Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 listopada 2001

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Warsztaty szamańskie, praktyczny terenowy podręcznik

Warsztaty szamańskie - praktyczny terenowy podręcznik
Co robić pod gołym niebem i na gołej ziemi, aby otworzyć swój umysł na to, co nieznane

Kategoria: Twarda Ścieżka


  Warsztaty szamańskie • praktyczny terenowy podręcznik  
Wojciech Jóźwiak  •  2001

Środek ceremonii czyli pocenie się

W saunie wygłasza się mowy. Są to specjalne mowy-w-saunie, czyli wypowiedzi, dla których sauna jest jedynym właściwym miejscem. Początek wygłaszania mów zapowiada prowadzący. Prawo do wygłoszenia mowy przechodzi kolejno w kręgu w prawo. Każdą mowę zaczyna się od wypowiedzenia swojego imienia, co ma sens taki, że w łaźni jest ciemno i nie widać, kto mówi, a uczestnicy mogą nie znać się po głosie. Jeżeli ktoś posiada imię tajemne lub uroczyste, wypowiada także to imię. Mowę kończy się słowami: "powiedziałem", a pozostali siedzący odpowiadają chórem: "niech tak się stanie", "niech tak będzie", "tak jest", lub podobnie. Przyjęte jest, że na początku, jako pierwszą mowę, wypowiada się intencję. W opisanym wyżej porządku, każdy wypowiada swoją intencję, z którą przyszedł wziąć udział w ceremonii. Może to być kilka słów, może być cała długa mowa.

Podczas kolejnych szałasów potu, w których brałem udział i które prowadziłem, wytworzył się zwyczaj innej mowy, mianowicie zapraszania innych do łaźni. Każdy po kolei mówi, kogo zaprasza, aby wraz z nim wziął udział w tej ceremonii. Zaprasza się osoby nieobecne a bliskie mówcy, także osoby nie żyjące, istoty duchowe i symboliczne, i postaci fantastyczne. Po każdej wypowiedzi mówca mówi: "jest z nami" lub "są z nami", a pozostali powtarzają te słowa. Aby uniknąć "grochu z kapustą" podczas zapraszania, można się umówić, że zapraszamy, na przykład, tylko swoich mistrzów, czyli osoby, żyjące lub nie, te, które znaliśmy osobiście lub tylko czytaliśmy ich książki, którym zawdzięczamy inspirację i wsparcie na naszej ścieżce; albo że przywołujemy tylko pomagające nam istoty duchowe.

Tematy i formy mów mogą powstawać spontanicznie w trakcie tego działania. Tak na przykład podczas jednego szałasu potu, który zaplanowałem jako szczególnie gorący, zaproponowałem, że ten, kto czuje, że nie wytrzymuje już gorąca, na głos ofiarowuje swoje cierpienie w pewnej intencji.

Innym rodzajem mów są mowy wygłaszane przy polewaniu kamieni wodą. Para uderza wtedy falą gorąca. Jest to mocne przeżycie, a poprzedzone jest mową, którą wygłasza polewający. Polewanie kamieni i wygłaszanie przy tym mowy jest zaszczytem, jak toast na uroczystej biesiadzie!

Podczas sesji w saunie można robić wietrzenia. Wtedy unosi się zasłonę w drzwiach i wpuszcza do środka świeże, chłodne powietrze. W saunie im wyżej, tym jest goręcej. Dlatego dla wytchnienia można opuścić głowę do ziemi lub, jeśli jest na to miejsce, położyć się na ziemi. Niektórzy przy tym chytrze robią dziurki między pokryciem sauny a ziemią i wpuszczają tamtędy trochę powietrza. Trzeba dużo pić i powinny być dostępne butelki z wodą do picia. Jeżeli ktoś musi wyjść, może to zrobić w każdej chwili, a jeżeli ktoś przed wejściem do sauny obawia się, że wyjdzie przed czasem, powinien usiąść możliwie blisko wyjścia, tak aby potem nie przepychać się przez ludzi.

Kiedy jest naprawdę gorąco najłatwiej jest znieść upał i lanie się potu, kiedy oddycha się głośno, mruczy jakieś dźwięki, a nawet krzyczy lub porykuje. Nie należy tu się krępować, ale z drugiej strony forma nie powinna przerosnąć treści, czyli nie powinieneś krzyczeć aby krzyczeć, znajdując w tym upodobanie. Niektórzy mówią wtedy mantry.

