Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 listopada 2001

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Warsztaty szamańskie, praktyczny terenowy podręcznik

Warsztaty szamańskie - praktyczny terenowy podręcznik
Co robić pod gołym niebem i na gołej ziemi, aby otworzyć swój umysł na to, co nieznane

Kategoria: Twarda Ścieżka


  Warsztaty szamańskie • praktyczny terenowy podręcznik  
Wojciech Jóźwiak  •  2001

Victor Sanchez, z którego książki "Nauki don Carlosa" wziąłem to ćwiczenie, nazywa je "pogrzebem wojownika". Jest ono wariantem praktyki, która rozpowszechniona jest wśród Indian i stanowi jeden z filarów ich duchowej drogi, mianowicie poszukiwania wizji (ang. vision quest). W swojej klasycznej postaci poszukiwanie wizji polega na tym, że wychodzi się na pewna liczbę dni i nocy (jedną, trzy lub siedem) w teren, w miejsca odludne, i tam pości się, nie śpi i nie chowa w namiocie oczekując pojawienia się przekazu ze świata ducha w postaci wizji, głosów, zwierząt mocy lub innych znaków. Wyjście na poszukiwanie wizji i przybycie stamtąd odbywa się przez łaźnię, która służy tu do oczyszczenia i zaznaczenia progu między światem zwyczajnym a krainą ducha.

Już po rozpoczęciu przeze mnie praktyk według Sancheza (który to ćwiczenie opracował na podstawie wzmianek w książkach Castanedy) dowiedziałem się, że tradycyjnie coś podobnego robią Lakota: mianowicie na poszukiwanie wizji nie wychodzą na prerię, lecz wchodzą do dołu wykopanego w ziemi. Praktyka ta w szczegółach różni się od tej, której uczy Sanchez. W dole się siedzi, jest głęboki na ok. 2 metry, i służy do wielokrotnego użycia przez różnych członków plemienia. (U Sancheza się leży, dół jest płytki i do jednorazowego użytku.)

Ćwiczenie to, patrząc z punktu widzenia fizjologii, jest rodzajem deprywacji sensorycznej. Kiedy się leży w dole, wyłączony jest wzrok, ponieważ jest tam zupełnie ciemno. Ziemia w dużym stopniu tłumi dźwięki, więc wyłączony jest również słuch, a przynajmniej wrażenie słuchowe są mocno ograniczone, zwłaszcza jeśli noc jest cicha. Również możliwość poruszania się jest ograniczona, jako że w dole można co najwyżej leżąc na wznak przekręcić się na bok lub z powrotem. Sytuacja ta, podobnie jak pełna deprywacja sensoryczna zmienia świadomość i sprzyja temu, aby umysł wyświetlał swoje wewnętrzne treści.

Miejsce, tak jak przy wszystkich ćwiczeniach, powinno być bezpieczne, tzn. powinieneś mieć pewność, że kiedy będziesz przebywać w grobie nikt ci nie będzie przeszkadzał ani nie będzie naruszał spokoju tego miejsca. W okolicy nie powinno być źródeł hałasu, ruchliwych szos ani linii kolejowych, nie powinni kręcić się ludzie, przeszkadza też sztuczne oświetlenie.

Ważny jest rodzaj gruntu. Teren nie może być podmokły, nie może być tak, że od spodu będzie ci się sączyć woda. Najlepsza glebą jest piasek, ewentualnie żwir. Lepsza jest gleba uboga, jałowa, od żyznej, która - przecież - brudzi. Przeszkodą mogą być korzenie drzew rosnących w pobliżu (więc lepiej zakopywać się w pewnej odległości od drzew), kamienie (unikaj terenów zbyt kamienistych); także należy unikać gliny, gdyż kopanie w jej pokładzie narazi cię na zbyt wielki wysiłek i trwać będzie zbyt długo. Szukając odpowiedniego miejsca zwróć także uwagę na subtelne znaki, świadczące o tym, że jest to miejsce szczególne, naładowane energią, a więc miejsce mocy. Możesz poznać to po tym, że jest to łysina pośród bujniejszej roślinności, łacha piasku pośród żyźniejszej gleby, suche miejsce na bagnach lub wśród łąk. Dobrze jest, jeśli miejsce to tworzy mały wzgórek, wypukłość terenu - wiesz wtedy, że w razie deszczu nie będzie tam ściekać woda. W obecnych czasach można znaleźć mnóstwo takich miejsc na porzuconych, zarastających polach uprawnych, gdzie gleba okazała się zbyt słaba dla rolników.

