Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 listopada 2001

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Warsztaty szamańskie, praktyczny terenowy podręcznik

Warsztaty szamańskie - praktyczny terenowy podręcznik
Co robić pod gołym niebem i na gołej ziemi, aby otworzyć swój umysł na to, co nieznane

Kategoria: Twarda Ścieżka


  Warsztaty szamańskie • praktyczny terenowy podręcznik  
Wojciech Jóźwiak  •  2001

Dalsze szczegóły techniczne

Zamiast koców można użyć dowolnej grubej i ciepłej tkaniny. (Albo jelenich skór!) Kiedy uczestników jest niewielu, może koców brakować. Wtedy zamiast nich można sporządzić warstwę ocieplającą z siana, słomy, suchej trawy lub suchych liści. Na jednym z moich warsztatów, kiedy brakowało koców, obłożyliśmy nimi tylko ścianki, a na wierzch szkieletu narzuciliśmy grubą warstwę zerwanej trawy i innych "habaziów". Sauna była bardzo udana!

Podobno w dawnych i dobrych czasach Indianie każdą ćwiartkę łaźni pokrywali skórą w innym kolorze, symbolizującym odpowiedni kierunek świata: wschodnia strona sauny była czerwona (lub żółta), południowa żółta (lub czerwona), zachodnia czarna, północna biała. Teraz wiesza się na szałasie wstążki lub krajki w tych czterech kolorach. Wiesza się je w środku sauny (czego i tak po ciemku nie widać, ale to jest sygnał dla duchów, nie dla ludzi!), i to jest ważniejsze, oraz czasem na zewnątrz sauny, co jest nie tak ważne.

Kiedy sauna jest na ukończeniu, ktoś powinien wejść do środka i sprawdzić, czy jest tam doskonale ciemno. Jeśli nie jest, należy naciągnąć koce, ewentualnie uszczelnić miejsca gdzie są przecieki światła dodatkowymi kawałkami tkaniny. Dobra sauna powinna być tak szczelna od światła, jak ciemnia fotograficzna. Ale jeżeli to działanie przeprowadzamy w nocy, przesadne wyciemnienie nie jest konieczne. Ważne wtedy jest tylko, by od strony ognia nie było dokuczliwych prześwitów.

Na czym będziemy siedzieć w łaźni? Najlepiej najprościej: gołym siedzeniem na gołej ziemi (a raczej na trawie). Ci, którzy tego nie lubią, niech wezmą ze sobą do sauny kawałki grubej tkaniny, wykładziny podłogowej, dywanu itp., tak duże, żeby na tym usiąść. Nie radzę wnosić do środka karimat ani innych dużych kawałów plastiku, gdyż jednym z sensów obrzędu sauny jest uzyskanie możliwie pełnego i nie zakłóconego kontaktu z ziemią, a obecność zbyt dużej ilości plastiku wszystko niszczy. W dodatku latem, kiedy jest ciepło, sauna wyścielona karimatą lub innym plastikiem za bardzo się rozgrzewa, i to "plastikowe" ciepło staje się niezdrowe.

Zimą, kiedy trudno wysiedzieć na wymrożonej ziemi, lepiej przygotować sobie do siedzenia deseczki - karimaty są ostatecznością.

Zimą mogą być problemy z błotem, które będzie się robić z odmarzającej ziemi. Zaradzisz temu wyściełając ziemię w saunie iglastymi gałązkami albo suchą trawą.

W zimowych saunach zakładaliśmy też wewnątrz szałasu podszewkę z prześcieradeł, na taką wysokość, jak sięgają plecy. Cel był taki, żeby siedząc nie dotykać gołą skórą kijów i gałązek szkieletu sauny, co przy zimnie na dworze bywa nieprzyjemne. Latem nie jest to konieczne.

Kamienie i ognisko

Do ogrzania sauny o podanych wcześniej wymiarach potrzeba około 30 kamieni, ale lepiej zgromadzić ich trochę więcej. Kamienie powinny mieć rozmiar "psiej głowy", i ważyć od 2 do 6 kg. Mniejsze są niewygodnym gruzem, większe trudno będzie (zwłaszcza gdy się rozgrzeją do czerwoności) przenosić na łopacie.