Najcenniejsze jednak są chwile milczącego skupienia i powinny one być długie. Należy czujnie obserwować wszystko co się dzieje: ciemność naokoło, reakcje własnego ciała, własne myśli i obrazy, które wtedy wyłaniają się z wnętrza umysłu. Pomaga w tym kontemplacja wzorów, jakie tworzą czerwono świecące kamienie. Typowym wrażeniem jest wtedy, że znika poczucie ciasnoty, sauna rozszerza się na cały świat i siedzisz w samym środku nieskończonej, mistycznej przestrzeni.

Czy w saunie ma się wizje? Tak, to się zdarza. Ale nie spodziewaj się, że stanie się tak automatycznie. Sauna daje tylko sprzyjające warunki do przeżycia wizji. Wizje to coś kapryśnego... Znane są jednak przypadki uzyskiwania w potniach odmiennych stanów świadomości, a nawet doświadczeń "psi". Frank Henderson MacEowen, amerykański neoszamanista, który znany jest z odtwarzania rodzimej celtyckiej drogi duchowej, opisuje, że kiedyś podczas sesji w łaźni przeżył eksterioryzację, czyli doświadczenie bycia poza ciałem, i przez dłuższy czas patrzył na świat spoza szałasu, tak jakby jego punkt widzenia unosił się nad drzewami. Jego indiański mistrz, który prowadził ceremonię, natychmiast zauważył, co z nim się dzieje!

To co się będzie działo z każdym uczestnikiem, jest niemożliwe do przewidzenia. Każdy w saunie przeżywa swój indywidualny proces, którym w jakimś stopniu może kierować, ale nie do końca. Najważniejsze i najciekawsze są te psychiczne treści, które w warunkach stresu wywołanego gorącem ujawniają się spontanicznie. Zwykle są przeżycia nadzwyczaj intymne, i zdarza się nawet, że ludzie niechętnie o nich opowiadają innym. Sauna jest miejscem wewnętrznej przemiany. Spotykasz się tam z własną nieświadomością. Budzisz drzemiące moce, które są w tobie. Leczysz i odnajdujesz swoją duszę, od której w zwykłym miejskim trybie życia oddalałeś się i uciekałeś. Wraz z potem spływają do ziemi psychiczne urazy, bloki i niemożności. Gorąco ładuje cię energią jak akumulator. Sauna jest łonem Matki-Ziemi, w którym dojrzewasz do nowego życia. Jest alchemicznym piecem, w którym jak metal z rudy, tak z ciebie wytapia się twoja prawdziwa natura. Jest kosmicznym jajem, z którego na nowo zrodzi się wszechświat, a wraz z nim ty, odnowiony i pełen mocy.

Zakończenie ceremonii

Wyjście zarządza prowadzący. Zaleca się wychodzić, kiedy wciąż jest gorąco lub bardzo gorąco, niedługo po kulminacyjnym momencie polewania wodą kamieni, kiedy żar był nie do wytrzymania. Wychodzimy kolejno przesuwając się w prawo. Przekraczając drzwi pamiętasz by wypowiedzieć zaklęcie "wszyscy co ze mną". Przez kilka-kilkanaście pierwszych kroków idziesz na czworakach, co symbolizuje, iż jesteś jak noworodek, który wszystkiego musi uczyć się od nowa, także chodzenia w pozycji wyprostowanej. Również dźwięki, które wydajesz, są wysoce nieartykułowane. Nie wolno hamować spontanicznie pojawiających się wtedy krzyków i porykiwań!

Na dłuższy czas kładziesz się na ziemi, aby ochłonąć. Zaraz po wyjściu z sauny, kiedy tylko minie pierwszy szok z powodu nagłej zmiany temperatury, całe otoczenie staje się nadzwyczaj przyjazne. Chłodna trwa z rosą wydaje się rozkosznym łożem. Zimny deszcz (jeżeli akurat pada) sprawia przyjemność, wiatr miło studzi ciało. Leżąc zimą na śniegu czujesz się jak na ciepłej plaży! Jeżeli jest w pobliżu jezioro lub rzeka, z przyjemnością wejdziesz do wody. Potem wracasz do ogniska, aby się osuszyć i ogrzać. Zakładanie ubrań wydaje się wtedy czymś zupełnie nie na miejscu.

