zdjęcie Autora

10 października 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Wariacje słowiczych treli

Kategoria: Twórczość

« Troszkę o zwierzętach Wilczy las »

W maju lub czerwcu w naszej okolicy śpiewa kilka słowików, i każdy robi to inaczej, czasami wydaje się wręcz, że idą z sobą w zawody. Nie jestem pewna czy potrafiłabym je odróżnić od innych maleńkich ptaszków, których pełno wiosną na działce, głos słowików jednak bardzo się wyróżnia.

Melodie każdego pana słowika zmieniają się w zależności od pory dnia i od sytuacji życiowej – podobno pan słowik śpiewa nie tylko podczas zalotów, ale także, gdy samica wysiaduje jajka – aby umilić jej nudne życie. W każdym razie ja odróżniałam „swojego” słowika, śpiewającego w narożniku ogrodu od dwóch słowików sąsiadów. „Mój” słowik był stosunkowo cichutki, lubił zaczynać śpiewy bardzo rano i raczej milczał w południe, ale jeden ze słowików sąsiadów odznaczał się bardzo donośnym i ostrym głosem i jakby dążąc do zlikwidowania konkurencji, najchętniej śpiewał właśnie w południe, gdy inne słowiki i reszta ptaków zachowuje się ciszej. Ten słowik mieszkał po drugiej stronie działki sąsiadów, ale często przylatywał na naszą działkę, jakby chciał się popisywać przed ludźmi, co sprawiało, że był najlepiej słyszany ze wszystkich.

Słowiki nie poprzestają na jednej melodii; wydaje się, że im bliżej lata, coraz bardziej różnicują swoje trele. Potrafią też (chyba) podkradać sobie swoje frazy.

 Pewnego dnia robiłam coś na grządce pod płotem, a telefon komórkowy położyłam na pieńku przy basenie (moja działka jest na granicy zasięgu i nie we wszystkich miejscach i porach dnia telefon odbiera sygnał, w każdym jednak razie najlepiej na tym właśnie miejscu i tu ustawiłam pieniek, na którym go kładę. Tego dnia telefon dzwonił kilkakrotnie, ciągle ktoś miał do przekazania wiadomości dla moich sąsiadów, u których odbiór był jeszcze gorszy. Za którymś razem pobiegłam przez cały ogród (depcząc w pośpiechu truskawki, przez które było najbliżej), ale na miejscu okazało się, że się pomyliłam, nikt nie dzwonił. Kiedy sytuacja powtórzyła się trzy razy, sprawdziłam pamięć rozmów w telefonie i okazało się, że oczywiście, były to fałszywe alarmy. Gotowa byłam już posądzać się o omamy słuchowe (czasem mi się zdarzają na granicy snu i jawy, przeważnie gdy się budzę), kiedy zorientowałam się, że to słowik sąsiadów naśladuje głos mojego telefonu.

Oczywiście słyszałam o papugach, ale nigdy nie natknęłam się na wiadomości o innych ptakach, naśladujących głosy. W każdym zaś razie nie o słowikach. W ciągu całego dnia, aż do wieczora, słowik powtarzał uparcie sygnał z mojego telefonu, a od dnia następnego zaczął go twórczo rozbudowywać i przekształcać. Wplatał jego fragmenty w swoje trele, tak że można było tę muzykę nazwać wariacjami słowiczych treli na temat telefonu komórkowego, co samym brzmieniem określenia budzi pewną odrazę połączoną z żalem, że oto jeszcze jedna nieskażona część przyrody przemija na naszych oczach (i uszach).

         Niestety, wytwory kultury człowieka przedostają się także do świata zwierząt i nie są to wytwory najwyższego rzędu, a głupawe melodyjki sygnałowe ludzkich urządzeń. Nie szkodzi, że twórczo przekształcone przez ptaka spełniają jego życiowe powinności w wystarczającym stopniu, zawsze jednak pozostaną sygnałem telefonu, a nie sonatą słowiczego Bacha.

         Tu jeszcze dodam historyjkę o ciężarnej kocicy, która w panicznej ucieczce przed goniącym ją psem, po sekundach ostatecznego namysłu nad wyborem wroga, wybrała łańcuchową piłę i drżąc na całym ciele przysiadła na stosie przycinanych pieńków, ponieważ prawdopodobnie zdała sobie sprawę, że piła łańcuchowa jest zwierzęciem podporządkowanym człowiekowi (w przeciwieństwie do goniącego ją jakiegoś obcego psa) i uznała, że obecność człowieka daje jej większe szanse. Lub opowieść z poprzedniego odcinka o psie, nazwanym „Głupi”.

Na życiu tych wszystkich zwierząt odcisnął piętno człowiek, a właściwie jego kultura (materialna lub nie) wypaczając ich naturalny rozwój. Wprawdzie psy i koty od bardzo dawna współżyły z człowiekiem i dostosowywały się do niego, jednak obecnie prawie niezauważalnie, mimochodem i bez zainteresowania, psujemy świat otaczający nas, przenosząc problemy, z którymi sami nie dajemy sobie rady na barki innych, jeszcze mniej do tego przystosowanych. W końcu to my zwiększyliśmy liczbę wrogów tej wspomnianej kocicy o parę elektronarzędzi. Jeżeli prawdą jest historia o kawkach czekających na rozjechanie samochodami orzechów, to także uczymy je nieprzewidywalnego używania przypadkowych narzędzi. Głównie do niszczenia zresztą.

Kiedyś spędzałam na działce po kilkanaście dni, miałam czas na poranne wsłuchiwanie się w głosy ptaków. Miałam atlas, ale, niestety, nie miałam dostępu do internetu i nie przyszło mi do głowy sprawdzać gatunków ptaków po ich śpiewie. Teraz czasem to robię, mam dyktafon, nagrywam głos i w domu sprawdzam próbując dociec, jakiego ptaka słuchałam. Niestety, jak wspomniałam, działką już nie zarządzam i nie zawsze mam możliwość tam pojechać, gdybym nawet chciała. A w sezonie słowików zwłaszcza. Poza tym stale zmienia się rodzaj ptaków na działce. W ubiegłym roku paskudnie skrzeczały sroki, podobnie jak w Warszawie, pod moim blokiem.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Troszkę o zwierzętach Wilczy las »

komentarze

1. Sroki bandytki • autor: Krabat2012-10-11 08:12:33

Obawiam się, że słowiki już nie wrócą. Są bezbronne wobec srok, które wyjadają im z gniazd jaja i pisklęta. W mojej dzielnicy Wrocławia, gdzie kiedyś słowiki nie dawały spać, zostały one wyparte przez sroki jakieś 5 lat temu.

Pozdrawiam

P.S. Świetny blog!
[foto]

2. słowiki z Wrocławia • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-10-11 13:14:22


W czasach mojej młodości była nawet piosenka o słowikach we Wrocławiu (nie pamiętam już autora i tytułu) Szkoda, że już "słowiki spać nie dają" (to też z jakiejś piosenki), a zostały zastąpione w tej społecznej funkcji przez ogródki piwne,

Dziękuję za miłe słowa o blogu.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)