zdjęcie Autora

30 czerwca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Upały i śmierć

Kategoria: Twórczość

« Światło które cię uleczy Te drzwi (1) »

         Ubiegłotygodniowe upały zaowocowały zgonami i chorobami osób starszych i młodszych ode mnie.

         Na działce skłoniłam syna do zrywania wiśni szklanek z drzewa, które ongiś z mężem posadziliśmy i z którego tylko raz udało mi się zebrać pełny plon – zawsze pierwsze były ptaki, wiewiórki i inne istoty. Niestety, coraz rzadziej na targach spotyka się wiśnie szklanki. Są one wcześniejsze od większości czereśni, więc tym bardziej narażone na podkradanie przez inne stworzenia. W dodatku jest to gatunek zanikający, podobnie jak wiśnie „chłopskie”, nadające się wyłącznie na przetwory.

        Szklanki były jasne, drobniutkie i chorowite. Drzewo rosnące bliżej drogi miało piękniejsze owoce, te, rosnące dalej wzdłuż podjazdu przygłuszone zostało przez posadzone przy płocie sąsiada wstrętne i pełne agresywego przedzierania się fioletowe kiście, tak chętnie sadzone przez ogrodników osiedlowych. Jak mają przetrwać wśród nich starodawne wiśnie, gdy właściciel posesji zmuszony jest walczyć do upadu przez niechciane obrzydlistwo, bo bez walki na przyszły rok podjazd dla samochodu byłby nie do użytku (choć wyłożony ciężką trylinką)?.

        Tak więc syn rwał te wiśnie z dachu samochodu, kiedy zadzwonił telefon, a z braku zasięgu musiałam wybiec na wzgórek za drogą, żeby go odebrać. Dzwoniła moja przyjaciółka, że jej ojciec, pan Wojtek Majewski właśnie godzinę wcześniej zmarł.

        Nie wyobrażałam sobie działki bez pani Ziuty i jej męża pana Wojtka. Byli pierwszymi, którzy wybudowali tu letni dom i których poznałam, gdy kupiłam w ciemno działkę rekreacyjną, zielona i niedoświadczona adeptka posiadaczy ziemskich, bowiem mieliśmy z mężem zaledwie kilka dni, kiedy jeszcze ważne były bony PKO, w których parę lat wypłacano mu pensję składaną na konto (niedostępne dla rodziny pracowników) i kiedy bony te chciał przyjąć gospodarz, mający działkę na zbyciu.

        Pan Wojtek był inżynierem, budowniczym mostu na Bugu w latach czterdziestych: Kronika odbudowy mostu zapisana została przez pana Wojciecha Majewskiego pod adresem: http://www.fronolow.pl/readarticle.php?article_id=21

inne informacje: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mierzwice-Kolonia oraz http://www.fronolow.pl/readarticle.php?article_id=13

         Informacje o odbudowie mostu znacznie wcześniej zamieściła rodzina pana Żelazińskiego, majstra budowy i dopiero pan Wojtek skłoniony prawie przymusem przez dawnych mieszkańców, zgodził się nagrać swoje wspomnienia z odbudowy mostu. Wszak on był tu najważniejszy i jego wspomnienia zawierały to jądro miejscowej historii, którą pominięto przy wcześniejszych opowieściach.

          Dzisiaj to już nieważne, obaj panowie nie żyją. We wspomnieniach dawnych mieszkańców pan Wojtek i pani Ziuta, zmarła wcześniej żona pana Wojtka, współpracująca z ruchem oporu, modna ślicznotka  ratująca przed niemiecką machiną wojenną więźniów w Radzyniu Podlaskim, zostali jako pierwsi mieszkańcy działkowiska, które doczekało się nawet swojej strony internetowej. Opowieściom Pana Wojtka i innych dawnych mieszkańców wsi Mierzwice Kolonia zawdzięczam opowiadanie – minipowieść  „Te drzwi”, które nie mogło ujrzeć światła dziennego przez serię uranicznych przypadków, między innymi format zawarty między 45 a 55 stronami maszynopisu znormalizowanego – nie pasujący wydawcom – zbyt mały na powieść – zbyt duży na opowiadanie.

        W moich wspomnieniach dom państwa Majewskich pozostał jako oaza dawnych lat. Pani Ziuta opowiadała, że pewnego dnia zeszła na dół z pięterka mieszczącego sypialnie do kuchni, w której stała jakaś stara wersalka i ze zdumieniem dostrzegła śpiącego na niej człowieka. Pani Ziuta wystraszyła się, ale człowieka tego obudziła (wyjąwszy mu wcześniej z dłoni niepełną butelkę wódki), usmażyła mu jajecznicę na śniadanie i wygłosiła mowę antyalkoholową. W tamtych czasach nie zamykało się drzwi wejściowych i człowiek ten, idący ze stacji w ciemności pomylił drogę, a kiedy doszedł do domu, otworzył drzwi i zobaczył wersalkę, położył się i zasnął. Znalazł tu opiekę i wsparcie oraz pouczenie moralne.

