Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 września 2013

Ewa Motyka

z cyklu: W ciemności (odcinków: 12)

Uwiedzenie


Bajka o spotkaniu w lesie wyjątkowego dębu i co z tego wynikło »

Motto

„Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść (…)”.

(Jer 20, 7)

 Dla mnie to cytat nie z proroka Jeremiasza (ciąg dalszy cytatu przerażający, nie polecam), ale z filmu „Wielka cisza”, widzianego dwukrotnie, poruszającego struny wygrywające dźwięki, które, gdy wybrzmią tęsknotą, wzruszeniem, zachwytem, goryczą, radością i żalem - godzą mnie z sobą samą. Nieczęsto, mając harmonijną ciszę w odmętach umysłu, tym bardziej doceniam obrazy, które ku niej wiodą.

Wielka cisza
Kadr z filmu "Wielka cisza", z: www.gutekfilm.pl/wielka-cisza

 Drugim filmem, dawno, dawno temu widzianym, którego odbiór kojarzę jakoś podobnie, jest „Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna”.

 Wracając do motywu uwiedzenia. Można sięgnąć do słownikowych definicji, bardzo obszernie wyjaśniających pierwotne znaczenie i pochodzenie wyrazu, ale tego nie zrobię. Co mam na ten temat do powiedzenia? Bardzo proszę: U-wieść. Ku  c z e m u ś  wieść, prowadzić. Od razu wychodzi na jaw relacyjność tego słowa, czyli przynajmniej dwoje ludzi stawiamy koło siebie. Kiedy kogoś wiedziesz, ten daje się prowadzić, wyraża zgodę, uznając przewagę prowadzącego, wynikającą z chadzania wcześniej tą drogą. Mnie co innego boli, mianowicie - niesymetryczność relacji czytana poprzez pryzmat tego „u” jak początek słowa „u-więzienie” albo „u-prowadzenie”, albo „u-kręcenie” czegoś tam, byle tylko osiągnąć swój cel. „U” osadzające w środku czegoś, co nie pozwala wybierać, ogranicza, w jakiś sposób kastruje nawet. To zwielokrotniony dźwięk „uuu”, nie łączący radosną niebieskością wymiarów ziemi i nieba, ale wyrażający jęk zawodu, może nawet płacz. „U”, które oddziela zamiast łączyć, bo zabrakło szczypty zaufania, a znając twardość rzeczywistości, staram się nie czytać między wierszami w pewnych okolicznościach, choć kusi, nie powiem. Na marginesie - kanciastość rzeczywistości znam lepiej niż niejeden Czcigodny piszący na tym forum. Próbowałam wbiec przez drzwi w ścianie, których nie było :)

  Proszę czytelników, by zatrzymali na moment, nim nie wyjaśnię z jakiego powodu, pomysł o jerozolimskim pochodzeniu powyższego. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku. Bo tak, tak, Jerozolima we mnie jest. I pustynia. Ale wolę piaski na polach moich dziadków. Wiem, że wolę, bo byłam na izraelskiej pustyni. To materiał na osobną historyjkę o pakowaniu się w nie swoją wyprawę z ludźmi, którzy patrzą na ciebie czasem ze zdziwieniem, czasem biorą za swoją, choć wiedzą, żeś z innych rubieży, a czasem oceniają, nie próbując nawet ukryć taksującego spojrzenia od stóp do głów. Dobrze szło się z nimi wszystkimi, bo w różnorodności postaw wobec odszczepieńca nie było agresji, przynajmniej jawnej.

Ostatnie tygodnie niosą nieodparte wrażenie, jakby czas zatoczył koło, a ja po raz kolejny zgłosiłam się /jak zawsze wyrywna/, by przerabiać tę samą lekcję, a raczej całą ich serię, podczas, gdy uważam, powinnam mieć je zaliczone już dawno. Nawet nie usiłuję zrozumieć. Przyjmuję – tak jest. Może mam szansę, by stara rana się zabliźniła?

                Bardziej niż wciąż, przecież, zmieniające się, w miarę zdobywanych doświadczeń i wiedzy (w tej kolejności), obrazy bogów czy Boga, czy pustki, mnie na co dzień stwarzają na nowo żywi ludzie i ja ich stwarzam w konkretnym rzeczywistym fizycznym wymiarze, w psychicznym, a z rzadka duchowym też. A ocalenie? Wciąż naiwnie wierzę,że rozciąga się między nami. Zmienia się, nieustalone, przekształcające, zgodnie z prawami dostępnego i nie – dostępnego świata lasów, pól, żywiołów, drobnych i większych zwierząt. Nie uważam siebie za boga/boginię, to nie przejaw hybris.

Z narzekania, gniewu, histerii jako reakcji na „bycie uwiedzionym”, chciałabym umieć brać zdolność i zapał do nauki śpiewania swojej o tym pieśni. Jak zamknęłam oczy, by odciąć zwykłe widzenie i próbowałam mówić zupełnie innym niż w codzienności językiem (wzrok, mowa – Ateny). O tym, jak pierwszym zwierzęciem, które świadomie zobaczyłam w lesie po pierwszym Szałasie, był martwy kret i jak bardzo wtedy drżałam. Jak szłam wbrew temu, co słyszę jako zwerbalizowane i konkretne, co poza mną (Szema Israel). Jak dałam się uwieść sobie wrażliwej na dotyk nawet wyobrażony.

Pozwoliłam się uwieść, bo zobaczyłam rozbłysk spłoszonej, wiecznie uciekającej dobroci (?), poprzebieranej w coraz to inne szaty. Czasem bezradnej i smutnej. Zniecierpliwionej. Szukającej rady u innych i, chyba też, własnego ocalenia. Chcę umieć ufać tej postaci.

Korekta przez: ()



Bajka o spotkaniu w lesie wyjątkowego dębu i co z tego wynikło »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)