Co mog³o uratowaæ Edwarda Stachurê? Zen czy Prozac? Co go zabi³o? Czy by³a to depresja, któr± mo¿na okre¶liæ poziomem serotoniny w po³±czeniach neuronowych mózgu? Czy te¿ fakt, ¿e nie umia³ utrzymaæ swego o¶wiecenia, ¿e zabrak³o mu przestrzeni na jego do¶wiadczanie. "Fabula rasa" Stachury jest obrazem stanu umys³u dojrza³ego artysty, który doszed³ do kresu s³owa i pogubi³ siê w tym s³owie. Stan±³ w obliczu czystego umys³u ale nie umia³ opanowaæ swego ego, które cierpi±c dozna³o autodestrukcji pchaj±cej go w ramiona ¶mierci.
Je¶li istnieje absolutny poziom czystego umys³u, to jest on uniwersalny w tym znaczeniu, ¿e ka¿da istota ma do niego potencjalny dostêp. To, co adepci Zen nazywaj± satori
a wcze¶niej Sidhartha Gautama nazwa³ stanem Buddy, w naszej kulturze nazywamy o¶wieceniem b±d¼ iluminacj±. Alchemicy zw± to kamieniem filozoficznym, który powstaje w procesie ³±czenia tego co lotne, z tym co sta³e, tego co jasne, z tym co ciemne etc. - coniunctio oppositorum (³ac. po³±czenie przeciwieñstw).
Prawie wszyscy, których ja¼ñ osiad³a sama w sobie objawiaj±c siê jako czysty umys³ mówi±, ¿e jest to do¶wiadczenie poza s³owami i koncepcjami. Najbardziej wyrafinowan± formê przyjê³a tutaj buddyjska tradycja Zen, a tekstem wskazuj±cym najprecyzyjniej na to do¶wiadczenie jest nie maj±ca sobie równych, po¶ród ¶wiêtych tekstów jakie napisa³ cz³owiek, Sutra Serca
.
Ka¿da, nawet najbardziej wyrafinowana metoda i tradycja boryka siê z jednym, podstawowym problemem - s± nim adepci. W Zen niestety s± zeni¶ci tak, jak w chrze¶cijañstwie, chrze¶cijanie. Je¶li to, na co wskazuje do¶wiadczenie i praktyka Zen, czyli czysty umys³, jest poza s³owami i koncepcjami, to po co tyle o nim s³ów i tzw. mów Dharmy? Je¶li mi³o¶æ jest w cz³owieku, to po co ksi±dz po kolêdzie i dlaczego mêskie genitalia nie mog± zawisn±æ na krzy¿u? (zob.
, i tu
) Kiedy uwierzysz adeptom, ju¿ po tobie. Zap³acisz straszn± cenê za bilet do wirtualnego nieba.
Je¶li Stachura ¿y³by dzisiaj i napotka³by na swej drodze zen, a unikn±³by trucia siê inhibitorami monoaminooxydazy
, to do samobójczej ¶mierci mog³oby go pchn±æ nie tyle w³asne cierpienie ale spotkanie z zenistami, którzy czêstokroæ maj± tyle wspólnego z Zenem co sacrum z cukrem. Tak czy inaczej zakoñczy³by ¿ycie, tak samo jak ka¿dy z nas je zakoñczy - ¶mierci±, bo ¿ycie jest cierpieniem.

Mo¿e nale¿ysz do tych ludzi, którzy budz±c siê zadaj± sobie co rano to samo pytanie: kto mnie w to wszystko kurwa wrobi³? Mo¿e ju¿ doszed³e¶ do tego momentu, kiedy wewnêtrzne pêkniêcie twej metafizycznej tkanki rodzi potworny ból szarpi±cy ci jelita i mózg. Mo¿e ju¿ wiesz, ¿e nie ma na tym ¶wiecie nikogo, kto odpowie ci jak i dlaczego. Mo¿e ju¿ nie masz si³ mówiæ, pisaæ. Mo¿e nawet nigdy nikt ciê nie us³ysza³, a rêka twa, chc±ca pisaæ do przyjaciela kilka s³ów skargi, zawsze opada³a bezsilna. Je¶li tak, to czytaj±c "Fabula rasa" zobaczysz drogê wiod±c± na ciemn± stronê mocy - ku sadomasochistycznej gloryfikacji ego, które rozsypuje siê na kawa³ki niczym lustro, w którym ju¿ nie ujrzysz siebie i umrzesz w cierpieniu. Je¶li wejdziesz jednak w do¶wiadczenie "Sutry Serca", poczujesz ulgê i nieopisan± rado¶æ, gdy¿ poprowadzi ciê ona przed s³owo, zaprowadzi ciê przed pytanie i zobaczysz, ¿e tak naprawdê nigdy nie by³o ¿adnego pytania, nie by³o ¿adnego s³owa. By³ tylko ³agodny wiatr ko³ysz±cy wierzcho³ki strzelistych sosen. A szmer le¶nego strumyka ¶piewa³ ciszê. Zap³aczesz...
czysty umys³
jest jak ³za
któr± uroni³em
kiedy oczywisto¶æ mego istnienia
sta³a siê zw±tpieniem
Miros³aw Miniszewski
w Bia³ystoku 22 marca 2005
mm@szeptun.org
Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
Udostêpnij:

Drukuj
wróæ na górê