To jest opowieść o Vitriolu, przeżerającym się przez Warstwy. Vitriol oznacza żrący kwas. Jest to też skrót od łacińskiego akronimu (powyżej), który na polski wykłada się Odwiedź Wnętrze Ziemi gdzie w drodze Rektyfikacji (tzn "odparowywania kolejnych warstw zanieczyszczeń") Odnajdziesz Ukryty Klejnot.
Jack'owi i Oli, od których się wszystko zaczęło.
Nigredo

Zwlekam się z łóżka, szósta, za oknem deszcz. Jedno wiem, deszcz, nie deszcz, chcę dziś żyć z Siebie. Och, mogę, zamiast po macoszemu przeżywać kolejny dzień, zmierzyć się ze Sobą naprawdę! Każdy by tak chciał, a ja, ja nie tylko chcę, ja mogę! I mało tego, zaraz to zrobię, niech to jasny (bleep).
Zaczyna się zawsze tak samo: godzina szósta, za oknem plucha, na biurku papiery. I jak mogę coś zrobić, by móc uczciwie to nazwać "zrobione z Siebie"?
Przytępienie doznań z ciała usuwa ból i strach, ponieważ "niebezpieczne" sygnały zostają skutecznie uwięzione. W ten sposób dziecko zapewnia sobie przetrwanie, stłumienie staje się sposobem na życie.
Alexander Lowen
Skorupa. Zawsze to samo, no dobra. Muszę zapytać tej części Siebie, która się schowała pod skorupą. A gdzie ona? No właśnie. Wydaje się,że jej nie ma. Po prostu tyle - schowała się, i już. I siedzi przycupnięta tam z tyłu za papierami. W Nocy.
Co naprawdę mogę zrobić, aby naprawdę dzisiaj żyć z Siebie?
Nic. Mogę tylko zostawić wszystko i czekać. To mogę.
Mogę zostawić wszystko co nie jest z Siebie. Niech odpadnie pusta skorupa, niech zostanie tylko to, co z Siebie, niech zostanie tylko to, co Ważne.
Co jest Ważne?

Doświadczenie osobiste jest dla mnie najwyższym autorytetem. Moje własne doświadczenie jest miernikiem ważności. Żadne idee obcej osoby ani też moje własne nie niosą w sobie tak wielkiego ładunku oddziaływania jak moje własne przeżycie. To właśnie ku doświadczeniu powinienem zwracać się wciąż na nowo w celu odkrycia dokładniejszego przybliżenia prawdy, w ramach procesu stawania się jaki we mnie przebiega. Ani Biblia ani prorocy , Freud czy badania naukowe, nie mają pierwszeństwa wobec mojego własnego bezpośredniego doświadczenia.
Carl Rogers
No właśnie. Zostawić wszystko i powiedzieć do Siebie w duchu: "A teraz nie kiwnę rzęsą, nie zajrzę do lodówki, nie włączę telewizora i nie zastanowię się nad żadnym w ogóle praktycznym czy niepraktycznym działaniem, zanim nie dowiem się co jest, w danej chwili, Ważne." I dobra, mogę wierzyć że tylko starcę cenny czas, lub nie wierzyć że cokolwiek z tego wyjdzie - na zdrowie. Dalsza część zaklęcia brzmi tak: "Niech się dzieje co chce, ja tu, na tym krześle, zostaję. Niech odgłos moich myśli na temat wszystkich (bleep) tych niby Ważnych Spraw się w tyłek ugryzie, przepoczwarczy, spłonie, zespoli, zanihiluje, nie obchodzi mnie co. Chcę przeżyć to co Ważne, usłyszeć totalnie co teraz w tej chwili Jest dla Ciebie priorytetem, chcę doświadczyć tego ciałem, poznać to bez żadnych wątpliwości!" Tak właśnie powiem.
Visita Interiora - ale jak!?
Jestże balsam w Galaadzie?
