Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 maja 2012

Przemysław Kapałka

O, Warmio moja miła, Mazury moje też
Przedstawienie Warmii i Mazur, ich odrębności oraz charakteru i specyfiki regionu

Kategoria: Podróże i regiony
Tematy/tagi: Prusy (kraina)regiony

Wstęp

Warmia, Mazury, Mazury – cud Natury, Wielkie Jeziora... Z tymi pojęciami zetknął się jeśli nie każdy, to większość z nas. Kraina tajemnicza, inna niż pozostałe części Polski i to inna pod wieloma względami, w znacznym stopniu niezrozumiała i jakby zapomniana, przypominamy sobie o niej zazwyczaj tylko latem, kiedy trzeba wybrać się na wakacje „na Mazury” albo „na żagle”. Większość ludzi myli pojęcia Warmii, Mazur i Pojezierza Mazurskiego, dla większości rozróżnienie między nimi jest nieistotne. Z kolei wielu mieszkańców szczególnie Warmii bardzo denerwuje, kiedy myli się ich z Mazurami. Sam jeszcze niedawno te pojęcia myliłem, a różnice między jednym a drugim nie miały dla mnie większego znaczenia. I – niejednemu działaczowi regionalnemu będę się narażał w tym artykule – nadal uważam, że podobieństwa między Warmią a Mazurami są istotniejsze niż różnice. Przyroda jest ta sama – różni się ona radykalnie od przyrody sąsiedniego Mazowsza, różni się od przyrody Pomorza, istnieją spore różnice między przyrodą wschodniej a zachodniej części regionu, ale różnic między przyrodą Warmii i Mazur nie ma żadnych. Warto jednak poznać również odrębność tych krain, warto jest poznać ich charakter i specyfikę, warto wreszcie wyjaśnić istniejące nieporozumienia. Dlatego postanowiłem napisać artykuł, w którym różne zagadnienia związane z naszym regionem postaram się wyjaśnić. Tym, którzy chcą poznać tylko znaczenie terminów Warmia, Mazury i podstawowych związanych z tym zagadnień, wystarczy następny rozdział tego artykułu. Rozdziały następne poświęcone są innym zagadnieniom związanym z dziejami, naturą i dniem dzisiejszym tych krain.


Objaśnienie pojęć

To, co większość ludzi rozumie mówiąc Mazury, to Pojezierze Mazurskie. Jest to kraina geograficzna w stopniu makroregionu. Od zachodu sięga pod Ostródę, ale do samej Ostródy już nie dochodzi – tam już rozciąga się Pojezierze Iławskie[1]. Od południa jego granicę wyznacza południowa granica zlodowacenia bałtyckiego, i jest to trochę na północ od obecnej granicy województwa Warmińsko-Mazurskiego. Wschodnia granica przebiega trochę na zachód od wschodniej granicy tego województwa. Na północy kraina ta sięga Lidzbarka Warmińskiego, biegnie trochę na północny-wschód, i skrawek tej krainy leży na północ od Gołdapi[2] na terenie Obwodu Kaliningradzkiego[3]. I to jest to, co istnieje w powszechnej świadomości pod uproszczoną nazwą Mazury - uproszczoną tak, że prowadzi to do nieporozumień.


Krainy Prus (z Wikipedii)

Warmia i Mazury są już krainami etnicznymi, historycznymi i częściowo politycznymi. Z Warmią sprawa jest prosta, przez kilka wieków była ona tworem politycznym i jej granice są dobrze określone. Otóż podczas kolonizowania tych terenów przez Krzyżaków utworzono cztery diecezje. Jedną z nich, największą, była diecezja warmińska z początkową siedzibą w Braniewie. Jej nazwa i późniejsza nazwa Warmia pochodzi od pruskiego plemienia Warmów, które zamieszkiwało część jej terenów – niemniej jednak jest to tylko przejęcie nazwy, między terenami Warmów a późniejszą Warmią więcej jest różnic, niż podobieństw. Zgodnie z papieską bullą w diecezjach tworzonych na ziemiach pruskich biskup jedną trzecią diecezji brał w swoje gospodarowanie i na tych terenach sprawował władzę nie tylko religijną, ale i świecką[4]. Diecezja warmińska była jedyną, na której teren, który wydzielił sobie biskup, stanowił jedną całość. Pod koniec wojny trzynastoletniej (1454-1466) ówczesny biskup, Paweł Legendorf, zdecydowanie występował przeciwko Zakonowi i dobrowolnie złożył hołd królowi polskiemu[5]. W następstwie tego wydarzenia, po drugim pokoju toruńskim ta administrowana przez niego część została przyłączona do państwa polskiego. Od tej chwili ta właśnie biskupia część diecezji warmińskiej utworzyła krainę zwaną Warmią. Faktycznie było to księstwo w ramach Polski, a następnie Rzeczypospolitej, mające dużą autonomię, a władzę na niej sprawowali kolejni biskupi. Kościelnie przez znaczny okres czasu diecezja warmińska podlegała bezpośrednio Watykanowi, co praktycznie oznaczało dużą samodzielność również pod tym względem.

Różnie to bywa z władzą biskupów, czasami się na niej wychodzi dobrze, a czasami źle. Biskupi warmińscy byli ludźmi światłymi, wykształconymi i zazwyczaj mądrymi, Ignacy Krasicki wcale nie był najwybitniejszym z nich – zresztą byli wybierani spośród członków kapituły, a jej członkiem mógł zostać tylko ktoś posiadający wyższe wykształcenie i był to wymóg przestrzegany bardzo rygorystycznie. Byli co prawda tacy biskupi, którzy o Warmię nie dbali, byli nawet tacy, którzy w ciągu sprawowania swego urzędu ani razu się na niej nie pojawili, ale to były wyjątki. Warmińscy biskupi w swej większości bardzo dbali o Warmię, byli mecenasami kultury, zrobili wiele dla jej rozwoju również naukowego i gospodarczego, i bardzo dobry ich wpływ na Warmię chyba nie podlega dyskusji. Dość powiedzieć, że spalenie na stosie kobiety oskarżonej o czary nastąpiło w roku 1811, a więc już za czasów pruskich. Za czasów biskupów takie rzeczy się nie zdarzały i zdarzać nie mogły. Skoro przejście pod władanie postępowych jakoby Prus spowodowało tak duże cofnięcie mentalności, to chyba nie trzeba lepszego świadectwa, czym była Warmia za biskupich czasów. O jej randze świadczy też fakt, że biskup warmiński zasiadał w pierwszej dziesiątce senatorów Rzeczypospolitej. I taki stan utrzymał się aż do pierwszego rozbioru Polski, a więc przez trzy stulecia.

Z Mazurami sprawa jest dużo trudniejsza.[6] To określenie pojawiło się dopiero w wieku XIX i od początku były wątpliwości, jakie ziemie należy przez to rozumieć. Co do granic południowych i wschodnich sprawa była jasna – były nimi granice państwa pruskiego, a potem niemieckiego. Gorzej było z granicami północnymi i zachodnimi. Na pewno nie można było uznać za Mazury terenów należących do Warmii. Ale co z tymi, które leżały na południu i na zachodzie od niej? Czy to jeszcze Mazury czy jakaś jeszcze inna kraina? Za niemieckich czasów na określenie ziem leżących na zachód od Warmii była używana nazwa Oberland[7] – nazwa dobra, tyle, że zupełnie nie dająca się spolszczyć, a wolne tłumaczenie Górny Kraj brzmi co najmniej dziwacznie. Sami Polacy wymyślili nazwę Powiśle, ale też nie bardzo było wiadomo, jakich dokładnie terenów ma dotyczyć, czy np. Iława to jeszcze Mazury. Mrongowiusz, jeden z czołowych działaczy mazurskich, był skłonny przyjąć, że termin Mazury powinien objąć ziemie, na których istnieje gwara mazurska. Przy takim rozumieniu jeszcze Iławę można było uznać za należącą do Mazur, podczas gdy jej charakter bardziej ją zbliżał do Pomorza. Niedawno wymyślono określenie Mazury Zachodnie, którym nazywa się zachodnie rejony naszego województwa. Jest to termin dobrany niezbyt szczęśliwie i sami autorzy żałują, że go wylansowali[8]. Wydaje się, że sensowne jest rozważyć powrót do dawnej, również pochodzącej od pruskiego plemienia nazwy Pomezania. Ale jakkolwiek nazwiemy te tereny, nie bardzo wiadomo, gdzie należałoby poprowadzić granicę między nimi a właściwymi Mazurami. Obecnie najczęściej przyjmuje się, że te właściwe sięgają do Ostródy, a dalej na zachód znajdują się już Zachodnie. Ale przed wojną za Oberland uznawano tereny prawie do samej Nidzicy.

Co do północnych granic Mazur, to kryterium zasięgu mowy polskiej okazuje się zgodne z tym, co dziś chcielibyśmy za nie uważać. Jeszcze w Gołdapi język polski był obecny, jego zasięg Mazur trochę wykraczał poza dzisiejsze granice Polski. Gorzej z terenami położonymi bliżej północno-wschodnich granic Warmii. Bartoszyce leżą na wschód od Warmii, a z Mazurami nie kojarzą się chyba nikomu. Te rejony należą do jeszcze innych krain – są to Barcja i Natangia, których nazwy, podobnie jak Warmia, pochodzą od plemion pruskich. O tych krainach nie będę pisał. Obecnie przyjmuje się, że północnymi granicami Mazur są północne granice naszego państwa do mniej więcej Kętrzyna na zachodzie. Między Kętrzynem a Warmią rozciąga się Barcja.


Podsumujmy więc:

Warmia jest krainą historyczną, mającą wyraźnie określone granice. Zaczyna się ok. 30 km na południe od Olsztyna, mniej więcej na wysokości Olsztyna jest najszersza, po czym zwęża się i wąskim pasem ciągnie się przez Lidzbark Warmiński do Braniewa i brzegów Zalewu Wiślanego. Jej zachodnią granicę stanowi rzeka Pasłęka[9], z wyjątkiem jej najbardziej dolnego odcinka. Pozostałe granice są ustalone dość dowolnie i aby je poznać należy po prostu spojrzeć na mapę.

Mazury są krainą przede wszystkim etniczną. Przyjmuje się, że rozciąga się ona na wschód i na południe od Warmii do obecnych granic naszego województwa[10]. Precyzyjne i nie budzące wątpliwości określenie zachodnich granic Mazur jest praktycznie niemożliwe, podobnie jak w przypadku większości krain etnicznych.

Pojezierze Mazurskie jest krainą geograficzną, obejmującą większość Mazur i trochę więcej niż połowę Warmii. Jej granice są określone dość wyraźnie w wyniku opracowania podziału na krainy fizycznogeograficzne, wątpliwości dotyczą jedynie wąskiego pasa na ich granicy. I to właśnie Pojezierze Mazurskie zawiera w sobie to, co ogółowi kojarzy się z Mazurami.

Istnieją też pojęcia Prusy Wschodnie oraz Prusy Zachodnie. Są to niemieckie nazwy używane wobec prowincji ich państwa, obejmujących dawne ziemie pruskie. Prusy Wschodnie obejmowały między innymi całą Warmię, Mazury, część pozostałych ziem obecnego województwa Warmińsko-Mazurskiego z wyjątkiem jego południowo-zachodniej części, oraz ziemie wchodzące obecne w skład Obwodu Kaliningradzkiego. Nazwa ta jest jeszcze czasami używana na określenie tamtej części byłego państwa pruskiego, jednak w odniesieniu do obecnej Warmii i Mazur użycie jej jest niewłaściwe.

Poniższa mapa przedstawia zasięg Warmii, przybliżony zasięg Mazur oraz przybliżone granice Pojezierza Mazurskiego.


Granice: Warmii (czerwona), Mazur (czarna), Pojezierza Mazurskiego (fioletowa) – dwie ostatnie w przybliżeniu


Historia

Nie jest moim celem pisanie pracy na temat historii Warmii i Mazur. Nie mam zresztą wykształcenia w tym kierunku i taki zamiar byłby cokolwiek niepoważny. Chciałbym tylko przybliżyć charakter tych krain, przedstawić, skąd się wzięły różnice między Warmią a Mazurami, i zwrócić uwagę na pewne elementy, wymykające się uwadze większości ludzi niezwiązanych z naszym regionem bliżej. Dlatego zagadnienia historyczne i etniczne przedstawię skrótowo i bardzo wybiórczo. Nie będę opisywał faktów powszechnie znanych, skoncentruję się na tych, które powszechnie znane nie są lub ich znaczenie jest niedoceniane.

Kto zamieszkiwał tereny, należące obecnie do Warmii i Mazur, w starożytności, nie wiadomo. Istnieją co prawda znaleziska, są pewne ustalenia, ale jest ich zbyt mało, żeby powstał jakiś spójny i wiarygodny obraz starożytnej historii tych ziem. Jest pewne, że nie powstała tu żadna struktura państwowa i nie powstało społeczeństwo, które pod względem rozwoju mogłoby się równać z tymi z południa i zachodu Europy.