Najlepszym kamieniem, jakiego używałem w Polsce, jest karpacki piaskowiec, a zwłaszcza wybierane z rzeki piaskowcowe otoczaki. Piaskowiec karpacki, nawet mokry, nie rozsypuje się, rzadko pęka, dobrze trzyma ciepło i dobrze służy przy powtórnym użyciu. Na nizinach i pojezierzach mamy polodowcowe otoczaki pochodzące ze Skandynawii. W większości jest to granit. Granit lubi pękać w ogniu, często jest zwietrzały i wtedy w ogniu rozsypuje się, czasem na miałki żwir. Po wyprażeniu, jeśli nawet nie popęka, to przy powtórnym użyciu słabiej trzyma ciepło. Dlatego granitowych kamieni trzeba zebrać spory nadmiar, bo część nie będzie się potem nadawała. Prócz granitów na polodowcowych polach leżą kwarcyty, i to jest towar luksusowy, najlepszy pod każdym względem. Kwarcyt poznamy po jednolitej białawej lub szarej barwie, po tym, że nie ma widocznych mineralnych ziaren jak granit, i że jest bardzo twardy. Kto potrafi od granitu odróżnić porfir, zauważy, że ta skała ma także właściwości lepsze od granitu.

Przypuszczam, że dobrym kamieniem do sauny jest bazalt, ale dotąd nie miałem z nim do czynienia. Nie próbowałem też wyżarzać w ognisku wapienia, ale z chemii wynika, że wypali się na toksyczny (i nietrwały) wodorotlenek wapnia. Co więc robić na tych terenach, gdzie wapień jest jedynym kamieniem, doprawdy nie wiem. W ostateczności, bo to przecież sztuczny materiał, można posłużyć się cegłą, zwłaszcza szamotową, służąca do wykładania pieców. (Ale to takie nieładne...)

'Potniowy' savoir vivre

Kiedy ścinamy gałęzie lub całe drzewka na kije, wypowiadamy pod adresem rośliny słowa usprawiedliwienia - na głos lub w myśli. Kiedy używamy siekiery, dbamy, by nie dopuścić gwałtownych emocji, żadnej agresji, żadnego "tu cię mam" ani "ja ci pokażę". Nie musisz się też przy tym śpieszyć. (Aleister Crowley, gdyby znał indiańską łaźnię, z pewnością kazałby kije ścinać jednym cięciem siekiery lub maczety!)

Kamienie, które znajdziemy na polu, prosimy o to, by zechciały wziąć udział w naszej uroczystości. Przeważnie się zgadzają. W miejsce po kamieniu wsypuje się szczypte wonnych ziół; Indianie używają do tego tytoniu. Kamienie po których widać, że wiele ucierpiały, np. ktoś po nich jeździł, obmywamy wodą. Z kamieniami warto się zaprzyjaźnić.

Drewno do ogniska niech będzie możliwie najbardziej naturalne. Gatunek drzewa nie jest ważny. Najlepsze są gałęzie, które uschły i spadły z drzew, i dają się łamać na kolanie. Im mniej użycia siekier, pił, a tym bardziej piły mechanicznej, tym lepiej. Jeśli używasz drewna, które piłuje się i rąbie, lepsze jest to z drzew, które uschły, niż z drzew ściętych żywcem. Najmniej przyjazne jest drewno, które wiele wycierpiało: było pocięte na deski, przebijane gwoździami, wożone daleko od ziemi, na której wyrosło. Drewno z lakierowanych i impregnowanych desek, z mebli, skrzynek itd. nie nadaje się.

Budując saunę staramy się wszystkie czynności wykonywać w skupieniu i bez użycia zbędnych słów. Im więcej będzie przy tym skupienia i troski o poprawność, tym lepiej przebiegnie ceremonia. Ideałem byłoby, gdyby budowa szałasu przebiegła tak sprawnie, jak japońska ceremonia picia herbaty. (Może słyszałeś o niej.) Z czym to porównać w naszej kulturze? - może z ubieraniem choinki.

