zdjęcie Autora

15 listopada 2001

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Warsztaty szamańskie, praktyczny terenowy podręcznik

Warsztaty szamańskie - praktyczny terenowy podręcznik
Co robić pod gołym niebem i na gołej ziemi, aby otworzyć swój umysł na to, co nieznane

Kategoria: Twarda Ścieżka


  Warsztaty szamańskie • praktyczny terenowy podręcznik  
Wojciech Jóźwiak  •  2001

Od kiedy w 15-tym i 16-tym wieku Europejczycy zetknęli się z pierwotnymi kulturami, także tymi, które miały swoich szamanów, stosunki tych dwóch światów przeszły przez trzy fazy. Zrazu Biali na ogół gardzili tubylcami nowoodkrytych lądów, nazywając ich dzikusami i prymitywami, posądzając ich o ludożerstwo i inne obrzydlistwa, a nawet miewając wątpliwości, czy te dziwne rasy w ogóle są ludźmi. Tubylcy byli podbijani i zniewalani, a wielu ludom Biali zgotowali całkowitą zagładę. Tak stało się z wieloma grupami Indian Stanów Zjednoczonych i Brazylii. Mieszkańcy Wysp Karaibskich nie przeżyli kolonizacji hiszpańskiej. Mieszkańcy Patagonii zostali wymordowani przez Argentyńczyków w wyniku planowych akcji; podobny los z ręki angielskich kolonizatorów spotkał rdzennych mieszkańców Tasmanii. Biali przynosili wódkę i epidemie chorób, które tubylcom niosły masową śmierć. Również na kulturę ludów pierwotnych został wydany wyrok: jako "poganie" mieli zostać ochrzczeni i "nawróceni", jako dzikusy - ucywilizowani; jedno i drugie oznaczało brutalne wydarcie tym ludziom ich duchowego świata. Tak wyglądała pierwsza faza kontaktu, która jeszcze nie wszędzie się skończyła.

Druga faza polegała na tym, że Biali zaczęli tubylcze ludy badać i poznawać. Rozwinęła się nauka zwana, w różnych krajach, etnografią, antropologią kulturową lub etnologią. Ale chociaż etnolodzy częstokroć spędzali wśród tubylców długie lata, to zachowywali punkt widzenia obserwatora, który przybywa z zewnątrz z bardziej rozwiniętego świata, i patrzy na swój przedmiot badań chłodnym okiem, zbrojny w "lepszą" wiedzę.

W trzeciej fazie, która trwa od niedawna, Biali zaczęli się od tubylców uczyć, naśladować ich obyczaje i włączać ich wiedzę do swojego obrazu świata. Tak powstał neoszamanizm, czyli nowoczesny szamanizm człowieka Zachodu.

Ale żeby to stało się możliwe, najpierw w samej kulturze Zachodu musiały zajść głębokie przemiany. Biali, jak ich dalej w skrócie będę nazywać, uświadomili sobie, że ich kultura nie jest tą jedyną, prawdziwą, pełnoprawną i "postępową". Że ich sposób widzenia świata nie jest jedynym właściwym, wszystkie inne zaś nie są błądzeniem lub infantylizmem ludów niedość zaawansowanych w rozwoju. Do świadomości ludzi Zachodu zaczęło też docierać, że mimo wielkiej skuteczności ich techniki, gospodarki i organizacji, cierpią na duchową pustkę, a to, co oferuje ich własna kultura, nie daje im poczucia pełni, głębi ani szczęścia. Twórczy kontakt z drogą ludów pierwotnych, aby w ogóle mógł dojść do skutku, musiał być poprzedzony i przygotowany szeregiem zjawisk i nurtów, które wcześniej przeorały samą kulturę Zachodu. Wymieńmy kilka, które wydają się najważniejsze.

