zdjęcie Autora

13 października 2014

Jan Szeliga

z cyklu: Moja Twarda Ścieżka (odcinków: 80)

V Zjazd Taraki
Moje wrażenia z V Zjazdu autorów, czytelników i sympatyków Taraki, Lechów 19 - 21 września 2014 r.

Kategoria: Twarda Ścieżka

« Mini Vision Quest Jesienne warsztaty w Puszczy Bolimowskiej »
Wiele lat minęło od ostatniego zjazdu autorów, czytelników i sympatyków Taraki. Ostatni taki zjazd odbył się w Brodkach 6 lat temu, w dniach 3-5.10.2008 r. Pisałem o tym tu.
Przyznam, że bardzo się stęskniłem za takimi zjazdami. Zawsze jest to dobra okazja, aby się spotkać ze starymi znajomymi, z którymi kiedyś uczestniczyło się w warsztatach Twardej Ścieżki, jak też poznać nowe osoby, które na tę ścieżkę dopiero wstępują lub publikują swoje teksty w Tarace.
Dlatego bardzo się ucieszyłem, gdy Wojtek na wiosnę tego roku rzucił hasło o możliwości zorganizowania kolejnego zjazdu. Zaczęły się poszukiwania odpowiedniego miejsca na zjazd. Propozycji było kilka, z których wybraliśmy miejsce, w którym swoje warsztaty miał prowadzić David Thomson; ten sam który przed laty przywiózł do Polski praktyki, które później weszły do kanonu praktyk Twardej Ścieżki. Nasz Zjazd odbył się, jak się później okazało, w bardzo pięknym miejscu: w Ośrodku Samorealizacji, w Lechowie, niedaleko Łysej Góry w woj. świętokrzyskim.
Tak się złożyło, że na zjazd wyjechałem już tydzień wcześniej; najpierw wziąłem udział udział w tygodniowych warsztatach, o czym wspomniałem w poprzednim odcinku mojego bloga. Warsztaty zakończyły się około godz. 13:00. Szybko więc się spakowałem, wprowadziłem do nawigacji współrzędne GPS (znalezione na stronie ośrodka w Lechowie) i wyruszyłem w drogę. Miałem do przejechania około 90 km, co zajęło mi około 1,5 godz. Niestety, okazało się, że po dojechaniu na miejsce wprowadzonych współrzędnych - moim oczom ukazało się szczere pole. Dojechałem polną drogą do najbliższego domu, zapytałem - znajdującą się na polu starszą panią - o miejsce, w którym odbywają się warsztaty. Pani powiedziała, że nie ma tu żadnych warsztatów samochodowych. Postanowiłem, że już o nic jej nie będę pytał, tylko zawrócę i pojadę teraz od drugiej strony. Po ponownej nawrotce - zobaczyłem na wzgórzu stojące samochody i duży budynek z bramą. Skręciłem w polną drogę i wreszcie dotarłem na miejsce.

Ośrodek "Samorealizacja" w Lechowie. Zdjęcie od strony wjazdowej na teren ośrodka.


Po wejściu do środka zacząłem szukać pozostałych uczestników zjazdu. Okazało się, że siedzą w kręgu na wzgórzu. Dołączyłem do nich i zacząłem wsłuchiwać się w to, co mieli do powiedzenia. Z radością stwierdziłem, że jest tam kilka znanych mi osób, jak też były tam osoby, które poznałem wcześniej na Facebooku, a teraz mogłem wreszcie realnie je poznać.
Jak się okazało - na miejsce dotarło już około połowy uczestników zjazdu. Co jakiś czas dołączały do nas kolejne osoby, a nasz krąg się powiększał. Zmieniliśmy też miejsce, w którym siedzieliśmy i przenieśliśmy się na małe wzgórze, na którym oświetlały nas ostatnie w tym dniu promienie słońca. Wojtek podzielił nas na "rodziny". Ja znalazłem się, wraz z czterema innymi osobami, we "wschodniej".
Po obiadokolacji zaczęły się zaplanowane wcześniej wykłady, które zakończyły się późno w nocy. Dyskutowaliśmy w "rodzinach" o tym, co moglibyśmy robić na zjeździe. Pojawiły się nowe, ciekawe pomysły, które mieliśmy zamiar wykorzystać następnego dnia.
Sobota, niestety, przywitała nas deszczem, przez co kilka pomysłów nie udało nam się zrealizować. Na szczęście deszcz ustał i mogliśmy wyjść z domu, aby zbudować szałas potu.

Szałas potu zbudowany przez Davida Thomsona.


Tutaj widać jak ogromna to była konstrukcja


Szałas potu, zbudowany przez Davida Thomsona w czasie jego tegorocznej wizyty w Polsce, mogący pomieścić około 40 - 50 osób, był dla nas zdecydowanie za duży. Uczestników zjazdu w sumie było około 25 osób, z czego nie wszyscy mieli zamiar, aby wejść do szałasu. Postanowiliśmy więc szałas przebudować i znacznie go zmniejszyć.

