Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 lipca 2009

Krzysztof Wirpsza

Umysł, który się cieszy
czyli o nauce przez kreatywność

Kategoria: Techniki rozwoju

Każdy z nas pamięta dni nauki w szkole, kiedy podstawowy problem nauczyciela brzmiał: "Jak zmusić ucznia do wytężonej pracy", a podstawowy problem ucznia: "Jak się od tej pracy wykręcić". Pamiętam rzędy ławek i pochylone w nich sylwetki moich rówieśników, popatrujące czujnie jakby tu wyrwać dla siebie jeden krótki moment nauczycielskiej nieuwagi. I móc wtedy wreszcie - co za długo wyczekiwana okazja! - zrobić minę, wysłać liścik, podzielić się jakąś wyjątkową historią, czy też świeżo wymyślonym dźwiękiem.

Gdy liczyłem sobie lat naście, wychowując się na warszawskim Żoliborzu, miałem to wyjątkowe szczęście trafić na kółko plastyczne p. Basi Szydelskiej - cudowną enklawę swobodnych działań twórczych na oceanie komunistycznego cementu. Dzieci w wieku 8-14 lat eksperymentowały tam z różnymi, często dość zaawansowanymi technikami plastycznymi, w atmosferze całkowitej swobody i twórczego luzu. "Imprezowy" klimat podkręcały obowiązkowe skrzynki wody mineralnej, którą dzieci "obalały" w dużych ilościach, równie duże jej ilości "wypsikując" przy okazji z butelek na ściany, tudzież na siebie nawzajem. Muszę powiedzieć, że tyle, ile nauczyłem się wtedy, u p. Szydelskiej, w ciągu tych kilku lat uczęszczania do pracowni plastycznej przy Próchnika, nie wyniosłem chyba z całej mojej szkolnej edukacji. Paradoks? Mówię to bardzo dosłownie.

Jestem z zawodu nauczycielem angielskiego. Myśl, która dojrzewała we mnie w początkowej fazie mojej nauczycielskiej kariery brzmiała mniej więcej tak: "Czy nie można by pozwolić ludziom - nie tylko dzieciom, ale w ogóle wszystkim edukowanym - pisać liścików, dzielić się informacjami i popisywać własną oryginalnością, zamiast im tego zabraniać?" Czy wytworzona w ten sposób atmosfera koniecznie musi być chaosem i degrengoladą? A może ograniczając te aktywności na lekcjach gubimy po drodze coś bardzo ważnego - spontaniczną otwartość, rzeczywistą chłonność człowieka na wiedzę? Jeśli coś takiego jak "chłonność na wiedzę" rzeczywiście istnieje, to musieliśmy to zgubić. W naszym społeczeństwie, gdzie wiedzę z nawyku wbija się "młotkiem" do głowy, wszelka chłonność wydaje się z założenia zbędna!


Oddech

Pierwszego znaczącego odkrycia w tej dziedzinie dokonałem jako instruktor na obozie językowym, na który pojechałem zaraz po studiach. Odkryciem tym był oddech. Pracując z grupą 12-13 latków zacząłem stosować na zajęciach ćwiczenia oddechowe według zasad Integracji Oddechem Collina Sissona. Jakież było moje zdumienie, gdy dzieciaki po kilku minutach takich głębokich oddechów uspokajały się na przynajmniej kwadrans, stając się przez ten kwadrans w naturalny sposób skupione tym, co akurat dzieje się przed ich nosem. Czyli lekcją. I to bez stosowania żadnych dodatkowych środków dyscyplinujących, a weźmy pod uwagę, że był środek lata, pogoda bajeczna, żagle, konie i korty tenisowe, no i ogólnie atmosfera wakacyjna.

