Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 czerwca 2019

Paulina Lucyna Danecka

z cyklu: Czytamy, polecamy (odcinków: 16)

Uwalnianie negatywności albo integracja cienia według Junga i Hawkinsa
Kryzysy życiowe czynią nas bardziej ludzkimi


« Metagenealogia: program kontra cel

Różne są określenia emocjonalnego bólu – kryzys albo krach (niczym na rynku); romantyczna wizja ciemnej nocy duszy, archetypowe spotkanie z cieniem, psychologiczne określenie integracji procesu, obrazowe bycie w rozsypce albo w ciemnej dupie – by nie bać się porównań lub języka, jakimi często w takich właśnie momentach posługuje się nasza podświadomość: masakra, koniec świata, „znowu to!”, początki depresji, dół albo energetyczny spadek. Cóż w tym dobrego?

Przechodzenie przez kryzysy życiowe czyni nas bardziej ludzkimi, współczującymi, akceptującymi i rozumiejącymi siebie samych oraz innych – twierdzi wybitny psychiatra David Hawkins i dodaje: Nie musimy już dłużej oddawać się negatywnemu ocenianiu innych ludzi i siebie. Poradzenie sobie z kryzysem daje mądrość i niesie korzyści na całe życie. Lęk przed życiem jest tak naprawdę lękiem przed emocjami. Doskonale, tylko jak sobie z nimi poradzić?

Odpowiedzią oraz summą pracy Hawkinsa jest wydana przez Wydawnictwo Virgo Technika uwalniania” – podręcznik pracy z emocjami oraz świadomością, który już nie raz pomógł mi poskładać się lub poukładać myśli po czasie integracyjnego chaosu.

CHMURY NEGATYWNOŚCI I SŁABNĄCE CIAŁO

Kiedy to, co negatywne zaczyna przesłaniać mi świat, pierwsze i kolejne symptomy rozpoznaję zarówno po pojawiających się myślach i emocjach, jak i po sygnałach płynących z ciała. Odechciewa mi się działania, zwiększa mi się apetyt, staję się nadwrażliwa na bodźce, na niewielkie problemy reaguję stresem i zaczynam potrzebować coraz więcej snu – bo ten na początku jest niczym przeciwbólowy lęk, mogę w niego uciec. Do czasu jednak. Gdy odmawiam słuchania tego procesu albo próbuję go przyspieszyć, stłumić lub zbagatelizować – symptomy zaczynają pojawiać się również we śnie! Co akurat może być dobrą wskazówką – pod warunkiem, że słucham uczuć, jakie niesie takie śnienie.

Budzę się zła. Pamiętam, że we śnie walczyłam z kimś kogo znam lub nie (mimo, że w życiu rzadko zachowuję się w ten sposób i wyrażam złość; a może właśnie dlatego?) – więc złość! Biorę to za wskazówkę i chcę zrobić coś ze złością – czuć złość! Czuć, czy uwolnić? Jak to rozróżnić? Jeśli uwalniam, to mija. Jeśli zaś nadmiernie się na niej skupiam i zaczynam tworzyć wokół tego, co czuję historie – złość rośnie w siłę. Negatywne myśli i wspomnienia karmią złość. Wskazówką jest zostać z emocją na poziomie ciała, obserwując co się zmienia w czuciu.

ZOSTAĆ Z EMOCJĄ I NIE PRODUKOWAĆ MYŚLI

Zostaję więc ze złością. Czuję. Czuję! Pojawia się myśl, że niewiele mogę z nią zrobić... A chcę! Cóż więc robię? Jestem zła!!! Uderzanie pięściami i krzyk w poduszkę nie pomagają. Choć faktycznie czuję się doenergetyzowana, w czym Hawkins radzi szukać zalet złości. Można jej użyć niczym odskoczni i wybić się ze złości w odwagę odpuszczenie tego, co tak naprawdę stoi za złością. Za złością czai się strach!

Przyglądając się swoim lękom, dobrze jest wiedzieć to, co odkrył Carl Jung – że te zakazane zasoby w obrębie cienia to część zbiorowej nieświadomości. Co oznacza, że każdy z nas ma takie myśli i fantazje. Nikt z nas nie jest wyjątkowy, jeśli chodzi o sposób, w jaki symbolizujemy swoje emocje. Każdy w skrytości ducha boi się, że jest głupi, brzydki, niekochany i przegrany – pisze Hawkins i dodaje: Podobnie jak każdy z nas ma określony zasób stłumionych i wypartych lęków, które przenikają do wszystkich aspektów życia, zabarwiając nasze doświadczenie – pozbawiają radości życia, odzwierciedlają się w napięciu mięśni twarzy, wpływając na wygląd fizyczny, siłę fizyczną i kondycję zdrowotną wszystkich organów.

Gdyby mój proces był tylko o złości – uwalnianie, na które sobie pozwoliłam, wystarczyłoby. Tymczasem proces był zarówno o złości, jak i o strachu oraz dumie. O strachu nie pomyślałam (czyli wyparłam) – dopiero w trakcie lektury „Techniki uwalniania” przypomniałam sobie, że właściwie od strachu się niedawno zaczęło. Tyle, że nie mogłam temu dać przestrzeni – byłam w podróży i musiałam sobie radzić. Więc po kilku dniach przyszła złość mojego strachu: dlaczego mnie lekceważysz?! Mam Ci coś ważnego do powiedzenia!!!