W średniowieczu tereny te zamieszkiwały plemiona pruskie. Warmowie, Bartowie, Natangowie, Sasini - to są nazwy niektórych z nich. Jedynie rejon Wielkich Jezior Mazurskich i tereny na wschód od nich zamieszkiwali Jaćwingowie, lud spokrewniony z Prusami, ale odrębny od nich. Prusowie i Jaćwingowie byli ludami pochodzenia bałtyjskiego – do czasów dzisiejszych przetrwali z nich tylko Litwini i Łotysze. Jedni i drudzy byli ludem bardzo prymitywnym, nie mieli swojej państwowości, nie mieli pisma, nie budowali miast i nie mieli żadnej zaawansowanej techniki. Zdjęcia obok przedstawiają dwie wykonane przez nich kamienne rzeźby; jedna z nich to tzw. Bartek, stojący na skraju parku w Bartoszycach, druga to tzw. baba pruska – tego typu rzeźb Prusowie pozostawili wiele. Trudno w to uwierzyć, ale te rzeźby to – jeśli nie liczyć biżuterii i wyrobów drobnych - jedno z ich szczytowych osiągnięć. Od XIII wieku tereny te zaczęli kolonizować Krzyżacy, którzy – cokolwiek by o nich powiedzieć – na owe czasy reprezentowali szczyty nowoczesności, a ich przedsięwzięcie było znakomicie przeprowadzone organizacyjnie i logistycznie. W starciu z nimi Prusowie mieli mniej więcej takie same szanse, jak Indianie z Amerykanami. Co prawda jedno z powstań Prusów omal nie zakończyło się zwycięstwem i wypędzeniem Krzyżaków, ale należy się spodziewać, że byłby to efekt krótkotrwały i jakiś czas potem ulegliby jeśli nie Krzyżakom, to Polakom lub Litwinom, którzy również mieli zakusy na te tereny. W ciągu kilku następnych stuleci ludność pruska zanikła i do dziś nie poły po niej prawie żadne ślady poza grodziskami i prostymi przedmiotami, i wcale nie wynika to z krwawej polityki wobec nich i z krzyżackiego szału niszczenia, bo czegoś takiego po prostu nie było. Prusowie po prostu nie pozostawili po sobie żadnych budowli ani trwalszych konstrukcji, i byli na tyle słabo rozwinięci, że z czasem wtopili się w ludność napływową, a ślady po nich są wyraźne tylko dla tych, którzy wiedzą, czego szukać. Człowiek nieświadomy istnienia tych śladów może nie zauważyć ich w ogóle.

O tym, jak Warmia znalazła się w granicach Polski, podczas gdy reszta tych ziem (celowo nie używam nazwy Mazury, ponieważ ona pojawiła się dużo później) pozostała w państwie Zakonu Krzyżackiego[11], od roku 1525 zwanej Prusami Książęcymi, już pisałem. Warmia znalazła się w innym państwie niż pozostała część tych ziem, pod innym władaniem, inna była polityka i inna kultura. Później, w roku 1525, wielki mistrz Zakonu Albrecht Hohenzollern dokonał sekularyzacji państwa. Prusy Książęce stały się państwem protestanckim ze wszystkimi tego konsekwencjami, podczas gdy Warmia pozostała katolicka. Szybko też, głównie z powodu dynastycznych uwarunkowań, Prusy Książęce zaczęły mocno ciążyć w stronę Brandenburgii, podczas gdy Warmia, choć autonomiczna, pozostawała zdecydowanie polska. I od tego czasu drogi Warmii i reszty ziem pruskich rozeszły się na dobre.


Podział Prus na Królewskie i Książęce (z Wikipedii)

Południową Warmię zamieszkiwała ludność polska, podczas gdy środkową i północną – niemiecka. Była to kraina zdecydowanie dwujęzyczna, z wyraźnie określonym podziałem na strefy językowe. Strefa mieszana między częścią polsko- a niemieckojęzyczną była bardzo wąska, zaledwie kilkukilometrowa. Już obecne Dobre Miasto i Jeziorany należały do części niemieckojęzycznej. Istniały też różnice w wiejskiej zabudowie obu tych części. Ale tak samo polsko-, jak też niemieckojęzyczna część Warmii obfituje we wspaniałe zabytki, wśród których nie ma żadnej różnicy, w której z tych części się znajdują. Większość z nich pochodzi albo z okresu krzyżackiego, albo z początkowego okresu przynależności do państwa polskiego, dlatego też większość tych najokazalszych utrzymana jest w stylu gotyckim. Ale są też piękne budowle wzniesione w okresach późniejszych – w mniejszej ilości, ale też są. Obok wspaniałych zamków i okazałych miejskich kościołów wiele jest niewielkich, a przepięknych wiejskich kościółków. Jeśli na mapie jest zaznaczony zabytkowy kościół w którejś z warmińskich wiosek, istnieje 90% prawdopodobieństwa, że warto specjalnie tam pojechać, żeby go zobaczyć[12].

Zachodnia część pozostałych ziem pruskich została skolonizowana i zagospodarowana jeszcze przed przewrotem, dokonanym przez Albrechta. Dlatego w zachodniej części dzisiejszych Mazur również znajduje się sporo zabytków. Dalej na wschód kolonizacja następowała później, już po sekularyzacji, a okolice dzisiejszego Ełku i Gołdapi jeszcze w XVI wieku były krainą prawie dziką. Tamtejsze kościoły pochodzą już z czasów protestanckich. Ma to swoje konsekwencje – widoczne są typowe dla tego wyznania empory (balkony), i, zgodnie z protestanckimi zasadami, kościoły te są stosunkowo skromne. Na wschód od linii Kętrzyn – Mrągowo istnieje zaledwie kilka kościołów, które mogą się równać z warmińskimi. Oprócz kościołów znajdują się tam pozostałości krzyżackich zamków, które, z kilkoma wyjątkami, też nie mogą się równać z zamkami Warmii.

Słynna bazylika w Świętej Lipce jest chyba jedynym elementem przejściowym pomiędzy czynnikami warmińskim a mazurskim. Leży już po mazurskiej stronie, ale zaledwie kilkaset metrów od granicy z Warmią, liczne były do niej pielgrzymki z Warmii i ma w sobie wiele cech warmińskich.

Ludność do południowej części państwa krzyżackiego, a następnie Prus Książęcych napływała głównie z Polski, konkretnie z Mazowsza. Na jej północne tereny napływało osadnictwo niemieckie, a z nim przybywała niewielka ilość Czechów. Ale już po wojnie trzynastoletniej, w wyniku realizacji zobowiązań Zakonu wobec walczących po jego stronie rycerzy, w jej części należącej do Zakonu rozpoczęło się osiedlanie w nich rodów pochodzących z głębi Niemiec. Ludność pruska, jak już zaznaczyłem, mieszała się z ludnością polską i po upływie kilku wieków zupełnie zanikła, ale był to proces naturalny, niczym nie kierowany. Nazwa Prusy coraz mniej była związana z dawnymi mieszkańcami tych ziem, a coraz bardziej oznaczała nowe państwo, związane z Niemcami.[13] Coraz większą rolę odgrywały wywodzące się z ziem niemieckich arystokratyczne rody. We wsiach południowej i wschodniej części Prus Książęcych dominowała ludność pochodzenia wyraźnie polskiego, która jednak żyła w zupełnej izolacji od Polski. Ich język z jednej strony zachował cechy staropolskiego, z drugiej - ewoluował w stronę specyficznej gwary. Jednak należy wyraźnie zaznaczyć, że gwara ta, choć można w niej było wyczuć wyraźne wpływy niemieckie, zawsze miała znacznie więcej wspólnego z językiem polskim. I jeszcze jeden czynnik coraz bardziej odróżniał tę ludność od ludności Polski: jej ewangelickie wyznanie. Podczas gdy cała Polska stawała się coraz bardziej katolicka, Prusy Książęce były ewangelickie. Na wschodnie tereny tych ziem zaczęła napływać ludność litewska, a niektórzy jej przedstawiciele dotarli aż pod Nidzicę. Z czasem przybyli tutaj arianie po ich wypędzeniu z Polski, pojawili się też Tatarzy, choć nie doszło do ich osiedlenia się tutaj, pojawili się też Rusini, którzy jednak szybko zasymilowali się z miejscową ludnością. Później, już po rozbiorach, osiedlili się staroobrzędowcy z Rosji i mennonici z Holandii[14]. Oczywiście byli obecni również Żydzi – nie było ich tylu, co w innych częściach Niemiec i w Polsce, ale byli. Razem z falą niemieckiego osadnictwa przybywali też, w mniejszych ilościach, przedstawiciele innych narodów. Czasami też osiedlały tu się niewielkie grupki innych wyznań, pojawili się nawet mormoni. Ludność tej części ziem pruskich, choć zdominowana przez czynnik polski i niemiecki, stanowiła istny konglomerat narodowościowy i religijny, z przenikaniem się różnych kultur i zwyczajów. Znamienne jest to, iż wszystkie te ludy współistniały w pełnej zgodzie i pokoju. Nie było żadnej germanizacji, pojawiła się znacznie później, praktycznie dopiero za Bismarcka, czyli od lat 70 XIX wieku[15]. Konflikty etniczne, religijne i kulturowe były tu zjawiskiem nieznanym.

Katolicka Warmia była z trzech stron otoczona przez ziemie protestanckie, a z czwartej przez wody Zalewu Wiślanego. Z tego powodu biskupi, żeby utrzymać na niej katolicyzm, musieli podejmować zdecydowane działania. Ale działania te również miały charakter pokojowy – polegały na zakładaniu szkół i na edukacji. Mimo tak wielu różnic między Warmią a resztą ziem pruskich, mimo tego, że w leżących kilkadziesiąt kilometrów od siebie Królewcu i Braniewie działały konkurencyjne szkoły protestancka i katolicka, nigdy między tymi krainami nie było wrogości.

Od 1701 roku na terenach dawnych Prus Książęcych istniało Królestwo Prus, niemieckie, wbrew swej nazwie nie związane z dawnym ludem Prusów, a jedynie z ich terenami. Pominę wątek powstania tego państwa, jako że do naszych rozważań niewiele by to wniosło. Państwo to coraz bardziej potężniało i już wkrótce wzięło udział w rozbiorach Polski. W ich wyniku Warmia została przyłączona do Prus i podporządkowana ich rządom. Wbrew temu, czego można było się spodziewać, nie nastąpiła unifikacja Warmii z Mazurami. W całych Prusach w równym stopniu rozszerzały swą obecność wielkie rody pruskie. Do Warmii napłynęli urzędnicy i wojsko z pozostałej części Prus, a wraz z nimi przybył protestantyzm. Ale ludność Warmii i Mazur (od tego czasu można już używać określenia Mazury) oraz ich kultura nie mieszały się, protestantyzm na Warmii nie nabrał rangi porównywalnej z katolicyzmem i obejmował głównie ludność napływową. Na Mazurach w pobliżu ich granicy z Warmią zaznaczyły się jej pewne wpływy, ale na tym się skończyło. Dość powiedzieć, że jeszcze przedwojenny podział na powiaty był całkowicie zgodny z podziałem na krainy[16]. Ludność Warmii pozostała na południu polska, na północy niemiecka. Ludność większości terenów, które dziś uznajemy za Mazury, zmierzała coraz bardziej w stronę utworzenia osobnego narodu. Lud ten był prosty i niewykształcony, odizolowany od Polski, świadomość polskiego pochodzenia nie mogła wśród niego zaistnieć i dopiero pod koniec XIX wieku zaczęła się bardzo powoli pojawiać w wyniku działalności tych bardziej wykształconych jego przedstawicieli. Od ludności Polski dzieliło Mazurów przede wszystkim wyznanie religijne, co w tamtych czasach było barierą trudną do przekroczenia. Z tego powodu również dla większości Polaków lud mazurski wydawał się dość obcy i jeśli myślano o próbach ich przywrócenia narodowi polskiemu, to zazwyczaj zaczynano od prób przemiany ich na katolików, co było z góry skazane na niepowodzenie. Gdyby nie wydarzenia z końca II wojny światowej, prawdopodobnie doszłoby do uformowania odłamu etnicznego podobnego do śląskiego lub kaszubskiego.[17]

Różnice między wsią mazurską a warmińską w znacznej części (choć nie do końca) wynikały z różnic między religiami katolicką i protestancką. Mówiąc w uproszczeniu, katolicyzm preferuje ozdobność, a protestantyzm prostotę. Miało to swe konsekwencje zarówno w charakterze budowli, jak też strojów i zwyczajów. To, co pruskie, a potem mazurskie, jest znacznie skromniejsze, w porównaniu z warmińskim można powiedzieć, że ubogie. Pod względem kulturowym Mazury robią wrażenie wręcz ubogiego krewnego Warmii, a jednak kultura Mazur również ma swój urok. Od połowy XIX wieku w równym stopniu na Warmii, co na Mazurach, zaczęły pojawiać się domy z czerwonej cegły. Dziś te czerwone domy w znacznym stopniu stanowią o uroku naszych ziem, trzeba jednak pamiętać, że pojawiły się późno. Osobną sprawą są budowle arystokracji. Ta na Warmii prawie nie istniała, Warmia należała do biskupów i tylko oni byli właścicielami większych dóbr. Z kolei poza Warmią arystokracja była bardzo silna, silniejsza niż w większości państw Europy. Miało to swe odzwierciedlenie w ich budowlach. Na Mazurach, również tych Zachodnich, powstało wiele wspaniałych nieraz pałaców. Na Warmii powstawały jedynie niewielkie, w porównaniu z nimi, dworki. Niestety, większość jednych i drugich uległa zniszczeniu pod koniec II wojny światowej i w czasach powojennych.