Odniosłem wtedy wrażenie, że nadmiar energii jaki zazwyczaj rozpiera dzieci, jest nie tyle skutkiem ich (jak to mówią w książkach pedagogicznych) niskiej zdolności koncentracji uwagi, co naszego, dorosłych, braku umiejętności harmonijnej współpracy z dzieckiem. W naszym systemie edukacyjnym dziecko wystawione jest na sprzeczności - np. swobodny bieg/przymusowe siedzenie, spontaniczny krzyk w korytarzu/wymagana cisza na lekcji, żywa gestykulacja we wzajemnych relacjach/ "właściwe" zachowanie się przed nauczycielem, itp. Sprzeczności te wydają się wpychać dziecko w nieustanny stres, nieustanną niewiadomą, co do tego, czy może się ono czuć swobodnie. Tak zdezorientowane dziecko nie jest pewne jak zarządzać swoją energią, nic więc dziwnego, że ciągłe napięcie nie pozwala mu się skupić.

Jestem przekonany, że dzieci potrafią znakomicie się koncentrować, trzeba im jednak to umożliwić. Przedłużone głębokie oddechy wg metody Sissona ujawniły przede mną zupełnie nowy poziom pracy nauczyciela z grupą. Wydawały się harmonizować to wzburzone napięcie, sprawiając, że dzieci uzyskiwały kontakt z własnym ciałem. To bardzo pomagało im odzyskać naturalną koncentrację i zdolność do uczestniczenia w lekcji.

Eksperyment z oddechem na zajęciach stosowałem potem przy pracy z grupami dorosłych w firmach, i to z równie dobrym skutkiem. Dorośli nie są wprawdzie "z definicji" rozbiegani i rozkojarzeni jak dzieci, mają jednak innego rodzaju problem. Są często zwyczajnie zestresowani. Oddech "rozpuszcza" stres, wzmagając przez to naturalnie bezwysiłkową zdolność koncentracji na zadaniu.


Kierowana wizualizacja (ang. guided visualization)

Innego typu ćwiczeniem, które w magiczny wręcz sposób odstresowuje, tworząc w grupie zaangażowanie i motywację, jest tzw. kierowana wizualizacja. Odkryłem ją pracując z dziećmi, jednak prawdziwa jej wartość wyszła na jaw dopiero w pracy z dorosłymi. Wszystko zaczęło się w dniu kiedy odważyłem sie włączyć na zajęciach w banku muzykę i poprosić grupę pracowników o towarzyszenie mi w podróży wirtualnej. Nie ma kogoś bardziej zaskoczonego, i jednocześnie z większym zacięciem eksplorującego światy imaginacji, niż dorosły, którego na piętnaście minut wprowadzono w stan relaksu. Zadanie polegało na tym, aby, z zamkniętymi oczyma wyobrazić sobie swoją podróż, której ogólny zarys prowadzący opisuję, krok po kroku na głos. Następnie trzeba było opowiedzieć o tym wszystkim co się "widziało"!

  • "Widzisz ołówek na ścieżce. Opisz go. Co z nim robisz?"
  • "Znajdujesz garnek. Jak wygląda? Co z nim robisz?"
  • "Spotykasz osła. Opisz go. Co sie wydarza?"
  • "Dochodzisz do rzeki. Co robisz?"
  • "Dochodzisz do muru. Opisz go."

Grupa dosłownie przerzucała się coraz to bardziej fantastycznymi opowieściami z wewnętrznych eskapad, zanosząc się przy tym od śmiechu, a i z uwagą słuchając innych. Blokada przed mówieniem zmalała do wartości zupełnie nieznacznej. Choć zrazu dawała o sobie znać pewna nieśmiałość, w końcu nie na co dzień widujemy zielone ptaki, kryształowe jabłka i morskie potwory, wkrótce wyszło na jaw, że każdy doznał zupełnie innej podróży, nie porównywalnej w ogóle z doświadczeniem innych. To budziło ciekawość. Teraz każdy szczerze chciał się podzielić swoim odkryciem na forum, chciał usłyszeć, co też za dziwolągi zrodziły się w głowie kolegi/koleżanki z działu. W efekcie miałem grono poważnych urzędników z zapałem rozprawiających po angielsku o wizjach jakich każdy z nich doświadczył. Widok, jak na znane mi zajęcia angielskiego w bankach - dość niezwykły.


