Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

31 grudnia 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Sny i wizje (odcinków: 2429)

Ukryte przejście

Kategoria: Sny i wizje
Tematy/tagi: dommiastopodróżprzejściewnętrzewspinanie

« Cygański podrzutek Ogromna katedra, kontynuacja snu po ok 18 miesiącach »

Jestem w nie-swoim mieszkaniu, tzn. w mieszkaniu, w którym przebywam tylko czasowo, w jakimś dużym budynku. Zjawia się Henryk K. – tak jakby przyszedł z podobnego sąsiedniego lokalu, jakby był w tym miejscu też przypadkiem. Ja wiem, że jest ważnym gościem, nieczęsto się widzimy, ale czymś jestem zajęty, mówię do niego przez drzwi, żeby poczekał, że może usiąść i się rozgościć. Jednocześnie coś robię w swoim pokoju, przeglądam szuflady w meblu, które otwierają się i składają, bardzo dziwny system.

Ale już znajduję czas dla mojego gościa, wychodzimy. Mówię mu, że „tu zaraz jest wyjście”, przechodzimy razem na drugą stronę korytarza, ja prowadzę. Otwierają się przed nami drzwi, za nimi jest źle oświetlona sala, ciemno, mało co widać. Tam grupa ludzi, samych mężczyzn, ćwiczy jakieś leżące ćwiczenia. Jak joga, ale wszyscy leżą, tylko instruktor stoi lub siedzi. Ja mówię do niego usprawiedliwiając się: „my zaraz szybko i cicho przejdziemy, nie zrobimy zamieszania”. I nie czekając na pozwolenie od tego instruktora (którego właściwie zlekceważyłem) przechodzimy stawiając kroki ponad jego leżącymi ludźmi.

Za nimi jest okno albo drzwi, ale otwór bardziej jak okno. Ale nie na zewnątrz, tylko do następnego i też ciemnego pomieszczenia. Przełazimy przez to okno. Dalej jest klatka schodowa, którą schodzimy w dół. Jest tak, że ja idę pierwszy i spodziewam się, że Henryk pójdzie za mną, co jest uzasadnione tym, że on tego miejsca nie zna (a ja znam), więc z konieczności musi iść za mną. Ja się nie oglądam i mówię do niego, tak jak się rozmawia idąc razem, ale zupełnie nie przejmuje się, czy on słyszy i czy nie został daleko z tyłu. Po schodach zbiegam przeskakując, nawet dziwię się, że mi to tak zgrabnie idzie. (W realu szedłbym dużo wolniej i ostrożniej.) Mijam piętra i półpiętra, na których siedzą ludzie i czymś się zajmują.

Któreś piętro okazuje się już poziomem ulicy. (Uwaga: od tego miejsca zaczyna być widno, jest światło słonecznego dnia, ale chłodnego.) Szybko się tutaj znalazłem, na dole, jednak wydawało mi się, że ten budynek był dużo wyższy. Widzę najpierw nogi ludzi idących po chodniku przy ulicy. – Tak jakbym tą klatką schodową przyszedł idąc z dołu, a nie z góry! Szybko się rozglądam, widzę szeroki krajobraz, wzgórza, kępy lasów, szosę. Ale to jest dalej, bo tutaj już zaczyna się miasto, są domy. Przede mną jest budynek o osobliwej architekturze, jak jakiś eksperyment z epoki międzywojennej moderny. Uświadamiam sobie, że to miasto to Łódź. Mówią do Henryka, chociaż wiem, że on został z tyłu i może mnie nie słyszeć: „To miasto mnie ciągle zaskakuje. Rzadko tu bywam i zawsze widzę coś innego, i pewnie nigdy go nie zwiedzę w całości.”

Przebudzenie i koniec snu.

Wyjaśnienia: W Łodzi mieszkałem 4 lata dawno temu na początku studiów. Później faktycznie bywałem tam b. rzadko, a dzisiejszej Łodzi nie znam. Tamtego zabytkowego budynku zwyczajnie nie ma, fantazja senna. Henryka K. poznałem sporo później, kto go zna, wie o kogo chodzi.

Sny i wizje: wstęp na końcu

Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Cygański podrzutek Ogromna katedra, kontynuacja snu po ok 18 miesiącach »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)