Ładujemy drewno na ognisko


Za chwilę zaczniemy pracę przy szałasie


Wojtek przydzielił poszczególnym "rodzinom" zadania do wykonania. "Wschodniej", do której ja należałem, powierzył bardzo odpowiedzialne zadanie zbudowania stosu do grzania kamieni. Dużą trudnością było to, że tych kamieni było, jak na szałas, naprawdę dużo. Z tego co pamiętam, to włożyliśmy ich 70 sztuk. Na szczęście mieliśmy do wyboru kilka rodzajów drewna. Drewno było i grube, i cienkie, a przede wszystkim suche. Jerzy, właściciel ośrodka, podjechał pod szopę samochodem z przyczepką, do której nałożyliśmy drewna. Później tylko asystowaliśmy mu, kiedy wiózł to drewno pod górkę po mokrej trawie. Na szczęście udało się bez problemu wjechać na tę górę i drzewo znalazło się przy szałasie.

Budujemy stos do grzania kamieni. (Zdjęcie - AL)


Budujemy stos do grzania kamieni. (Zdjęcie - AL)


Cała "rodzina" brała czynny udział w budowie stosu. Pomagały nam też osoby z innych "rodzin". Praktycznie w tym samym czasie zostały ukończone prace przy stosie jak i przy konstrukcji szałasu.

Już widać - koniec prac


Praktycznie wszystko już jest gotowe


Mogliśmy teraz odpocząć i wysłuchać następnych wykładów. Zajęci słuchaniem i dyskusją - zauważyliśmy, że zrobiło się ciemno. Była to najwyższa pora na to, aby rozpocząć ceremonię szałasu potu.

Ognisko płonie. (Zdjęcie - MP)


Rozpaliliśmy stos z czterech stron świata i oczekiwaliśmy wokoło na rozgrzanie kamieni,przygrywając na bębnach i innych instrumentach.
Z tego, co pamiętam, był to chyba najbardziej perfekcyjny stos, jaki kiedykolwiek udało nam się ułożyć. Zwykle w czasie palenia wypadają ze stosu drewno i kamienie. Tym razem, praktycznie, do końca nic ze stosu nie wyleciało. Gdy kamienie już były gorące, Wojtek rozpoczął ceremonię.
Wszedłem zaraz na początku, ponieważ obawiałem się, że długo trym razem w szałasie nie wytrzymam, ponieważ miałem za sobą bardzo intensywny tydzień połączony z głodówką. Zmęczenie, niestety, dało mi się mocno we znaki. Praktycznie cały czas leżałem w szałasie i nawet 2 razy wyszedłem na zewnątrz.
Ceremonia, którą prowadził Wojtek, była - moim zdaniem - perfekcyjna. Duże wrażenie wywarło na mnie to, że Wojtek z góry określał ile kamieni należy wnieść do środka. O ile jest to w miarę łatwe do przewidzenia, to w kolejnych rundach określenie dokładnej liczby kamieni do wniesienia, gdy jeszcze nie jest wiadomo, jak się rozłoży ciepło w szałasie przed pierwszą rundą, jest niesamowicie trudną sztuką. Wojtkowi jednak się to udało i w szałasie, moim zdaniem, było w sam raz gorąco.
Bardzo podobała mi się też runda, którą prowadziła Alina Michalik. Zwykle brakuje mi w szałasie potu czegoś takiego, jak różne pieśni. Nadrabiamy to czasem innymi okrzykami, ale jest tutaj w tym temacie jeszcze trochę do zrobienia.
Szałas zakończył się późno w nocy. Niektórzy poszli spać, a kilka innych osób jeszcze długo rozmawiało praktycznie do rana.

Rozmowy w kręgu. (Zdjęcie - AL)


Niedziela, niestety, znowu przywitała nas deszczem. W deszczu bardzo szybko rozebraliśmy szałas i wróciliśmy do ośrodka na kolejne wykłady.

Rozmowy w kręgu


Czas szybko leciał. Kolejne osoby zaczęły wyjeżdżać, więc podsumowaliśmy nasze wrażenia ze zjazdu, po czym pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy się do domów.
Po zjeździe czuję jakiś taki mały niedosyt. Zbyt szybko, jak dla mnie, to wszystko się zakończyło. Moim zdaniem przydałby się nam jeszcze jeden dodatkowy dzień lub nawet dwa.
Pocieszające dla mnie było to, że Wojtek stwierdził, iż będziemy takie zjazdy częściej organizować. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znowu się na takim zjeździe spotkamy.

PS
Dziękuję za zdjęcia Ani Litwin i Marysi Piaseckiej.

Moja Twarda Ścieżka: wstęp na końcu

Warsztaty i praktyki Twardej Ścieżki, które prowadziłem i w których brałem udział.

Korekta przez: ()



« Mini Vision Quest Jesienne warsztaty w Puszczy Bolimowskiej »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)