Uwaga! Bardzo trudno jest znaleźć wygodne miejsce w górach, a przynajmniej w naszych Beskidach, gdzie grunt jest ciężki, gliniasty i nafaszerowany kamieniami.

Na moich dotychczasowych zajęciach zakopywanie się do ziemi trwało przez jedną noc. Podobnie poszukiwanie wizji w dole u Lakotów trwało jedną noc. Również jedną noc spędzał McEowen w celtyckich grobowcach. Sanchez pisze jednak, że ktoś, kto nabrał wprawy, może czas pobytu w dole przedłużyć do doby albo nawet dłużej. Nie widzę przeszkód, aby tak robić.

Sanchez zaleca zakopywać się w otoczeniu drzew (ale weź pod uwagę moją przestrogę przed korzeniami: po co krzywdzić drzewo uszkadzając jego korzenie?). Według niego początkujący nie powinni tego robić na pustyni (w Polsce to nie grozi), ani w pobliżu morza lub większych rzek."Pod żadnym pozorem" (jak pisze Sanchez) nie wolno zakopywać się w pobliżu ruin, cmentarzy i wykopalisk archeologicznych. Nie tłumaczy, dlaczego, ale zapewne chodzi o uniknięcie wizyt zbyt natrętnych duchów.

Miejsce powinno być wolne od mrówek i (rzadkich u nas) żmij. Wpadania pojedynczych owadów nie unikniemy. Mogę zapewnić, że do dołu nie wchodzą dżdżownice - czego obawia się wiele osób.

Teren na którym odbywa się to działanie zalecam otoczyć ochronnym kręgiem, który opisuję w osobnym rozdziale.

Miejsce na swój wykop powinno ci wpaść w oko. Powinieneś poczuć, że to jest twoje miejsce. Nie żadne inne, tylko to. Tak jakbyś miał tam zbudować dla siebie stały dom. Przekonasz się zresztą wkrótce, jak bliskie stanie ci się to miejsce. Jeżeli zakopujemy się w grupie, wykopy poszczególnych osób powinny być odpowiednio oddalone od siebie. Trzy metry to niezbędne minimum.

Kiedy już wybrałeś (ściśle) swoje miejsce, zdecyduj, w którą stronę chcesz leżeć. Aby dobrze poczuć właściwości stron świata w tym miejscu, połóż się na ziemi i sprawdź co czujesz przy ułożeniu ciała w różnych kierunkach. Zaleca się tak zbudować "grób", aby ciało leżało na osi południe-północ lub wschód-zachód. Raczej nie na ukos. Wschód i południe są kierunkami pozytywnymi i tam należy mieć głowę. Ale jeśli poczujesz, że głowę powinieneś mieć na północy lub zachodzie, to tak zrób.

Zanim przystąpisz do kopania, połóż się na ziemi i obrysuj swoje ciało. Może to zrobić ktoś inny za ciebie. Dół powinien mieć takie rozmiary, abyś miał około 10 centymetrów swobody za głową i za stopami, i abyś swobodnie mieścił się leżąc na wznak z rękami wyciągniętymi wzdłuż ciała. W środkowej części dół może być szerszy niż na końcach. Głębokość dołu - około 60 centymetrów.  

