Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 grudnia 2005

Mirosław Miniszewski

Uwagi na temat androgynizmu. Riposta
Dyskusja z A.M. Derlatki 'Androgyn, człowiek stworzony na podobieństwo Boga?'

Kategoria: Religie

Przeczytałem z uwagą tekst Pani Anny Marii Derlatki pt. Androgyn, człowiek stworzony na podobieństwo Boga? Ponieważ przez kilka ostatnich miesięcy badałem zarówno zagadnienie androgyniczności jak i gnostycyzmu, tekst ów wzbudził moje zainteresowanie. Niestety po wnikliwej lekturze, oceniam go krytycznie z uwagi na poważne nieścisłości i nieuzasadnione interpretacje niektórych faktów.

Autorka na początku wychodzi od definicji obojnactwa, aby nagle przejść do hermafrodytyzmu i na końcu do androgyniczności. Czyniąc to nieściśle i pobieżnie, nie wyjaśniając zasadniczych kwestii.

W literaturze często utożsamia się obojnactwo z hermafrodytyzmem. Jest to zespół równoczesnego występowania zarówno męskich jak i kobiecych, pierwszo- i drugorzędowych cech płciowych. To wrodzona wada rozwojowa okresu płodowego o podłożu genetycznym bądź hormonalnym. Hermafrodytyzm właściwy wynika z zaburzeń zróżnicowania gonad i cechuje się obecnością u tej samej osoby tkanki jądra i jajnika, występuje bardzo rzadko. W tym przypadku wygląd zewnętrznych narządów płciowych u noworodka utrudnia ustalenie płci. Hermafrodytyzm rzekomy męski występuje kiedy gonadom męskim towarzyszą drugorzędowe cechy płciowe typu kobiecego, natomiast w hermafrodytyzmie rzekomym żeńskim, mimo obecności jajników, zewnętrzne narządy płciowe mają wygląd męski i występują fizyczne cechy męskiego fenotypu.

Jeśli zaś chodzi o Hermafrodytę mitologiczną to było tak, jak pisze Owidiusz w Przemianach, że syn Hermesa i Afrodyty był przedmiotem zalotów ze strony nimfy o imieniu Salmakis. Kiedy okazało się, że jest na nie odporny, ta poprosiła Bogów aby złączyli ją z nim w jedno. Tak powstała Hermafrodyta. Zatem Salmakis kochała się w normalnym mężczyźnie a Hermafrodyta powstała dopiero na skutek połączenia jej z przedmiotem miłości. Autorka nie wyjaśniła tego dość precyzyjne.

Androgynizm natomiast nie jest, jak pisze Autorka: Androgyne (gr. gyne - kobieta, z przedrostkiem andro oznaczającym to, co męskie) to postać, w której (jak u hermafrodyty) płeć męska i żeńska stopiły się, tworząc postać dwupłciową, ale w której przede wszystkim granice między tymi płciami uległy zatarciu. Dlatego androgyn to już nie tyle, co osobnik dwupłciowy, ale przedstawiciel trzeciej, zupełnie nowej płci. Płci, która jest doskonałym zespoleniem i zjednoczeniem. Sugerując tym samym jakoby androgynizm był rodzajem gradacji hermafrodytyzmu.

Terminu androgyniczności używa się w literaturze na określenie płci psychicznej, w której zatarło się poczucie zróżnicowania płciowego. Androgynizm nie jest związany z cechami zewnętrznymi i nie ma natury biologicznej. Zjawisko androgyniczności opisuje dosyć precyzyjnie Sandra L. Bem w swojej książce Męskość - kobiecość. Bem tworzy teorię schematów płci, w której odrzuca biegunowe rozumienie kobiecości i męskości, przyjmując w zamian koncepcję dwóch autonomicznych czynników. Z teorii tej wynika, że istnieją jednostki androgyniczne, które mogą być jednocześnie męskie i kobiece. Ten model tożsamości, który wyraża ideę unifikacji płci w wymiarze psychologicznym i społecznym, przewiduje istnienie dwóch czynników tożsamościowych, męskości i kobiecości, występujących jednocześnie. Każda osoba może być opisywana jednocześnie w tych dwóch kategoriach. Androgyniczność uważana jest w tej teorii za pojęcie nacechowane pozytywnie, ponieważ oznacza większą dostępność i elastyczność zachowań. Osoby androgyniczne są bardziej przystosowane oraz bardziej odporne na stres. Mają lepszy od innych obraz samych siebie, a tym samym wyższą samoocenę. Charakteryzują się też lepszym zdrowiem i silniejszą osobowością.