Helena Bławatska (1831-1891), Rosjanka, która większość życia spędziła w Anglii, Ameryce i w angielskich wówczas Indiach, zapoczątkowała modę na Daleki Wschód i tamtejsze cudowności. I chociaż to, co proponowała Bławatska i jej zwolennicy (zorganizowani w założonym w 1875 roku Towarzystwie Teozoficznym) nie było poznawaniem faktycznej kultury duchowej Indii i Tybetu, lecz raczej wymyślaniem własnego fantastycznego świata, czymś co można by z angielska nazwać spiritual fiction, fantazją duchową, to jej działalność zaczęła oswajać Europejczyków i Amerykanów z myślą, że prawdziwe "światło poznania" jest na Wschodzie, wśród ludzi dotąd uważanych na Zachodzie za ciemnych i zabobonnych. (Wcześniej za taką krainę cudów i natchnienie okultystów uchodził raczej starożytny Egipt.) Z szeregów Towarzystwa Teozoficznego wyrośli tacy wpływowi myśliciele, jak twórca antropozofii Rudolf Steiner (1861-1925) i niepokorny guru-destrukcjonista Jiddu Krishnamurti (1895-1986).

Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku (ang. Hermetic Order of The Golden Dawn), założony w 1888 roku przez trzech angielskich masonów (najbardziej znanym z nich był Samuel Liddell Mathers), był grupą poszukiwaczy, którzy nie tylko rozprawiali (jak to wcześniej zwykle bywało) o magii, ale także zaczęli ją praktycznie uprawiać. To oni odkryli dla Zachodu metodę wizualizacji, niewątpliwie pod wpływem dochodzących z Indii i Tybetu wiadomości o praktykach tamtejszych tantrycznych joginów. Magowie Złotego Brzasku zaczęli pierwsi na Zachodzie uprawiać szamańskie w swojej istocie podróże duchowe i loty duszy, chociaż, jak się wydaje, nie przywiązywali większej wagi do tego, że oto właśnie przekroczyli próg szamanizmu. Ale na pewno podobieństwa własnych praktyk do tego, co robią szamani, był świadom najsłynniejszy uczeń Złotego Brzasku i twórca własnej magicznej szkoły, Aleister Crowley (1875 -1947).

Zarówno teozofia jak i magia Złotego Brzasku były jednak ruchami elitarnymi i leżały raczej na poboczu tego, co zajmowało umysły ludzi Zachodu. Za to w sam środek masowych zainteresowań wstrzeliła się psychoanaliza, i właśnie ten nurt umysłowy naprawdę przygotował grunt pod neoszamanizm. A kiedy mówimy o psychoanalizie, to szczególną rolę odegrała nie ta jej wersja, którą stworzył Zygmunt Freud (1856-1939), lecz raczej nauki jego genialnego ucznia (i krytyka), Carla Gustava Junga (1875-1961). Jung stworzył oszałamiającą i paradoksalną wizję ludzkiej psychiki, według której świadomość jest tylko - niby lód na rzece - zewnętrzna cienką warstwą, pod którą toczy się właściwe bujne i dzikie życie umysłu. W tych głębinach umysłu bytują potężne i zagadkowe siły psychiczne, wspólne wszystkim ludziom i składające się na "zbiorową nieświadomość", które w snach, wizjach, obrazach artystów, w mitach i w objawieniach mistyków przybierają postać archetypów, a więc w istocie "wewnętrznych bóstw" umysłu. Jak od wypraw Kolumba człowiek Zachodu przywykł do myśli, że jego ojczyzna nie jest jedynym ludzkim światem, tak od badań Junga oswajamy się z myślą, że nasza świadomość jest tylko kurtyną, która oddziela nas od przebogatego (i trudno dostępnego) świata ducha.