Najpierw wycinaj darń: starannie, w takich kawałkach, które łatwo ci będzie przenosić z miejsca na miejsce. (Łatwo obliczyć, że każdy kawałek darni znajdzie się w czterech kolejnych miejscach.) Darń odkładaj na prawa stronę wykopu. Ziemię usypuj po lewej stronie. Naokoło dołu zachowaj 10-centymetrowy margines, gdzie nie będziesz kładł ani darni ani piasku. Dno wykopu wyrównaj. Sanchez każe kopać dół kijem (tak!), ale do tej pory tego nie praktykowałem, używając zwykłego szpadla.

Następnie przykrywasz dół patykami. Jeśli to tylko możliwe, nie używaj do tego kijów z żywych gałęzi, lecz chrustu, suchych gałęzi które opadły z drzew. W każdym sosnowym lub innym lasku znajdziesz ich mnóstwo. Patyki te powinny być dość sztywne, żeby utrzymały ciężar darni i piasku. Układasz je gęsto - co około 10 cm. Pozostawiasz wolne miejsce "w głowach" - czyli tam, którędy będziesz wchodził do środka.

Na patyki kładziesz kawał tkaniny. Może to być stary koc lub stare prześcieradło. Nie polecam plastikowej folii, gdyż pod nią w środku będzie zbyt wilgotno i zbyt duszno. Tkanina jest potrzebna tylko do tego, aby ziemia nie sypała się do środka. Tkaninę przykrywasz darnią. Płaty darni układasz tak, aby jak najściślej przylegały jeden do drugiego. Szpary pomiędzy darnią zasypujesz piaskiem. Kiedy to zrobisz, wejdź do dołu i sprawdź, czy dach "grobu" nie przepuszcza światła.

Nie przykrywasz darnią szpary "w nogach" o szerokości około 20 cm. Ta szpara będzie służyć jako wentylacja. Nie będzie przepuszczać światła, ale będzie przepuszczać powietrze. Aby to osiągnąć, zakryj szparę trawą - tak grubo, żeby zasłaniała światło. Brzegi wiązek trawy przysyp ziemią, aby wiatr ich nie poruszył.

Przygotuj coś, co posłuży ci jako przykrycie otworu "w głowach" do wchodzenia. Może to być gruby koc, kurtka przeciwdeszczowa, kawał grubej wykladziny, karimata. (Pamiętaj, że jedna karimata pewnie przyda ci się do leżenia w dole.) Przygotuj kilka grubych i prostych kijów pod to przykrycie.

Każdą czynność podczas przygotowywania grobu potraktuj jak szczególny rytuał. Sanchez pisze: "każdy kolejny krok powinien być traktowany jak element rytuału, podczas którego wszelkie czynności należy wykonywać w milczeniu, aby nie rozpraszać uwagi. Chodzi o to, abyś do ostatniego etapu, położenia się w grobie, przystąpił w stanie wzmożonej świadomości."

Sanchez zaleca leżeć w dole nago, i zapewne w jego rodzinnym Meksyku jest to bardziej wygodne niż w Polsce. Uczestnicy moich warsztatów zwykle leżeli w dołach ubrani (np. w piżamach lub dresach), w śpiworach lub pod kocami i na karimatach. Robiliśmy próby leżenia bez ubrania, ale na karimacie. Leżenie nago wydaje mi się jednak ideałem; jest wtedy najlepszy kontakt z ziemią. Warto wiedzieć, że w dole jest niespodziewanie ciepło! Podczas mojego pierwszego odosobnienia w grobie wszedłem tam mokry w przemoczonym ubraniu, gdyż padał uporczywy deszcz. Przez noc ubranie na mnie zupełnie wyschło, ponadto moje własne ciepło wysuszyło piasek na ściankach dołu, tak że zaczął się osypywać.

