Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 kwietnia 2005

Tomasz Stawiszyński

Uwagi do sporu o religie
Odpowiadam na zarzuty polemistów...

Kategoria: Religie
Zob. też: Piotr Lesiński, Pogrzeb religii (2005-04-08)

Odpowiem krótko na zarzuty polemistów i napiszę co nieco w kwestii mówienia o sprawach dotyczących szeroko rozumianej religijności i prywatnych, nieweryfikowalnych doświadczeń.

Odpowiadam Piotrowi Lesińskiemu

Na pytanie Piotra Lesińskiego ["Pogrzeb religii - post scriptum" - Taraka nr 4] "A ja się pytam: a dlaczego kolega Stawiszyński chciałby to wiedzieć?", odpowiadam - chciałbym to wiedzieć, bowiem zawsze chcę wiedzieć z jakich powodów uznawać mam za poważne to, co mi prezentują jako poważne. Z samego faktu takiej prezentacji nic jeszcze nie wynika. Wszyscy bez wyjątku, którzy mówią - w reklamach, w gazetach, w telewizji, czy to będą politycy, czy zawodowi naciągacze, czy chorobliwi kłamcy, czy wątpliwej jakości prorocy, otóż oni wszyscy deklarują, że mówią poważnie i domagają się takiegoż traktowania. Dlatego właśnie same chęci autora są daleko niewystarczające. Prócz stylistycznej perswazji powinien mieć jakieś zaplecze, które uprawomocni jego tezy. Jeśli brak zaplecza - tezy nie są warte funta kłaków. Póki co, poza (skądinąd trafnymi) zapewnieniami, że "Faktycznie moje twierdzenia zawarte w tekście 'Pogrzeb religii' to żaden dowód poza tym, że ja jestem o takim a nie innym skutku przekonany", Piotr Lesiński nie dał żadnego powodu, żeby brać serio to, co napisał. Nie licząc obaw i niesmaku związanych z powielaniem przez niego klasycznych antysemickich stereotypów i nawoływaniem do postępowania z religiami w sposób pozbawiony "wątpliwości". Na miejscu Lesińskiego byłbym zwyczajnie ostrożniejszy z emitowaniem swoich "przekonań" w przestrzeń publiczną. Warto je najpierw przemyśleć i obrobić.

Odpowiadam Mirosławowi Miniszewskiemu

Pisze Mirosław Miniszewski: "Dlaczego uważam, że kościół kradnie ludziom dusze? Bo tak czuję, tak doświadczyłem na sobie mocy przyjętych ongiś sakramentów. Tak dalece to zaszło, że nawet teraz, po prawie dziesięciu latach od czasu, kiedy wyszedłem z tej organizacji, cały czas to odczuwam. Po tym, co mi się śni, po tym, co widzę w ramach percepcji dla naukowca niedostępnej". ["Życzę owcom wełny" - Taraka nr 4]

Znakomicie, ja nie przeciw temu, co czuje Mirosław Miniszewski. Tyle że - proszę mnie tutaj nie zrozumieć opacznie - dla mnie (czyli dla czytelnika tekstów MM, które to teksty skądinąd bardzo cenię) niewiele jeszcze wynika z tego, że Miniszewski coś czuje. Żeby zaś wynikało, musi być to czucie albo opowiedziane w taki sposób, że lektura daje przyjemność estetyczną (wtedy mamy do czynienia z literaturą), albo powinno być ujęte tak, żeby przekazywało jakąś informację poza tym, że ono miało miejsce (wtedy mamy do czynienia z publicystyką, albo tekstem naukowym). Sama deklaracja odczuwania czegoś powiadamia nas bowiem wyłącznie o Miniszewskim i jego wewnętrznym świecie, a przecież jemu samemu chodzi (jak sądzę) również o to, żeby powiedzieć coś więcej. Żeby od własnego odczucia przejść do sądów na temat przedmiotu odczucia, czyli Kościoła Katolickiego i tego, co się dzieje z człowiekiem, kiedy się tam wybierze. I właśnie tutaj pojawia się problem, bo kiedy człowiek wchodzi w przestrzeń publiczną, w przestrzeń dyskursywną, to musi przyjąć reguły, które tam panują. Ludzie wypracowali jakieś zasady porozumiewania się i jeśli chcesz, żeby cię traktowali poważnie, musisz tych reguł przestrzegać. To jest oczywiste.

