Jacek Dobrowolski. Autor: Gary Snyder" />
Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 września 2015

Gary Snyder

Ujrzenie bawołu i inne poezje
Tłumaczył Jacek Dobrowolski



Oryginalnie opublikowane w czerwcowym 6/2015 numerze miesięcznika „Odra“. W Tarace dzięki uprzejmej zgodzie Redakcji „Odry“.


Ujrzenie bawołuArktosDla Alana WattsaCzłowiek Kojot, Pan Prezydent i rewolwerowcy



Ujrzenie bawołu*


Brunatny bawół

Zadziera nosa

wciskając wysoko wielki łeb

w zwarciu z telefonicznym słupem

tuż przy świątyni Daitoku –

Śliniąc się, gapiąc na bawiące się dzieci

toczy wzrokiem,


Świeża kupa łajna pod jego

Zadnimi racicami.


Kioto


*W zen bawół symbolizuje Naturę Buddy, prawdziwą naturę wszechrzeczy. przyp. tł.


Arktos


(Pitagoras: niedźwiedzice to dłonie Rei)


Wzdychając, pękając: para – siarka – lawa –

Kipiąc, prąc bąblami w górę, wypływa,

Na siebie samą

zwijając się i liżąc

twardniejąc.


Porosty, dębowe gaje, kolebią się jak cienie obłoków

Miękkie, miękkie

Miłujące roślinne dłonie.


Wąsy prześlizgują się aż się spotkają

naprężone

Zielone i żywe – zew soków syci pęczniejące wzgórza


zmienna góra obłoków

zmienna brama obłoku


Tęcza lśni od jaskółek, krążące żurawie.



pola lodu i śniegu grają

gdy ona nadchodzi

zjeżdżając po tęczowym moście

Radość Gór

„Wielka Niedźwiedzica“


Dla Alana Wattsa


On wytyczył nową ścieżkę dla nas wszystkich

I wrócił i objaśnił.

Zbadał boczne kaniony i jelenie ścieżki.

Sprawdził skały i gąszcz.

Wielu przewodników chciałoby byśmy wędrowali

Gęsiego, jak juczne muły w karawanie;

Nie opuszczając nigdy szlaku.

Alan nauczył nas iść naprzód jak powiew;

Smakując jagody - pozdrawiając sójki –

Ucząc się i kochając całe terytorium.


z okazji jego śmierci


Człowiek Kojot, Pan Prezydent i rewolwerowcy


Pana Prezydenta fascynowali rewolwerowcy. Zawodowców-rewolwerowców zaproszono do Białego Domu, trzy tysiące, jak gości w dom. Dzień i noc ćwiczyli się w błyskawicznym mierzeniu i strzelaninach w jego obecności, aż liczba martwych i rannych przekroczyła stu rocznie.


Zmartwił się tym Senator z Grand Basin i wzywając swych doradców rzekł: „Dam koszyk turkusów i wagon kompostu temu kto przemówi Prezydentowi do rozumu, by porzucił te strzeleckie pojedynki!“ „Człowiek Kojot, ten to potrafi zrobić!“ odrzekli doradcy.


I niedługo pojawił się Człowiek Kojot, ale odmówił turkusów. Powiedział: „Jeśli Pan Prezydent się rozgniewa, mogę wylądować w pudle. A tam co zrobię z turkusami? A jeśli go przekonam, to będzie mi Pan winny milion dzikich kaczek.“


„Kłopot polega na tym“ rzekł Senator, „że Pan Prezydent nie spotyka się z nikim prócz rewolwerowców.“ „Świetnie!“ odrzekł Człowiek Kojot „Dobrze strzelam z rewolwerów.“


„Ale ci rewolwerowcy, których przyjmuje Pan Prezydent“ powiedział Senator „wszyscy noszą nakrochmalone mundury i golą policzki; groźnie patrzą i mówią staccato o balistyce i taktycznym rozlokowaniu. Takich mężczyzn kocha! Jak pójdziesz do niego w tych roboczych drelichach popełnisz błąd na starcie.“


„Sprawię sobie mundur rewolwerowca“ rzekł Człowiek Kojot. Po kilku dniach miał gotowy kostium rewolwerowca i załatwił sobie audiencję u Pana Prezydenta. Ochroniarze Pana Prezydenta celowali z wielkich rewolwerów Magnum w Człowieka Kojota, gdy wchodził spokojny i łagodny. „Jak już udało ci się załatwić audiencję przez Senatora, co takiego myślisz, że mi powiesz?“ powiedział Pan Prezydent.


„Słyszałem, że Pan Prezydent lubi broń, więc przyszedłem ci pokazać moje umiejętności.“

„A co takiego wyjątkowego umiesz?“ powiedział Pan Prezydent. „Jak strzelam, to trafiam i zabijam każdym strzałem, i nie chybiam do dziewięciuset mil.“ rzekł Człowiek Kojot.