Z kolei wprowadzenie przez Autorkę koncepcji trzeciej płci, w użytym kontekście, nie spełnia zasady homogeniczności i stanowi moim zdaniem poważny błąd metodologiczny, ponieważ płeć jest kategorią biologiczną, związaną z pierwszo- i drugorzędowymi cechami płciowymi a połączenie tych cech określane jest mianem hermafrodytyzmu i jest zjawiskiem patologicznym, związanym zwykle z cierpieniem oraz poważnymi zaburzeniami psychofizycznymi. Autorka nie wyjaśnia na czym miałaby owa trzecia płeć polegać, jaki charakter ma mieć owo doskonałe zespolenie i zjednoczenie.

Na marginesie warto wspomnieć o zjawisku skrajnego transwestytyzmu uosabianego przez mężczyzn nazywanych shemale. Mężczyźni ci aplikują sobie duże dawki kobiecych hormonów płciowych, powodujących zanik zarostu oraz pojawienie się kobiecych rysów ciała. Poddają się zwykle operacji sztucznego powiększenia piersi. Od transseksualistów różnią się tym, że nie pozbawiają się penisa i pozostają aktywni seksualnie, odbywając normalne stosunki płciowe. Zjawisko to staje się coraz bardziej powszechne, zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej i krajach Ameryki Łacińskiej. Osoby takie często zostają gwiazdami pornobiznesu. Temat ten domaga osobnej analizy bowiem nie mieści się ani w kategorii hermafrodytyzmu ani androgyniczności. Ale to tylko taka dygresja.

W dalszej części swego tekstu Autorka poddaje analizie hermeneutycznej fragmenty tekstów klasycznych, biblijnych i gnostyckich, moim zdaniem czyniąc to również z pominięciem zasad metodologicznych, dokonując poważnych i nieuzasadnionych nadinterpretacji.

Pisze Autorka: (...) O androgyniczności Jezusa, a także o potrzebie powrotu do niej człowieka, możemy wnioskować na podstawie fragmentów ewangelii apokryficznych (Ewangelii Tomasza i Ewangelii Filipa): "Rzekli uczniowie do Jezusa: «Powiedz nam, w jaki sposób nastanie nasz koniec?» Odrzekł Jezus: «Odkryliście już początek, aby poszukać końca; tam bowiem, gdzie jest początek, tam będzie i koniec (...)»" [EwTm, 18]5. Być może chodzi tu o postać androgynicznego człowieka: że wszystko na nim się skończy, bo od niego też wszystko się zaczęło. Jedność była na początku i jedność będzie na końcu. "Spytali Go: «Jeśli staniemy się małymi, wejdziemy do królestwa?» Odrzekł im Jezus: «Wejdziecie, jeżeli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością, aby to, co jest męskie nie było męskim, a to, co jest żeńskie nie było żeńskim; (...) - wtedy wejdziecie do królestwa»" [EwTm, 22]6. "Rzekł Jezus: «Gdy macie zwyczaj czynić dwoje jednością, staniecie się synami człowieczymi i powiecie 'Góro przesuń się', ona się przesunie»" [EwTm, 106]. Mowa jest o czynieniu "dwóch jednością". Tu obie płcie połączą się w doskonałą pełnię. Człowiek nie będzie wtedy ani mężczyzną, ani kobietą, ale nimi razem. Sam Adam, po oddzieleniu od niego Ewy, zmuszony jest do życia połowicznego. W tej swoistej samotności znajduje jednak sprzymierzeńca. Oto dowiadujemy się, że Chrystus pragnie pomóc mu odnowić pradawny stan: "Gdyby kobieta nie oddzieliła się od mężczyzny, nie umarłaby z mężczyzną. Jego oddzielenie stało się początkiem śmierci - i dlatego przyszedł Chrystus, aby oddzielenie, które było na początku, ponownie oddalić, a ich oboje połączyć (...)" [EwF, 78]8. Rozwiązaniem w tej sytuacji może być małżeństwo: "Misterium małżeństwa jest wielkie. Świat jest różnorodny. Podstawą bowiem świata jest człowiek. Podstawą zaś człowieka jest małżeństwo (...)" [EwF, 60].