Odpowiadam obydwóm polemistom

Obydwaj polemiści - i tu płynnie chciałbym przejść do części związanej z krótkim opisem powyższych reguł, tak przynajmniej jak ja je rozumiem - zarzucają mi natomiast, że mam zapędy empirystyczne i racjonalistyczne w stosunku do religii, której przecie w taki sposób ujmować nie przystoi. Otóż - nie, ja bynajmniej nie zamierzam ciąć religii czy ezoteryki (mówmy "religia" mając na myśli i egzo- i ezoteryczne jej formy) pozytywistyczną brzytwą. Wystąpiłem ze swoimi zarzutami dlatego właśnie, że to Piotr Lesiński zdaje się hołdować pozytywistycznemu przesądowi. Napisał bowiem swój tekst o religiach takim idiomem, jakby mając przed sobą liść dębu donosił nam o jego budowie i funkcjach. Albo jakby rozkroił był przed chwilą rybę i teraz notował, co w tej rybie w środku siedzi. To on o czakrach mówi tak, jakby to była jego noga - a zaraz potem, w replice na moje zarzuty, wycofuje się do pozycji prywatnych odczuć. Otóż - konwencję w jakiej się pisze należy komunikować na samym początku, inaczej mamy nieporozumienia. Moja polemika wzięła się z takiego nieporozumienia, Lesiński chciał trochę pofantazjować, a ja myślałem, że chciał przekazać jakieś informacje o świecie.

O katolicyzmie

Słowo o Kościele katolickim. Nie występuję tutaj jako jego apologeta czy gorliwy wyznawca, bo ani jednym, ani tym bardziej drugim nie jestem. Doskonale sobie zdaję sprawę, że polityczna historia Kościoła w wielu momentach jest, mówiąc delikatnie, niechlubna. Że struktury biurokratyczne są tam niekiedy rozrośnięte do granic możliwości, że spory procent (pewnie większy niż nam się wydaje) kleru to są ludzie pomieszani, podejrzani moralnie, korzystający ze swoich przywilejów w gorszący sposób, nie wspominając o sprawach związanych z licznymi w tym środowisku aferami pedofilskimi (vide USA). Że wreszcie często życie duchowe katolików ogranicza się do "odklepania" mszy, a potem hulaj dusza, piekła nie ma. I tak dalej - istotniejsze momenty skrupulatnie wyliczył Mirosław Miniszewski w swojej polemice. Równie daleko, jak do pochwalnego tonu, daleko mi jednak również do demonizowania Kościoła. Po pierwsze bowiem, nie ma jednego katolicyzmu. Katolicyzm ma wiele form i znajduję w Kościele takie przestrzenie duchowe, które nie są dotknięte tymi plagami. Takie przestrzenie to mistycy katoliccy, to w szczególności św. Jan od Krzyża. To również ojciec Pio. To "Wyznania" św. Augustyna, perła literacka i po prostu piękna książka. To życie monastyczne z głębokimi regułami. To również na przykład benedyktyni z ojcem Janem Berezą, który od lat prowadzi medytacje z mnichami zen. To również liturgia, z jej bogatą symboliką. I jeszcze wiele innych.