Jedna jeszcze cecha wyróżnia Warmię spośród innych krain: przydrożne kapliczki. Zaczęto je stawiać kilka wieków temu, najwięcej powstało pod koniec wieku XIX. Jest ich czasami kilka w niewielkiej wiosce, ostatnio na jednym zdjęciu ująłem trzy; niektóre stoją w lesie, na rozstajach dróg albo w szczerym polu. Nikt nie wie, ile ich jest, szacunki mówią, że około półtora tysiąca. Kapliczki te w dużym stopniu stanowią o szczególnym uroku tej krainy i nawet dla ludzi obojętnych religijnie są bardzo interesującym elementem jej kultury.

Od połowy XIX wieku nastąpił szybki rozwój całych Prus. Doprowadzano elektryczność, gaz, kanalizację, budowano drogi bite i linie kolejowe, tramwaje w Olsztynie pojawiły się wcześniej niż w Warszawie. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka faktów, które na ogół się przeocza. Po pierwsze, rozwój tych ziem następował w znacznym stopniu dzięki rozmieszczeniu na nich wojska. Całe państwo pruskie było silnie zmilitaryzowane i wiele inwestycji było tu dokonywanych tylko lub głównie z myślą o wojsku. Sam Olsztyn, gdyby nie wojsko, prawdopodobnie nie osiągnąłby swojego obecnego statusu, wiele innych miast też zawdzięcza mu wiele. Tymczasem wojsko pasuje do naszych terenów tak samo, jak przemysł ciężki - chyba każdy, kto tu dłużej wypoczywał lub żeglował, przyzna, że zestawienie tutejszej przyrody i całej atmosfery tych ziem z wojskiem tworzyłoby wyjątkowy dysonans. Po drugie, warto przypatrzeć się sieci kolejowej na terenie Prus. Była ona bardzo gęsta, każde niemal miasto było węzłem kolejowym i to nieraz kilku linii. Wiele z tych linii było bardzo potrzebnych, wielu z nich żal, kiedy w ostatnich czasach były likwidowane. Ale niektóre prowadziły przez tereny, które chyba zawsze były odludne i na których sens ich budowania trudno zrozumieć. Nawet w sporządzonym po II wojnie światowej raporcie na temat tutejszej sieci kolejowej zwraca się uwagę, że była ona zbyt gęsta nawet jak na potrzeby przedwojennych Prus, i w znacznej części też służyła celom militarnym[18]. Oglądając ślady niektórych takich linii, prowadzących przez odludzia, ciśnie się pytanie, co Niemcy chcieli zrobić z Mazurami. Po trzecie, ta część państwa niemieckiego, mimo swego rozwoju, i tak była bardzo zacofana względem jego pozostałej części, czego przejawem była bardzo liczna wtedy migracja ludności z Warmii i Mazur na zachód. Zasługi Niemiec dla rozwoju tych ziem są – moim zdaniem – w swej dużej części kontrowersyjne. Dodatkowym zagadnieniem jest intensywna germanizacja, która wtedy przybrała rozmiary niegodne praworządnego państwa i stanowczo godne potępienia.


Język polski w czasach plebiscytu 1920 (fragment większej mapy z Wikipedii)


Teren plebiscytu 1920 (fragment większej mapy z Wikipedii

Po zakończeniu I wojny światowej, kiedy Polska odradzała się po wielu latach zaborów, na terenach Warmii i Mazur przeprowadzono plebiscyt, który miał zadecydować o ich przynależności do Polski lub do Niemiec. Jedynie rejon Działdowa, ze względu na przebiegającą tamtędy linię kolejową, przyznano Polsce od razu. Plebiscyt ten zakończył się druzgocącą wręcz klęską Polski. O ile w okolicach Olsztyna ilość głosów oddanych na Polskę i Niemcy była mniej więcej porównywalna, a w okolicach Lubawy nawet trzy wioski wróciły do Polski, o tyle na Mazurach były miasta i gminy, w których za Polską oddano kilka lub kilkanaście głosów. Przyczyn takiego wyniku było wiele. Dawniej zwracano szczególną uwagę na działalność niemieckich bojówek i zastraszanie ludzi, chcących głosować za Polską. Tymczasem choć czynnik ten miał znaczenie, a nawet doszło do śmiertelnego pobicia czołowego działacza mazurskiego Linki, to jednak jego znaczenie jest mniejsze, niż mu się przypisuje. Większe znaczenie miały inne czynniki. Trzeba pamiętać, że Niemcy, choć przegrały wojnę, były nadal silne i świetnie zorganizowane, a do działań plebiscytowych zaangażowały cały swój potencjał. W tym czasie Polska miała problemy, których skala jest dla nas wręcz niewyobrażalna. Największym z nich była Armia Czerwona, która właśnie wtedy była w ofensywie i wyglądało na to, że nic jej nie zatrzyma – dla wielu głosujących też mógł to być istotny czynnik wpływający na ich decyzję, były nawet przypadki ucieczki z polskiej już Działdowszczyzny do Prus. Osobne problemy dotyczyły Śląska, konfliktu z Czechami, scalania trzech fragmentów ziem polskich w jedno, całej masy innych nie sposób wymienić. Cóż w porównaniu z tym znaczyły nieszczęsne Warmia i Mazury? Musiały zostać pozostawione same sobie przeciwko całemu potencjałowi Niemiec. Duże znaczenie miało również to, że zgodnie z tym, co było napisane na kartach do głosowania, wybór następował nie między Polską a Niemcami, tylko między Polską a Prusami – to tak, jakby Ślązacy mieli do wyboru między Polską a Śląskiem (i aż się prosi postawić pytanie, jaki byłby wynik takiego wyboru). Trzeba mieć na uwadze, że w tych czasach poczucie przynależności regionalnej wśród ludności było silniejsze, niż państwowej czy narodowej, a ludności Mazur dotyczyło to w szczególnym stopniu. Były też inne przyczyny. Jedno nie ulega wątpliwości: wynik plebiscytu pokazał, że choć ziemie te wiele łączy z Polską, to również mają one swoją silną specyfikę i wiele cech szczególnych.

Okres między obiema wojnami światowymi niewiele zmienił na Warmii i Mazurach. W dalszym ciągu następował rozwój tych ziem. Były okresy intensywnego zwalczania wszystkiego, co polskie, były okresy względnego spokoju. Był czas, że zwracanie się do siebie po niemiecku było w dobrym tonie i przejawem ogłady. Jednak na olsztyńskim targowisku bezapelacyjnie dominował język polski w jego lokalnej odmianie, co świadczy dobitnie o tym, jaki był naprawdę charakter południowej Warmii.[19]

Wybuch II wojny światowej również niewiele zmienił w życiu Warmiaków i Mazurów. To oczywiste, że był pobór do wojska i odpływ części ludności do niego, były obozy jenieckie, były ruchy wojsk, znajdowała się tu nawet główna kwatera Hitlera i wszystkich rodzajów wojsk hitlerowskich. A jednak życie toczyło się nadal i dla ludu radykalnych zmian nie było. Zmiany te nastały nagle wraz z nadejściem frontu. Dla Armii Czerwonej były to pierwsze ziemie niemieckie, jakie napotkała. Po kilku latach okrutnej wojny i zniszczeń dokonywanych przez Niemców na terenach Związku Radzieckiego można sobie wyobrazić, jaka żądza zemsty panowała w jej szeregach. Ponadto niektórzy przedstawiciele dowództwa i inteligencji wprost podżegali do zemsty i do odegrania się na ludności niemieckiej za wszystkie krzywdy, jakie Niemcy wyrządzili na terenie ZSRR. Nie ma sensu rozpisywać się na temat zbrodni i gwałtów na ludności, jakie tu miały miejsce. Wystarczy sobie przypomnieć, do czego zdolni byli żołnierze sowieccy, dodać do tego dodatkowe podżeganie ich do zemsty, i uświadomić, że tu zrealizowało się to w całej pełni. Żołnierze sowieccy zupełnie nie zastanawiali się nad tym, że mieszka tu ludność niekoniecznie niemiecka, żądza odwetu dotykała wszystkich, a jej ofiarami padali nawet ci, którzy witali ich po polsku. Zniszczenia wojenne miast nie były tu wynikiem walk, bo walki o miasta były tu mało intensywne. Były wynikiem rozmyślnego niszczenia już po wkroczeniu. Wyjątkiem były jedynie północno-zachodnie tereny regionu, które były silnie umocnione i w których walki były rzeczywiście bardzo zacięte. To, co się dało, grabiono i wywożono w głąb Związku Radzieckiego nawet po pojawieniu się polskiej administracji na tych terenach. Większych zniszczeń uniknęły Działdowo, które przed wojną należało do Polski, oraz z niewiadomych powodów Reszel, Orneta i kilka mniejszych. Te dwa miasteczka są nadal piękne i w nich można zobaczyć, jak wyglądały kiedyś wszystkie miasta Warmii i Mazur. To, że wszystkie były podobnie piękne, widać wyraźnie na starych pocztówkach. Większość tego została obrócona w ruinę, a tutejsza ludność i kultura poniosła niepowetowane straty.


Dzieje najnowsze

Przejście frontu dla Warmii i Mazur było mniej więcej tym, czym silne trzęsienie ziemi dla starożytnych cywilizacji, w kilka chwil obracające je w ruinę. Cała niemal natura tych krain, większość jej kulturowej spuścizny, zostały praktycznie zmiecione z powierzchni Ziemi w ciągu kilku miesięcy. Główna różnica polegała na tym, że tereny po starożytnych cywilizacjach przez długi czas pozostawały w ruinie, a tutaj natychmiast zaczęło się coś nowego. Niestety, owo nadejście nowego oznaczało dopełnienie dzieła zniszczenia.

Tutejsze miasta można było odbudować tak, jak odbudowano wiele innych w Polsce. Zamiast tego cegłę wywożono do Warszawy w ramach akcji „cały naród buduje swoją Stolicę” (brzmi to jak ponury i niesmaczny żart, ale tak właśnie było). Jeśli już budowano, to w socjalistycznym stylu albo w ogóle bez stylu. I tak wokół zburzonych rynków budowano betonowce, jeśli w ciągu kamienic jedna lub kilka zostało zniszczonych, również luki zabudowywano betonowcami. W ogóle nie zastanawiano się, jak te nowe budowle pasują do dawnych, a pasowały jak kiełbasa do tortu. Najbardziej dobitnym przykładem takiego pomieszania jest rynek w Nidzicy, z pięknym ratuszem pośrodku i betonowcami dookoła. Przykładem najsmutniejszym jest Braniewo, które przez kilka wieków było głównym miastem Warmii, ważnym ośrodkiem nauki i kultury, nazywanym nawet Atenami północy. Dziś jest miastem zupełnie pospolitym z nieco większą ilością zabytków, ale zupełnie bez swej atmosfery. Jedynie w przypadku samego Olsztyna dołożono starań w odbudowie Starówki, ale też tylko częściowo odbudowano ją według stanu sprzed wojny, a częściowo były to swobodne wariacje na temat dawnej zabudowy miast poniemieckich. O odbudowie zamków i poniemieckich budowli, wśród nich dworków i pałaców, nikt w tym czasie nie myślał – kojarzyły się przecież z Niemcami, a więc z tym, co najgorsze. Wiele z nich przetrwało wojnę w dość dobrym stanie, a dopiero później popadło w ruinę. Kwitł szaber, uprawiany przez ludność z sąsiedniego Mazowsza – przybywali i zabierali wszystko, co się dało, zupełnie nie licząc się z mieszkańcami. Ci z kolei byli bezsilni wobec zmasowanej i bezwzględnej akcji. Władzom ten proceder bardzo przeszkadzał w zagospodarowywaniu tych ziem, przyczyniał się bowiem do dalszego ich niszczenia, ale niewiele dawały radę w tej sprawie zrobić. W przypadku ludności Mazur dodatkową wrogość wzbudzało ich ewangelickie wyznanie, kojarzące się z Niemcami - stereotyp „Polak – katolik” najwięcej zła wyrządził na Śląsku Cieszyńskim i właśnie tutaj. Na ponurą ironię zakrawa fakt, że właśnie po przejściu tych ziem pod polskie panowanie znaczna część ludności, mającej polskie korzenie, wyjechała wgłąb Niemiec (czasami dobrowolnie, czasami pod różną formą przymusu), koronując tym samym proces germanizacji, z którą Polska jakoby walczyła. Jest ponurą ironią, że na grobie Michała Kajki, mazurskiego działacza i ludowego poety, który całe swoje życie poświęcił sprawie polskości Mazur, pojawiły się napisy posądzające go o niemieckość, a jego wnuk wyemigrował i uważa się za Niemca. Byli też tacy, których najpierw Niemcy prześladowali jako Polaków, a potem Polacy prześladowali jako Niemców. Jeszcze długo po wojnie bezpieczniej było nie przyznawać się do swego mazurskiego, a nawet warmińskiego pochodzenia. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: do zniszczenia kultury tych ziem i w znacznym stopniu do zniszczenia żywiołu polskiego, istniejącego tu od wieków, przyczyniła się Armia Czerwona, „wyzwalająca” te ziemie spod niemieckiego panowania, oraz sama Polska. Te dwa czynniki świetnie się uzupełniły, to, co rozpoczął pierwszy z nich, drugi dokończył. Co nastąpiło w zamian? To spróbujemy rozważyć w dalszej części tego artykułu.

