Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 lipca 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Co z tymi przodkami? - Suljanowi odpowiadam

Kategoria: Nowy szamanizm
Tematy/tagi: egregor

« Wieś Hellinger i przodkowie »

Napisałem parę dni temu o przodkach: „Przodkowie wirtualni i realni”. Na to odpowiedział Jan Witold „Suljan” Suliga w ciekawym komentarzu: „W niektórych szałasach...”, kopia w Facebooku 22 lipca 2012. Obu tych gęstych treścią wypowiedzi nie streszczam; jeśli Cię interesują, przeczytasz. Ad rem.

1) Obecnie nikt nie może sobie pozwolić na proste kontynuowanie tradycji przodków. Dotyczy to również przekazu czyli tradycji szamańskich. Najbardziej zatwardziali konserwatyści z plemiennych kultur nie wyrzucą ze swoich umysłów tego, co im misjonarze naopowiadali o chrześcijańskim bogu, o Jezusie, o grzechu, końcu świata itd. Black Elk Przecież nawet główny pośrednik Lakotów między dawnymi a nowymi czasami, Black Elk, w swoim długim życiu dłużej był chrześcijańskim neofitą-entuzjastą niż „czystym” wyznawcą Wakan Tanka i uczestnikiem szałasów potu. Dzisiejsi szamani i inni duchowi przewodnicy „ludów pierwotnych” nie zapomną na zawołanie telewizji, plastikowych butelek, łodzi z motorem, zapałek czy innych dobrodziejstw globalnej cywilizacji. A ci z Syberii nie zapomną sowieckich prześladowań, „kołchozów myśliwskich” i innych zbrodni i głupot, jakim były poddane ich narody.

Obecnie każde odnoszenie się do tradycji musi być pracą (twórczą, świadomą) z tradycją. Dotyczy to i Majów w Gwatemali, i Nieńców w Syberii i nas w Polsce.

2) Gdy idzie się w „pracę z tradycją”, to oczywiście wtedy z tego, co wiadomo o przeszłości, wybiera się pewne fragmenty, inne pomija, wszystkie interpretuje na nowo (reinterpretuje), oraz uzupełnia z innych źródeł. Zawsze tak było i domyślam się, że kiedy pewna społeczność żyła mało zmiennie, to i jej duchowe praktyki trwały, a kiedy „coś się działo”, np. przybywali obcy, wprowadzano nowe narzędzia, wywędrowywano na nowe tereny, to i praktyki duchowe zmieniały się, zapewne często dość gwałtownie. Na pewno tradycyjne społeczności NIE były niezmienne i NIE było tak, że prawdą były tylko „własne, realne korzenie. Reszta jest iluzją :) ” – jak napisał był Jan Witold Suliga.

3) Wśród „poczciwych mieszkańców mazowieckich wsi i miasteczek” (to co w cudzysłowie ja napisałem, a JWS przecytował) w pokoleniach moich dziadków, pradziadów i rodziców, ludzi urodzonych w latach ca 1850-1930 wrzało od transgresji. Dawną wieś zburzył kapitalizm, likwidacja dworskich powinności, budowa kolei, ssanie pobliskiej Warszawy i Łodzi, miejskie a nawet wielkomiejskie style życia, popkultura, wojny i polityczna aktywizacja ludności, która nagle stała się narodem. Jedni wyjeżdżali do miast, inni do Ameryki, Niemiec, Francji. Wojny rzucały ich daleko. (O pewnym moim krewnym urodzonym ok. 1900 r. opowiadano, jak podczas I Wojny został porwany przez „diabła” - którym okazał się Murzyn, jeniec z francuskiej armii.) Mój dziadek Andrzej (nazwisko to samo, co moje) przed I Wojną zaciągnął się do rosyjskiego wojska i służył w Karsie, dziś Turcja. Pisałem w tamtym odcinku, że być może moi nieżyjący przodkowie byliby mocno zdziwieni, gdyby faktycznie zjawili się w szałasie potu. Równie dobrze mogę przypuszczać, że byliby otwarcie zaciekawieni. Przez mgłę dziecięcej niepamięci przypominam sobie rozmowy mojego ojca i dziadka (owego Andrzeja), kiedy licytowali się na różne egzotyczne szczegóły, które spotkali podczas swoich wojennych wędrówek.