Sanchez każe mieć podczas całego odosobnienia asystenta, którzy będzie czuwał nad bezpieczeństwem zakopanego. Na moich warsztatach asystenci jedynie pomagali uczestnikom wejść do środka i przykrywali im szczelnie otwory wejściowe. Każdy miał swego asystenta, asystentów przykrywali "superasystenci", tych przykrywałem ja, po czym sam kładłem się do grobu. Kto będzie czyim asystentem, ustalaliśmy zawczasu.

Zalecam, tak jak to się dzieje w podobnym obrządku Lakotów, wchodzić do grobów przez szałas potów! Najlepiej aby łaźnia nie była zbyt odległa od pola z grobami, aby obowiązywała jedność miejsca. Łaźnia też nie powinna być zbyt gorąca. Na moich warsztatach wchodziliśmy do grobów wieczorem, wcześniej ceremonia sauny zaczynała się o zmierzchu. Wchodziliśmy na nasze poletko z biciem w bęben i trąbieniem na trąbitach i didżeridu. Myślę, że w przyszłości zostana ułożone specjalne uroczyste pieśni grobowe z którymi będzie się przychodzić na miejsce, i inne pieśni do śpiewania indywidualnie, już leżąc w dole. Do grobu wsuwasz się nogami w doł, włożywszy tam wcześniej karimatę i śpiwór lub koc.

Co robić w środku? Lakota modlą się, prosząc swoje bóstwa i duchy o wizje. Tak długo, jak to się da, staraj się nie zasnąć! Przygotuj sobie na tę okazję swoją własną praktykę: sceny i obrazy, które będziesz wizualizował, tematy, na których będziesz skupiał myśli. Bądź też świadomy intencji, z którą wykonujesz tę praktykę. Ta intencja może być bardzo szczególna: możesz na przykład pobyt w dole przeznaczyć na nawiązanie kontaktu z pewnym szczególnym duchem czy też energią, z własnym wyższym ja, albo na magiczne rozwiązanie określonego problemu.

Wejście do dołu wprawia w osobliwy stan umysłu. Działa tu kilka czynników na raz: ciemność, cisza, bliski kontakt z żywą ziemią i jej zapach, wyprostowana pozycja ciała, gdy leży się na wznak, wreszcie poczucie odosobnienia: że jesteś sam i nie skupia się na tobie niczyj wzrok ani słuch. Wszystko to razem wzmaga, rozjaśnia świadomość. Każda chwila staje się niepowtarzalna. Zmysły wyostrzają się aż do granic postrzegania podprogowego; może się włączać percepcja pozazmysłowa. Jest to naturalny stan medytacji. Regułą jest, że w ogóle nie odczuwa się senności ani zmęczenia. Poza tym jesteś tam świeżo po łaźni, która sama energetyzuje i stawia na nogi.

W tym stanie dziwne rzeczy dzieją się z poczuciem czasu. Podczas mojego pierwszego zakopania się wziąłem do środka latarkę i w pewnym momencie zaniepokoiłem się, ile czasu upłynęło od mojego wejścia; oceniałem, że pół godziny. Okazało się, że minęły już dwie i pół! (Ale lepiej latarki nie brać... Właśnie po to, aby nie rozpraszała cię pokusa zapalenia jej.) Możesz usłyszeć dziwne głosy. Odgłosy z wnętrza własnego ciała, z jelit, albo szum krwi w żyłach słyszysz dochodzące gdzieś z zewnątrz, z wnętrza ziemi. Możesz usłyszeć rozmowy, które (gdyby miały miejsce naprawdę) dochodziłyby na przykład z osady odległej o parę kilometrów. Ja słyszałem, jak trzeszczą pod ziemią korzenie drzew kołysanych wiatrem. Pojawia się dziwne "inne widzenie", które jest wzrokowa wyobraźnia tak silną, że graniczy z wzrokową halucynacją. W tym "innym widzeniu" może ci się zdarzyć robić przegląd okolicy i widzieć różne szczegóły. Inne wrażenie jest takie, że wnętrze grobu wypełnia dziwne, jakby niewidoczne, światło, albo że ściany grobu znikają i znajdujesz się na otwartej przestrzeni. Zdarzało się też na warsztatach słyszeć głosy bębna, śpiewu i didżeridu, i takie wrażenia miało kilka osób, chociaż, jak ustaliliśmy, nikt z nas tych dźwięków nie wydawał.