Moment wyjścia z sauny zawiera jednak niebezpieczeństwa. Podczas sesji w saunie podnosi się ciśnienie krwi, i dlatego, nie tylko z powodów symbolicznych, nie wolno zbyt szybko stawać wyprostowanym. Wahania ciśnienia prowadzą do bólów głowy i zaburzeń równowagi (zawrotów głowy), i aby tego uniknąć, należy przez dłuższy czas trzymać głowę przy ziemi, dotykając czołem ziemi. Można przy tym stać na czworakach albo przyjąć jogiczną pozycję kurmasana, pozycję żółwia, czyli klęcząc na kolanach oprzeć czoło na ziemi. Pamiętaj także o głębokim oddychaniu, które w tym momencie jest najlepszym środkiem zaradczym na wszelkie złe samopoczucie.

Innym niebezpieczeństwem jest przechłodzenie ciała, co zdarza się, jeśli zanurzyłeś się w wodzie, lub było zimno lub mróz. Wtedy trzeba szybko ubrać się (możesz poprosić o pomoc kolegę) i ogrzać przy ogniu. Pocieszę jednak Czytelnika, że w szałasach, które "zaliczyłem", brało udział w sumie kilkaset osób, i nie słyszałem, żeby ktoś od tego zachorował. Przeciwnie, sauna ma wyraźne działanie lecznicze. Przez kilka godzin po saunie, a na pewno tego samego wieczora, nie należy jeść, radzę też wstrzymać się od palenia tytoniu (chociaż nie wiem jak działa wtedy tytoń, bo sam nie palę), a picie alkoholu miałoby cechy samobójstwa. Z zasady podczas całego warsztatu nie powinno się używać żadnych używek.

Ostatnią symboliczną czynnością po saunie a przy ognisku jest złożenie ofiar ogniowi i duchom miejsca, co również może być okazją do wygłoszenia uroczystych mów i podzielenia się wrażeniami.

Co jeszcze warto wiedzieć

Sesja w saunie bywa prowadzona jako osobna ceremonia, albo jako wstęp do innego działania, na przykład do wyjścia na poszukiwanie wizji, do zakopywania się w ziemi lub do tańców. Także powrót z wyprawy po wizje odbywa się przez potnię, chociaż wtedy nie siedzi się tam zbyt długo. Są prowadzone warsztaty, na których sauną zaczyna się i kończy każdy dzień.

Sauny mogą być ostre, kiedy wewnątrz pozostaje się na granicy fizycznej wytrzymałości, oraz łagodne, kiedy temperatura jest zaledwie wystarczająca do obfitego pocenia się.

Pot spływający z ciała po kilkunastu pierwszych minutach staje się zupełnie czysty i przypomina czystą wodę, jest bez zapachu i prawie bez smaku, i nie szczypie w oczy. Po wyjściu z sauny ma się wtedy poczucie oczyszczenia, wykąpania we własnym pocie, jakby się wzięło ciepły prysznic. Dlatego kąpiel w wodzie po saunie nie jest konieczna.

Zwykle z sauny korzystamy wielokrotnie podczas jednego warsztatu. Przed zakończeniem warsztatu saunę rozbieramy, kamienie układamy w piramidkę lub inaczej, środkową jamę zasypujemy i zakrywamy darnią. Miejsce wraca do stanu początkowego.

Szkielet sauny można zostawić, jeżeli ktoś ma ochotę z niej za niedługi czas korzystać, ale wtedy gospodarz terenu musi zagwarantować, że ta budowla będzie traktowana z należytym szacunkiem. Zazwyczaj jednak rozbiera się także szkielet, a kije pali. Możne ich użyć do rozpalenia pożegnalnego ogniska.

Ognia po sesji łaźni, jak i jakiegokolwiek ognia na warsztatach, nie gasi się przez polanie wodą! To jest obrzydliwe barbarzyństwo. Jeśli boisz się pozostawić płonące ognisko bez nadzoru, rozrzuć polana, a ogień po krótkim czasie wygaśnie sam. Podobnie nie wolno wrzucać do ognia śmieci, pluć do niego ani tym bardziej (o zgrozo) sikać. Jeśli rozpalasz ogień na starym miejscu, gdzie już palono, najlepiej wyczyścić to miejsce do gołej ziemi. Świec nie gasimy zdmuchując, gdyż zadaniem oddechu jest rozniecanie ognia. Gasimy je palcami.