Kolejnym nurtem poszukiwań zachodnich badaczy było religioznawstwo, które nauczyło widzieć w starożytnych i pozaeuropejskich religiach i duchowych tradycjach wcale nie błędy "pogaństwa", które powinny czym prędzej zniknąć pod kropidłem misjonarza, ale ważną część ogólnoświatowego dorobku ludzkiej myśli i wartościowe źródło duchowych inspiracji. Czytelników Mircei Eliade (1907-1986, rumuńskiego uczonego, który większość życia spędził we Francji i USA) od uczenia się symboliki "pogańskich" religii do ich praktykowania dzielił już tylko krok. O Eliadem pamiętajmy też jako o autorze jednej z najobszerniejszych i najbardziej opiniotwórczych książek o szamanizmie.

Pojawili się także na Zachodzie ludzie, którzy nie tylko badali i teoretyzowali, ale zaczęli sami wchodzić w doświadczanie stanów i duchowych przygód, które przed nimi zastrzeżone były dla szamanów. Amerykański bankier i etnolog-amator Gordon Wasson (1898-1986) podczas wypraw do Meksyku "odkrył" halucynogenne działanie grzybów Psylocybe i jako pierwszy Biały w roku 1955 wziął udział w velada - rytuale Indian Mazateków z użyciem tych grzybów. W 1943 roku szwajcarski chemik Albert Hofmann (ur. 1906) zsyntetyzował dwuetyloamid kwasu lizergowego, znany pod skrótem LSD-25, i był pierwszym, który na sobie stwierdził piorunujące działanie tego najsilniejszego chyba ze znanych środków halucynogennych. Najszersze badania nad tym środkiem otwierającym dostęp do głębin ludzkiego (i nie-ludzkiego) umysłu podjął czeski psychiatra Stanislav Grof (ur. 1931), który w roku 1967 wyemigrował do USA. Grof stał się jednym z twórców psychologii transpersonalnej, czyli tej dziedziny nauki, która stara się uporządkować natłok danych i doświadczeń dotyczących "odwrotnej strony umysłu", które począwszy od lat sześćdziesiątych zaczęły dosłownie zalewać informacyjny obieg Zachodu.

Ale nie tylko doświadczenia z halucynogenami przybliżały Europejczyków i Amerykanów do świata szamanów. Robert Monroe (1915-1995), biznesmen i właściciel stacji radiowych z Virginii, odkrył u siebie (w 1958 r., przy okazji uczenia się przez sen) zdolność do wychodzenia z własnego ciała i odbywania w tym stanie podróży do światów zarówno pokrywających się z naszą zwykłą przestrzenią, jak i do przestrzeni równoległych i osobnych. Zjawisko oddzielania się świadomości od ciała (OBE, out of body experience) stało się też głośne dzięki badaniom Raymonda Moody'ego (ur. 1944; słynna książka "Życie po życiu" wydana w 1975 r.) nad osobami, które zostały reanimowane ze śmierci klinicznej. Moody spopularyzował takie elementy umierania, jak świetlisty tunel prowadzący do "innego świata", rekapitulacja własnego życia, pojawianie się przyjaznych istot oczekujących po tamtej stronie, oraz spotkanie z "białym światłem" w którym niektórzy rozpoznawali istotę boską. Po okresie badań nad umieraniem Raymond Moody zajął się aranżowaniem warunków, w których zmarli mogą ukazywać się w naszym świecie, i w założonym przez siebie "teatrze umysłu" wskrzesił starożytną sztukę przywoływania zmarłych za pomocą zwierciadła.

Tym, który wykonał decydujący krok i jako pierwszy nie tylko badał szamanów, ale także przeniósł ich nauki do świata Białych i zaczął je propagować, był Michael Harner. Jemu też zawdzięczamy pierwsze systematyczne studia nad ayahuaską, "lianą duchów", potężnym halucynogenem używanym w dżunglach Amazonii. Z tą oświecającą rośliną Harner zapoznał się około 1958 roku u Indian Conibo w Ekwadorze, i nie ma wątpliwości, że właśnie pod jej wpływem rozpoczął swoją misję praktycznego upowszechnienia szamanizmu na Zachodzie. Harner zainicjował praktykę z bębnem i w latach siedemdziesiątych zaczął prowadzić warsztaty wewnętrznych podróży przy dźwięku bębna, podobne do tych, które opisuję w tej książce.

