tych warsztatów pojawiło się odczucie PEŁNI. Warsztaty w 2012 roku były „Warsztatami Przemiany” (nazwane tak prze WJ), a te lipcowe w Kruczyborze były dla mnie Warsztatami Pełni, bo...

- były wypełnione praktykami, które wzajemnie się uzupełniały pod każdym względem (m.in. nasycaliśmy się wszystkimi żywiołami);

- każda chwila, każde słowo, każde cokolwiek były istotnymi elementami procesu, w jakim znalazłam się na skutek uczestniczenia w tych warsztatach. Te puzzle na bieżąco identyfikowałam i składałam z nich obrazek;

- na koniec warsztatów czułam się istotą kompletną, wypełnioną do granic moich możliwości – czułam to i byłam tego świadoma, dotykałam swojej doskonałości (aktualnej osobistej pełni)

Nota bene 2 lipca była pełnia Księżyca.

2.

Pojedyncze doświadczenie, które przemówiło do mnie swoją niezwykłością, to podróż przy bębnie, podczas której dokonałam symbolicznego przejścia przez rzekę z ekumeny do anekumeny, z przeszłości do przyszłości, obmywając się po drodze w płynącej rzece – nurcie życia.

W trzeciej sesji „obębniania” miałam ciekawą wizję/doznanie : Kiedy uderzenia w bęben wchodziły we mnie od strony głowy, moje ręce podniosły się i wiedziałam, że muszę je tak trzymać, bo dzięki temu dokonuje się coś ważnego. Gdy ręce mi mdlały stanął nade mną wielki włochaty zwierz (bizon -?) – ochraniał mnie i wzmacniał. A ptaki i drzewa rozmawiały ze sobą.

3.

W grobie nie było żadnych słów, żadnych myśli – jakakolwiek aktywność umysłu odbywała się poprzez bezpośredni wgląd.


[foto]

10. Wielka sala • autor: Wojciech Suchomski2015-07-25 22:21:52

Zaciekawił mnie komentarz jednego z "zakopanych". Kiedy ja się zakopałem (w Rosalienhof pod Opolem w 2008), też miałem wrażenie, że jestem w ogromnej, podziemnej sali. Było przyjemnie chłodno i przewiewnie. Pamiętam, że to mnie najbardziej zaskoczyło, bo przecież powinno być ciasno i duszno, prawda?

11. Dla mnie... • autor: Nierozpoznany#70192016-01-24 14:02:42

     Dla mnie - tam w KRUCZYBORZE - każda chwila była mi bliska. Każda miała w sobie coś z magii. Każda była niczym nić Ariadny, która nas łączyła i dawała poczucie bezpieczeństwa. Działo się między nami COŚ wielkiego, jedynego, czego nie potrafię nazwać, ale TO z nami było od początku do końca i wciąż trwa, jest w mojej głowie i w sercu... W każdym ułamku sekundy czułam, że stajemy się jednością i że jest w nas jakaś nieskończoność...
Nie nadążałam zapisywać w pamięci tego, co i jak mówiliście, jak patrzyliście na siebie, jak się uśmiechaliście...

To był mój drugi Zjazd: czerwiec - lipiec 2015

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)