Wszystkie takie błędy i odstępstwa od zasad rytuału, o których wspominam na marginesie, świadome lub nie, wzmagają rozproszenie i ściągają negatywne energie. Skutki błędów uderzają w uczestników, szczególnie w tych, którzy są czułymi punktami grupy, czyli są szczególnie zagrożeni uderzeniem negatywnych energii. Złymi skutkami mogą być skaleczenia (zwłaszcza podczas obchodzenia się z ostrymi narzędziami), oparzenia, bóle głowy, ataki złego humoru, niepowagi czyli "głupawki", wreszcie agresji. Dotyka to, jak rzekłem, osób szczególnie wyczulonych, do których należy, niejako z urzędu, prowadzący, a następnie osoba najmłodsza, ktoś, kto ma najmniejsze doświadczenie, albo ktoś, kto w grupie nieświadomie wchodzi w rolę ofiary lub błazna (zdarza się to niektórym). Właśnie z tego powodu nikt nie powinien brać udziału w szałasie potu "z doskoku", przez przypadek i nie mając pewności, czy tego chce. Na szczęście, wypadki przy saunie zdarzają się rzadko. Być może dlatego, że ceremonia ta jest chroniona przez potężne duchy zatrudnione do tej ochroniarskiej pracy dawno temu, jeszcze na preriach!

Wspólne przejście przez łaźnię silnie integruje grupę.

Podczas trwania ceremonii, przed nią i potem, należy zwracać uwagę na wszelkie znaki w otoczeniu, w przyrodzie. Rozpalaniu ognia może towarzyszyć zbieranie się burzowej chmury lub, przeciwnie, rozstępowanie się chmur nad wami. Mogą pojawiać się rzadkie ptaki, przychodzić zwierzęta. Znaczące może okazać się padanie deszczu, wianie wiatru, ukazywanie się gwiazd. Wszystkie te znaki, gdy im się dobrze przyjrzysz, mogą okazać się sensownie wplecione w twój psychiczny proces lub we wspólny proces całej grupy.

Przypisy

[1] Frank Henderson MacEowen tak wspomina:
Moje pierwsze formalne spotkanie z szamanizmem miało miejsce dwadzieścia lat temu, w roku 1980, kiedy miałem nie więcej niż dwadzieścia lat. Siedziałem w łaźni podczas ceremonii inipi (szałasu potu) prowadzonej przez "Dziadka" Wallace Black Elk z ludu Lakota, z rezerwatu Rosebud w Południowej Dakocie. W pewnym momencie podczas trzeciej rundy [polewania kamieni] poczułem, jak coś wyciąga mnie z ciała i unosi ponad łaźnią. (Uwaga: to nie była wizualizacja.) Gdy zacząłem szybować ponad drzewami, oczami ducha zobaczyłem ogniomistrzów stojących wokół ognia, którzy dbali, aby kamienie były ładnie nagrzane. Inny mężczyzna coś mówił cicho i się uśmiechał. Leciałem dalej w powietrzu ponad drzewami i w końcu znalazłem się, łagodnie dryfując, ponad niedalekim polem. Zobaczyłem kobietę, która siedziała na wzgórzu, modląc się w świetle zmierzchu. Zobaczyłem jelenia który przebiegł przez szosę zaraz po tym, jak przejechała tamtędy furgonetka. Nagle kolejny strumień wody uderzył o kamienie w łaźni inipi, a za nim wzniosła się fala pary z gorącej jamy, i tak samo szybko jak wcześniej moja dusza opuściła ciało, tak teraz zostałem z powrotem wciągnięty do ciała i do kompletnej ciemności w łaźni. Po "wylądowaniu" na nowo w ciele ciężko chwyciłem powietrze, a Dziadek Wallace tylko mruknął: "Ho!".
Frank Henderson MacEowen, "Reclaiming Our Ancestral Bones" w: "Shaman's Drum", nr 58, 2001.
Inny artykuł tego autora (Wskrzeszenie gaelickiej tradycji Oran Mor) znajdziesz w "Tarace" tu:






Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)