Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 czerwca 2017

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: W brzuchu pływającego supermarketu (odcinków: 13)

W brzuchu pływającego supermarketu (1)
Czyli moja relacja z wyprawy za Koło Podbiegunowe.

Kategoria: Podróże i regiony

Zaokrętowanie »

         Jako uczennica szkoły podstawowej fascynowałam się geografią, traktując ją jednakże w swoisty sposób, przetwarzając nabywaną wiedzę własną wyobraźnią w magiczne zakątki. Te miejsca, stworzone z głową w chmurach, często w oderwaniu od realiów, miały niewiele wspólnego z rzeczywistymi miejscami i z powodu niemożliwości podróżowania, pozostały dla mnie do schyłku życia wewnętrzną bajką.

         Jednym z takich miejsc było Koło Podbiegunowe. Z powodu nazwy sugerującej magiczny okrąg i przekonania, że stamtąd do Bieguna już tylko jeden krok. A bieguny to przecież wyprawy słynnych podróżników, jak Cook, Peary, Amundsen, Scott i inni. Czytałam o ich przygodach z wypiekami na twarzy, o wyścigu między krajami, czyja noga pierwsza stanie na biegunie, o wyprawach ratowniczych, przedsięwziętych w poszukiwaniu zaginionych i o udziale Eskimosów (obecnie z poprawności politycznej zwanych Inuitami) w tych wyprawach, ich umiejętnościach, stylu życia i ciekawostkach obyczajowych.

         Odnajdując na starość w sobie wewnętrzne dziecko, podążam czasem za swoimi marzeniami, sprawdzając, jak tam jest naprawdę. Zawsze jest inaczej, ale rzadko jestem rozczarowana, ponieważ odnajduję w zamian coś innego, nieoczekiwanego. Nawet po tej ostatniej wyprawie, która z romantyką podróży nie miała zupełnie nic wspólnego, czuję się usatysfakcjonowana. Zobaczyłam świat luksusu według wyobrażeń Europejczyków, najczęściej starszych i dobrze sytuowanych, błyszczący kryształami i lustrami (także na sufitach), wypełniony różnokolorowymi drinkami i rozrywką kulturalną na miarę wczasów FWP za PRL. Moja wyprawa odbyła się statkiem MS Preziosa, wielką pływającą kamienicą, gdzie na 11 piętrze zajmowałam z współtowarzyszką podróży kabinę z balkonem, łazienką, w żadnym stopniu nie przypominającą kabin na statkach, którymi kiedyś pływałam. O statku można poczytać na stronie:

http://www.namorzu.pl/p,MSC-Preziosa

         Pasażerów statek liczy, wg różnych źródeł ponad 4000 – 4500 osób, plus 1370 osób obsługi. Zwodowany został w 2013 roku, podobno początkowo na zamówienie syna Kadafiego. Ma 18 pokładów pasażerskich i 1751 kabin. Na statku wydawana i dostarczana do kabin jest codzienna specjalna gazeta informacyjna, także telewizja ma kilka kanałów ukazujących stale różne miejsca na statku.

         Jest tu wszystko: sklepy, bary, restauracje, baseny, kasyno, teatr, liczne windy, a nawet dzieła sztuki przedstawiające świecące, smukłe kobiety z monstrualnie wielkimi udami, czy rzeźby z cukierków. Jedyne, co mi przeszkadzało, to nadmiar ludzi dookoła i hałas, który wytwarzali, przekrzykując siebie i wszech panującą muzykę. Pasażerowie przeważnie byli Niemcami w wieku emerytalnym, sporo osób poruszało się na wózkach, z chodzikami i o kulach. Było też kilkoro dzieci. Z języków używano głównie niemieckiego, angielskiego, francuskiego i hiszpańskiego. Polski usłyszałam dopiero ostatniego dnia podróży. Podobno Polaków było 50 osób, ale nie bardzo chce mi się w to wierzyć. Na stronie:

http://platine.pl/najwiekszy-wycieczkowiec-w-europie-wyrusza-w-pierwszy-rejs-0-1272696.html

można dowiedzieć się, że: „MSC Preziosa to przede wszystkim luksus. Podłoga na statku wyłożona została żyłkowanym białym marmurem, a sofy ozdobione w czarny i purpurowy aksamit. Na powierzchni 30.000 metrów kwadratowych znajdują się 4 baseny, kasyno, restauracje, bary, siłownie, centrum handlowe, biblioteka oraz teatr. Koszt budowy statku to aż 550 milionów dolarów.

Dzięki długości 1.333 metrów MSC Preziosa zyskał tytuł trzeciego najdłuższego statku wycieczkowego na świecie i największego w Europie. Ten ważący 1400.000 ton gigant na morzu jest w stanie osiągnąć prędkość 23 węzłów.”

         Słynne są schody wyłożone tysiącami kryształów Swarovskiego – o czym poinformowano nas z dumą na początku rejsu, wymieniając dokładną ich liczbę, którą zresztą zaraz zapomniałam. 

         Oto statek w porcie Alesund:


I w porcie Geiranger,


skąd wysunięto dlań bardzo długi, pływający trap.


         Trasę wycieczki obrazuje mapa skopiowana z jej programu.