Ktoś inny jednak nadał szamanizmowi największy rozgłos i dosłownie oczarował miliony swoich czytelników. Był to Carlos Castaneda (1931-98), autor cyklu książek opisujących jego własne "terminowanie" u mistrza-czarownika, brujo z ludu Yaqui, imieniem don Juan Matus (1891?-1973?). Osoba i działalność Castanedy otoczona była (i jest) mgłą tajemnic, niejasności i niedomówień. Jego krytycy twierdzili, że don Juan nigdy nie istniał, a Castaneda całą jego magiczną sztukę zmyślił lub skomponował z elementów zawierających, prócz etnograficznych danych z Meksyku i innych krajów Ameryki, także inspiracje buddyjskie, tybetańskie, okultystyczne, a nawet podobno idee zapożyczone od tropiciela paradoksów, filozofa Ludwiga Wittgensteina. Faktem jest, że nikt nie widział fotografii don Juana, ani nie spotkał go osobiście; a także sam Castaneda skutecznie maskował własną osobę i zacierał swą biografię. Chociaż w jego książkach dopatrzono się sprzeczności, zmyśleń i plagiatów, to jednak niektórzy jego koledzy po fachu (z Harnerem na czele) brali go w obronę, twierdząc, że chociaż być może częściowo fikcyjne, to jednak książki Castanedy dostarczają rzetelnej szamańskiej metody pracy z umysłem i przestrzenią. W 1991 roku pojawił się nowy argument na rzecz tego, że don Juan jednak istniał: ujawniły się jego dwie następne uczennice, Florinda Donner-Grau i Taisha Abelar (o ile one także nie zmyślają...).

Dziś, po ponad 40 latach od pierwszych kroków Harnera i Castanedy, neoszamanizm jest na pewno czymś więcej niż tylko przejściowa modą. Opiera się na działalności przynajmniej kilkuset ludzi (głównie w Stanach Zjednoczonych), którzy regularnie praktykują szamańskie działania, prowadzą warsztaty i dla których nie istnieją kulturowe bariery, które tak długo oddzielały "oświeconych" Białych od "prymitywnych" tubylców. Dla neoszamanistów głównym źródłem inspiracji pozostaje kultura duchowa Indian Ameryki Północnej i Środkowej, a obecnie w coraz większym stopniu Indian i Metysów Amazonii. (Odnoszę wrażenie, że Agustin Rivas-Vasques, mieszkający koło Iquitos w Peru najsłynniejszy vegetalisto czyli mistrz ayahuaski, stał się celem prawdziwych pielgrzymek z obu Ameryk.) Ale po nauki sięga się też do Eskimosów, Aborygenów Australii, do Buszmenów, do Nepalu. Są próby odbudowy zapomnianego szamanizmu Celtów , który dla dużej części współczesnych Amerykanów byłby ich rdzenną, idącą od przodków, linią przekazu. Dziwne, ale jak dotychczas najsłabiej przebija się do świata Zachodu ten szamanizm, który etnologowie uważają za najbardziej typowy i "czysty", czyli szamanizm ludów Syberii.