4) Z przodkami jest ten kłopot, że kiedy ich znamy w realu, jesteśmy dziećmi lub nastolatkami i ich „stateczność” kontrastuje z naszym młodzieńczym rozwibrowaniem; łatwo więc mogą nam się wydać uosobieniem iście saturnowej niezmienności i sztywnej powagi. To wrażenie z pewnością rzutowało i rzutuje na wyobrażenia o „przodkach”. I znów to samo pytanie: o których przodkach mówimy?

5) Tradycjonalizm, kompulsywne wracanie do tradycji i takież trzymanie się tejże, zwykle jest reakcją na przemiany, lub więcej: jest dowodem, że oto pewien dawny świat rozpadł się. Zatem tradycjonalizm jest nowoczesny!

6) Gdyby na duchowych drogach i w takichże praktykach nie pozwalano sobie („w dawnych czasach”) na eksperymenty, to owe tradycje nie zaistniałyby. Tradycję ktoś kiedyś musiał zacząć, zapoczątkować. Dlaczego ktoś ze współczesnych nie może tego robić dzisiaj? Na jakiej zasadzie byłoby mu „nie wolno”?

Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.



« Wieś Hellinger i przodkowie »

komentarze

1. "Obecnie nikt nie... • autor: Nierozpoznany#66872013-07-29 13:30:19

"Obecnie nikt nie może sobie pozwolić na proste kontynuowanie tradycji przodków - pisze Wojciech Jóźwiak w odpowiedzi na mój komentarz do Jego tekstu o szałasie potów i przodkach - dodając dalej, iż "Dzisiejsi szamani (...) nie zapomną na zawołanie telewizji, plastikowych butelek, łodzi z motorem, zapałek czy innych dobrodziejstw globalnej cywilizacji. A ci z Syberii nie zapomną sowieckich prześladowań, „kołchozów myśliwskich” (...)"
Jasne, ze nie zapomną i wracając do swych korzeni długo się będą wyzwalać z egregora chrześcijaństwa, ale przecież nie o to tu chodzi. Powrót nie musi oznaczać 100-procentowej restytucji dawnego porządku kulturowego, zatem współczesny szaman Ewenków może używać komórki i nosić na ręce elektroniczny zegarek, ale przecież nie to czyni go nieautentycznym czy autentycznym szamanem :) Eksterminacja Lakotów leży u podstaw ich plemiennej tożsamości, co niejednokrotnie mi dawali do zrozumienia, nie została wiec zapomniana; przeciwnie - stanowi potężna siłę odradzania się rodzimej tradycji wielu plemion Indian Prerii ( i nie tylko ). Budując szałasy potu wracają, jesli tak można powiedzieć, do siebie. Czy szałas potu, w którym siedzi kilku europejskich 'pięknoduchów' tę role spełnia? Wątpię :)
Pisze dalej Wojciech Jozwiak -
2) "Gdy idzie się w „pracę z tradycją”, to oczywiście wtedy z tego, co wiadomo o przeszłości, wybiera się pewne fragmenty, inne pomija, wszystkie interpretuje na nowo (reinterpretuje), oraz uzupełnia z innych źródeł (...). Na pewno tradycyjne społeczności NIE były niezmienne i NIE było tak, że prawdą były tylko „własne, realne korzenie. Reszta jest iluzją :) ” – jak napisał był Jan Witold Suliga."
Oczywiście, ze nie były niezmienne :) Ale, modyfikując swoja tradycję, funkcjonowały sprzężone z realnymi korzeniami
Przodkowie Indian Prerii nie sa ani Pańskimi, ani moimi Przodkami, a ich tradyja nie jest nasza tradycja. I o to mi chodziło, kiedy stwierdziłem, ze albo w gre wchodzą realne linie Przodków, albo iluzoryczne... :)
"