Po wojnie podział dawnych ziem pruskich na Warmię i resztę został zastąpiony podziałem na część polską i sowiecką, a obecnie rosyjską. Granica została poprowadzona w sposób bezsensowny, prawdopodobnie metodą linijki i ołówka. Przecięto połączenia drogowe i kolejowe, odcięto wioski od miast, w pobliżu których leżały. Konieczne stało się wytyczenie niektórych powiatów na nowo i przyłączenie niektórych terenów do powiatów, do których nie pasowały – najbardziej widoczne jest to w przypadku rejonu Górowa Iławeckiego, które zostało włączone do mającego zupełnie inny charakter powiatu bartoszyckiego, ale lepszego rozwiązania nie ma.

Jako uzupełnienie można dodać, że zniszczenie, które dokonało się po polskiej stronie, jest niczym w porównaniu ze zniszczeniem po stronie rosyjskiej. U nas miały miejsce karygodne zaniedbania, u nich – planowe i rozmyślne niszczenie. U nas nie od razu widać ślady przeszłości, tam uczyniono wiele, żeby te ślady zatrzeć i wmówić wszystkim, że historia tych ziem zaczyna się od roku 1945[20],, nawet nazwy miejscowości nadano od nowa bez żadnego związku z dotychczasowymi. I, niestety, w znacznym stopniu się to udało. Przebywając po rosyjskiej stronie czułem się tak, jakbym przebywał na terenach w ogóle nie mających swego charakteru, wyjałowionych kulturalnie i zawieszonych w próżni. Ale tego tematu rozwijać nie będę.

Na szczęście cała Warmia i – w zależności od ujęcia – całe lub prawie całe Mazury znalazły się po polskiej stronie. Do ich etnicznego i kulturowego zróżnicowania doszły nowe czynniki. Napłynęła ludność polska z innych części kraju. Przybyli Polacy zamieszkali na Litwie oraz na tzw. Kresach Wschodnich. W ramach akcji „Wisła” pojawili się ukraińscy przesiedleńcy. Mazury, dotąd protestanckie, stały się katolickie, prawie wszystkie kościoły ewangelickie zostały przemienione w katolickie (inaczej musiałyby stać nieużywane i popadać w ruinę, co zresztą w niektórych przypadkach nastąpiło). Nieliczne jednak funkcjonują w dalszym ciągu jako ewangelickie. Rozwinął się kult Matki Boskiej, do tej pory słabszy niż w przedwojennej Polsce, w tym Matki Boskiej Ostrobramskiej, dotąd nieznany tu zupełnie. Wraz z Ukraińcami pojawił się grekokatolicyzm, wraz z przybyszami z kresów wschodnich w śladowych ilościach prawosławie. Każda z grup, które tu się osiedlały, przynosiła swoje zwyczaje, dotąd tu nieznane. I znów dała o sobie znać jedna z głównych cech tych ziem, wyglądająca na nieśmiertelną: po odpływie szabrowników i uspokojeniu się powojennej wrzawy, po odejściu konfliktów przywleczonych przez komunistyczne władze, wszystkie te nacje zaczęły współegzystować zupełnie pokojowo. Konflikty na tle etnicznym, religijnym i narodowym zanikły dość szybko, i choć nasze tereny nie są już oazą spokoju, to na tym tle waśnie nadal nie występują.

W powojennych czasach rozpoczęło się na dobre zanikanie różnic między Warmią a Mazurami. Napływająca tu ludność nie mogła nic wiedzieć o różnicach między tymi krainami. Władze nawet, jeśli o tym wiedziały i chciały wiedzieć, co nie zdarzało się zbyt często, miały zbyt wiele problemów, żeby ten czynnik brać pod uwagę. Świadomość tego, czym jest Warmia i czym Mazury, specyfiki i odrębności tych krain, była niewielka nawet wśród miejscowej ludności. Jeszcze mniejsza była chęć zachowywania tej odrębności i odróżniania tych krain w dalszym ciągu, tak samo zresztą jak mało kto dbał o jakiekolwiek nawiązanie do przedwojennej przeszłości tych ziem. I tak było przez prawie cały czas panowania komunizmu w Polsce. Dopiero po jego upadku zaczęło się to zmieniać, dopiero wtedy zaczęli dochodzić do głosu ludzie stawiający sobie za cel nawiązanie do dawnej historii i kultury tych ziem, zaczęły się pojawiać organizacje społeczne zajmujące się tym. Jednak jest to już tylko nawiązanie do przeszłości, ponieważ nikt nie ma złudzeń co do tego, że dawne Warmia i Mazury już nie istnieją. Jeszcze w latach 70 ubiegłego stulecia dałoby się coś uratować. Dziś można jedynie wydobywać pamiątki przeszłości.


Podsumowanie historii

Po tym pobieżnym i wybiórczym przedstawieniu historii ziem warmińsko-mazurskich spróbujemy dokonać jej podsumowania.

Region warmińsko-mazurski leży prawie w środku Europy. Zetknąłem się z kilkoma wersjami odnośnie tego, gdzie ten środek Europy się znajduje, ale prawie wszystkie umiejscawiają go niedaleko, kilkadziesiąt lub nieco ponad sto kilometrów od naszego regionu. Znajdujemy się pomiędzy Gdańskiem, Wilnem, Warszawą i Królewcem, w pobliżu tych ważnych ośrodków – sądząc po położeniu geograficznym, na naszych terenach ciągle powinny zachodzić jakieś ważne historyczne wydarzenia. Tymczasem było odwrotnie. Rzadko kiedy działo się u nas coś ważnego w skali ponadlokalnej, nie powstał tu żaden ośrodek o europejskim znaczeniu, od stuleci nie prowadziły tędy żadne ważne szlaki (ostatnim takim był szlak bursztynowy w starożytności), rzadko kiedy ktoś wybitniejszy pojawiał się u nas na dłużej. Na ziemiach sąsiadujących z naszymi, nawet w też pruskim Królewcu, stale działo się coś, o czym dziś czytamy w podręcznikach historii. U nas takich wydarzeń było bardzo niewiele. Jest coś zastanawiającego w tym, że ten region, leżący w tak ważnym zdawałoby się miejscu Europy, zdawał się jednocześnie leżeć na jej peryferiach.

Inną ważną cechą naszego regionu jest jego pokojowy charakter. W czasie, kiedy w sąsiednich państwach ciągle zdarzały się waśnie między dzielnicami, plemionami i zamieszkującymi je nacjami, tu zjawiska takie nie występowały w ogóle. Wszelkie tutejsze konflikty były przynoszone z zewnątrz. Dla wszystkich, którzy tu przybywali i chcieli żyć w pokoju, kraina ta okazywała się przyjazna.[21]

A jednak, mimo spokojnego charakteru tych ziem, wśród tych nielicznych wydarzeń, które tu zaszły, zdarzyły się te najwyższego formatu, takie, których historyczne znaczenie jest trudne do przecenienia. Spróbujemy teraz je wymienić.

    1. Bitwa pod Grunwaldem. Jedna z największych, a według niektórych największa bitwa średniowiecznej Europy, i bodajże najważniejsza bitwa w dziejach Polski, rozegrała się na naszych terenach. Był to konflikt, używając dzisiejszych sformułowań, „międzynarodowy” na niespotykaną wtedy skalę. Po stronie polskiej walczyli Litwini, Rusini i Tatarzy, po krzyżackiej przedstawiciele różnych państw od Szwajcarii po Inflanty, w tym również nieliczni Polacy. Starli się ze sobą przedstawiciele wschodu, zachodu i północy, przedstawiciele różnych kultur i wyznań. Podobna skala „umiędzynarodowienia” konfliktu wystąpiła w tych czasach tylko podczas wypraw krzyżowych, ale tam „międzynarodowa” była tylko jedna ze stron, druga była jednolita. Tu po obu stronach wystąpili przedstawiciele różnych państw i grup etnicznych. Bitwa ta wykazywała jeszcze jedną ważną cechę, na ogół niezauważaną. Otóż po stronie katolickiej wtedy Polski walczyli prawosławni, muzułmanie i poganie – przeciwko przedstawicielom katolickiej Europy. Ta cecha jednej z najchwalebniejszych bitew naszej historii jest warta dokładniejszego rozważenia.

    2. Dzieło Kopernika. Praca Mikołaja Kopernika O obrotach była jedną z tych, które wywołały największe rewolucje w nauce i w największym stopniu zmieniły spojrzenie ludzkości na świat i na siebie. Dzieło to w całości powstało na naszych terenach – Kopernik niemal wszystkie niezbędne badania przeprowadził tutaj i tutaj swoją pracę napisał, jedynie wydana została gdzie indziej. Jedna z najdonioślejszych prac naukowych w dziejach świata powstała u nas, na Warmii.

    3. Sekularyzacja Prus Książęcych i powstanie pierwszego państwa protestanckiego. W roku 1525 ówczesny wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego, Albrecht Hohenzollern, wystąpił z Zakonu, przeszedł na luteranizm i zamienił całe swoje państwo na czysto świeckie z panującą w nim religią luterańską. Dziś nie zdajemy sobie sprawy, na jaką skalę był to przewrót. Ówcześni rycerze zakonni byli związani ślubowaniami zakonnymi, rycerskimi i wierności papieżowi, a co to znaczyło w tamtych czasach, chyba nie trzeba przypominać. Wszystkiego tego się wyparto, powstało pierwsze w Europie państwo wyznaniowe inne, niż katolickie – wkrótce zaczęły powstawać następne, ale to było pierwsze. Jest to tym bardziej warte podkreślenia, że tylko pozornie stało się to w wyniku decyzji jednego człowieka - tendencje do zerwania z wszystkimi tymi zobowiązaniami i zeświecczenia państwa były już wcześniej wyraźne w całym państwie krzyżackim, również wpływy nauk Lutra były tu wyraźne.[22]

    4. Powstanie państwa pruskiego, a w konsekwencji odrodzenie Rzeszy Niemieckiej. Świeckie państwo pruskie, powstałe w wyniku sekularyzacji państwa zakonnego, szybko połączyło się z Brandenburgią, i stosunkowo szybko uniezależniło się od Polski. Ówczesne Niemcy nie tworzyły wtedy jednego państwa, tylko zlepek wielu małych państewek, zależnych od Cesarstwa w Wiedniu. Jednak państwo pruskie nie było zależne od Cesarstwa i jeden z kolejnych jego władców potrafił to wykorzystać i koronować się formalnie na króla pruskiego, a faktycznie na króla państwa brandenbursko-pruskiego ze stolicą w Berlinie. Z kolei to państwo odegrało fundamentalną rolę w późniejszym zjednoczeniu Niemiec. A więc zjednoczenie Niemiec, którego znaczenia w dziejach Europy nie sposób przecenić, miało swoją genezę w Prusach.

    5. Objawienia gietrzwałdzkie. W roku 1877 w podolsztyńskim Gietrzwałdzie miały miejsce objawienia maryjne. Były to jedyne takie objawienia na terenie obecnej Polski i jedne z nielicznych w ogóle, które zostały oficjalnie uznane przez kościół katolicki. Historycy są zgodni co do tego, że czymkolwiek te objawienia były, to one przywróciły Warmię Polsce. Proces germanizacji był tu daleko posunięty, więź między Warmiakami a pozostałą częścią narodu polskiego nie istniała. Wszystko to radykalnie się zmieniło po tych objawieniach – Matka Boska przemawiała po polsku, spowodowany tymi wydarzeniami napływ pielgrzymów sprawił, że Warmiacy zyskali kontakt z polską kulturą, poczuli się nie małą grupką, ale częścią polskiego narodu, i od tego wydarzenia rozpoczyna się rozwój ruchu polskiego na Warmii. W historii niewiele jest przypadków, żeby niewyjaśniony i nadprzyrodzony czynnik odegrał tak ważną rolę w podtrzymywaniu świadomości narodowej.

