Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 marca 2016

Małgorzata Ziółkowska

W objęciach oddechu holotropowego

Kategoria: Własne doświadczenia
Tematy/tagi: Grofholotropowe

W rok po wizycie w Polsce prof. Stanisława Grofa, największego badacza ludzkiej świadomości i tuż przed jego kolejnym przyjazdem postanowiłam sprawdzić stworzoną przez niego i jego małżonkę Krystynę metodę oddychania holotropowego.

Milan Hrabianek, uczeń profesora wykorzystuje szybki oddech i muzykę w celach leczniczych. Prowadzi terapię dla tych którzy cierpią lub tylko chcą doświadczyć innego stanu ducha i ciała. Pochodzą z dysfunkcyjnych rodzin, są uzależnieni od alkoholu, lub tylko zagubieni w świecie w którym żyją. W moim życiu skończył się pewien etap więc potrzebne mi było jakieś oczyszczenie wewnętrzne. Uznałam, że to dobry kierunek. Moje sny potwierdzały postanowienie.

Jak wspominałam Milanowi wg mnie proces terapeutyczny podobnie jak w ustawieniach systemowych zaczyna się już kilka dni wcześniej. Mnie 2 noce przed sesją śniło się , że odrywam się od tłumu w którym nie wiadomo o co chodzi a zgniata mnie straszliwie i idę po niebiesko chyba białych linach w parze do góry. Jak się okazało rzeczywiście w procesie uczestniczą dwie osoby. Ta oddychająca i siter. Towarzysz, który pilnuje bezpieczeństwa i ewentualnych potrzeb osoby leżącej.

Dobrze się więc złożyło, że wybrałyśmy się we dwie. Moja koleżanka poszła na pierwszy ogień oddychania . Proces trwał cztery godziny jednego dnia dla pierwszej osoby i drugiego dla partnera podobnie. Można powiedzieć, że obydwie funkcje były niezmiernie ekscytujące. Będąc siterem , mogłam zobaczyć jak odmiennie ludzie reagują na te same bodźce. Widziałam różnorodność technik oddechowych. Każdy dostosowywał je do swojego indywidualnego rytmu. Moja partnerka oddychała równo jak żołnierz. Tylko raz poprosiła o wodę. Położyłam się na mojej wełnianej kalimacie wsłuchując się w zmieniającą się muzykę. Byłam czujna na potrzeby koleżanki.

Drugiego dnia rano przyszła kolej na mnie. Ułożyliśmy materace, zawiązałam oczy , zostałam starannie przykryta i wkroczyłam w świat oddechu słuchając wprowadzenia Milana i głośnej muzyki. Przez cały proces miałam wrażenie, że wypróbowuję możliwości mojego oddechu. Wykorzystywałam czasami szybki a czasami wolniejszy strumień powierza wchodzący do moich płuc. Z czasem okazało się, że ten niezbyt gwałtowny dale w moim przypadku lepsze rezultaty. Czułam się bardziej spokojna a moje wizje były ciekawsze. Często oddech dostosowywałam do muzyki lub zwalniałam jakby pływając w przestrzeni D 3. Tak właśnie się czułam. Jakbym latała w jakiejś jaskini. Szczególnie to odczułam wracając z toalety prowadzona przez korytarz z zawiązanymi oczami przez moją towarzyszkę. Wchodząc do pomieszczenia dotknęłam innego świata.

Moje wizje były niezwykle miłe. Wpatrywałam się w nie z zaciekawieniem. Widziałam znane mi szamanki. Spacerowałam po ulicach Cusco dotykając wielkich kamieni otaczających rynek domów. Chodziłam po targu. Dotarłam do Machu Picchu. Podróżowałam po całym Peru. Potem byłam w Boliwii, Meksyku i Gwatemali. Siedząc na szczycie jednej z piramid rzuciłam się nagle w lot nad dżunglą. Dotarłam do argentyńskiego Fine del mundo a tam stał wielki żaglowiec z rozwiniętymi masztami. Latałam nad całą Ameryka Południową.

W dalszej części mojej podróży znalazłam się w Polsce. Tu powiewała mi przed nosem wielka biało czerwona flaga. Widziałam nasze godło, białego orła w koronie. Polskie rycerstwo szykowało się najwyraźniej do bitwy siedząc na koniach i trzymając polskie proporce.

Wkroczył na scenę moich wizji mężczyzna z moich snów. Chudy, szpakowaty, koło 40. I lekarz w białym kitlu ze światełkiem w umieszczonej na głowie lampce. Na siwych włosach mężczyzny pojawiła się korona a na plecach długi gronostajowy płaszcz.

Kolejna wizja mnie zaskoczyła, ponieważ zobaczyłam posąg Lenina. Przyjrzałam się dokładnie. Tak, to był on. Górował nad szarym tłumem. Potem zaczął pomału odpływać i zobaczyłam w oddali złoty sierp i młot. Byłam bardzo zdziwiona, bo zwolenniczką tego pana nigdy nie byłam.

Przez resztę mojej sesji latałam w dużej mierze w kosmosie. Byłam w jakiejś łodzi nad którą śpiewali Hawajczycy. Nie mogę narzekać, bo podróż była nadzwyczaj przyjemna i muszę przyznać, że mało kosztowna jak na ilość krajów i miejsc , które odwiedziłam.

Z opowieści wiem, że nie u wszystkich proces przechodził tak radośnie. Ja podobno się uśmiechałam.

No cóż, ja już swoje nieciekawe stany być może zaliczyłam w życiu. Być może ten lekarz z wizji przyszedł by mnie uzdrowić.

W każdym razie uważam, że jest to wspaniała forma wglądy w siebie dla tych, którzy nie czułą się dobrze na tym miejscu zwanym Ziemią i dla tych, którzy chcą się zatrzymać w biegu i zastanowić. Z miłą chęcią polatam kiedyś jeszcze.

A na razie czekam niecierpliwi na kolejną wizytę profesora Grofa i jego opowieści z głębin badań nad ludzką świadomością


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)