Powiedz, bo mnie dręczy strach
A.E.Poe, Kruk
To, co jest w danej chwili wydaje się płaskie. Czasem, tylko czasem, wydaje się, że przecież musi tam być coś głębszego, bardziej duchowego pod spodem. Ale czasem jest wręcz na odwrót - jakie "pod spodem", co to za wymysły! Jest to co jest, i kropka, po co udziwniać i szukać jakichś "głębszych", "duchowych" czy "terapeutycznych" spraw. No ale, jeżeli To Co Jest, wydaje się Niezbyt Miłe, to w naturalny sposób pytamy się wtedy: czy jest jakieś wyjście?
Po kolei. Załóżmy, że właśnie przeżywam doświadczenie Niezbyt Wesołego Dnia. Mogę sobie na to pozwolić? Załóżmy, że tak. Załóżmy, że pozwolę być Niezbyt Wesołemu Dniowi tym, czym jest nie próbując go zmienić.
Czy coś się stało?
Oto Niezbyt Wesoły Dzień spoczywa we mnie bez żadnego wysiłku. Pozwalam mu być takim oto, jakim jest, teraz.
Przypomina to dokładnie kamień położony na otwartej dłoni. Kamień tam leży. Dłoń nie próbuje go trzymać. Ale też nie strząsa go, nie ocenia jako np. "za ciężki", lub "za zimny". Niezbyt Wesoły stan spoczywa bez zakłóceń, całkowicie zaakceptowany. "Pokochany".
I...?
Wydarza się coś przedziwnego. Nagle kamień przelatuje przez dłoń. Przelatuje na wylot, jakby była ona zrobiona z dymu lub z mgły. Niezbyt Wesoły Dzień przestaje być czymś płaskim, codziennym, staje się jakby korytarzem prowadzącym głębiej. Oto Niezbyt Wesoły Dzeiń zapadł się pod siebie, tworząc rodzaj hiper-figury, czyli figury o wyższej liczbie wymiarów niż trzy. Spadł o jeden level do Wnętrza mojego jego doświadczenia i zespolił się z tym doświadczeniem w hybrydę. Proszę zauważyć - udało mu się to tylko dlatego, że... zaakceptował bez zastrzeżeń To Co Jest.
Wniosek? Zaakceptowanie Tego Co Jest to formuła-winda, umożliwiająca poruszanie się w dół, przez Warstwy.

I nagle
Wszechświat
Lu! w korytarz
W brzegświat
W bezświat
Znikasz?
Wciąż o to pytasz?
Wciąż...
chwytasz?
Zaakceptowanie Tego Co Jest może wydarzyć się w pojedynczej chwili medytacji lub autorefleksji. Może wydarzyć się w rozmowie. Może też wydarzyć się w dłuższym okresie czasu, na przykład w ciągu dnia lub wieczoru, tygodnia, a nawet miesiąca lub roku.
Gdy mamy chwilę dla siebie, możemy wyławiać myśli jedna po drugiej - i zapadać się w nie przez zwykłe ich zaakceptowanie. Jest mi źle - akceptuję - (spadek). Jest mi lepiej - akceptuję - (spadek). Z każdym spadkiem czujemy się swobodniejsi i nasza pewność działania wzrasta.
Rozluźnij umysł w naturalnym stanie bez zmian czy niszczenia i delikatnie zwróć się ku temu, co cnotliwe.