    6. Operacja wschodniopruska w czasie I wojny światowej. W roku 1914 wojska rosyjskie prowadziły zakrojoną na szeroką skalę ofensywę w Prusach Wschodnich. Do decydującej bitwy doszło na naszych terenach, a jej centrum miało miejsce znów w pobliżu Grunwaldu. W wyniku tej bitwy armia rosyjska została doszczętnie rozbita, i po tej klęsce Rosja do końca wojny już się nie podniosła. To z kolei stało się jednym z czynników, który doprowadził do wybuchu rewolucji październikowej. Ale zanim to nastąpiło, Niemcy, przerażeni postępami rosyjskiej ofensywy, wycofali część swych wojsk z Francji i przerzucili je do Prus, a to z kolei stało się jednym z istotnych czynników, które spowodowały klęskę Niemców nad Marną i udaremniły zajęcie przez nich Paryża. Tak więc losy Europy podczas I wojny światowej w znacznym stopniu rozstrzygnęły się na Warmii i Mazurach.

    7. Kwatery wojsk hitlerowskich. To z całą pewnością nie jest powodem do dumy, ale jest na tyle ważne, że nie można tego pominąć w tym zestawieniu. Podczas II wojny światowej na Mazurach mieściła się główna kwatera Hitlera i główne kwatery wszystkich rodzajów wojsk hitlerowskich. Tu znajdowało się hitlerowskie centrum dowodzenia i stąd kierowano napaścią na Związek Radziecki. A potem, niestety, od naszych ziem zaczęła się zemsta Sowietów (nie tylko na Niemcach) za doznane krzywdy.


Widać więc, że jest w naszej ziemi coś szczególnego. To, że mimo swego położenia znajdowały się na uboczu historii, a równocześnie niepostrzeżenie zachodziły na niej wydarzenia o tak fundamentalnym znaczeniu, nie może być kwestią przypadku. Świadczy to o tym, że nasza warmińsko-mazurska ziemia kryje w sobie wielką tajemnicę, która dopiero czeka na odkrycie.


Przyroda

Wiele się mówi na temat piękna przyrody Warmii i Mazur. Są co do tego różne opinie, wielu jest takich, którym Mazury się nie podobają. Znacznie więcej jest jednak takich, którzy są pod wielkim wrażeniem ich piękna. Piękny jest zresztą cały pas pojezierzy na południowej granicy zlodowacenia bałtyckiego, a które z nich jest najpiękniejsze, to chyba kwestia indywidualnych upodobań.


Śniardwy – największe z mazurskich jezior

W przyrodzie naszego regionu podział na warmińską i mazurską nie występuje w ogóle. Nie ma żadnych różnic między przyrodą Warmii i Mazur. Są natomiast duże różnice między przyrodą poszczególnych krain geograficznych, składających się na te ziemie. Szczególnie duże różnice występują między pojezierzami a terenami okolicznymi, ale i między poszczególnymi mezoregionami pojezierzy są one zauważalne.

Mazury powszechnie się kojarzą z jeziorami, lasami, pagórkami i mało jeszcze skażoną przyrodą. Jest to w dużym stopniu prawda, ale nie do końca. Jeziora są istotnie najwyraźniejszym składnikiem Pojezierzy: Mazurskiego, Iławskiego i Litewskiego (którego mała część znajduje się na wschodzie Mazur). Jest ich tutaj więcej nawet, niż na innych polskich pojezierzach, występuje też szczególnie wiele dużych jezior. Część z nich tworzy cały ciąg, przedzielonych wąskimi pasami lądu ale połączonych kanałami, o długości prawie 100 kilometrów, i jest to zjawisko jedyne w swoim rodzaju w skali całej Europy poza Skandynawią i północną Rosją, ale tam z kolei klimat jest mniej odpowiedni. Trzeba jednak wiedzieć o tym, że jeziora są rozmieszczone bardzo nierównomiernie. Na terenie Ostródy i Mrągowa jest ich pięć i w najbliższej okolicy jeszcze kilka. Tymczasem w Kętrzynie – jedno maleńkie, są też całe gminy, na terenie których znajduje się tylko jedno małe jezioro lub nie ma żadnego.

Charakterystyczne dla pojezierzy są też pagórki o znacznej nieraz wysokości względnej, w niektórych przypadkach dochodzącej do 100 metrów. Ale i to nie jest reguła bez wyjątków - południe Pojezierza Mazurskiego i część jego północnych terenów jest równinna, a przy tym są bardzo „mazurskie” w swym charakterze.

Lasów istotnie jest u nas dużo. Mamy dwa bardzo duże kompleksy leśne, ciągnące się przez kilkadziesiąt kilometrów – Pusza Piska i Puszcza Napiwodzko-Ramucka pod Olsztynem. Oprócz tego znajduje się u nas kilka mniejszych, ale i tak sporych kompleksów leśnych, a lasy mniejsze trudno jest zliczyć[23]. Większe tereny bezleśne na naszych pojezierzach nie występują. Wśród drzew przeważa sosna, ale licznie występuje też świerk, dąb, brzoza, i wiele innych gatunków liściastych. Brak jest buka – to jedno z najpopularniejszych polskich drzew na Pojezierzu Mazurskim nie występuje. Obok borów czysto sosnowych zdarzają się mieszane, a także lasy liściaste. Wyraźna jest różnica między lasami Pojezierza Mazurskiego a sąsiadujących z nim Pojezierzy Iławskiego i Chełmińsko-Dobrzyńskiego. Tak się składa, że granica zasięgu buka w dużym stopniu pokrywa się z granicami tych pojezierzy. Już pod Ostródą można spotkać niewielkie lasy bukowe, a nieco dalej na południe i zachód występują ich duże obszary. Wzrasta też udział niektórych innych drzew liściastych, natomiast spada udział świerka. Roślinność spotykana w lasach Warmii i Mazur nie jest jednak naturalna dla tych terenów. Naturalne gatunki dla lasów Pojezierza Mazurskiego to świerk i niektóre gatunki liściaste. Ten skład gatunkowy został zmieniony przez Niemców w wyniku ich gospodarki leśnej – kolejny przykład na to, że działalność Niemców wcale niekoniecznie wyszła tym terenom na dobre. Inną cechą odróżniającą lasy Warmii i Mazur od lasów środkowej Polski jest ich bogate poszycie - to przez jego obecność przedzieranie się przez nasze lasy może być bardzo utrudnione. Kolejna ich cecha to duże, w porównaniu z resztą Polski, rozmiary drzew. Dość powiedzieć, że rozmiary wystarczające do tego, żeby drzewo uznać za pomnik przyrody w środkowej Polsce, w większości mazurskich lasów są zupełnie przeciętne. Jeszcze inna, przykra ich cecha, to liczna obecność owadów, w tym, niestety, komarów. Lasem, który w największym stopniu zachował pierwotny charakter dla tych terenów, jest Puszcza Borecka na północny-wschód od Giżycka. Praktycznie nie występuje w niej sosna tylko świerk i gatunki liściaste, przy czym drzewa osiągają tam duże rozmiary. Jednak tych, którzy chcieliby się tam wybrać, muszę uprzedzić, że większą jej część zajmują tereny podmokłe, a komarów jest tam wyjątkowo dużo nawet jak na Mazury.

Licznie występują u nas rośliny niespotykane lub rzadko spotykane w innych częściach kraju. Różnica w bogactwie gatunkowym między łąkami Warmii i Mazur a łąkami środkowej Polski jest widoczna gołym okiem. Podobnie jest z fauną. Mazury i tereny blisko północnej granicy Polski są największym w Europie skupiskiem bocianów, w niektórych wioskach ilość bocianich gniazd jest zbliżona do ilości zabudowań lub nawet ją przekracza – niestety zmienia się to na niekorzyść. Licznie spotkać można tu żurawia, kormorana, jastrzębia i wiele innych, gdzieniegdzie bielika i gatunki podobne jemu, widok okazałego ptaka doskonale widocznego z samochodu zdarza się u nas często. W kilku miejscach występują żółwie błotne, choć zaobserwować je można bardzo rzadko. W lasach często spotkać można jelenie, dziki, w mniejszych ilościach łosie, występują też bobry, wilki i rysie[24], choć spotkanie tych ostatnich graniczy z niemożliwością. Ostatnio coraz wyraźniej zwierzęta wchodzą do miast i zbliżają się do człowieka. Jeszcze kilkanaście lat temu większość zwierząt uciekała przed samochodami i pociągami. Dziś zdarza się, że sarny i jelenie spacerują koło torów nie zwracając uwagi na przejeżdżające obok pociągi, a bociany szukają pożywienia dosłownie kilka metrów od krajowych szos z tą największą, Warszawa – Gdańsk, włącznie. Widok dzików na osiedlach na obrzeżach miast nie dziwi już nikogo, pojawiają się już nawet w centrum Olsztyna. Był już przypadek wykopania nory przez borsuka w sąsiedztwie bloków mieszkalnych tak, że bawiące się tam dzieci mogły go obserwować. Jest miejsce, w którym żółwie wychodzą ze swojego siedliska i składają jaja na pobliskim polu uprawnym, otrzymałem też niesprawdzoną, ale wiarygodną wiadomość o bieliku krążącym nad Olsztynem.


Mazurskie bagienka

Bardzo licznie występują u nas bagna – duże, mniejsze i zupełnie niewielkie bagienne oczka. Te są wszędzie, podróżując gdziekolwiek przez Warmię i Mazury nie sposób się na nie nie natknąć, można jedynie nie zwrócić na nie uwagi. Znaczna część Olsztyna i wielu innych miast stoi na osuszonych terenach bagiennych, często lasy stoją częściowo na terenach podmokłych. To właśnie wszechobecne bagienka są chyba najbardziej charakterystycznym elementem naszych pojezierzy, chyba w największym stopniu dodają im tajemniczości, a przy tym są bardzo urokliwe, tylko trzeba się trochę wysilić, żeby ten urok dostrzec.

Wszystkie trzy wymienione przeze mnie pojezierza wykazują podobne typy krajobrazu. Jednak istnieją między nimi różnice, tak, że ktoś obeznany z tymi terenami, kiedy nagle obudzi się podczas podróży przez nie, powinien poznać po krajobrazie, na którym z nich się znajduje.

Okres wegetacji roślin jest u nas wyraźnie krótszy, niż w innych częściach kraju. Wiosna w Olsztynie jest opóźniona względem Warszawy zwykle o półtora do dwóch tygodni – nie mówiąc o opóźnieniach względem południa Polski. Z kolei wschód regionu jest opóźniony względem Olsztyna około tygodnia. Również jesień postępuje szybciej.

Na koniec należy zauważyć, że lasy, jeziora, bagna, pagórki i obszary wartościowe przyrodniczo, są u nas tak wszechobecne i rozmieszczone przeważnie tak nieregularnie, że wytyczając u nas drogi i linie kolejowe nie sposób jest ominąć wszystkich. Niezależnie od tego, jak wytyczymy drogę, zawsze trafimy na coś, przez co ona przechodzić nie powinna. Jest to trochę smutne, bo oznacza, że rozwój naszych terenów nie jest możliwy bez ingerencji w przyrodę i bez jej częściowego niszczenia. Cała sztuka polega więc na tym, żeby robić to rozważnie, wszelkie inwestycje przygotowywać bardzo starannie, ale też od strony ekologicznej rozważyć bardzo starannie, czy blokowanie danej inwestycji rzeczywiście ma sens. Blokowanie wszystkiego z tego powodu, że coś przyrodniczego na tym ucierpi, doprowadzi jedynie do tego, że ludność straci zrozumienie dla jakichkolwiek działań proekologicznych i będzie miała rację.


Radiestezja

Każdy teren ma swoje specyficzne oddziaływanie radiestezyjne, w mniejszym lub większym stopniu wyróżniające go spośród terenów okolicznych. Okazuje się, że można wyróżnić krainy ze względu na ich oddziaływanie radiestezyjne, a podział na takie krainy w dużym stopniu pokrywa się z podziałem na krainy geograficzne. Zagadnienie to omówiłem w pracy Pierwsze studium radiestezyjnych właściwości Mazur i terenów przyległych oraz możliwości ich wykorzystania. Mówiąc w skrócie, z moich studiów wynika, że oddziaływanie radiestezyjne Pojezierza Mazurskiego powoduje, że kraina ta służy wszelkiemu odpoczynkowi, zarówno fizycznemu, jak też psychicznemu, oraz dochodzeniu do równowagi po ciężkich przejściach. Wspaniale też służy spokojnemu i zrównoważonemu rozwojowi duchowemu. Poszczególne jej składniki różnią się między sobą mniejszą lub większą zgodnością z poszczególnymi z tych czynników oraz pewnymi szczegółami. Ponadto Pojezierze Mazurskie jest jednym ze składników ciągu pojezierzy, charakteryzujących się szczególnym, mistycznym wręcz oddziaływaniem, z których każde odpowiada różnym aspektom duchowości: Wschodniopomorskie razem z Iławskim – zrównoważonemu działaniu, Mazurskie – jak już wspomniałem odpoczynkowi i rozwojowi osobistemu, Litewskie – mistycyzmowi i kontaktom z „innymi rzeczywistościami”. Czy to wszystko, czy istnieją jeszcze inne składniki tego ciągu – tego na razie nie wiem.