        Rozmawialiśmy o tym kilkakrotnie w sąsiedzkim gronie. Niestety, wspomnienia mieszkańców wsi Mierzwice kolonia nie zawsze były takie` idylliczne. Czasami w księżycowe noce nie dało się tam spać. Duchy pomordowanych odbierały sen i biegłam wówczas do pani Ziuty, zawsze znajdując zrozumienie. Oglądałyśmy Drogę Mleczną w październikowe noce, tak wyrazistą i piękną, jak nigdy nie była w Warszawie, słuchałyśmy brzóz i śpiewających jeszcze po ćmaku ptaków. Rozmawiałyśmy o doli kobiet w tej wsi, o losie niedostosowanych i skazanych, spacerując po tych kilku płytach chodnikowych z odzysku ułożonych przez mojego męża. Słuchałam pani Ziuty i podziwiałam pogodę jej ducha pozbawioną niepotrzebnych sentymentów. Przed nami tuptał nocny jeż albo mignął wystraszony smukły stwór z czarna pręgą na grzbiecie kryjący się dotąd w stercie drewna porąbanego rankiem do kominka.

         W czerwcu 2013 zrobiłam przetwory z wiśni szklanek. Wypiliśmy z synem po kieliszku za pamięć pana Wojtka – tyle razy spotykaliśmy się na grillu i rozmawialiśmy o dawnych czasach. Pan Wojtek wzorem ludzi z tamtych lat mówił oszczędnie i dlatego każde jego słowo zapadało w pamięć. Nie mogłam być na pogrzebie – rodzina i jej samochody miała ważniejsze sprawy, a mnie bolały stawy więc nie wstawałam z łóżka.

          Zadzwonił telefon i dowiedziałam się, że mój wieloletni przyjaciel, fotograf przyrody, młodszy ode mnie o 11 lat trafił do szpitala z zawałem serca, A ja wciąż żyję, choć nie powinnam. Dlatego postanowiłam udostępnić w odcinkach czytelnikom Taraki opowieść „Te drzwi” opartą na historii wsi Mierzwice Kolonia. Mottem do opowiadania jest wiersz Wiesławy Bubak, innej mojej zmarłej przyjaciółki z Mierzwic, poetki, z którą nie zdążyłyśmy porozumieć się do końca, zanim nie zabrała ją śmierć. Większość bohaterów opowiadania już nie żyje i możliwe, że ja wkrótce do nich dołączę, więc z przerażeniem myślę o tym, że nikt nie dowie się o „Epidemii wypadków drogowych mieszkańców wsi Gówniane Kolonia” – opowiadaniu, które nie przebiło się przez literacki system konkursu wydawnictwa na problem epidemii, nawet jako bezpłatny e-bok” i ostało się pod zmienionym tytułem do dziś.

         Jednak moja miłość do tej działki, do domu mojej duszy, każe mi wrócić do trudnej historii wsi i zawrzeć sojusz z jej zmarłymi. Opowiedzieć ich historię, dzieje winy i kary i walki z przeznaczeniem, tak odległej od historii oficjalnej i uznanej, nie liczącej się z bohaterskimi ponoć partyzantami „Młota”, którzy pozostali w pamięci kobiet tej wsi, zamarłej i pochowanej na cmentarnym placu miasta Sarnaki i nie mającym nic do powiedzenia w jaskrawym przebłysku kobiecego losu. Ja jestem ich spadkobierczynią i dysponentem ich historii. Także w aspektach ezoterycznych, widzianych niechętnie.

        Nie mam po co dłużej czekać. Ktoś, kto miał opublikować „Te drzwi” splajtował, darmowa „Fantastyka” udostępniająca e-boki ma problem z ich przetworzeniem, mój dobry współczesny duch, zamierzających reaktywować moją twórczość, znalazł intratne zajęcie i nie ma czasu, a dla mnie, czas biegnie. Każdego ranka budzę się z bólem każącym myśleć o przyszłości.

Dlatego następne odcinki „Babci” będą  minipowieścią w odcinkach: „Te drzwi”. Poddaję je pod osąd czytelników.

Dżem z wiśni szklanek pięknie zgaletowaciał, zamknięty w słoikach zastygł i mam nadzieję ten rocznik przetworów upamiętni więzy które łączą mnie z utraconym światem literackiej wsi „Gówniane-Kolonia”. Mam nadzieję, że mój przyjaciel po zawale odwiedzi mnie w sierpniu i zrobi przepiękne zdjęcia ilustrujące tamten, zaginiony już świat, a czytelnicy Taraki odnajdą w nich przesłanie, które ukształtowało „Ezoteryczną babcię”.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Światło które cię uleczy Te drzwi (1) »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)