Guru Padmasambhava (Rada
Padmasambhavy
dla Dakini Jesze Tsogjal)
To samo może wydarzyć się w rozmowie, albo podczas codziennych działań. Załóżmy, że uporczywa emocja nie daje nam spokoju. Na przykład, gdy na okrągło myślimy: nie podoba mi się to, jest fatalnie, źle się czuję. Bierzemy głęboki oddech i przystajemy: fakt, w tej chwili taka jest prawda, tj. nie podoba mi się to, jest fatalnie, źle się czuję. Dość szybko zauważamy, że dyskomfort bierze nie tyle z samej tej myśli, co z rozmaitych towarzyszących jej wahań i przepięć. Co powinienem zrobić? Czy mam rację? Co KTOŚ na to?Jak mogłem tak długo na to pozwalać? Czy KTOŚ jest zły, czy ja? I tak dalej. Te drgania podtrzymują mnie na danym poziomie energetycznym, niczym energetyczna siatka - lub hamak. Hamak ten zbudowany jest z niepewności. Być może nie czuję tego co trzeba? Może powinienem czuć coś innego? Która myśl jest słuszna, jest ich tak dużo! Jednak - z własnych moich obserwacji wynika, że - na ogół mogę porzucić te towarzyszące przepięcia, zwyczajnie je akceptując. Akceptuję To Co Jest, bez dodatkowego komentarza. Wtedy również porzucam lęk, przed Tym Co Jest. Rodzi się pewność - to jest, w tej chwili Ważne, i za tym idę. Energetyczny hamak automatycznie puszcza, a my spadamy, odkrywając co się pod nim kryje.
Czasem negatywność towarzyszy nam przez dłuższy okres czasu, nie tylko przez chwilę. Wyzwaniem jest wtedy przystać na to, że ona tu jest. Pewnie nie bez kozery tu się znalazła, po co więc walczyć? Zamiast walczyć i zachodzić w głowę dlaczego znowu ja?! możemy powiedzieć do siebie wtedy: "Dzisiaj jestem smutny. Pozwalam sobie na to w pełni. Widocznie taki jest plan, a zresztą wiem, że to nie jest na zawsze, tylko na dzisiaj. Wkrótce się to pewnie zmieni, tak jak już zmieniało się wiele razy." Jeśli wytworzymy wokół naszego smutku taką wyrozumiałą przestrzeń, wkrótce negatywność "zapadnie się" i przekształci w coś nowego, na ogół znacznie bardziej strawnego. To nowe uczucie będzie w jakiś sposób Ważne. Być może np. poczujemy, że świadome przeżycie dnia w smutku może być bardzo wzbogacającym doświadczeniem?
Orgazm
No dobrze, a jak tam jest po drugiej stronie Czarnej Dziury, gdy się już wpadło?
Często, kiedy "spod spodu" wyziera ta druga część, słyszę Ją w mięśniach. Poznaję po tym, że coś we mnie brzmi zupełnie inaczej niż dotąd. To jest taki jakby głos "Ups, aaa, jesteś tu" Ten głos jest wypowiadany ciałem, całym lub jakąś jego częścią. No tak. To znaczy jego źródło jest w ciele, w nerwach, w kościach, w komórkach. Przywykliśmy, że jeśli jakiś głos w nas mówi, to dzieje się to w myślach, w głowie. V.I.T.R.I.O.L. sprawia, że jest inaczej. Tutaj to nie umysł-intelekt, a ciało fizyczne myśli. Ciało wyje, każdą komórką, rozjarzając się intensywnością znaczenia nieporównywalną do tej codziennej. Dokładnie tak, jak mówił Reich - jest to orgazm.

Przyjemność życia i przyjemność orgazmu są identyczne. Skrajny niepokój orgazmiczny tworzy podstawę dla uogólnionego lęku przed życiem.
Wilhelm Reich
I jeszcze Lowen:
Zakazana wiedza [w raju, przyp KW] była świadomością własnej seksualności.
(...) samoświadomość okrada seksualność z jej naturalności i
spontaniczności, i w efekcie okrada człowieka z niewinności. Utrata
niewinności prowadzi do poczucia winy, które niszczy radość.
Alexander Lowen
Świadomość, to racjonalny głos w mojej głowie, pierwsza połówka Siebie. Orgazm - to doświadczenie osobiste, druga połówka. Świadomość służy temu aby opisywać orgazm. Jednak wtedy - sprytne nie? - orgazm przestaje być orgazmem. Staje się gawędziarstwem, a nie żywym przeżyciem. Dlateego właśnie znajduje się Pod Spodem J.