Od momentu, kiedy zamkniemy przęsła, obowiązuje specjalny rytuał przy przekraczaniu drzwi sauny - nawet jeśli te drzwi są dopiero pustym prześwitem w szkielecie szałasu. Wchodząc do sauny lub wychodząc z niej, za każdym razem wypowiadasz słowa "wszystkie moje związki". W języku Czarnych Stóp brzmi to nit-si-kwa, co na angielski przetłumaczono jako all my relations. Zamysł tych słów jest taki, że w momencie przekraczania bramy sauny przypominasz, że czynisz to w duchu wraz ze wszystkimi istotami, z którymi jesteś związany. Być może lepiej by temu odpowiadała po polsku krótsza i bardziej zrozumiała formuła "wszyscy co ze mną".

Saunę okrążasz tylko w prawo, czyli w kierunku Słońca lub wskazówek zegara. W ogóle wszelkie ruch na warsztacie odbywa się w prawą strone. (Czyli odwrotnie niż to robimy jadąc samochodem po rondzie. Na rondach za sprawą błędnych postanowień kodeksu drogowego uprawiamy kult ciemnych sił.)

Także ognisko okrążasz tylko w prawo.

Linia prosta od drzwi sauny do ogniska jest tabu, służy tylko do transportu kamieni i nie wolno jej przekraczać. Dlatego często trzeba obejść w prawo zarówno ognisko jak i cała saunę. Ale jeżeli koniecznie musisz przekroczyć tę linię (nazywa się ona "ścieżką piękna"), powinieneś czyniąc to wykonać pełny obrót w prawo. Tak samo można czynić przy wyjątkowym przekraczaniu wszelkich linii, które są tabu, przy innych obrzędach.

Przy ognisku na zewnątrz sauny, a tym bardziej w saunie obowiązuje zachowanie się pełne powagi i skupienia. Nie chodzi o to, żeby się nie śmiać, to wolno, ale żeby nie ulegać rozproszeniu i nie poddawać się "głupawce".

Początek ceremonii łaźni

Doglądaniem ognia i grzaniem kamieni będą zajmować się wyznaczeni ogniomistrze. Wystarczy ich dwóch. Uzbrojeni są w łopatę lub/i widły, najlepiej tak zwane widły ogrodnicze, o szerokich zębach. Na łopacie lub widłach podawać będą rozgrzane kamienie do sauny. Potrzebna też im będzie miotła do omiatania kamieni z węgielków. Taka miotłę można zrobić na poczekaniu wiążąc gałązki w pęk.

Uwaga! Kamienie omiatamy po to, aby do środkowej jamy w saunie nie dostał się węgiel (żar), gdyż wydziela on dwutlenek węgla, którego w saunie nie może być! Rozgrzany węgiel polany wodą wydziela też inne szkodliwe gazy, a nie życzymy sobie ich w saunie. Z tego samego powodu trzeba zadbać, aby do jamy nie dostała się trawa, liście, gałązki itd. Musi być czysto jak w łóżku lub na stole!

Do łaźni wchodzimy, kiedy kamienie w ognisku rozgrzały się tak, że świecą. W łaźni siedzimy nago, ale jeśli ktoś nie chce pokazywać się nago na zewnątrz sauny, może nakryć się jakimś kawałkiem tkaniny, którą w środku zdejmie. (U Indian kobiety zdejmują okrycie dopiero wewnątrz.) Przed wejściem każdy okadza się (patrz rozdział o kadzidłach i ziołach), lub jest okadzany przez prowadzącego ceremonię. Zawczasu do wejścia do sauny ustawiamy się rzędem i wchodzimy po kolei, na czworakach, zresztą inaczej się nie da. Przestępując drzwi, wypowiadasz zaklęcie "wszystkie moje związki" czyli "wszyscy co ze mną". Wewnątrz przesuwasz się w prawo okrążając środkową jamę (która jeszcze jest pusta), aż "dobijesz" do osoby, która weszła przed tobą, i siadasz przy niej. W ten sposób zajmuje się kolejne miejsca, a pierwszy siada na prawo od drzwi. Ostatni - będzie to jeden z ogniomistrzów - usiądzie po lewej stronie drzwi. Pierwszy zwykle wchodzi prowadzący, ale od tej reguły bywają odstępstwa.