Zadania konstruktorskie

Wizualizacja jest znakomita aby stworzyć pretekst do mówienia, nawet jeśli nasze umiejętności porozumiewania się po angielsku są, nazwijmy to, mierne. Uruchomienie zasobów prawej półkuli mózgu, która myśli przestrzennie i obrazowo, może sprzyjać "wybrnięciu" z sytuacji językowych, w których w przeciwnym razie moglibyśmy na dobre ugrzęznąć. Widząc rzecz z lotu ptaka, a dodatkowo przebywając w relaksie i rozbawieniu, o wiele łatwiej widzimy sposoby, aby omówić nieznane słowa, czy też np. dowcipną puentą zawrzeć trzy zdania w jednym.

Podobną metodą, zmuszającą nas do mówienia, i jednocześnie sprawiającą, że mówienie w naturalny sposób wynika z kontekstu, jest konstruowanie obiektów. W technice tej grupa (a często np. dwie lub trzy współzawodniczące podgrupy) otrzymuje podobny zestaw elementów, takich jak słomki, korki, bateryjki, przylepiec, kartki papieru, gumki recepturki, piłeczki ping-pongowe, itp. Uczestnicy poznają nazwy przedmiotów po angielsku. Grupy otrzymują następnie zadanie, aby z tych materiałów, w ciągu określonego czasu zbudować wieżę, most, rzeźbę nowoczesną lub inna tego typu konstrukcję. W trakcie konstruowania uczestnicy mogą się porozumiewać tylko w języku angielskim. Jest to znakomita okazja na ćwiczenie języka "instrukcji obsługi" - tj. poleceń takich jak "podaj", "połóż", "skrzyżuj", "owiń", przytrzymaj", a także okoliczników miejsca, typu "na", "w", "do", pod" czy "nad". Dla bardziej zaawansowanych uczestników ćwiczenie można rozwinąć o opis budowli, połączony z omówieniem jej mocnych i słabych stron przez komisję "architektów".


Maski

Pracując z młodzieżą niepełnosprawną w Indiach, jako instruktor zajęć teatralnych, odkryłem jak bardzo rozwijające może być własnoręczne sporządzanie przez uczestników masek, przedstawiających rozmaite stany ducha, tudzież mityczne i symboliczne postaci. Podobnie jak praca nad konstrukcją, praca z maską okazała się na moich późniejszych zajęciach kluczem do naturalnego wyrażania siebie na zajęciach. W pierwszym etapie, istotą procesu jest własnoręczne sporządzenie przez grupę masek z masy papierowej lub bandaża i gipsu. Powtarzając odpowiednie czynności uczestnicy opisują to, co robią, rozmawiając ze sobą i wydając sobie nawzajem polecenia. Słowa i zwroty jakich potrzebują są tematem oddzielnych, przygotowawczych zajęć. Gdy maski przeschną (kolejne spotkanie), w podgrupach uczestnicy opracowują własne przedstawienia pantomimy z ich użyciem. Są one następnie prezentowane i interpretowane na wspólnym forum.

Ta przykładowa twórcza aktywność jest kolejnym sprytnym "ośmielaczem". Mówienie zdarza się spontanicznie, jako konsekwencja zadań manualnych, dlatego też w dużej mierze odpada cały aspekt skrępowania, jaki towarzyszy zazwyczaj sztucznie wymyślanym dialogom. Przedstawienia z maskami mogą być "moderowane", tzn. uczestnicy mogą losować karteczki z miejscem akcji (np. na Titanic'u, w Wąchocku, w drodze na Kilimandżaro, etc), czasem akcji (996, 1410, 1981 etc), pogodą (zawierucha, upał), i tak dalej. To dodatkowo angażuje w zadanie, aktywizując zdolności twórcze.


Przedstawienia

Samo przygotowywanie przedstawień może być kolejną potężną technika angażującą. Metoda Samuela Micklus'a "Odyssey of Mind" (Odyseja Umysłu) pokazała mi jak bardzo ważne jest przy tym, aby to słuchacze byli autorami treści przedstawienia, które realizują. Ogromnym potencjałem twórczej wymiany idei są ćwiczenia takie jak burza mózgów, oraz różne jej pochodne i udoskonalenia. W ich trakcie wyobraźnia uczestników, najpierw odpowiednio "rozgrzana", mobilizowana jest do generowania jak największej ilości pomysłów, często w oparciu o specyficzne inspirujące "wybiegi". Z kilkudziesięciu idei wybiera się następnie kilkanaście zadowalających, te zaś dalej selekcjonuje się aż do uzyskania kilku idei kluczowych. Na ich podstawie uczestnicy tworzą treść przestawienia, spełniając przy tym odpowiednie wymogi - jak ograniczony czas trwania, miejsce akcji, ogólny problem, itp.