W Polsce aż do lat dziewięćdziesiątych o szamanizmie i neoszamanizmie było całkiem głucho. Podwójny nelson obu totalitarnych ideologii, komunizmu i katolicyzmu, solidarnie nie dopuszczał konkurentów. A przecież w swojej historii mieliśmy takich ludzi, jak Józef Kopeć (1758- 1827), oficer Kościuszki zesłany na Kamczatkę, który w swoim słynnym "Dzienniku podróży" podał pierwszy w świecie opis stanu zmienionej świadomości po zażyciu - za radą miejscowego duchownego - muchomorów Ammanita muscaria. Warto pamiętać o Wacławie Sieroszewskim (1858-1945), badaczu kultury Jakutów, i o innym zesłańcu, Bronisławie Piłsudskim (1866-1918) który swój los związał z Ajnami z Sachalinu . Naszym rodakiem był Bronisław Malinowski (1884-1942), jeden z mistrzów światowej etnologii, który swoją szkołę w terenie przeszedł na Wyspach Triobrianda u wybrzeży Nowej Gwinei. Z kolei jego przyjaciel Stanisław Ignacy Witkiewicz - Witkacy (1885-1939) był jednym z pierwszych artystów, którzy penetrowali niepokojące krainy halucynogenów.

Lecz to nie wszystko. Szamańskie wpływy odnajdujemy w samym sercu narodowej klasyki - u Adama Mickiewicza (1798-1855). Kiedy w "Dziadach części III" w scenie Improwizacji, Konrad woła: "Zrzucę ciało i tylko, jak duch, wezmę pióra - Potrzeba mi lotu! (...) I mam je, mam je, mam tych skrzydeł dwoje" - to rozpoznajemy w tych słowach ni mniej ni więcej, tylko szamański lot duszy pod postacią ptaka, zgodny w szczegółach z tym, czego doświadczali syberyjscy szamani. A kiedy wcześniej Konrad zrywa się do lotu duszy, widzi takie oto obrazy: "Cóż to? Jaki ptak powstał i roztacza pióra / Zasłania wszystkich, okiem mnie wyzywa? / Skrzydła ma czarne, jak burzliwa chmura, / (...) I niebo całe zakrywa... / To kruk olbrzymi! Ktoś ty? - Ktoś ty, kruku? / Ktoś ty? - jam orzeł! - Patrzy kruk - Myśl moję plącze..." - I znowu z dokładnością do szczegółów mamy tu wizję, która mogłaby powstać w czumie nad Obem lub Leną: Konrad jako szaman pod postacią orła, ptaka światła i Słońca, lecący ku niebu, i zagradzający mu drogę bóg ciemności, który przybrał kształt kruka. Opozycja między orłem i krukiem, i napięcie pomiędzy siłami dobra i światła zamieszkującymi świat górny, i złoczynnymi, podstępnymi duchami świata podziemnego jest przecież podstawą syberyjskiego obrazu świata.

I jeszcze uhonoruję w tym miejscu jednego polskiego (i od razu genialnego!) prekursora neoszamanizmu i szamańskich warsztatów, Jerzego Grotowskiego (1933-1999), którego "sztuki rytualne" (ritual arts) powinny nam, bywalcom warsztatów, przypominać, że już ktoś przed nami był na tej samej drodze, tylko zaszedł dużo, dużo dalej....

[1] Chodzi o książkę: Mircea Eliade."Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy", 1951, wyd. polskie Warszawa 1994. 43 lata zwłoki w publikacji są dobitną miarą niedawnej izolacji Polski od światowej myśli.

[2] Carlos Castaneda robił wszystko, aby o nim wiedziano jak najmniej. Nie pozwalał się fotografować ani nagrywać swojego głosu, mimo kuszenia go wysokimi honorariami nie występował w mass-mediach. Dymna zasłona jaką otoczył swoją osoby kazała nawet niektórym wątpić co do tego, gdzie i kiedy się urodził i jaki był kraj jego pochodzenia, zanim w 1959 r przyjął obywatelstwo USA. Podobno nazywał się Carlos Aranha, był Brazylijczykiem (a może z Peru lub Argentyny?) i urodził się w 1925 roku. Więcej o Castanedzie w "Tarace" pisze Dariusz Misiuna, "Śmierć czarownika".

[3] O celtyckim szamanizmie zobacz w "Tarace": Frank Henderson MacEowen, "Wskrzeszenie gaelickiej tradycji Oran Mor".