Legenda
Jednak słowo "orgazm" jest odpowiednie tylko czasem. Zwraca ono uwagę na ciało, a ciało często bywa podstawowym symbolem oddającym "osobistość" naszego przeżycia. Mówimy o ciele wchodzącym w orgazm szczególnie w sytuacjach "rozjarzania" lub wielowymiarowego wzmocnienia odczuć w ciele. Czasem jednak słowo "orgazm" nie jest do końca właściwe. Zapadaniu się nie zawsze towarzyszą fajerwerki, często jest tam raczej głębia i cisza niż ekstaza. Czasem są tam prądy nienazwane i tajemnicze, raczej niż wyraźne i mocne. Bardzo często rzeczywistość podskórna przypomina rzeczywistość snu.
Dlatego potrzebujemy innego słowa, słowa które w bardziej subtelny (kobiecy?) sposób odda istotę tego co wydarza się pod powierzchnią. Mamy takie słowo. Słowem tym jest - legenda.
Legenda jest szumem kapiących kropel i wiatrem niosącym woń świetlistych podziemnych grzybów. Legenda jest obietnicą przygody, zapowiedzią niecodzienności. Jest mrocznym przestrzennym odgłosem ekscytacji, towarzyszącym wędrowcom u wrót Krainy Czarów.

Drzewa
O drzewa
Szepczą w mowie zakamarków
Legendę
O deszczu
Po stokroć, po tysiąckroć niedkończoną
W przeddzień
Poprzedni
W cieniu
Pod naroślami
W stanie legendy nie myślimy własnymi myślami, tylko milionem szemrzących ścieżek opowiadanych na raz przez wszystkich ludzi i wszystkie rzeczy. Ach, jak ta tajemnica kręci! To trochę tak jakby świat z filmu Alicja w Krainie Czarów Tima Burtona powiał ku nam w magicznej chwili zza obrośniętej kwieciem furtki.
Legenda pokazuje nadzieję i wiarę. W tym stanie zostajemy natchnieni przekonaniem że wszystko się uda, i nie jest to wcale tylko "endorfinowy haj". Mamy raczej wrażenie, że to rzeczywistość "płaska", jest jakimś narkotycznym tripem. U wrót legendy wiele lęków i dylematów płaskiej Ziemi wydaje się zwyczajnie nie na miejscu. Zupełnie jakby ktoś nam pokazał superszybki morski krążownik, podczas gdy dotąd przemieszczaliśmy się po morzu głównie czółnem.
Sulphur - szalejące płomienie
Stany zarówno orgazmu, jak i legendy są - niestety - przejściowe. I choć przebywając w nich możemy całkiem słusznie zachodzić w głowę "dlaczego ja tu nie siedzę cały czas!?", to jednak wiemy, że Ziemia czeka.
A jednak: im częściej orgazm i legenda pojawią się w naszym życiu, tym łatwiej będzie pewne Ziemskie sprawy rozstrzygnąć. Dlaczego? Stany orgazmu i legendy posiadają moc inspirowania nas do działania, oraz wyzwalania w nas twórczej energii rzeczywistych zmian. Jednorazowe doświadczenie któregoś z nich niewiele zmieni. Prawdę, ku której ostatecznie dażymy, można poprawnie przybliżyć tylko przez wielokrotne odparowanie zanieczyszczeń, przez wielokrotne spalanie fałszywego siebie w orgazmach VITRIOL-u. Dlatego aby VITRIOL działał, potrzebna jest systematyczna praktyka.