Interpretacja tekstów gnostyckich przysparza wiele trudności. Po pierwsze kwestia językowa: dysponujemy polskim tłumaczeniem tekstu gnostyckiego, np. Ewangelii Filipa, zapisanego w języku koptyjskim, który jest przekładem nieistniejącego już tekstu greckiego. Język koptyjski był prymitywnym językiem egipskiej prowincji. Tłumacze koptyjscy byli prostymi ludźmi i mieli bardzo niedoskonały warsztat językowy. Do dzisiaj mamy gnostyckie manuskrypty, których nie sposób zrozumieć i przetłumaczyć, ponieważ są zlepkiem słów bez znaczenia gramatycznego. Tłumaczenie tekstów gnostyckich np. tych z Nag-Hammadi, jest zadaniem niezwykle trudnym, wymagającym również znajomości kultury egipskiej i pisma. Tylko jedna osoba w Polsce potrafi to robić profesjonalnie i jest nią prof. Albertyna Dembska z UwB. Ale nawet ona, znająca doskonale kontekst historyczny nie podejmuje się analizy hermeneutycznej tłumaczonych przez siebie tekstów, bo przy naszej obecnej wiedzy jest to zadanie wysoce specjalistyczne. Gnostycyzm, którego owocem są cytowane przez Autorkę Ewangelie, był synkretycznym, wysoce niejednorodnym ruchem religijnym od II do V wieku. Wszelkie jego ślady w kulturze zostały sprasowane przez walec ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Oprócz hermetycznych opisów z dostępnych dzisiaj tekstów gnostyckich nie wiemy za wiele o tych ludziach, ich poglądach i zwyczajach. Rzeczą najważniejszą jest jednak to, że prześladowani przez kościół gnostycy z obawy zapisywali swoje teksty językiem hermetycznym, rodzajem kodu, który bez klucza jest nie do złamania. A tegoż klucza póki co nie posiadamy. Możemy jedynie snuć przypuszczenia (ale nie w ramach naukowej metody, co najwyżej na sposób jakiejś zabawy ezoterycznej, wolnej gry skojarzeń), jak na przykład na temat owej małżeńskiej komnaty z Ewangelii Filipa. Jej prawdopodobną i hipotetyczną interpretację podała filozofka i historyczka Luiza Rzymowska w swej książce pt. Istota gnostycyzmu w świetle interpretacji pojęcia prawdy.(...) Ewangelia Filipa mówi o pięciu ceremoniach, które prawdopodobnie odpowiadają pięciu pieczęciom walentynian: (jedna ze szkół gnostyckich przyp. autora) chrztowi. namaszczeniu, eucharystii, zbawieniu i komnacie małżeńskiej. (...) trzeba jednak pamiętać, że wszystkie konkretyzowały czysty akt intelektualny poznania w formie znaku, słowa, działania i urzeczywistniały we wspólnotowym przeżyciu sam akt zbawienia. (...) Prymarne znaczenie przysługuje zaś misterium komnaty małżeńskiej, będącemu unaocznieniem mitu Sophii, czyli znakiem zaślubin Duszy ze swoim Zbawicielem. O tej ceremonii pisze Kurt Rudolph (wybitny znawca gnostycyzmu, przyp. autora) pisze, że jej interpretacją było zapewne antycypowanie i sakramentalne przyswojenie eschatologicznego zjednoczenia z Pleromą, przedstawianą jako komnata małżeńska, które jednak nie miało nic wspólnego z aktem seksualnej natury. Z tego sakramentu gnostyk czerpie niegasnące światło (...) czyniące go w pośmiertnej wędrówce niewidzialnym i nieuchwytnym (dla demonicznych Archontów, przyp. autora). (...) Misterium komnaty małżeńskiej obdarza prawdą w obrazie jeszcze za życia [EwFil. 86, 11-13] po śmierci zaś pozwala bezpiecznie wrócić do Pleromy (str. 137-138) .