Dawną wieś zburzył kapitalizm, likwidacja dworskich powinności, budowa kolei, ssanie pobliskiej Warszawy i Łodzi, miejskie a nawet wielkomiejskie style życia, popkultura, wojny i polityczna aktywizacja ludności, która nagle stała się narodem...." pisze dalej Autor...'
Oczywiście, Panie Wojciechu, oczywiście, ze tak. Wszakże zmiana nie wyklucza ciągłości rodzinnego-rodowego egregora, więc to on winien - moim zdaniem -stanowić punkt odniesienia, a nie coś - delikatnie mówiąc - wymyślonego, acz (ja to rozumiem, oj rozumiem ) niezwykle ciekawego. Ten nasz, środkowo-europejski egregor to wieczna zmiana, każde pokolenie dodaje coś od siebie. To samo widzę w przypadku moich Przodków. Innowacje nie wykluczają wszakże ciągłości przekazu, o ile jesteśmy w stanie doń dotrzeć. Eksperymentowanie także jest możliwe, a nawet konieczne, by tchnąc życie w to, co "saturnicznie" ma skłonność do kompulsywnego się zaskorupiania. Może być i tak, że w jakimś pokoleniu ktoś dokonuje "duchowej rewolty". I OK. Jeżeli jednak w jej ramach zetnie realna wieź z Przodkami, odwróci sie od Nich lub te więź realna zlekceważy i przeniesie na - mniej lub bardziej - wydumane związki z ludźmi sprzed iluś tam tysięcy lat, to prędzej czy później przyjdzie mu za to zapłacić. Jemu, lub jego Potomnym. A wiem o tym doskonale, ponieważ pracuje nad tym z ludźmi niemal codziennie i widzę, jak głęboki wpływ na ich teraźniejszość ma dokonana kiedyś przez kogoś ta wspomniana rewolta :) Nie namawiam tedy nikogo do "kompulsywnego wracania do tradycji", lecz raczej sugeruje, by wyzbyli się kompulsywnej negacji tejże w imię dowolnie wybranego eksperymentowania ze sobą i złudnego poodczepiania się pod coś, co ich z całą pewnością nie jest. A jeśli już to czynią ( tyczy to również mnie samego ), to niechaj maja świadomość konsekwencji tych czynów. I na koniec... Każdy, może być "tym pierwszym", który wprowadza wielka zmianę. Nie każdy wszakże jest do tego, że tak powiem, powołany... Bo jest to ogromna odpowiedzialność, zaś nadużycie przypisanego każdemu prawa wyboru odbija się zazwyczaj ciężką czkawką do - że użyje biblijnego zwrotu - czwartego pokolenia  ( co najmniej ).
[foto]

2. Bo jest to ogromna odpowiedzialność...? • autor: Wojciech Jóźwiak2013-07-29 19:11:55

"Każdy, Panie Wojciechu, może być "tym pierwszym", który wprowadza wielka zmianę. Nie każdy wszakże jest do tego, że tak powiem, powołany... Bo jest to ogromna odpowiedzialność, zaś nadużycie przypisanego każdemu prawa wyboru odbija się zazwyczaj ciężką czkawką do - ze użyje biblijnego zwrotu - czwartego ( co najmniej ) pokolenia."

---- Iście ABRAHAMOWA klątwa . Czy ta klątwa stosuje się też do tych, którzy praktykują jogę? (Nieznaną naszym przodkom.) Prowadzą samochody? (Nieznane naszym przodkom.) Przeszczepiają narządy? (Też praktyka nieznana.) Stosuję równania mechaniki kwantowej? (Jak wyżej.) Czytają z kart tarota? (Jak wyżej...) Itd.
[foto]

3. Nowa tradycja • autor: Przemysław Kapałka2013-07-29 19:32:54

 Tradycję ktoś kiedyś musiał zacząć, zapoczątkować. Dlaczego ktoś ze współczesnych nie może tego robić dzisiaj? Na jakiej zasadzie byłoby mu „nie wolno”?