Tak przygotowane przedstawienie jest zazwyczaj esencją dobrej zabawy, zarówno dla odgrywających jak i widzów. Kwestie wypowiadane przez bohaterów są improwizowane ad hoc w oparciu o wcześniej ustalone zarysy akcji. Zrealizowana w ten sposób sztuka, zazwyczaj trwająca od 10 do 20 minut, pociąga za sobą minimum ciężkiej pracy, jaka zazwyczaj towarzyszy tworzeniu artystycznego projektu, natomiast maksimum swobodnej kreacji i interakcji uczestników. Trudno sobie wyobrazić lepsze środowisko do rozwijania sprawności mówienia w języku obcym.


Drama jako rewolucja w myśleniu

Zastosowanie dramy - czyli inaczej technik nauki przez kreatywność - mogłoby nie tylko zmienić oblicze szkoły, ale także stać się początkiem nowej edukacji. Pamiętajmy, że nie chodzi tu o sporadyczne zastosowania tego typu ćwiczeń w ramach kilku zajęć w roku szkolnym. Mówimy o takim przekształceniu programu, aby drama odnalazła w nim swoje trwałe i istotne miejsce.

Typowym błędem w rozumieniu kreatywności w nauczaniu jest przykład reform jakie dokonały się w ostatnich latach w edukacji szkolnej. Tak zwane szczytne zdobycze Zachodu (które można w sumie sprowadzić do zwrotu kreatywność w nauce), przemieszano w nim z naszą tradycyjną tendencją do "wkuwania" na siłę ogromnych partii materiału. Takie podejście zaowocowało napięciem i niechęcią ze strony tak uczniów, jak i nauczycieli. Trudno się dziwić - nie dość, że się nie wyrabiają z programem, to jeszcze muszą być kreatywni! Kreatywność, czy też drama w tak niefortunnym wykonaniu stają się komicznym, karkołomnym i całkowicie zbędnym popisem, o którym wielu rozbawionych obserwatorów mówi: "niepraktyczne wymysły Amerykanów".

Drama, aby była praktyczna i aby przynosiła efekty w postaci radości i zaangażowania w naukę, powinna przede wszystkim tworzyć środowisko, w którym uczeń czuje się dobrze i bezpiecznie. Tylko takie środowisko aktywizuje autentyczny proces twórczy. Jest to nie tyle może kwestia zmiany narzędzia edukacji, co zmiany całego sposobu myślenia o edukacji. Nowocześnie pojmowana edukacja powinna stać się metodologią stworzenia warunków do samodzielnej nauki chętnego ucznia, raczej niż procedurą tej nauki wymuszania!


Drama wśród dorosłych

O ile z wprowadzaniem technik nauki przez kreatywność w grupach dzieci i młodzieży czyni się próby, o tyle o "kreatywnej nauce" znacznie mnie słychać wśród dorosłych! A przecież to dorośli, a nie dzieci, są autentycznymi twórcami projektów i idei. Można nawet powiedzieć, że są oni twórcami-realizatorami, w odróżnieniu od dzieci, które tworzą jedynie w wyobraźni. Problemem bywa natomiast często - przyznajmy to - opór samych zainteresowanych. Nieprzyzwyczajeni do niestandardowych technik, dorośli uczestnicy mogą odczuwać, że trudno jest im otworzyć się na tyle, aby móc wziąć udział w twórczym ćwiczeniu. Nie umniejsza to faktu, że drama wśród dorosłych, gdy już uda się im przezwyciężyć początkowe opory wobec tej nowatorskiej metody, jest narzędziem przynoszącym ogromną wprost satysfakcję z nauki, a także o wiele szybsze niż w klasycznym podejściu rezultaty.

Krzysztof Wirpsza

www.FunBodyEnglish.pl




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)