Ceremonie łaźni mogą być urządzane dla samych kobiet, samych mężczyzn, albo mieszane.

Zwykle przyjmuje się zasadę, że z sauny się nie wychodzi przed końcem ceremonii. Kto w pewnym momencie musi wyjść, już nie wraca do wnętrza, ale pozostaje przy ognisku. Zasada ta pozwala więcej i dłużej wytrzymać i sprzyja skupieniu i determinacji. Wyjątkiem są ogniomistrze, którzy będą wychodzić z sauny po to, aby dorzucić nowych gorących kamieni.

Brałem udział w szałasach potu, gdzie były robione przerwy na wyjście i ochłodzenie się, ale nie wydaje mi się to dobre, i takiego postępowania nie zalecam.

W środku nie świeci się żadnego światła. Jedynym źródłem światła są rozgrzane kamienie, póki nie wystygną. Wewnątrz sauny obowiązuje ciemność!

Do łaźni wnosi się przygotowane uprzednio wiadro z wodą do polewania kamieni i naczynie do czerpania, oraz w butelkach (lub innych pojemnikach) wodę do picia.

Kiedy wszyscy prócz ogniomistrzów zajęli miejsca, ogniomistrze wnoszą kamienie. Ponieważ mogą mieć trudność z trafieniem do środkowej jamy, stosuje się jedno z dwóch rozwiązań. Pierwsze jest takie, że ogniomistrz z zewnątrz podaje kamień i kładzie go na ziemi w saunie tuż za drzwiami. Jedna z osób siedzących w środku chwyta kamień parą widełek sporządzonych z rogów jelenia, przenosi go do jamy i tam układa w upatrzonym miejscu. Do tego trzeba te widełki z rogów mieć! Można je zastąpić innymi narzędziami. Trzeba przy tym zadbać, by kamienie swoją przesiadkę odbyły na piasku, a nie na trawie ani liściach, które zapaliłyby się. (Koniecznie trzeba tego uniknąć.)

Drugie rozwiązanie jest prostsze, i polega na tym, że osoba siedząca wewnątrz chwyta łopatę (lub widły) i pomaga ogniomistrzowi wprowadzić kamień w upatrzone w miejsce w jamie.

Prowadzący siedząc wewnątrz zamawia u ogniomistrza określoną liczbę kamieni. Można wnosić od razu całą przewidywaną potrzebną liczbę kamieni (np. 25 lub 30), można dobierać ich liczbę w trakcie, można też w kilku etapach donosić kolejne porcje kamieni i w ten sposób podwyższać temperaturę w łaźni.

Prowadzący wita (na głos) każdy kamień, podziwia go i błogosławi, dotykając go ziołami. W klasycznej saunie Czarnych Stóp lub Seminolów służy do tego wiązka sweetgrass, czyli naszej trawy żubrówki (turówka wonna, Hierochloe odorata). Można użyć też szałwii lub piołunu.

Przypisy
[1] David Thomson, kiedy zapytałem go o sens tych słów, odpowiedział:
"All my relations po prostu znaczy to, że szanujemy i uznajemy całe stworzenie: rośliny, drzewa, wszystkie zwierzęta, owady, żywioły (powietrze, ziemię, ogień, wodę), naszych nauczycieli, dzieci, rodziców, przodków, to co pływa - wszystko to, co czyni ziemię pięknym i wzywającym do dzieła miejscem. Kiedy tubylcy (native people) wypowiadają to w swoich językach - Czarne Stopy (Nit-si-kwa), Cherokezi (Wa-do), Szoszoni (Why-na), Lakota (Mitakye eh o yasin) i tak dalej, mówią po prostu Stwórcy i całemu stworzeniu, że oni "widzą i czczą, i darzą głębokim szacunkiem całe życie, wszystko to, co jest." Mam nadzieję, że to wyjaśnienie będzie pomocne."






Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)