Wreszcie coś pode mnie.

4. Pozdrowienia od Hellingera :D • autor: Nierozpoznany#66872013-07-31 00:45:30

"Iście ABRAHAMOWA klątwa - pisze pan Wojciech Jóźwiak odnośnie mojej uwagi, ze nie kazdy może byc tym "pierwszym" i że jest to wielka odpowiedzialność, której nadużycie odbija sie "czkawka" w przyszłych pokoleniach   -  Czy ta klątwa stosuje się też do tych, którzy praktykują jogę? (Nieznaną naszym przodkom.) Prowadzą samochody? (Nieznane naszym przodkom.) Przeszczepiają narządy? (Też praktyka nieznana.) Stosuję równania mechaniki kwantowej? (Jak wyżej.) Czytają z kart tarota? (Jak wyżej...) Itd.

Sam nie wiem, czy się śmiać czy płakać, wszelako jako urodzeniowy optymista wybiorę śmiech, odsyłając Autora komentarza nie do Biblii, lecz do lektury z zakresu psychologii, a zwłaszcza tej, która traktuje o przejmowaniu wzorców DDA i DDD, która jasno dowodzi, że wzorce te, podobnie jak inne, przechodzą z pokolenia na pokolenie nawet wtedy, gdy potomek nic nie wie o swych rodzicach i dziadkach... Żadna czynność tej prawidłowości nie niweczy, stoja za nią bowiem geny, pamięć komórkowa i parę jeszcze innych, bardziej wysublimowanych czynników, które sprawiają, że potomni nosza w sobie "winy" wcześniejszych pokoleń. Wspominany przeze mnie fragment Tory tę prawidłowość obrazuje i nie jest żadną "abrahamową klątwą" (pomijając fakt, że słowa te JHWH adresuje nie do Abrahama, lecz Mojżesza ), lecz odzianym w religijno-prawny język Tory potwierdzeniem oczywistego faktu. Sam wciąż się z nim, jako terapeuta, stykam, a jak ktoś mi nie wierzy, niechaj poczyta ździebko o ustawieniach hellingerowskich, zaczerpniętych przecież wprost z szamańskich praktyk i przerobionych - ze tak powiem - "na współczesność".
Pisze Grzegorz Halkiew: "
Gdy jednak przyglądałem się wartości karmy osób zajmujących się szamanizmem ewidentnie widziałem w niej elementy dawnych kultur- wynikały one z tego, co popularnie nazywamy inicjacją- duchowym połączeniem się z egregorem z dawnych lat. Uważam więc, że w niektórych przypadkach bardziej szamański może być Europejczyk z powołaniem (inicjacje) niż rdzenny szaman z dziada pradziada. Szamanów łączy wspólny egregor, a nie krew..."
Panie Grzegorzu, nie wiem jak Pan przeglądał "wartość karmy", ale z całym szacunkiem, temu stwierdzeniu nie dowierzam. Nie można być podłączonym do egregora, jeśli sie w nim nie urodziło lub w skutek rzeczywistej inicjacji nie weszło. I nie inicjacja kogoś do tego "powołuje", lecz właśnie egregor danej kultury (na poziomie astralnym albo przez ludzi ). Nie ma tez wspólnego, szamańskiego egregora... Skąd Pan takie "rewelacje" wytrzasnął????? :D

5. praw magii nie da się wygooglować... • autor: Nierozpoznany#66872013-08-01 00:30:21

