Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 lutego 2012

Paweł Brągoszewski

z cyklu: Samsara (odcinków: 8)

Warlikowski, koniec i udręka w zaświatach

Kategoria: Podróże i regiony

« Reykavik jeszcze raz Jak długo będziesz żyć? »
“Koniec” to najnowszy spektakl Krzysztofa Warlikowskiego. Spisuję wrażenia i prywatne interpretacje, brak mi obeznania teatralnego, by pokusić się na obiektywną ocenę. Przedstawienie wywołuje nieprzyjemne emocje, odbierałem je na widowni jak przykre papranie się w brudnej wodzie. Dzień po spektaklu dotarł do mnie pewien klucz do odczytania “Końca”.

Na pierwszym poziomie jest “Koniec” koktajlem z czterech utworów. Warlikowski miesza “Proces” i “Myśliwego Grachusa” Kafki, “Nikel Stuff” Bernarda Marii-Koltesa, “Elisabeth Costello" Johna Maxwella Coetzee. Scenografia i muzyka przywodzi na myśl filmy Davida Lyncha. Ta pierwsza warstwa nie jest jednak porywająca. Ot, przedmaturalna powtórka z literatury dla ambitnego licealisty, mimo pełnej poświęcenia gry aktorskiej (świetna Stanisława Celińska, Maciej Stuhr na stałym wysokim poziomie, genialnie androgyniczna Magdalena Popławska). 

Na listę literaturowych inspiracji wpycha się jeszcze “Kara większa” Marka S. Huberatha - opowiadanie wcześniejsze o 12 lat od powieści Coetzee, a boleśniej i chyba prawdziwiej rozgrywające pomysły z drugiej części spektaklu Warlikowskiego. Ale Coetzee dostał Nobla, a Huberath tylko Zajdla, więc poza gettem fantastyki pozostaje nieznany. Dostrzec można u Warlikowskiego jeszcze jedno powiązanie - z “Ubikiem” Philipa K. Dicka, jednym z najważniejszych dzieł kolejnego skazanego na getto s-f pisarza. 

“Koniec” Warlikowskiego pokazuje jeszcze (znowu zastrzegam, że w mojej, prywatnej interpretacji) dwa poziomy. Pierwszy to krótko i złośliwie wspomniana jako “chińska książka” Bardo Thodol - tybetański przewodnik po zaświatach. Znający Bardo Thodol od razu zobaczy, że bohaterowie Warlikowskiego wędrują właśnie w stanie bardo, a literaturowe odniesienia to tylko sposób, na który zachodnio-cywilizowany człowiek mógłby swoje doświadczenie bardo postrzegać.

Jest wreszcie i trzeci poziom, głęboki, dostrzegalny kątem oka. Głowa sarny skrywająca głowę kobiety, dojrzałe i grube ciało odważnie eksponującej nagość Stanisławy Celińskiej, wreszcie wędrówka bohaterów przez pokoje-pudełka-labirynt.. To są obrazy poza literaturą i cywilizacją, wprost z paleolitycznych jaskiń podświadomości (chce się powiedzieć: wiem, bo w tych jaskiniach byłem).

Bohaterowie Warlikowskiego tego poziomu pełnego mocy nie potrafią wykorzystać, walczą nie tyle ze swoim przeszłym życiem, co ze swoim określeniem w osi pana i sługi, zarządcy i niewolnika, życia, w którym należy nieustannie na coś zasługiwać pokorną pracą i nieba, które trzeba wybłagać u boga o mentalności księgowego. Nie może Warlikowski (i widzowie!) wykręcić się od tego "jerozolimskiego" spojrzenia na świat, od gorszenia się na widok szeroko rozłożonych nóg Babilonu, od poczucia winy, od strachu przed spotkaniem oko w oko z własnymi demonami, wreszcie od żonglowania pojęciem wiary, które okazuje się, zupełnie jak współczesna filozofia czy teologia (może oceniam po pozorach), lingwistyczną grą towarzyską.

Jeden z moich osobistych kluczy do “Końca” odnalazłem w elemencie scenografii, figurze zuluskiego wojownika. To jest Ubik zaświatów Warlikowskiego, jedyny skuteczny spsób na udręki bohaterów. Kluczem otwierającym bramy czyśćca, “czarnego żelaznego więzienia” jak powiedziałby Philip K. Dick, jest moc otwartego nieba i wiatru, rozpuszczająca strach, pozwalająca biec po wielkich przestrzeniach. Warlikowski pozostaje jednak w zamkniętych pokojach przesłuchań, celach, brudnych mieszkaniach i poczekalniach. "Imperium wcale się nie rozpadło" - pisze Philip K. Dick.


« Reykavik jeszcze raz Jak długo będziesz żyć? »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)