Piramida w Rapie (z Wikipedii)

Z prac fachowych radiestetów, szczególnie Leszka Mateli, wynika, że w regionie mazurskim istnieje jedno bardzo specyficzne radiestezyjnie miejsce. Jest to miejsce w pobliżu wioski Rapa na północ od Bań Mazurskich, w którym zbudowana jest piramida, pełniąca rolę grobowca rodzinnego. Miejsce to ponoć jest punktem przecięcia trzech tzw. linii geomantycznych. Każda z nich łączy Rapę z kilkoma innymi znanymi miejscami mocy, z których najbardziej znana jest egipska Giza. Na jednej z linii przebiegających przez Rapę leży również była kwatera Hitlera pod Kętrzynem.

Oprócz tego każdy teren zawiera miejsca szczególne, tzw. miejsca mocy. W ich poszukiwaniu w regionie warmińsko-mazurskim, jak zresztą w wielu innych, pomocne mogą być dwie wskazówki. Po pierwsze, miejsca kultu Prusów i częściowo ich osady zwykle powstawały w takich miejscach. Po drugie, większość dawnych kościołów była budowana w takich miejscach, a nawet jeden z olsztyńskich kościołów wybudowanych na początku zeszłego stulecia został postawiony na silnym miejscu mocy. Nie wyczerpuje to wszystkich możliwości, sam znalazłem kilka miejsc mocy położonych poza wszelkimi takimi obiektami, mówiono mi też o jeszcze innych. Nie wydaje mi się celowe wymieniać je tutaj, szczególnie, że żadne z nich poza Rapą nie wykazuje cech wyróżniających je w skali pozaregionalnej. Należy przyjąć, że miejsca mocy naszego regionu oraz jego radiestezyjna specyfika są dziedziną dopiero wymagającą zbadania.

Wśród radiestetów powszechny jest pogląd, że również każde miasto i każda jednostka polityczno-administracyjna ma swoje specyficzne oddziaływanie radiestezyjne. Zjawisko to jest dość powszechnie znane jako to, że każde miasto ma swoją specyficzną atmosferę. Nie wdając się w rozważania, czy ta „atmosfera” ma charakter radiestezyjny czy też nie, warto sprawdzić, czy istnieją pod tym względem różnice między Warmią a Mazurami. Często bowiem można spotkać się z opinią, że wraz z przekroczeniem granic województwa warmińsko-mazurskiego wkracza się w specyficzny świat, a także wraz z przekroczeniem granic Warmii następuje wyraźna różnica.

Kwestia odrębności województwa warmińsko-mazurskiego jest tak oczywista, że nie widziałem potrzeby zajmowania się nią. Zająłem się natomiast kwestią odrębności Warmii. Z moich obserwacji wynika, że sama granica Warmii nie stanowi żadnej istotnej wyczuwalnej granicy w „nastroju” czy oddziaływaniu, natomiast bardzo wyraźna jest różnica między miejscowościami należącymi do Warmii a należącymi do krain okolicznych. Te należące do Warmii rzeczywiście wyróżniają się zdecydowanie. Są pełne jakby ciepła, czegoś, co można nazwać życzliwą przyjaźnią, wręcz wylewnością. Wioski mazurskie są zacznie bardziej stonowane, niejako chłodne. Nie jest to jednak chłód kogoś nieżyczliwego, tylko kogoś zamkniętego w sobie, do kogo dopiero trzeba dotrzeć. Po głębszym wniknięciu w nie okazują się równie przyjazne, choć nadal spokojne i stonowane. Specyfika wiosek warmińskich jest znacznie większa niż specyfika wiosek z jakiejkolwiek krainy okolicznej. Są na Warmii rejony, że dominuje nawet nad oddziaływaniem radiestezyjnym terenu. Najsilniejsze takie „warmińskie” oddziaływanie stwierdziłem w rejonie Lidzbarka Warmińskiego oraz między nim a Ornetą, w okolicach Pieniężna (a więc na Warmii środkowej), a w mniejszym stopniu w rejonie Braniewa.

Na zakończenie dodam, że choć całe życie mieszkam w Olsztynie, a więc na Warmii, i mimo tego, co napisałem powyżej, osobiście bliższe mi są Mazury.


Stan obecny

Dziś region warmińsko-mazurski jest regionem bez swojej tożsamości. Większość tego, co było, zostało zniszczone. To, co nowe, dopiero się pojawia. Nasz region jest jeszcze daleki od ukształtowania swojej nowej tożsamości, ciągle jeszcze się zmienia i kształtuje, ciągle pojawiają się nowe pomysły ale mało który z nich jest na miarę potrzeb samookreślenia. Dziś ciągle jeszcze trudno przewidzieć, jak się rozwinie region warmińsko-mazurski i czym on będzie w przyszłości. Jako miara tego, jak bardzo nasz region jest „nieokreślony”, mogą posłużyć kłopoty w jego nazywaniu, o których pisałem na początku pracy. Sam zresztą nie wiem, jaką nazwą określać nasz region – nazwa Warmia i Mazury nie jest adekwatna chyba, że wykluczymy z niej zachodnie tereny województwa, używana przeze mnie nazwa region warmińsko-mazurski jest długa i jakby bezosobowa, ale nikt jeszcze nie wymyślił lepszej i nie zanosi się na jej rychłe utworzenie.

Dziś granice między Warmią i Mazurami nie są zachowane w wielu przypadkach nawet na poziomie gmin, a granice powiatów nie mają z nim prawie żadnego związku z wyjątkiem granic opartych na rzece Pasłęce. Nie wszyscy mieszkańcy są świadomi istnienia podziału na dawne krainy, niewielu jest takich, dla których ma on jakiekolwiek znaczenie. Dość powiedzieć, że typowo warmiński Bisztynek należy do zupełnie niewarmińskiego powiatu bartoszyckiego, który z punktu widzenia dawnego podziału na krainy jest czymś absurdalnym, a jednak istnieje i nie słyszałem głosów kwestionujących jego kształt. Mimo to podział na te dwie krainy nadal jest widoczny. Pozostały przydrożne kapliczki, które w zupełności wystarczają, żeby rozpoznać, gdzie jest Warmia a gdzie jej nie ma. Odmienny jest charakter budowli sakralnych, inne cechy odróżniające Warmię od krain okolicznych są trudniejsze do rozpoznania, ale dla wprawionego oka też zauważalne. Pozostała też różnica w czymś trudnym do uchwycenia – w nastroju tej krainy, tak bardzo odróżniającym ją od innych. Różnica między „nastrojem” Mazur a Barcji i – użyjemy tego określenia – Pomezanii - jest płynna (bo też ten podział jest płynny), ale też odczuwalna.

Rdzenna ludność Warmii i Mazur prawie zanikła, niemniej jednak jeszcze występuje i to nie tylko w starym pokoleniu. W wielu opracowaniach można spotkać tezę, że nie ma już dziś żadnej wioski typowo mazurskiej. Otóż jest to nieprawda. Znam jedną taką wioskę, i jest to wioska popularna wśród żeglarzy. Tyle, że w zalewie turystów i wśród wakacyjno-żeglarskiego życia nie dostrzega się jej mazurskiego charakteru. Jednak po sezonie, a dla kogoś zdolnego do głębszego spojrzenia również w jego trakcie, jest on widoczny bardzo wyraźnie. Czy to jedyna taka wioska? Nie można wykluczyć, że gdzieś istnieje jeszcze inna, do której nie zawitałem, nie można wykluczyć również tego, że jest taka, przez którą przechodziłem, tylko uszło to mojej uwadze. Niemniej jednak wiosek na Mazurach odwiedziłem ponad dwieście i to, że typowo mazurską znam jedną, ma swoją wymowę. Wioski typowo warmińskiej prawdopodobnie nie ma już żadnej – nie mogę tego powiedzieć z całą pewnością, ale z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Dziś już rzadko wśród spotkanych ludzi rozpoznaję rodowitego Mazura albo Warmiaka. Ale kiedy już go (lub ją) rozpoznam, czoło zwykle samo mi się chyli w pokorze. Jest w tych ludziach coś niezwykłego, coś, co czyni ich przedstawicielami jakiegoś innego, lepszego świata, który kiedyś tu istniał i jeszcze do dziś pozostawił swoje ślady.

Co mamy w zamian? Przede wszystkim ludność napływową, pochodzącą z różnych stron dawnej II Rzeczypospolitej, najczęściej przybyłą pod jakąś formą przymusu. Dziś jest to najczęściej po prostu ludność regionu w pierwszym lub drugim, najdalej trzecim pokoleniu. Są tu liczne mniejszości etniczne i narodowe, są grupy wywodzące się z różnych regionów, nierzadko również już nieistniejących lub kompletnie odmienionych. Każda z nich przyniosła swe zwyczaje i każda w jakimś stopniu je kultywuje – swoje imprezy mają tu Wilniacy, Kresowiacy, Ukraińcy. Niestety, nie mają ich Warmiacy i Mazurzy.[25] Równocześnie wszystko to jest zbyt słabo określone, żeby można było dokonać jakiegoś zgrabnego podsumowania.

W epoce komunizmu niewiele robiono, żeby uratować kulturę tych ziem. Niewiele na ten temat nawet mówiono. Od kilkunastu lat widoczne jest nawiązywanie do niej i próby uratowania tego, co się da. Dawne Warmia i Mazury już nie istnieją i nikt nie ma złudzeń co do tego, że uda się odtworzyć choć część z nich. Niemniej podejmowane są coraz wyraźniejsze próby wydobycia ich kultury z zapomnienia. Powstały liczne stowarzyszenia kulturalne, nastąpiło nawiązanie stosunków z potomkami dawnych rodów pruskich, a w niektórych przypadkach z ich jeszcze żyjącymi przedstawicielami. Jeden z zespołów muzycznych zaczął wykonywać muzykę opartą na dawnym warmińskim folklorze i nagrał płytę z nią, powstanie następnych takich zespołów wydaje się być kwestią czasu. Nikt już się nie boi ani nie wstydzi do swojego autochtonicznego pochodzenia, odwrotnie, zaczyna ono być powodem do dumy. Co więcej, powstają grupy nawiązujące do jeszcze dawniejszej przeszłości i kultury tych ziem – do Prusów, powstał nawet słownik polsko-pruski[26]. O ile nazwa Prusy do niedawna bardzo rzadko była używana, a jeśli już to prawie zawsze w odniesieniu do państwa niemieckiego, o tyle dziś coraz częściej jest używana w odniesieniu do zamieszkującej te tereny dawniej ludności pruskiej pochodzenia bałtyjskiego.

Jedno wydaje się niezmienne: specyficzny charakter tych ziem, taki, że nie bardzo wiadomo, co z nimi zrobić. Za czasów Prusów ziemie te były prawie całkowicie odizolowane od reszty Europy, co było dość niewiarygodne biorąc pod uwagę ich położenie, a jednak prawdziwe. Niemcy je militaryzowali, co wskazywało na brak głębszej koncepcji co do ich zagospodarowania (jest zresztą więcej świadectw na brak takiej koncepcji). Tak samo w Polsce widoczny jest prawie zupełny brak pomysłów co do tej krainy, i prawie kompletny już brak pomysłów dobrych. Wiadomo, że nie da się tu rozwinąć wielkiego przemysłu, warunki klimatyczno-glebowe do rolnictwa są tu nienajlepsze, turystyka jak na razie może się rozwijać przez trzy, z trudem pięć miesięcy w roku – ogólnie wiele wiadomo na temat tego, czego tu robić nie można, natomiast brakuje odpowiednich pomysłów, co można. I, jak daje się zauważyć, tak naprawdę mało kogo ten region obchodzi. Widać to przy planowaniu inwestycji – z trudem daje się uzyskać jakiekolwiek fundusze ogólnopolskie, już znacznie lepiej jest z unijnymi (tych ostatnich istotnie pozyskano dużo). Kiedy trzeba zrezygnować z jakichś inwestycji drogowych czy kolejowych, przede wszystkim rezygnuje się z inwestycji na Warmii i Mazurach, z wyjątkiem tras Warszawa-Gdańsk. Kolej stopniowo wycofuje się z tych terenów. Na absurd zakrawa fakt, że do Mikołajek, jednego z najważniejszych ośrodków wypoczynkowych w Polsce, nie dojeżdżają pociągi nawet latem, a Giżycko i Pisz nie mają bezpośredniego połączenia kolejowego nie tylko z południem Polski, ale nawet z Warszawą – a jeszcze niedawno takie połączenia były i się sprawdzały.