VITRIOL to inaczej alchemiczne digestio (trawienie) lub sulphur (siarka). W sulphur, chodzi o to, żeby zejść głębiej, i odkryć co jest Ważniejsze. A potem jeszcze głebiej. I jeszcze. W ten sposób nasza uwaga przeżera się przez kolejne Warstwy domniemanej Ważności, przepala do sedna. Na przemian występujące tu orgazmy i zaciemnienia powodują, że proces ten przypomina szalejące płomienie. Jest drapieżny, szalony, groteskowy i nieprzewidywalny.

W sulphur pytamy o autorytet. Kto ma być Panem? Gdy coś wydaje się nam Ważne, nasłuchujemy w sobie - czy naprawdę jest dla nas Ważne, czy są co do tego wątpliwości? Często pojawiają się tu dwa głosy. Jeden twierdzi, że coś jest Ważne, drugi, że nie jest wcale pewien. Najczęściej obecność tego drugiego głosu jest wystarczającym powodem aby samoistnie rozpoczęło się przepalanie - sulphur. W szalejących płomieniach poprzednia dynastia zostaje obalona, a po niej - naturalna koleją, następuje nowa.
Zawsze mamy dwie strony. Z jednej strony coś wydaje się oczywiste. Wyrywa nas do Ważnej akcji w realu, zadzwonienia, załatwienia, zdecydowania. Z drugiej strony uzasadniona wątpliwość mówi nam "Poczekaj, poczuj". Wiedzeni tym głosem zaczynamy wsłuchiwać się w siebie. Czujemy tę jakość "realnego świata", która wydaje się nam Ważna. Czujemy też wątpienie w to, czy rzeczywiście jest ona teraz Najważniejsza. Przeczuwamy, że, być może, tam pod spodem jest coś jeszcze ważniejszego, co domaga się uwagi najpierw... Nagle, nie wiedzieć kiedy wątpliwości puszczają. No, jasne, pod spodem jest coś Ważniejszego. Lecimy teraz temu na spotkanie, prosto w objęcia orgazmu/legendy.. Dotychczasowa Ważność zapada się w sobie i zmienia kształt - okazuje się czymś innym, niż się wydawało, ale uwzględnia w sobie również i to, co było Ważne na początku. Alchemiczny płomień uruchamia proces godzenia tych pozornych przeciwieństw w syntezę.
Ważność znajdująca się Pod Spodem jest zawsze, w danej chwili, ważniejsza i prawdziwsza niż ta Na Wierzchu. Nie znaczy to ostatecznie prawdziwa, ale prawdziwsza. Pod nią, zapewne, znajduje się kolejna, jeszcze prawdziwsza. Dlatego na przekroczeniu jednej Warstwy nie warto poprzestawać. Warto ich przekroczyć wiele.
Taki proces kolejnych przybliżeń, to właśnie sulphur. Schodzimy coraz głębiej w dół, tj w głąb fenomenu "ja", oczyszczając naszą osobistą prawdę, zupełnie jakbyśmy oddestylowywali kolejne Warstwy. Z każdą kolejną przekraczaną Warstwą, osiagamy coraz dokładniejszy destylat. Kim jestem?
Prawda to "Ukryty Klejnot". To życie autentyczne, życie w zgodzie ze sobą, naturą i światem. Prawda zawsze mówi nam jak w danej sytuacji działać, i to tak, aby wszyscy wygrali.
V.I.T.R.I.O.L
V.I.T.R.I.O.L. jest samym życiem, i w tym sensie nie jest niczym szczególnym ani niezwykłym. Chodzi w nim, jak to w życiu, o możliwie najpełniejsze przeżywanie - tego co akurat przed nosem. Czym jest trauma, życiowy ból?
Trauma to zdarzenie, które nie zostało w pełni przeżyte przez organizm człowieka.
Grant McFertridge, Szczytowe Stany Świadomości (str. 83)
To, czego nie przeżyliśmy do końca, jest tym co nas boli. Życie jest przeciwieństwem bólu. "Chcesz żyć pełnią życia?" - pyta VITRIOL. "OK, Przeżyj wszystko co jest, do końca. To wcale nie taka tragedia. Powstaniesz pod drugiej stronie jak feniks."