Jest takie powiedzenie: nikt nie jest samotną wyspą. To prawda. Nic we wszechświecie nie pozostaje czymś samoistnym i samorodnym. W każdej rzeczy świata „zapisana” jest cała jego historia. Kartka papieru „zawiera” w sobie drzewo, z którego powstała. „Zawiera” w sobie wszystkie wcześniejsze pokolenia drzew, które dały początek "jej drzewu". W jej "duszy" odcisnął ślad człowiek, który ściął to drzewo oraz inny, który ją wyprodukował, a także ten, kto kiedyś, kiedyś, dawno temu, wynalazł papier... Jest w niej słońce dzięki któremu wszystko żyje. Nie byłoby jej, gdyby nie to coś, co jedni nazywają Wielkim Wybuchem, a inni – stwórczym aktem Boga. Doprawdy, każda rzecz „tego świata” zawiera w sobie cały świat od jego prapoczątku, po jego kres... Każda rzecz "tego świata" to ogniwo łańcucha przeobrażeń i przeistoczeń jednej formy bytu w drugą formę...

Nie inaczej jest z każdym człowiekiem. Nosimy w sobie stygmaty pokoleń. Ojców, dziadów, pradziadów... Dziś ta oczywista prawda jest zapomniana lub wykoślawiana. Jedni nie chcą o tym pamiętać i żyją tak, jakby nie mieli nawet rodziców. Inni powiadają natomiast, że trzeba wyzwolić się z rodowych czy rodzinnych wzorców, żeby uzyskać pełną wolność. Signum tempori czy zbiorowy obłęd? Nie wiem. Wiem za to, że żadna „duchowa technika” nie zrywa tego łańcucha. On istnieje, czy tego chcemy, czy nie. Problem polega nie na tym, by go zerwać, lecz na tym, co z nim zrobić.

Stare, magiczne prawo głosi, że odcięty od swych rodowych korzeni człowiek jest wewnętrznie martwy, nie posiada duchowej siły. Nie wiedząc nic o przodkach powtarza ich błędy, nie potrafi korzystać z ich mocy i doświadczeń. Nie może zmienić kierunku łańcucha pokoleń, który wciąż go pęta. Oto czemu każdy szaman działa tylko w miejscu, w czasie i pośród ludzi, którzy są jego miejscem, jego czasem oraz jego ludźmi. Miejsce daje mu punkt oparcia, czas - możliwość właściwego wyboru kiedy i co czynić, ludzie, żywi i umarli, wspierają go w czynach i je właściwie ukierunkowują. Ten, kto zaprzecza tej prawdzie lub ją lekceważy, nadużywa nazw "szaman", "szamanizm", "magia", "inicjacja", "duchowa droga" itp. Tak, wiem, stwierdzając to podpadnę wielu, ale mam to w nosie. Już nie chce mi się niczego dowodzić albo uzasadniać. Świat parszywieje, wraz z nim tzw. duchowość przeżarta pychą, egoizmem i
durnowatą fanfaronadą "mędrców", którzy prawdę mylą z googlowaniem...

6. magia - magowie • autor: Nierozpoznany#66872013-08-01 11:20:25

Rozumiana jako system technik zniewalających magia jest "czarostwem", które tylko z pozoru przypomina to, co nosi miano magii i teurgii... :)

Łatwo "fanatyków" pomylić z ludźmi świadomymi swej przynależności plemiennej, narodowej, religijnej... Takie mylenie jest charakterystyczne dla myślenia new age'owego i pseudo-mistycznego, które zwę "wszystkoizmem stosowanym" :D

Definicja "misjonarza" nosi tak wyraźne piętno antychrześcijańskiej awersji, ze aż mi się nie chce jej komentować, bo czy w tej definicji mieszczą się nosiciele idei megalitycznych lub uczniowie Buddy?

Ewolucja to zmiana, przechodzenie jednej formy w drugą, skutkiem czego forma druga "zawiera" w sobie szereg cech pierwszej i najwyraźniej pomyliła sie Autorowi komentarza z mutacją, również obecną w procesie ewolucyjnym, lecz przecież stanowiącą tylko jeden z możliwych czynników zmiany :)

 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)