POZWALANIE EMOCJOM I POCZUCIE WINY

Poczułam i pozwoliłam. W międzyczasie wspierałam swoje ciało – poprzez redukcję bodźców, długi sen, kojące pokarmy oraz codzienną saunę i jacuzzi – to mi pomaga! Tego też od jakiegoś czasu domagało się ciało – Zwolnij, zajmij się mną. No przecież się zajmuję – więcej niż inni ludzie. Znasz skądś te fragmenty dialogu wewnętrznego?

Poczucie winy, że może za bardzo się sobą zajmuję i na sobie skupiam (a tak naprawdę odsuwam realne potrzeby, bo mam deadliny i plany). Porównywanie z „innymi”, którzy mają lepiej lub gorzej. Zamiast uznania i akceptacji, że właściwie to mamy bardzo podobnie. Cierpimy z powodu poczucia winy i źle definiowanego poczucie obowiązku: że najpierw jestem coś winna (znów winna!) światu, a w drugiej kolejności sobie.

Życiowe kryzysy przynoszą nam korzyść w postaci zwiększenia naszej samoświadomości. Sytuacja jest tak przytłaczająca, że zmusza nas do porzucenia wszystkich gierek, których używaliśmy dotąd, by odwracać od niej uwagę. Zmusza nas też, by przyjrzeć się własnej sytuacji życiowej oraz zweryfikować przekonania, cele, wartości i kierunek, w którym chcemy zmierzać. To okazja, by zrewidować je i uwolnić poczucie winy – lektura tego fragmentu książki bardzo pomogła mi zrozumieć uwikłania w winę oraz zająć się jej uwalnianiem z poziomu Odwagi i Akceptacji.

KOCHAJ BLIŹNIEGO ALE NAJPIERW KOCHAJ SIEBIE (UCZYNKIEM!)

Im wyższy poziom świadomości, tym jaśniejsza staje się zasada, że moje wewnętrzne przeżycia kształtują zewnętrzną rzeczywistość oraz to, że relacje jakie mam z innymi ludźmi są lustrzanym odbiciem relacji, jaką mam ze sobą. To jedno z praw świadomości powtarzanych w wielu religiach i systemach filozoficznych, m.in. przez słowa: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” – czyli najpierw, na Boga, kochaj siebie – nie słowem, a uczynkiem: relaksem, delikatnością, zrozumieniem, odpoczynkiem. Bo jeśli sobie tego nie dam, to światu też będę zabraniać: oceniać, krytykować i wzmacniać to, co negatywne.

Kiedy uzmysłowimy sobie, że podzielamy słabości całego rodzaju ludzkiego, stajemy się bardziej ludzcy i kompletni. Wszystko, o co obwinialiśmy „innych”, w równym stopniu jest w nas. Zatem kiedy wyniesiemy to na poziom świadomej uwagi, uznamy, uwolnimy i odpuścimy, przestanie nami rządzić z poziomu nieświadomego. Gdy „cień” zostaje uznany, traci swą władzę. Jedyne, co jest konieczne, to rozpoznanie, że mamy określone niedozwolone popędy, myśli i uczucia.

KRYZYS, CIEŃ I GŁĘBIA ODCZUWANIA

Kiedy jestem w kryzysie, jestem na głębokości odczuwania i są to niezwykle cenne momenty! Skoro mechanizmy obronne puściły i jeśli mogę sobie teraz poświęcić czas. Lepiej, żebym mogła… Tak – jest to również, a może przede wszystkim czas niewygodny, który w pewnym sensie „skazuje mnie na proces”. Jednak to ode mnie zależy, czy będę w tym udręczoną ofiarą czy świadomą osobą, która szuka rozwiązań oraz wsparcia – najpierw w sobie samej, potem na zewnątrz. Pozwalając, by wrodzony pęd ku całości mógł się realizować

Na poziomie nieświadomym wielu ludzi przejawia wrodzony pęd ku całości, jedności i realizacji Jaźni. Nieświadomość znajduje drogi i sposoby na realizację tego, nawet jeśli ranią one świadomy umysł – zauważa Hawkins, wyjaśniając założenia psychologii analitycznej i porównując pojęcia kryzysu oraz cienia. Cień to wszystkie wyparte myśli, uczucia i koncepcje na swój temat, z którymi nie chcemy się skonfrontować. Jedną z korzyści kryzysu jest to, że zazwyczaj umożliwia nam zapoznanie się z własnym „cieniem” – dodaje autor.

Głębokie uzdrowienie zaczyna się od integracji cienia. Tej zaś towarzyszą przeszkody w postaci strachu oraz oporu, ponieważ jak pisze Hawkins: Jedną z przeszkód na drodze rozwoju emocjonalnego jest lęk przed tym, co zostało głęboko ukryte w naszej nieświadomości. W każdym z nas, w tym co Jung nazwał zbiorową nieświadomością, ukryte jest to, czego najbardziej nie chcemy w sobie uznać. Przeciętny człowiek woli projektować swój cień na świat zewnętrzny, dzięki czemu może potępiać go i postrzegać jako zło i myśleć, że to kwestia walki ze złem tego świata. W rzeczywistości istotą rzeczy jest jedynie uznanie obecności tych myśli oraz popędów w samym sobie. Kiedy je uznajemy, one się wyciszają. A gdy są wyciszone, przestają nami kierować z poziomu nieświadomości.

Bibliografia

David R. Hawkins, „TECHNIKA UWALNIANIA. Podręcznik rozwijania świadomości”, przeł. Anna Rutkowska, Virgo 2015.

Czytamy, polecamy: wstęp na końcu

Recenzje książek. Blog może pisać każdy, kto ma swój profil w Tarace. (Profil, jeśli nie masz, założysz tu: profile.edit.)


« Metagenealogia: program kontra cel

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)