Miarą tego, jak niewiele wydajemy się znaczyć dla Polski, jest wydana w latach dziewięćdziesiątych seria płytowa Muzyka źródeł, prezentująca ludową muzykę Polski. Są w tej serii płyty z muzyką różnych regionów, są płyty z muzyką mniejszości zamieszkujących Polskę, są płyty z muzyką skupisk Polaków poza granicami naszego państwa. Jest też płyta z muzyką Dolnego Śląska, który, podobnie jak Warmia i Mazury, dopiero po wojnie znalazł się w granicach Polski. Brakuje natomiast płyty z muzyką Warmii i Mazur. Tymczasem materiały dotyczące folkloru tych ziem istnieją, istnieją też nagrania. To znamienne: w serii ukazującej podstawy kulturalnego dorobku muzycznego Polski brakuje wydawnictwa poświęconemu Warmii i Mazurom, i co więcej nikt tego nie zauważa – seria ta została obsypana licznymi nagrodami. To może mało widoczny, ale bardzo znaczący fakt, czym Warmia i Mazury wydają się być dla Polski.

Intensywnie rozwija się u nas jedynie turystyka. Coraz więcej ludzi „odkrywa” Mazury z ich wspaniałą przyrodą. Niestety, mało kto docenia ich walory poza latem. Niewielu, ale coraz więcej zwraca uwagę na panujący na nich specyficzny nastrój, choć nikt jeszcze nie wiąże go z radiestezyjnymi cechami tych ziem. Większość zainteresowania Mazurami (bo Warmia wzbudza już znacznie mniejsze) jest jednak bardzo powierzchowna i ogranicza się do tego, żeby tu przyjechać na wakacje, a poza tym nie liczy się nic. Zaśmiecanie i zabrudzanie pięknych zakątków Mazur przebiega w zastraszającym tempie. Żywiołowy i niekontrolowany jest proces wykupywania ziem i budowania tam domów przez mieszkańców innych części Polski, domów często zupełnie niepasujących do otoczenia. Posiadłości są szczelnie grodzone, zwykle do samego brzegu jeziora, i choć jest to wbrew obowiązującemu prawu nie dzieje się niemal nic, żeby temu zapobiec. Mówiąc najprościej, poza nielicznymi wyjątkami każdy tu dba o swój interes i nikogo nie obchodzi wpływ, jaki wywiera na tutejszą krainę i jej środowisko. Podczas moich licznych wędrówek zauważyłem dziwne zjawisko: Kiedy wchodzę na tereny należące do osiadłej tu ludności, nikt nie ma mi tego za złe, pod warunkiem, że niczego nie zniszczę ani nie ukradnę (a takich zamiarów oczywiście nie mam)[27]. Inaczej jest wtedy, kiedy wejdę lub próbuję wejść na teren należący do kogoś z innej części kraju, kto ma tu tylko posiadłość. Takie próby co prawda nie zawsze, ale często wręcz grożą kalectwem nawet, jeśli będę spokojnie siedział niewidoczny z ich domu. Dla większości ludzi Warmia i Mazury pozostają czymś, co trzeba wykorzystać nie dając nic w zamian, bo i po co.

Ile zostało z przyrody i uroków Warmii i Mazur? Wbrew obiegowym opiniom, ja nawet w środku sezonu nie mam najmniejszych problemów ze znalezieniem miejsca urokliwego i spokojnego, i to nie posiadając samochodu. Mimo tych niekorzystnych zjawisk zostało jeszcze dużo. Ale to, ile z tego zostanie za kilkadziesiąt lat, jest już bardzo niepewne.


Co dalej

Pytanie, które teraz należy postawić, brzmi: co z warmińsko-mazurskim regionem może się stać i co będzie dalej. Jesteśmy kilkadziesiąt lat po kataklizmie, po którym nastąpiła nie tyle odbudowa, co budowa czegoś innego. To, co nastąpiło, próbowałem pokazać w poprzednich rozdziałach tekstu. Jakie są dalsze możliwości i perspektywy? Na koniec tych rozważań spróbuję spojrzeć na to zagadnienie od strony bardziej metafizycznej.

Można nie robić tutaj nic. Można traktować te tereny z lekceważeniem, tak jak to w dużym stopniu ma miejsce, i nie przejmować się ich losami. Na pewno nie będzie tu próżni, na to w dzisiejszym świecie po prostu nie ma miejsca. Tego wątku nie będę rozwijał, zakładam też, że jednak znajdzie się wystarczająco duża część ludzi, którym losy tych ziem nie będą obojętne. A założenie to opieram na tym, że świadomość regionalna jednak powoli się budzi i rozwija się lokalna inicjatywa. Coraz więcej jest też ludzi, którzy tutaj przyjeżdżają i ulegają urokowi tych ziem, prawdziwie się w nich zakochując, a nawet osiedlając się tutaj. Co prawda jak na razie więcej jest takich, którzy osiedlając się tu myślą tylko i wyłącznie o swoich sprawach nie przejmując się, co się stanie z resztą, ale to się jednak zmienia i zakładam, że powoli będzie się zmieniało w dalszym ciągu. A jeśli nie? Trochę nawiążę do tego w dalszej części rozważań.

Chcąc cokolwiek tu zbudować, na czymś trzeba się oprzeć. Na północ od naszej granicy mamy przykład, jak wygląda budowanie na niczym, z zanegowaniem wszystkiego, co tu miało miejsce wcześniej. Przyznaję, widziałem tylko niewielki fragment terenów na północ od naszej granicy, ale z tego, co wiem, fragment ten nie różni się od całości. Wrażenie wywarło to na mnie jak najgorsze, czułem się tak, jakbym znalazł się na terenie zawieszonym w próżni. Żyć bym tam nie chciał w żadnym wypadku, mimo tego, że ziemie są nawet jeszcze bardziej urokliwe (dla mnie przynajmniej jeszcze bardziej), i mimo tego, że spotkałem tam bardzo fajnych ludzi. Więcej – ta wizyta zniechęciła mnie do nawiązywania jakichkolwiek ściślejszych kontaktów z tym dziwnym tworem, który znajduje się na północ od naszego regionu. Jest on czymś tak nienaturalnym, że będzie mi trudno przełamywać niechęć do niego.

Na czym więc można i należy oprzeć budowanie czegoś nowego na ziemiach warmińsko-mazurskich?

Coś, co nazywaliśmy Prusami Wschodnimi, już nie istnieje. Tutejsza kultura niematerialna zginęła. Śladów po kulturze materialnej jest bardzo dużo, spotykamy je niemal na każdym kroku, ale jednak są to ślady czegoś, co odeszło i nie wróci. Wydobywanie tej kultury i tworzenie na jej bazie czegoś nowego, jak to ma miejsce chociażby w przypadku zespołów muzycznych, nagrywających swoje utwory powstałe na bazie tutejszego folkloru, jest chyba wyjściem najlepszym.

Państwo niemieckie stąd odeszło i nie należy się spodziewać, że wróci. Niemców co prawda przyjeżdża tutaj sporo, ale jednak coraz mniej i są to przeważnie ludzie starsi. Dla młodych te tereny mogą być bardzo ważne, ale jednak są już elementem przeszłości. Niemcy zjawili się tutaj poprzez wojnę, przez znaczną część swojego pobytu tutaj wojnę rozsiewali, i wojna ich stąd usunęła. Zresztą w miarę, jak patrzę na dawne zdjęcia i pocztówki, jak zgłębiam ich dorobek, dochodzę do wniosku, że państwo niemieckie do tych terenów po prostu nie pasowało. Niemcy mieli niewątpliwe zasługi dla rozwoju tych ziem. Rozsądzanie między tymi zasługami a efektami ubocznymi ich działalności nie wydaje mi się sensowne, a przynajmniej nie obecnie. Niemniej jednak – coraz bardziej nabieram takiego odczucia – po prostu musieli stąd odejść jako nie pasujący do natury tych ziem. Trudniejsze jest pytanie, czemu wraz z nimi musiał odejść lud Warmii i Mazur wraz z jego kulturą, lud, który – co jest wielką rzadkością - nigdy nikomu nie wyrządził ani krzywdy, ani nawet przykrości. Być może po prostu jedno z drugim zrosło się na tyle, że oddzielenie było niemożliwe. Na te pytania, o charakterze metafizycznym, wymagające przyjęcia pewnych założeń co do celowości procesów, zachodzących w świecie (które nie dla każdego są możliwe do przyjęcia), warto będzie kiedyś uzyskać odpowiedź. Na razie poprzestaniemy na ich postawieniu.

Przedtem istniała tutaj kraina (bo słowa „państwo” raczej nie można użyć) plemion pruskich. Po nich nie pozostały żadne pisma, żadne budowle ani dzieła sztuki poza drobnymi. Lud ten wzbudza we mnie mieszane uczucia. Pod pewnymi względami mogliby być dla nas wzorem, chociażby ze względu na ich szacunek wobec przyrody. Prusowie nigdy nie dopuściliby do niszczenia i degradacji tych ziem – dla nich to wszystko było święte. Z drugiej jednak strony byli jednym z nielicznych ludów w skali całej Europy, którzy nie potrafili rozwinąć u siebie choćby zalążków wyższej kultury. Odrazę budzą też składane przez nich krwawe ofiary, również z wojennych jeńców, i to dokonywane nieraz w okrutny sposób[28]. Z pewnością warto i trzeba o nich pamiętać, ale próba opierania się na ich dorobku byłaby zupełną niedorzecznością.

O tym, co tu było dawniej, przed przybyciem Prusów, wiedzy dostarcza tylko archeologia, a to zbyt mało, żeby było o czym mówić.

Widać więc, że choć należy pamiętać o historii i dawnej kulturze tych ziem, warto i trzeba z niej czerpać, to chcąc cokolwiek tu zbudować trzeba wyjść daleko poza te czynniki. One powinny mieć znaczenie, ale nie może to być znaczenie decydujące.

A jednak historia tych ziem udziela ważnej lekcji i wskazuje na coś, do czego należy nawiązać. To jest to, co wskazałem w rozdziale Podsumowanie historii i częściowo w innych rozdziałach jej poświęconych. Jest to wyjątkowa specyfika tych terenów. One leżały na uboczu, nie zwracały na siebie uwagi, działo się tutaj tak niewiele rzeczy zauważalnych w skali pozaregionalnej, że można było nabrać do nich pogardy. A jednak po cichu, bez szumu, co jakiś czas miały tu miejsce wydarzenia ogromnej rangi w skali globalnej. Można powiedzieć, że jest rzeczą nieprzewidywalną, co się tutaj rozpocznie, kiedy zacznie się tutaj dziać coś przełomowego, co to będzie i jakie będzie miało skutki. Ponadto ziemia ta była zawsze przyjazna dla każdego, kto przychodził tu w pokojowym celu, co też jest czymś wyjątkowym. I chociażby dlatego warto naszym terenom poświęcać więcej uwagi, niż to ma miejsce. Zwłaszcza, że jak dotąd nie wiemy, jakie tkwią w nich możliwości, a są powody przypuszczać, że tkwią olbrzymie, tylko w naszym prymitywnym postrzeganiu świata nie potrafimy ich rozpoznać.

Niewątpliwym atutem ziem warmińsko-mazurskich jest ich przyroda. Na ten temat powiedziano już tak wiele, że nie ma sensu tego wątku rozbudowywać. Są to wymarzone tereny na relaks, na odpoczynek nie tylko fizyczny, ale też każdy inny, na nabieranie sił i natchnienia do twórczej pracy. Sąsiednie pojezierza również cechuje przepiękna przyroda i spokój, czasami nawet w jeszcze większym stopniu niż nasze Pojezierze Mazurskie. Ale na nich przyroda nie stwarza tak wspaniałych warunków do żeglowania i uprawiania innych sportów wodnych, jak u nas. Jest to coś, co niewątpliwie należy rozwijać. Wiąże się z tym duże niebezpieczeństwo, żeby tej przyrody nie zniszczyć – takie tendencje zasygnalizowałem w poprzedniej części pracy. Pytanie tylko, czy ta ziemia pozwoli się zniszczyć. W świetle tego, co napisałem wcześniej, wcale nie jest to oczywiste. Drugi kierunek działań, które warto podjąć, to przekonanie ludzi, że warto tu przyjeżdżać nie tylko latem. To prawda, że tylko przez niewielką część roku da się tutaj żeglować i uprawiać inne sporty wodne, ale spokój tych terenów, ich majestatyczność, poza latem są tutaj nawet jeszcze większe i to dopiero należy docenić i zacząć wykorzystywać.

Jako czynnik, który należy wykorzystać w stopniu co najmniej takim, jak przyrodę, wskazałbym oddziaływanie radiestezyjne Pojezierza Mazurskiego i terenów okolicznych. Moje ustalenia co do tych oddziaływań naszkicowałem w rozdziale Radiestezja. Według mnie to właśnie jest czynnik najistotniejszy i wpływający na najlepsze cechy tej krainy. Co więcej, istnieje możliwość współdziałania z sąsiednimi pojezierzami, które również wykazują wyjątkowe cechy radiestezyjne – mógłby powstać cały ciąg ziem, o rozmiarach międzypaństwowych, które wzajemnie by się uzupełniały pod względem oferowanych możliwości. To jest coś, czego istnienie trzeba sobie dopiero uświadomić, trzeba też podjąć bardziej systematyczne badania z udziałem wielu specjalistów; jeden badacz, w dodatku amator, to stanowczo za mało. I tu sugerowałbym podjęcie poważniejszych badań i zamierzeń, szczególnie że koszty tych badań, w porównaniu z innymi, byłyby minimalne.

