Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 stycznia 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Uginająca się rzeczywistość


« Bibka na cmentarzu Sierotka po PRL »

         Im dłużej żyję na tym świecie, tym częściej dochodzę do przekonania, że rzeczywistość się ugina przed naszymi wyobrażeniami, niczym niedokładnie nadmuchany turystyczny materac. Jeżeli sądzimy, że coś zobaczyliśmy, że odkryliśmy coś nowego na jej temat i jeśli się wahamy na skraju przekonania – pojawia się coś, co podtrzymuje nas w tym przekonaniu i wzmacnia go. Nigdy nie zaprzecza. Zwłaszcza w sprawach ezoterycznych.

         Czujemy się wówczas jak pasażer latającego dywanu — pojazd faluje pod nami, pozwala zobaczyć niezmierzone głębie w dole, wywołuje strach przed upadkiem, a jednak, w jakiś dziwaczny i swoisty sposób chroni nas przed pokusą opuszczenia go i wylądowania na ziemi, jak powinien uczynić każdy rozsądny człowiek.

         Czy jesteśmy więc istotnie w Matrixie? W miejscu dbającym o to, żeby życie i odkrywania świata nam się nie znudziło, żebyśmy nigdy nie mieli dosyć napawania się ludzkimi osiągnięciami i szybko zapominali ludzkie klęski?

         Swoje przemyślenia skonfrontowałam ostatnio z pewną szesnastolatką, akurat przebywającą u swojej babci, z którą miałam zamiar porozmawiać przez Skype`a. Tymczasem babcia poszła w odstawkę, na dalszym planie gdzieś majaczyła z papierosem i kubkiem kawy, a my nie mogłyśmy przestać dyskutować. W końcu zabrakło mi głosu (na stare lata przyzwyczajona raczej do pisania niż mówienia) i musiałam się, choć niechętnie pożegnać.

         Wspomniana młoda osoba, Alicja, gotycka piękność z różowymi dredami (które mnie jednak z gotykiem niezbyt się kojarzyły) zainteresowana ezoteryką reprezentowała tzw. adwokata diabła choć jej dusza wyrywała się na pohulankę w krainach MOŻLIWE, ŻE — prezentowała uparcie tzw. zdrowy rozsądek. Na początek spytała czy sądzę, że jeśli ona postanowi sprawdzić prawdziwość uginania się rzeczywistości poprzez podjęcie decyzji wyskoczenia przez okno nie z zamiarem samobójczym, a z pewnością, że nic jej się nie stanie, istotnie uniknie śmierci?

         No tak, oczywiście, kpiąc sobie, miała rację. Tylko że obie myślałyśmy o dwóch różnych rzeczywistościach. Ona o tej, w której żyje na co dzień, między nudną szkołą i niemniej nudnym, powtarzalnym do mdłości blokowisku, gdzie jedynym przejawem swobody jest stylizacja własnego wyglądu i pozbawione wiary w sukces przymierzanie się do rozmaitych hipotetycznych życiowych scenariuszy; ja zaś o rzeczywistości, której obraz kiełkuje nieśmiało w moim całokształcie oglądu świata – tym intensywniej, im bardziej ten świat oddala się ode mnie. Gdy szykowałam się do remontu kapitalnego mieszkania pakując wszystkie drobiazgi w kartony, moje refleksje dotyczyły wyłącznie ilości rzeczy, którymi człowiek porasta jak dno statku pąklami. Rzeczywistość oznaczała dla mnie decyzje co zapakować, a co wrzucić do worka na śmieci. Czasami w górę wśród obłoków kurzu wzbijała się refleksja nad znaczeniem tego czy innego przedmiotu w moim życiu, ale nic nie zmieniało faktu, że przedmiot wrzucony do worka i wyniesiony do śmietnika zostanie w stosownym czasie wywieziony przez śmieciowóz i w jakiś sposób zutylizowany, podobnie jak człowiek planujący wyskoczenie z jedenastego piętra bloku mógł mieć pewność, że roztrzaska się na zakończenie swej podróży. Kiedy jednak otaczający świat, nie dostarczając silniejszych bodźców, zaczyna majaczyć na horyzoncie, jak odległe wzgórza – myśli o uginaniu się rzeczywistości natrętnie powracają.