Wreszcie dziwne są sny w grobie. Są to często tak zwane wielkie sny, które niosą potężny ładunek symboliczny, Typowe jest też doświadczenie, że budzisz się ze snu, wychodzisz z grobu - i okazuje się, że jesteś gdzie indziej, w innej okolicy niż tam, gdzie się zakopałeś. Kiedy stwierdzisz, że "coś jest nie tak", pewnie dopiero wtedy obudzisz się na dobre. (Ale upewnij się, czy to nie jest kolejny sen.) "Grób" wydaje się znakomitym miejscem dla praktykujacych świadome śnienie. Sanchez pisze: "To, co na codzień uchodzi za zjawisko niezwykłe - głosy, wizje, objawienia, doświadczenia poza ciałem, staje się normalne, gdy jesteś pochowany w Ziemi."

Osobliwość snu w grobie polega na tym, że normalnie wchodzimy w sen z bardzo niskiego poziomu energii: kiedy jesteśmy zmęczeni i wyczerpani po całym dniu; zresztą organizm nawykowo w porze pójścia spać wycofuje energię. W grobie w sen wchodzisz z wysokiego poziomu energii: z umysłem rozbudzonym, ze skoncentrowana uwagą i z wyostrzoną percepcją. Dlatego w grobie zatarta jest granica między snem a jawą. Na jawie dzieją się rzeczy, dla których zwykle miejsce jest we śnie, sen zaś bywa równie jasny jak zwykle jawa.

Wyjść możesz w każdej chwili, ale nie rób tego pochopnie. Jeśli dolega ci pełny pęcherz, możesz w grobie wygrzebać dołek i się wysikać. Ziemia wchłonie to wraz z zapachem. Umawiamy się, że kto już wyszedł z dołu, do niego nie wraca. Także najlepiej nie zapalać światła. Czas pobytu w dole i to kiedy się wyjdzie, zależy od indywidualnej decyzji. Kiedy noce są dłuższe, pod koniec lata, łatwiej jest wysiedzieć dłużej.

Co robisz po wyjściu z grobu? Są dwa warianty. Można, po pierwsze, od razu zasypać dół i zatrzeć ślady po działaniu. Ale tak można postępować, kiedy robisz to ćwiczenie sam lub w małym gronie dwóch lub trzech osób. Zasypywanie dołu jest dość hałaśliwe i w dużej grupie przez to stwarza kłopoty. Drugi wariant, lepszy, jest taki, że każdy wychodzi jak najciszej i idzie do ogniska (które pewnie tli się od wieczora) i tam czeka na następnych. Zalecam nie biec od razu, aby się wyspać!

Jest w tym jeszcze jeden "haczyk". Zakopywanie, inaczej niż sauna, chodzenie po ogniu i tańce, jest działaniem wybitnie indywidualnym, samotniczym, i stan ducha, w który się tam wchodzi, nie ma nic z życia w grupie, z kolektywizmu! Grupa, która wchodzi do grobów, przestaje być grupą. Dlatego wspólne czekanie w skupieniu i ciszy przy ogniu, podczas budzącego się poranka, na kolejnych "pogrobowców", na nowo integruje grupę. Umówmy się jednak, że nie rozmawiamy o własnych niedawnych wrażeniach - takie dzielenie się doświadczeniami pozostawmy sobie koniecznie na osobną sesję w kręgu, już podczas dnia. Nie witajmy wychodzących zbyt natrętnie - jeszcze się pogniewają. Także ich nie fotografujmy. Podczas wychodzenia z grobu, szczególnie gdy na zewnątrz już razi światło, człowiek jest przewrażliwiony i czuły na wszelkie urazy. Ta chwila jest także, w pewien sposób, święta.