Przypisywanie natomiast androgyniczności samemu Jezusowi jest już nadużyciem, nie znajdującym poparcia w żadnym ze znanych nam tekstów źródłowych. Wyciąganie wniosków z tekstu takiego jak gnostyckie źródło wymaga czegoś więcej od zastosowanej metody, niż proponuje to nam Autorka. Jak na przykład w świetle tego, co sama napisała, zinterpretować następującą wypowiedź Jezusa?: Rzekł im Szymon Piotr: Niech Mariham odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia". Rzekł Jezus: "Oto poprowadzę ją, aby uczynić ją mężczyzną, aby stała się sama duchem żywym, podobnym do was, mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios.[EwTom 114]. Interpretacja tego fragmentu, na sposób czyniony przez Autorkę, zdaje się nasuwać wnioski zupełnie odmienne od tych, które sama wcześniej poczyniła. Nie istnieje wśród znawców gnostycyzmu zadowalająca interpretacja tych słów Jezusa, gdzie mówi on o kobiecości i męskości.

Kolejna interpretacja dotyczy fragmentu platońskiej Uczty, gdzie mowa jest o trzech płciach: męskiej, żeńskiej i obojnaczej. Proszę jednak zauważyć, że Platon przytacza ten mit jako wytłumaczenie szerszej kwestii miłości i dążności duchowej. Każda z tych płci: męsko-męska, kobieco-kobieca i męsko-kobieca została przez Bogów przecięta na pół. Stąd mają pochodzić wszyscy ludzie. A że każdy jest połową jakiejś całości zatem szuka tej drugiej. Jedni mężczyźni szukają kobiet, inni mężczyźni mężczyzn (geje) a inne kobiety kobiet (lesbijki). W niczym ten mit nie mówi o androgyniczności rozumianej w sposób przyjęty przez Autorkę. Lektura całej Uczty nie może skłaniać ku takiej interpretacji, bo po prostu nie o to tam w ogóle chodzi.

Interpretacje tekstów Junga pomijam, gdyż on sam tak konfabuluje i pisze wysoce niespójnie, jest na tyle chaotycznym twórcą, że z jego myśli dowodu jakiegokolwiek uczynić nie sposób.

Na sam koniec Autorka pisze w sposób dosyć dla mnie niezrozumiały: (...) Do wiodących motywów jednoczących należą krzyż, kwiat, a przede wszystkim koło, które od dawna było uważane za figurę odzwierciedlającą kształt najdoskonalszy i perfekcyjny. Na Wschodzie od dawna znano te symbole. Tak koło i przypisywana mu symbolika najlepiej oddawane są przez obraz mandali. Charakterystyczne jest tu symetryczne uporządkowanie części dokoła punktu centralnego. Układ elementów tworzących mandalę jest zawsze typowy i co już zostało zasygnalizowane - symetryczny, można więc wyprowadzić stąd pewną prawidłowość. Widoczne jest tu dążenie do harmonii form i barw - mają one razem stanowić wyważoną całość. Zasadniczym kształtem mandali jest koło bądź kwadrat i to one właśnie symbolizują całość. Jednak równie ważne jest to, że w każdym takim przedstawieniu silnie zaakcentowane zostaje odniesienie elementów tworzących mandalę do jej punktu centralnego. Forma koła implikuje pojęcie ruchu, który się po nim odbywa. Ruch okrężny to ruch wieczny, ale nie jest to tylko ruch po kole w dosłownym rozumieniu. Z jednej strony bowiem symbolizuje on wyodrębnienie ze świętego kręgu, z drugiej - skoncentrowanie się na centrum. W szerszym zaś sensie chodzi o zjednoczenie wszelkich przeciwieństw: zasad, pierwiastków, męskiego i żeńskiego, końca i początku, początku i końca.

Jakie to ma znaczenie dla całego tekstu, że koło, krzyż i kwiat były znane na Wschodzie (a czy na Zachodzie nie były znane?) i jaki ma to związek z źródłami historycznymi cytowanymi przez Autorkę, nie mogę zrozumieć. Cały ten akapit wydaje się pozostawać bez związku z resztą tekstu. Chyba, że jest to interpretacja wywodów Junga, który sam jest wielką interpretacją wszystkiego. A kiedy wchodzimy na teren jungizmów, czyli zbiornika absurdów, możemy wywodzić dowolne wnioski z czegokolwiek. Wszystko zaczyna kojarzyć się ze wszystkim. I w związku z tym tej części tekstu Autorki rzeczowej krytyce poddać nie sposób.

Mirosław Miniszewski
Białystok 16 grudnia 2005
anthropos@anthropos.pl





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)