         Za przykład niech posłuży mi stawianie kart Tarota w celach wróżebnych. Zazwyczaj wszystkie sugestie kart z niewielkimi tylko wyjątkami sprawdzają się. W swoich sprawach stawiam je bardzo rzadko, nie zawsze chcę znać swoją przyszłość; znajomość jej odbierałaby przyjemność z dalszego życia podobnie jak spojrzenie na ostatnią stronę kryminału przed jego przeczytaniem. Czasami jednak robię to na prośbę przyjaciół i wówczas nie zdarzył mi się przypadek minięcia się z następującą po tym rzeczywistością, choć zdarzyły mi się przesunięcia interpretacyjne w wyniku błędnego skupienia się na jakimś innym aspekcie. Przykładem może być sytuacja gdy pytającej o nową znajomość kobiecie pewna karta wskazywała na dwie możliwości: mężczyzny poszukującej kobiety dla celów merkantylnych lub kobiety poszukującej mężczyzny w tym samym celu. Nie wiedziałam do kogo odnieść tę kartę: do pytającej czy jej ewentualnego przyszłego partnera, zbyt miałam małe doświadczenie w materii wróżenia, a niewiele też wiedziałam o koleżance mojej przyjaciółki, założyłam więc że to o niego chodzi, ponieważ on zainicjował znajomość, tymczasem oboje w tym względzie nie odstawali od siebie. Pani ta po jakimś czasie poinformowała mnie, że znajomość się rozwiała, ponieważ on swoje mieszkanie przepisał na dzieci, a ona liczyła, że swoje sprzeda, pieniądze korzystnie ulokuje, a zamieszka razem z nim. W opisanej zaś sytuacji po jego ewentualnej przyszłej śmierci zostałaby bez lokum.

         Oczywiście wyszła tu na jaw moja naiwność i wiara w to, co ludzie mówią. Skoro pani powiedziała, że szuka na starość bratniej duszy, to przyjęłam, że o duszę tu chodzi, nie o mieszkanie. Z tego też względu nie mogłabym uprawiać zawodu wróżbitki, który wymaga od początku sporej dozy sceptycyzmu wobec klientów. Jednak nadal nie wiem, czy to mój wewnętrzny głos podpowiadał mi scenariusz tego romansu, czy też opowieść o jego przebiegu dotarła od jakiejś Siły Wyższej.

         Ale wracając do uginającej się rzeczywistości. Czytam o tym, że oczekiwania obserwatora mogą zmienić wynik doświadczeń, nawet gdy doświadczenie jest tego rodzaju, że nie powinno poddawać się żadnej sugestii. Dowiaduję się także, iż zaobserwowano, że pozytywny wynik najtrudniej osiągnąć za pierwszym razem, w następnych już przychodzi to coraz łatwiej. Może po to, żeby ludzie nie zniechęcali się zbyt szybko?

         Jakże jednak łatwo pomylić uginanie się rzeczywistości z ludzkimi staraniami i zabiegami wokół świadomości innych ludzi! Prosta sprawa – przykład na złudzenie o uginaniu się rzeczywistości – ceramika z Paradyża. Ciasteczka powodują, że ostatnio wchodząc na FB lub byle jaką stronę w internecie  nieustannie zmuszona jestem oglądać reklamy glazury i terakoty choć remont został odłożony, a ja nie mam ochoty zaśmiecać sobie umysłu przyziemnymi problemami, które mnie chwilowo nie dotyczą. Wiem oczywiście, że spowodował to człowiek, że program komputerowy obsługujący stronę, na którą weszłam, nie pozwala mi się uwolnić od tamtej rzeczywistości i pojawić się w mojej, aktualnej; ale refleksja, że są to zabiegi ludzkie, a nie sił wyższych bierze się z wiedzy o działaniu internetu. Zamykając komputer uwalniam się od ciasteczek i tworzonych przez nie pozorów przypadkowych zdarzeń na rzecz realnego życia. Ja, należąc do pokolenia które pierwszy raz dotknęło klawiatury komputera po pięćdziesiątce rozróżniam oczywiście te dwa światy: realny i wirtualny. Ale ludzie którzy wyrośli w nim od dziecka?

         Może więc i rzeczywistość każdemu, kto żyje nieco dłużej, przyczepia jakieś „ciasteczka” i one kształtują wyniki jego myślenia w pożądany dla Kogoś sposób? Nam wydaje się, że to rzeczywistość się ugina, (pomijając wydarzenia jednoznacznie pewne, określone prawami przyrody, jak to, że skacząc z dziesiątego piętra człowiek poniesie śmierć), że zachęca ona nas do porzucania świata realnego i zanurzania się w marzenio-rozważaniach, które czyni atrakcyjniejszymi niż powinny być, tymczasem to Ten Który Jest, Jeżeli Jest przykleja nam magnesiki, przyciągające kolorowe skrawki rzeczywistości, żeglujące w przestrzeni w oczekiwaniu na impuls. I jak tu nie wierzyć w Boga Sprawcę Wszystkiego!?



« Bibka na cmentarzu Sierotka po PRL »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)