Rzecz w tym, że będąc człowiekiem od Kościoła oddalonym, bo zainteresowanym m.in. ezoteryką, astrologią, jogą, szamanizmem, Wschodem, rozmaitymi sposobami samorozwoju, czyli sprawami, na które Kościół patrzy z niechęcią, nie mam zarazem poczucia, że mnie religia katolicka jakoś ogranicza, że mi się "katabasy ładują z butami w życie" itd. itp. Powtarzam - nic z tych rzeczy. Wiem z własnego doświadczenia, że mogę spokojnie kultywować swoje zainteresowania nie niepokojony przez nikogo. Oczywiście - być może znajduję się w komfortowym położeniu, ze swoim wyższym wykształceniem, dobrym usytuowaniem społecznym, młodym wiekiem i dużym miastem. Być może inaczej jest gdzie indziej, na głębokiej prowincji, w której rządzą pospołu pleban i wójt, a każdy kto się wyłamuje jest od razu piętnowany. Na pewno takie sytuacje się zdarzają. Ale to nie jest obraz całościowy, bo jestem jeszcze ja i moja wolność, a wielu cieszy się podobną. Jest więc różnie, widok jest zniuansowany. Apeluję o realizm i opanowanie emocji. Tyle w tej sprawie.

O dyskusjach religijnych

Jak więc mówić o religii i własnych doświadczeniach religijnych? Po pierwsze, teza. Nieprawda, że stoimy przed (diabelską) alternatywą: albo twarda empiria, albo prywatne odloty. Oba podejścia tylko szkodzą czemuś, co nam wszystkim (mówię o społeczności skupionej wokół Taraki) jest drogie, czyli obszarom ducha. Zechcesz z duchowości zrobić naukę przez duże N - ośmieszysz przede wszystkim duchowość, bo wyjdzie z tego żałosna pseudonauka. Zechcesz zrobić z niej terytorium wyłącznie osobiste - ją tym ugodzisz, bo wyprodukujesz niezrozumiały dla innych strumień świadomości.

Nie przedstawię tutaj żadnej epistemologii religijnej, bo nie czas i nie miejsce, a je się nie czuję na siłach. Mogę tylko napisać, jakiego typu postawy wydają mi się najsensowniejsze. W tym celu wrócę jeszcze do Junga, który słusznie, moim zdaniem, wskazywał, że w religiach, mitach, snach czy sztuce przemawia do nas ten sam ktoś. Przemawia jednym językiem, językiem symbolu, metafory, emocji i nieświadomości. W tym sensie, chociaż nie znajdziesz czakry pod mikroskopem, możesz o niej sensownie mówić - nawet jeśli w twoim osobistym doświadczeniu jej brakuje. Istnienia czakr póki co nie udowodniono, a jednak czakry istnieją. I można to ostatnie powiedzieć nie narażając się na zarzut o nieuprawnione mnożenie bytów. Należy tylko właściwie podejść do tematu, wskazać jego osobliwość - że oto wielu twierdzi, że je ma, podobnie jak lewą nogę, a jednak udowodnić tego nie sposób. A udowodnić istnienie owej nogi da się już bez większego problemu. Więc jednak jest różnica. Występują po prostu różne poziomy doświadczenia i poziomy istnienia. Można tego nie uwzględniać w osobistej praktyce życiowej, kiedy ciała subtelne są tak samo prawdziwe jak ciało fizyczne, ale kiedy chce się pisać o tym do innych ludzi, warto sobie uświadomić źródłową nie-intersubiektywność pewnych doświadczeń. Natomiast idea ciał subtelnych jest dostępna każdemu, kto ma jakieś obycie z kulturą. Można więc pisać unikając w ogóle kwestii realności - realna jest już sama idea, nią się zatem zajmijmy. To są rzeczy oczywiste i mam nadzieję, że się tu wszyscy zgadzamy.

Pewnym przekleństwem ezoteryki, pozwolę wtrącić na koniec, jest właśnie fakt, że się wielu piszącym o niej wydaje, że skoro tutaj zasady są znacznie bardziej płynne, to właściwie nie trzeba się przejmować żadną intersubiektywnością. Efekty są opłakane, a jednym z takich efektów jest to, że na uniwersytetach prawie nikt nie traktuje poważnie wielu idei, które aż się proszą o jakieś zainteresowanie ze strony "głównego nurtu". Ale to już temat na inny tekst.

Tomasz Stawiszyński
tomstawi@wp.pl
21 kwietnia 2005




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)