Wreszcie dochodzimy do czegoś, czym się narażę niejednemu lokalnemu działaczowi: Należy zakończyć sztuczny i nienaturalny podział na Warmię i Mazury. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że nie nawołuję do zapominania o istnieniu tych dwóch krain ani do zacierania śladów po nich. Sądzę, że z całości tego artykułu nic takiego nie wynika, a nawet, że można wykorzystać specyficzne cechy pozostawione przez jedną i drugą kulturę. Należy jednak pamiętać o tym, że te ziemie stanowią i powinny stanowić jedność. Sens mają tutaj jedynie podziały natury geograficznej, wszelkie inne mogą być najwyżej uzupełnieniem. Zresztą samo powstanie Warmii jako krainy dokonało się w wyniku dziwnych i niezamierzonych okoliczności, wątpliwe jest, czy jego twórcy zdawali sobie sprawy z tego, jak daleko idące konsekwencje będzie miało wydzielenie biskupiego dominium, a i jej granice są dość nienaturalne. Wynikło tak, że powstał podział na dwie osobne krainy, odrębne etnicznie i kulturowo, prawie sobie przeciwstawne. Podział ten istniał przez pięć stuleci – zdawałoby się, że to długo, a jednak jest to mniej, niż czas przebywania tutaj Prusów jeszcze do momentu pojawieniu się Krzyżaków. Różnice między Warmią a Mazurami kształtowało pięć stuleci ludzkiej działalności, podczas gdy jedność kształtowała sama Natura i jeszcze więcej stuleci ludzkiej działalności przed pojawieniem się tego podziału. Dlatego uważam, że choć o podziale na Warmię i Mazury należy pamiętać, należy dbać o zachowanie pamiątek po obu tych krainach, to jednak w żadnym wypadku nie należy dążyć do ich odtworzenia. Jak na razie nic nie wskazuje na to, żeby to mogło nastąpić, warto jednak powstrzymać się nawet od takich zamiarów.

Druga rzecz, którą prawdopodobnie również się narażę: To prawda, że warto zadbać o rozwój tej krainy i podniesienie poziomu życia jej mieszkańców. Bieda i zacofanie na pewno nikomu ani niczemu nie mogą wyjść na dobre. Ale też nie należy dążyć do sprowadzenia tutaj „wielkiego świata” i dogonienia wielkich ośrodków. Ta kraina jest wysoce specyficzna, wszelkie próby stworzenia tutaj tego samego, co wszędzie, są albo z góry skazane na niepowodzenie, albo mogą się przyczynić najwyżej do jej zniszczenia. Należy raczej rozważyć całą specyfikę tej krainy, spojrzeć, co odmiennego może ona mieć do zaoferowania, i to starać się rozwijać. Jeśli niczego takiego nie potrafimy dostrzec, znaczy to tylko tyle, że mało wniknęliśmy w jej naturę. Nie będę tutaj udawał, że ja jestem tym, który może wskazać kierunek jej rozwoju. Na to trzeba co najmniej grupy ludzi. Nawołuję tylko do rewizji naszego spojrzenia na krainę Warmii i Mazur, rozważenia jej specyfiki, i podjęcie szeroko zakrojonej dyskusji wolnej od powszechnych nastawień i przesądów. Z pewnością rozwój tej krainy bez jej niszczenia i z wykorzystaniem jej cech jest możliwy. Wymaga tylko nieco wysiłku, wyjścia poza schematy myślowe i poszanowania dla tej krainy, a nie tylko dla własnych celów.

Czy państwo polskie pasuje do tych terenów lepiej, niż niemieckie, tego nie potrafię powiedzieć. Pewne jest tylko to, że w rzeczywistości powojennej nie było lepszej możliwości. Ale czy lepszej możliwości nie będzie również w rzeczywistości, jaka się wytwarza, to już pewne nie jest. Żyjemy w czasach przemieszania się ludów, zmienia się dzisiaj wszystko, możliwe, że dotychczasowe pojęcie państwa i narodu straci sens, zresztą już widać tendencję, że więzi lokalne stają się silniejsze, niż państwowe (co zresztą jest niczym innym, jak powrotem do tego, co było). Trudno dziś przewidzieć, do czego zmierza świat i jego struktury. Tym bardziej trudno przewidzieć, co nastąpi tutaj. Polska na większości tych ziem istnieje dopiero od kilkudziesięciu lat i przez ten czas więcej tu zniszczyła, niż zbudowała. Polska dostała szansę zajęcia się tymi ziemiami i wykorzystania tkwiących w nich możliwości. Niestety, obserwując to, co się dzieje, można dojść do wniosku, że region warmińsko-mazurski ma dla większości Polaków znaczenie tylko jako teren wakacyjnych ekscesów, a poza tym nie obchodzi ich w ogóle i jak na razie widać niewielkie nadzieje na wykorzystanie tej szansy. Co dalej z tego wyniknie? Nie wiem. Wydaje mi się, że możliwe jest wiele, a oczywiste nic poza tym, że ta ziemia w dalszym ciągu niejako prosi o zagospodarowanie jej harmonijne i zgodnie z jej naturą, a to, czy dokona tego państwo polskie czy coś innego, to dla niej sprawa drugorzędna.

I na tym niedopowiedzeniu chyba należy zakończyć. Na dopowiedzenie wszystkiego po prostu nie czuję się dość mocny i sądzę, że to może być zadanie tylko dla grupy ludzi, żeby nie powiedzieć dla całej społeczności. Starałem się tu nakreślić zagadnienia dotyczące terenów północno-wschodniej Polski, omówić ich naturę i specyfikę, i poddać temat do rozważań, co dalej. Jak dotąd ciągle są to tereny w znacznym stopniu zapomniane, mało kto nawet spośród ludzi zajmujących się rozwojem osobistym zdaje sobie sprawę, jak wielkie i jak szczególne możliwości tutaj tkwią. Dużo się dzisiaj mówi o tym, że odchodzą stare czasy, a nadchodzą nowe. Jeśli rzeczywiście tak jest, i jeśli rzeczywiście sprawy związane z szeroko pojmowanym rozwojem nabiorą znaczenia, to należy się spodziewać, że i ta ziemia nabierze wreszcie znaczenia. I tak, jak dokładnie nie wiadomo, jaki będzie świat nawet w najbliższej przyszłości, tak samo nie wiadomo, co powstanie tutaj. Ja jednak wierzę, że najlepsze czasy dla tej krainy dopiero nadejdą, a jej możliwości zaczną być wykorzystywane. Obyśmy jednak przedtem zbyt wiele nie zdążyli zniszczyć. I na tym zakończę.


Przemysław Kapałka


Warmińskie i mazurskie krajobrazy o różnych porach roku wraz z autorem artykułu na tle jednego z nich





Przypisy

[1] Mam pewną poprawkę do tego podziału, ale ten artykuł ma służyć wyjaśnianiu wątpliwości, a nie wprowadzaniu następnych, żeby więc tego uniknąć nie będę o niej pisał.

[2] Zaznaczam: Gołdap jest rodzaju żeńskiego, a nie męskiego – sam po tylu latach ciągle nie mogę się do tego przyzwyczaić

[3] Strasznie nie lubię tego określenia, ale też, żeby dodatkowo nie mieszać, pozostanę przy nim.

[4] I z tego jedną trzecią wydzielał kapitule, ale dla naszych rozważań nie ma to znaczenia.

[5] Godne podkreślenia – biskup o wyraźnie niemieckim pochodzeniu, dobrowolnie składa hołd królowi Polskiemu.

[6] [Pierwotnie słowo „Mazur” oznaczało Mazowszanina, mieszkańca Mazowsza. Andrzej Bańkowski w „Etymologicznym Słowniku” twierdzi, że nazwa ta jest ruska i tak Mazowszan zwali Rusini. „Mazury” jest skrótem od „Mazury Pruskie”, czyli „część Prus zamieszkana przez Mazowszan”. Sama nazwa „Mazowsze” jest zagadkowa; czy ostatecznie wywodzi się od „mazania”, że niby „leśne brudasy-smolarze zza Wisły”, czy od litewskiego mažas: mały (po łotewsku: mazs, po prusku zapewne podobnie), w znaczeniu „późniejszy” (vide Małopolska); czy skądinąd – nie wiadomo. Po odejściu Gotów (Kultury Wielbarskiej) a przed Słowianami region był kolonizowany przez Bałtów wygodnie spływających dotąd w dół Narwią i Bugiem, Wkrą i Drwęcą. Przypis wydawcy Taraki.]

[7] [Prusy Górne – tak ta nazwa by(wa)ła spolszczana. Przypis wyd. Tar.]

[8] Wiem, bo jeden z nich powiedział to w mojej obecności.

[9] Rzeka ta nie przepływa przez miasto Pasłęk, nie płynie nawet w jego pobliżu.

[10] Od tej zasady też są drobne wyjątki w okolicach Nidzicy, ale je pominiemy.

[11] Swoją drogą ciekawe, że nie istnieje żadna skrócona i zgrabna nazwa na ich państwo.

[12] To samo dotyczy ziem położonych na zachód od Warmii. Pewne trudności mogą być tylko z wejściem do środka, gdyż poza niedzielami kościoły te zwykle są zamknięte.

[13] [Prusy nigdy nie weszły w skład „Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, inaczej Rzeszy Niemieckiej, chociaż ich władcy, książęta brandenburscy, mieli rangę elektorów Rzeszy. Przyp. wyd. Tar.]

[14] Jeden z odłamów protestantyzmu.

[15] Wcześniej, bezpośrednio po rozbiorach, ludność polskojęzyczna była pogardzana i spychana na margines, ale do planowej germanizacji było stąd daleko.

[16] Więcej – jeszcze po wojnie, do reformy administracyjnej w roku 1975, podział na powiaty nie do końca, ale w znacznym stopniu był zgodny z granicami Warmii.

[17] Istnieją rozbieżności w ocenie, czy byłby to jeden naród z warmińskim z zachowaniem pewnych różnic, czy coś zupełnie osobnego.

[18] Niestety gdzieś mi umknął link do tego raportu i nie mogę go znaleźć.

[19] Na te fakty zwraca uwagę Alojzy Śliwa w swojej książce Spacerkiem po Olsztynie

[20] Znamienny przykład: w latach 90 ubiegłego stulecia Gazeta Olsztyńska zamieściła relację z wizyty w Obwodzie – konkurs znajomości tych ziem, zorganizowany dla szkół, obejmował czasy po 1945 roku

[21] Można kwestionować tą tezę podając przykład misjonarzy Wojciecha i Brunona, zabitych przez Prusów. Ja jednak mam duże wątpliwości, na ile ich wizyty można uznać za pokojowe. Przede wszystkim oni nie przybyli tu po to, żeby się osiedlić. Próbowali zaszczepić zupełnie obce zwyczaje i wierzenia. Występowali z pozycji kogoś, kto wie lepiej i przyszedł pouczać głupich miejscowych. Misjonarze byli też zazwyczaj bardzo namolni. Na temat przebiegu misji Brunona wiadomo niewiele, ale Wojciech sprowokował swoją śmierć. Prusowie początkowo tylko odstawili go do granicy. On jednak nie dość, że zawrócił, to jeszcze położył się spać w ich świętym gaju. Takiej obrazy uczuć religijnych już mu darować nie mogli. Trudno więc tę wizytę traktować jako pokojową, a już na pewno nie da się tego robić bez wątpliwości.

[22] Dla uzupełnienia należy dodać, że sam Zakon nie został rozwiązany i istnieje do dzisiaj, ale bez państwowości i od tej chwili był już czymś zupełnie innym i bez znaczenia politycznego.

[23] Część z nich, w tym obie wymienione puszcze, są reliktem Puszczy Galindzkiej, która przez wieki była naturalną południową granicą ziem pruskich. Nawiasem mówiąc właśnie ona była powodem, dla którego Piastowie, zakładający państwo polskie, nie próbowali podbić terenów pruskich – była ona granicą naturalną i praktycznie nie do przebycia.

[24] Część rysiów została sprowadzona, ale nieliczne utrzymały się tutaj cały czas.

[25] Są co prawda imprezy poświęcone warmińskiemu i mazurskiemu dziedzictwu, ale to nie są ICH imprezy.

[26] Dla zainteresowanych: hasło Pruthenia.

[27] Dla uniknięcia nieporozumień warto zawczasu zgłaszać zamiar wejścia na czyjś teren.

[28] Jednego z pojmanych rycerzy krzyżackich żywcem palili, a właściwie piekli, w zbroi i pełnym rynsztunku.


komentarze

1. Warmiacy na Warmii • autor: Nierozpoznany#85282014-09-14 17:44:08


Jestem rdzennym czyli jak mówili po wojnie autochtonem, nigdy nie słyszałem wypowiedzi Warmiaka jakie ma pochodzenie czy polskie czy niemieckie. Czegoś takiego nie ma w rozumieniu Warmiaka 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)