Pan Prezydent był zadowolony i powiedział: „Chciałbym zobaczyć jak dasz sobie radę w strzelaninie.“ Człowiek Kojot na to: „Ten kto mierzy z rewolweru zrywa kwiat pustki, drażni nadzieją przewagi. Rusza ostatni, zjawia się pierwszy. Pozwól mi zademonstrować moją biegłość.“


Pan Prezydent przez tydzień sprawdzał swych rewolwerowców. Trzy tuziny zraniono lub zmarło podczas prób. Tych co przeżyli pouczono, by pojawili się na trawniku i Pan Prezydent posłał po Człowieka Kojota.


„Dziś zobaczymy jak sięgasz po rewolwer wraz z tymi doborowymi oficerami. Z czego chcesz strzelać? Z długiej czy krótkiej lufy?“ „Dla mnie bez różnicy“ powiedział Człowiek Kojot. „Tak się składa, że mam trzy rewolwery. Tylko mi powiedz, którego mam użyć - ale najpierw je objaśnię.“


„Posłuchajmy o Twoich trzech rewolwerach“ rzekł Pan Prezydent.


„Jest rewolwer kosmosu, rewolwer ludzkości i rewolwer państwa.“


„Jaki jest rewolwer kosmosu?“ zapytał Pan Prezydent. „Rewolwer kosmosu? Droga Mleczna jest jego rękojeścią; wiatry słoneczne bębenkiem. Kule to gwiazdy, mierzy i trzyma na muszce dzięki promieniom pulsarów. Wypluwa planety i kąpie je, wirujące w gorącu i świetle. Dziewięćdziesiąt dwa elementy celują nim; tajemnice jądrowej fuzji go odpalają. Władasz nim, a niezliczone istoty powołane do życia tańczą przez pustkę. Chowasz go, a całe galaktyki pędzą ku nicości. Gdy manifestuje się ten rewolwer cała ziemia rozkwita, nieba się rozjaśniają, rzeki śpiewają, ogrody są pełne kabaczków i kukurydzy, wysokie równiny obfitują w Bizony. To jest rewolwer kosmosu.“


Pan Prezydent całkiem się pogubił. „A jaki jest rewolwer ludzkości?“


„Rewolwer ludzkości? Dwanaście ras jest jego rękojeścią; trzy tysiące języków bębenkiem. Wykuty w Pliocenie, skończony w Pleistocenie, dekorowany cywilizacją, celuje ku wiedzy i pięknu. Cylindrem są wzloty i upadki narodów, mierzy i trzyma na muszce dzięki filozofiom i religiom i naukom, kulami są niezliczeni mężczyźni i kobiety, którzy przebili się przez niewiedzę i dawne nawyki ujawniając błyszczące zwierciadło prawdziwej natury. Bierze swój wzór od życia samego i ufa czterem porom roku. Jego tajemną mocą jest zachwyt umysłu. Raz uchwycony sprowadza harmonię i pokój na planetę; jak grom razi wyzyskiwaczy, a dyktatorzy rozsypują się jak piasek. To jest rewolwer ludzkości.“


Pan Prezydent powiedział: „A jaki jest rewolwer Państwa?“


„Rewolwer Państwa? Używają go ludzie, którzy noszą nakrochmalone mundury i golą policzki; groźnie patrzą i mówią staccato o balistyce i taktycznym rozlokowaniu. Na wierzchu rozwala mózg i rozszczepia kręgi szyjne; pod spodem wypluwa wątroby i płuca. Ci, którzy posługują się tym rewolwerem nie różnią się od walczących kogutów - każdego ranka mogą być martwi lub w pudle. Nie przydają się na naradach ludzkości. Teraz zajmujesz stanowisko Pana Prezydenta, a jednak demonstrujesz tę słabość do rewolwerowców. Uważam to za raczej niegodne ciebie.“


Pan Prezydent zabrał Człowieka Kojota do pokoju jadalnego a kelner przyniósł lunch. Ale Pan Prezydent tylko chodził w kółko po pokoju. „Hej!“ powiedział Człowiek Kojot „Jedz swój lunch! Afera z rewolwerowcami się skończyła!“


Po tym Pan Prezydent nie wychodził z Owalnego Gabinetu przez trzy miesiące. Wszyscy jego rewolwerowcy potajemnie zdjęli swe mundury i chyłkiem oddalili się z powrotem do swoich biznesów i biur w rozmaitych miastach w całym kraju z których przybyli.


Specjalne podziękowania dla Burtona Watsona


(Naśladowanie „Traktatu o mieczach“ Czuang Tsy‘ego z III w. p.n.e.)


tł. Jacek Dobrowolski


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)