V.I.T.R.I.O.L. można prowadzić za pomocą metody Diad Komunikacyjnych (Trening Oświecenia), Metody Sedona zwanej też inaczej Techniką Uwolnienia, techniki znanej jako EFT i podobnych (TAT, BSFF, EMDR), techniki Duchowej Autolizy (duchowego pisarstwa, patrz Jed McKenna), techniki The Journey (Brandon Bays), modlitwy chrześcijańskiej, tantry, technik szamańskich, Kursu Cudów, enneagramu, Ho'ponopono i wielu innych metod, a także bez metody.
Błędem jest zakładać, że ponieważ ktoś nie chodzi na terapię lub nie wierzy, że jest mu potrzebna, jest zdrowy .
Alexander Lowen
Właściwe i pełne przeżywanie życia niestety dla większości ludzi nie jest proste. Mamy blokady, które je osłabiają. Jednak na różne sposoby takie przeżywanie może być przyspieszane, blokady rozpuszczane, i temu służą metody. Gdy dla celów treningowych, duża ilość przeżywania zostaje laboratoryjnie skumulowana w nietypowo krótkim czasie, mówimy o terapii. Rzeczywista terapia (jeśli ma miejsce) to nic innego jak V.I.T.R.I.O.L. przedzierający się do sedna przez warstwy i pogłębiający doświadczanie tego, kim/czym się jest.
To, czym jestem wystarczy, jeśli tylko będę tym jawnie.
Carl Rogers
Terapia jest rzeczą osobistą. Prawdziwa Terapia nie da się zamknąć w zgrabne łamy artykułu. Jest kopalnią bez końca i jej osobisty wymiar jest bliższy jej Podmiotowi niż sama skóra. Osobistość jest jej cechą sine qua non, bez osobistości V.I.T.R.I.O.L. po prostu nie działa. Nie można go prowadzić z bezpiecznego dystansu, bez emocji, lub bez ujawniania Siebie. W trakcie pracy emocje buzują i pienią się jak płyny w retortach, stąd zresztą nadano temu kiedyś miano alchemii. To, co wyprawia V.I.T.R.I.O.L. bynajmniej nie wygląda elegancko. Powiem więcej, często jest od elegancji tak dalekie, jak romantyczny mit marynarza od jego rzeczywistej pracy na pokładzie wielorybnika. Jeżeli zaś chodzi o obszerność materiału - w ten sposób powstawały - i nadal powstają - niektóre powieści.
Sal - integracja umysłu
Celem V.I.T.R.I.O.L.-u jest intergracja umysłu, czyli szczęśliwsze, pozbawione blokad życie.
Nie doświadczysz szczęścia, dopóki nie pozwolisz, by twój umysł spoczął bez napięcia.
Guru Padmasambhava (j.w.)
Zanim osiągniemy zadowalający destylat, najczęściej musimy przegryźć się przez ileś tam Warstw Przekonań. Przekonanie, że źle, przekonanie, że trudno, przekonanie, że boli, przekonanie, że nudno... Patrzymy sobie na daną Warstwę, widząc, że ona nas mierzi. Warstwa mierzi, bo Warstwa (zawsze!) jest jakiegoś rodzaju traumą - choćby bardzo subtelną. To co w Warstwie przyjemne, to nie jest Warstwa - to moje Wyższe Ja, przeświecające spod spodu. Sama Warstwa jest ograniczeniem, na szczęście pozornym. I gdy "zanużamy się" w Warstwę, doświadczamy tej pozorności. Warstwa migocze, chwieje się i zniekształca, jak bańka mydlana, na którą ktoś nacisnął źdźbłem trawy. Na chwilę przestaje być traumą, staje się - także - ekstazą, orgazmem. Na tym polega alchemiczny płomień VITRIOL-u - przetapianie negatywności w Ja. Orgastyczność jest spadającym napięciem, wyzwoleniem ładunku energii jakie temu towarzyszy. Przypomina to kogoś, kto dwa miesiące siedział w ciemnicy, zakuty w kajdany, a teraz wypuszczono go i rozkuto, niech hasa. Zrozumiałe jest, że w pierwszej chwili jego radość będzie przesadna, fajerwerkowa. Dopiero potem gdy się uspokoi i zacznie żyć normalnym życiem, poziom energii unormuje się.