Zakopywanie się do ziemi i wychodzenie z niej ściśle odpowiada dwudziestej karcie taroka pod mylącym tytułem "Sąd ostateczny", który naprawdę brzmieć powinien "Odrodzenie". Bo ta praktyka, najgłębiej przeżyta, symbolizuje właśnie powtórne narodziny do nowego życia. (Zobacz: Tarok Bębna.)

Powrót z tej praktyki przez saunę wydaje mi się zbyt kłopotliwy organizacyjnie. Byłby do zrobienia, gdyby warsztat był podzielony na dwie grupy, i jednej nocy grupa A wchodzi do grobów, a grupa B przygotowuje dla niej saunę, a następnej nocy odwrotnie.

Za dnia rozbieramy pokrycie grobów, odzyskujemy tkaninę, znowu z dachu na bok odkładamy darń, zasypujemy dół zużywając na to całą wydobyta wcześniej ziemię, na miejscu wykopu na nowo sadzimy darń. Starasz się przy tym jak najmniej naruszyć to miejsce, tak aby rośliny mogły rosnąć nadal. Patyki, z których był dach, palimy; można ich użyć jako paliwa do kolejnego działania z ogniem. Oczywiście na poletku nie powinny zostać żadne śmieci; niczego też nie zakopujemy w dołach - co najwyżej trawę z otworów wentylacyjnych.

Jeżeli miejsce było używane dwukrotnie lub więcej razy, nie kop dołu w miejscu już kopanym. Gdyby jednak warsztaty miały się regularnie odbywać w pewnym stałym miejscu, pewnie trzeba by wtedy pomyśleć o stałych "grobach" wielokrotnego użytku, coś jak w rezerwacie Lakotów. Zapewne ściany grobów trzeba by wtedy wzmocnić kołkami lub deskami.

Na koniec przeczytajmy, co pisze Sanchez o dobroczynnych skutkach zakopywanie się do ziemi:

  • "Wzmożona zostaje rekapitulacja , dzięki ogromnej mocy Ziemi, która zna nasze zamiary i współpracuje z nami.
  • Kiedy zakopują się osoby, które kogoś utraciły albo są w depresji, Ziemia pokazuje, że potrafi leczyć psychiczne rany lepiej niż ktokolwiek inny, z racji swej zdolności wchłaniania wszelkiego rodzaju okropności.
  • Ziemia może nam pomóc znaleźć wyjście z sytuacji, rozwikłać sprawy osobiste.
  • Ziemia może uzupełnić naszą energię przed albo po szczególnie wyczerpującym zadaniu lub wyzwaniu.
  • Ziemia może pomóc nam wniknąć w Inną Jaźń.
  • W chwili ważkiej zmiany zachodzącej w twoim życiu, możesz pogrzebać swoje stare 'ja' i pozwolić narodzić się nowej istocie."

Przypisy

[1] Victor Sanchez, Nauki don Carlosa. Przewodnik po świecie Carlosa Castanedy. Wyd. Limbus. Bydgoszcz 1997. Ss. 263-266.

[2] Marco Ridomi, A Lakota Yuwipi Healing, w: "Shaman's Drum", nr 58 Spring 2001, s. 46

[3] Pełną deprywację sensoryczną czyli wyłaczenie wrażeń zmysłowych uzyskuje się w basenie z wodą o temperaturze ciała, z zakrytymi oczami i zaizolowanymi uszami.

[4] Frank Henderson MacEowen, Rekindling the Gaelic Hearthways of Oran Mor, w: "Shaman's Drum", nr. 49/1998, str. 33. Po polsku w "Tarace": Wskrzeszenie gaelickiej tradycji Oran Mor.

[5] Rekapitulacja: podstawowy w metodzie Sancheza proces przypominania sobie wydarzeń całego życia po to, aby odzyskać energię uwięzioną we wspomnieniach.






Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)