         A to nasza kabina. Kolorami i wykładziną nad solidnym, podwójnym łożem przywodziła na myśl pływający dom uciech, zwłaszcza że naprzeciw znajdowało się wielkie lustro w pozłacanych ramach. Sposób ścielenia tego łoża był wysoce zagadkowy i niepraktyczny. Mnie przeszkadzał w poruszaniu się chodzikiem, ponieważ w jego kółka wplątywały się misterne fałdy układane z prześcieradeł i narzuty w narożnikach.



Ściana niewidoczna na zdjęciu składała się z 2 luster: nad barkiem i na przeciw łoża. Na ekranie telewizora widoczny „babciny serial” (tak nazywany przez moją towarzyszkę i opiekunkę) - czyli stale aktualizowane informacje o szerokości i długości geograficznej, prędkości statku, długości przebytego dystansu w milach morskich, prędkości wiatru i głębokości morza wraz z mapkami aktualnej pozycji oraz sylwetki najważniejszych osób na statku.


         W skład pokoju wchodziła malutka kabina prysznicowa i toaleta, tym różniąca się od normalnych toalet, że opróżniana dopiero po zamknięciu klapy; wskutek utworzonego podciśnienia wysysana jest zawartość, co oszczędza zużycie wody na statku, powoduje jednakże spory hałas. Kabiny sprzątane są dwukrotnie w ciągu dnia, a sprzątający zabawiają lokatorów różnymi sztuczkami w rodzaju zwijania końcówki papieru toaletowego i chusteczek higienicznych z podajników w ząbek, czy też tworzenia z koszul nocnych kwiatu róży, jak na zdjęciu poniżej. Jak luksus to luksus, a co?!


         Na zdjęciu widnieje też gazetka pokładowa z programem na dzień następny, pozostawiona przez pokojowego Filipińczyka (poprzedni był przemiłym Brazylijczykiem), wydawana w kilku językach, choć nie po polsku. Ciekawe jest to, że w żadnym miejscu statku nie odnalazłam termometru, a w informacji na ekranie telewizora brakowało aktualnej temperatury powietrza, jakby była to informacja wstydliwa. W pokazanej gazetce widnieje tylko prognoza dobowa, z bardzo szerokimi widełkami wskazań, z uwagi na spory dystans podróży. W ciągu 12 dni podróży mieliśmy temperatury od bliskich zera z opadami śniegu do ponad plus 30 stopni w Hamburgu. Mimo tego nikt się chyba nie pochorował, możliwe że wskutek ustawicznej dezynfekcji wszystkiego, co się dało. Personel stale biegał ze spryskiwaczami i natryskiwał dłonie powracających z portu, udających się do barów i restauracji. To był chyba najczęstszy widok – taki człowiek z butlą płynu dezynfekcyjnego nagabujący podróżnych jak u nas roznosiciel ulotek na stacji metra.

         Znamieniem luksusu naszej kabiny był balkon, z którego robiłyśmy zdjęcia i na którym trzymałyśmy mój wózek inwalidzki. Tylko raz w czasie podróży siedziałyśmy na nim opalając się z godzinkę, w jeden słoneczny dzień, który trafił się nam jak ślepej kurze ziarno.




W brzuchu pływającego supermarketu: wstęp na końcu

Relacja z wyprawy morzem za Koło Podbiegunowe i z powrotem.


Zaokrętowanie »

komentarze

[foto]

1. Jedno wielkie medium coeli • autor: Wojciech Jóźwiak2017-06-02 10:07:11

Kasiu, czy dobrze myślę? -- Że taki mega-statek, ruchome pływające miasto, to jest (astrologicznie, symbolicznie) jedno wielkie medium coeli?
[foto]

2. Racja • autor: Katarzyna Urbanowicz2017-06-02 11:07:47

Tak, masz rację. Ja jednak widziałam nieco inne aspekty astrologiczne związane z podróżą. Neptun tranzytuje mój ascendent, a Saturn MC. Ta podróż wręcz musiała się odbyć!
[foto]

3. horoskop • autor: Katarzyna Urbanowicz2017-06-02 11:09:27



[foto]

4. Bo Saturn idzie przez MC • autor: Wojciech Jóźwiak2017-06-02 12:18:01

Bo Saturn idzie przez urodzeniowe medium coeli. Wszystko się zgadza!


5. Pracowałam kiedyś u... • autor: Nierozpoznany#94442017-06-04 08:55:12

Pracowałam kiedyś u mojego Przyjaciela w firmie,jeżdziłam na wózku widłowym,a on mi płacił naprawdę dobre pieniądze.Postanowiłam kupić sobie wymarzone spodnie narciarskie.Były bardzo drogie.Gdy wróćiłam z nimi do domu to zauważyłam ,że mają na nogawce taki znaczek ,i przeczytałam na ulotce ,że są to kamyczki swarowskiego:)

6. tandeta Swarowskiego • autor: Jerzy Pomianowski2017-06-04 21:01:19

Swarowski to producent tandety ze szkła ołowiowego (kryształowego). Wcześniej myślałem, że te kryształki to dobra imitacja diamentu (cyrkonian strontu), ale jednak nie. Zwykłe szkło ołowiowe napylane tlenkami metali by mieniło się barwami tęczy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)