Wyzwolenie Ja z okowów traumy musi odbyć się z fajerwerkiem. Natomiast samo Ja, gdy już zostanie wyzwolone, nie jest już typowym orgazmem - jest bardzo spokojne i łagodne. Orgazm towarzyszy samemu przejściu z ciemności w światło, w świetle już nie jest potrzebny.
W miarę jak będziemy wytwarzać w sobie taką wyrozumiałą łagodną przestrzeń, coraz więcej negatywności będzie "zapadać się" i przekształcać w coś nowego. To nowe uczucie będzie w jakiś sposób Ważne, prawdopodobnie okaże się dla nas produktem całego procesu - ową Cenną- Bezcenną Informacją, którą do tej pory znaliśmy jedynie teoretycznie, być może z książek czy warsztatów, a którą teraz wreszcie udało nam się poczuć integralnie jako własne, Osobiste Doświadczenie.

Być może poczujemy integralnie, czego nie chcemy już więcej sobie robić? Być może poczujemy co naprawdę i bez wymówek chcemy zmienić? Posprzątanie w mieszkaniu, zadbanie o zdrowe jedzonko, rzucenie nałogu, czy może większa uważność w kontakcie z rodziną? Wszystko to mogą być produkty naszego procesu VITRIOL. Można powiedzieć, że za pomocą VITRIOL-u uczymy się od samych siebie. Pamiętajmy - choć pozornie brzmi to dziwacznie, w istocie jednak jest nas zawsze dwóch. Ten z powierzchni i ten z głębi. Ten z powierzchni nie wie nic o tym z głębi, on odkrywa go i się od niego uczy. Nauka od samego siebie jest tutaj czymś bardzo naturalnym.
Gdy mamy chwilę dla siebie, możemy wyławiać nasze stany wewnętrzne jeden po drugim - i zapadać się w nie przez zwykłe ich zaakceptowanie. Jest mi źle - akceptuję - (spadek). Jest mi gorzej - akceptuję - (spadek) - jest mi jeszcze gorzej- akceptuję (spadek). I nagle światło. W pojedynczym promieniu ciemność zostaje oczyszczona, zupełnie jakby zza rozsypującego się muru wlewało się słońce.
To alchemiczny destylat - sal (sól) - produkt całego procesu.

Krzysztof Wirpsza
UWAGI AUTORA:
Niniejszy tekst nie opisuje doświadczeń transcendencji (oświecenia). Zajmuję się w nim procesami auto-naprawy, zachodzącymi w integrującym się umyśle. Auto-naprawa zachodzi wciąż w polu umysłu, podczas gdy transcendencja (oświecenie) wykracza kompletnie poza umysł, nie mając z nim nic wspólnego. Kwestia transcendencji samego umysłu, to zupełnie oddzielny rozdział, wykraczający poza ramy niniejszego artykułu.
Słowa terapia używam w tekście w rozumieniu auto-naprawy, to znaczy procesu w którym człowiek pomaga sam sobie, dzięki osiągnięciu wglądu w iluzoryczność własnych blokad. Nie piszę o terapii z udziałem zewnętrznego autorytetu (terapeuty), tylko o takiej w której człowiek sam bierze odpowiedzialność za siebie i dzięki praktyce medytacji (lub innemu podobnemu procesowi integracji umysłu, w tym np. "codziennej uważności") osiąga lepszą jakość życia.
Ilustracje z witryny www.sxc.hu zgodnie z jej zasadami.
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Drukuj