[4] Józef Kopeć pisze w swojej relacji:
"Mówi wtem do mnie ewangelista [duchowny prawosławny, przypis WJ], że ja, mieszkając przez lat dwa w niższej Kamczatce, nie wiedziałem o ich skarbach, które się tam znajdują. Jakoż rozwija korę brzozową i pokazuje mi kilka grzybów suszonych powiadając, że one są cudowne, rosną na jednej tylko wyniosłej górze blisko wulkanu.
"Uważ Panie, rzecze Ewangelista, że te futra dostałem za grzyby i oni gotowi cały majątek oddać gdybym ich posiadał więcej. Te grzyby mają taką własność, że kto ich zje, widzi swoją przyszłość. Ponieważ nie mogłem sypiać, radzi mi więc, abym zjadł jeden. Wahałem się długo, lecz namyśliwszy się zjadłem połowę, co mi najmilszy sen sprawiło. Ujrzałem się nagle w najprzyjemniejszych i najgustowniejszych ogrodach, wśród rozlicznych kwiatów, między kobietami ubranymi w białe suknie, i fetowały mnie różnymi owocami i jagodami i tysiące innych przyjemności. Spałem dwie godziny więcej nad mój sen zwyczajny.
"Na drugą noc namawia mnie abym zjadł całego. Ja byłem już odważniejszy, zjadłem grzyb cały i w kilka minut zasnąłem. (...) Bo to wszystko widziałem i przyszłość swoją: co mnie tym więcej czyniło niespokojnym a później niektóre z tych sennych marzeń sprawdziły się na jawie. Nadmieniam tylko, że od powzięcia rozumu czyli od lat pięciu lub sześciu, postępowanie całego życia w dalszych latach; wszystkie osoby jakie tylko znałem w życiu i którymi przyjaźń mnie łączyła; wszystkie zabawy i czynności z kolei, dzień po dniu, rok po roku, i przyszłość następną, wszystko to widziałem przed sobą.

Józef Kopeć: "Dziennik podróży przez całą wzdłuż Azję, lądem od portu Ochocka, oceanem przez Wyspy Kurylskie do niższej Kamczatki, a stamtąd na powrót do tegoż portu na psach i jeleniach"; podstawa tekstu: Dziennik Podróży Józefa Kopcia, Wydanie 3-E, Paryż, Księgarnia Luksemburska. W internecie: monika.univ.gda.pl/~literat/kopec/

[5] Bronisław Piotr Piłsudski był rodzonym bratem Józefa, późniejszego marszałka Polski. Powróciwszy z zesłania na Sachalinie, gdzie żył wśród Ajnów, zginał w zagadkowych okolicznościach (zamordowany?) w Paryżu. Do tej pory w Japonii żyje jego wnuk, zjaponizowany Ajnu. Naród Ajnów praktycznie już nie istnieje, wykorzeniony wspólnym wysiłkiem Rosjan i Japończyków. Choć żyją potomkowie Ajnów, to język i (szamańska) kultura od kilkudziesięciu lat są martwe.

[6] Do swego lotu duszy Konrad wyrusza z więziennej celi, co być może można symbolicznie odczytać, iż Mickiewicz dla Polski, która znalazła się za jego życia na dnie swojej historii, widział wyjście w ucieknięciu się do praktyk najgłębiej poruszających umysł i wykrzesujących jego moce, mianowicie do szamanizmu. Tylko czy była to nieuświadamiana dobrze intuicja poety, czy jego świadomy osąd? I czy szamańskie wątki obecne w "Dziadach" (a także w poemacie "Tukaj") wzięły z wiedzy Mickiewicza o syberyjskim szamanizmie, czy też z jego spontanicznych wizji, a może z inspiracji okultystycznych i hermetycznych? Ta sprawa wymagałaby specjalistycznych badań.






Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)