Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 listopada 2001

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Warsztaty szamańskie, praktyczny terenowy podręcznik

Warsztaty szamańskie - praktyczny terenowy podręcznik
Co robić pod gołym niebem i na gołej ziemi, aby otworzyć swój umysł na to, co nieznane

Kategoria: Twarda Ścieżka


  Warsztaty szamańskie • praktyczny terenowy podręcznik  
Wojciech Jóźwiak  •  2001

Płukanie jelit włączyłem do swoich warsztatów z hatha-jogi. Polega ono na tym, że pije się słoną wodę, którą wydala się odbytem, aż do momentu, kiedy zaczniemy wydalać czystą wodę.

Ćwiczenie to warto zrobić jako pierwsze podczas warsztatu, jeszcze przed innymi "dużymi" działaniami, a więc przed łaźnią, zakopywaniem się i chodzeniem po ogniu. Płukanie jelit ma działanie silnie oczyszczające, i jest dobrym sposobem na to, żeby wszelkie psychiczne zanieczyszczenia i stresy codziennego życia pozostawić za sobą.

Na ćwiczenie to trzeba przeznaczyć niemal cały dzień. Nie wypełni ono wprawdzie całego dnia, trochę czasu pozostanie, i ten czas należy przeznaczyć na zajęcia łagodne, jak ćwiczenia hatha-jogi lub podobne, wizualizacje, ćwiczenia oddechowe, wykłady lub rozmowy w kręgu. Ale nic intensywnego oprócz płukania jelit na ten dzień nie należy planować. Po samym ćwiczeniu trzeba sobie zostawić kilka godzin na wypoczynek, regenerację sił i sen.

Jest kilka powodów, dla których warto zaczynać warsztaty od tego ćwiczenia. Po pierwsze, w przeciwieństwie do innych ćwiczeń, które energetyzują, podnoszą poziom energii, po płukaniu energia leci w dół. Ćwiczenie to wysysa, czujesz się po nim "wymoczony" i osłabiony. Dlatego właśnie powinno być ono zastosowane do "odessania" całego niepokoju, pośpiechu, stresu i pomieszania, czyli tego negatywnego psychicznego bagażu, z jakim zazwyczaj przybywa się na warsztaty. Na tym właśnie polega jego potężne oczyszczające działanie.

Po drugie, ćwiczenie robi wrażenie "mini-cudu": okazuje się, że można ciało małym wysiłkiem nakłonić, aby funkcjonowało w niecodzienny, nienormalny sposób. Każde z ćwiczeń na warsztatach ma tę właściwość, że wprowadza w szczególny stan psychiczny. Otóż przejściu przez płukanie jelit towarzyszy poczucie nierzeczywistości tego, co się dzieje. Płukanie jelit rozbija pewne stereotypowe wyobrażenia o własnym ciele, uczy odbierania sygnałów z ciała w nowy i paradoksalny sposób, zmusza do pilnej obserwacji ciała; każe też traktować własne ciało nie nawykowo, lecz jak narzędzie, przy pomocy którego wiele można osiągnąć.

Po trzecie, to co podczas tego ćwiczenia robimy, jest w pewnym stopniu przełamaniem tabu, jakim jest defekacja. Okazuje się, że nawet ta czynność może być częścią ścieżki jogina, szamana lub maga. Przełamanie codziennego tabu jest jednocześnie sposobem na to, aby "święty", niecodzienny czas warsztatów oddzielić ostrą linią od "marnego" czasu zwykłego.

I wreszcie perspektywa płukania jelit skutecznie odstrasza tych, ktorzy nie są wewnętrznie gotowi i na warsztatach nie powinni się znaleźć.

Do ćwiczenia trzeba zawczasu przygotować:

  • kocioł do grzania wody
  • sól
  • cytryny
  • dużą łyżkę lub kij do mieszania
  • czerpak i indywidualne kubki
  • kilka łopat lub łopatek-saperek.
  • Także potrzebne będzie ognisko lub piec, na którym będziemy grzać wodę.

Jeden człowiek zużywa podczas ćwiczenia cztery do pięciu litrów osolonej wody. Łatwo policzyć, że dla większej liczby ludzi potrzebne są niepokojąco duże ilości wody! W sklepach można kupić duże aluminiowe kotły z pokrywkami na 30 litrów. Taki kocioł wystarczy tylko dla 6-7 osób. Przy większej liczbie uczestników trzeba mieć odpowiednio więcej kotłów, palenisk, ludzi do pilnowania podgrzewanej wody... Cała operacja robi się trudna, a rozkładać tego ćwiczenia - na kilka rund po parę osób w kolejne dni - nie wolno, gdyż rozwali to każdy program warsztatów. Ludzie płuczący jelita są wyłączeni z życia! Nie robiłem więc tego ćwiczenia z więcej niż 7 uczestnikami.

Podgrzewamy wodę (musi być czysta!) do wrzenia, gotujemy jakiś czas, następnie zestawiamy z ognia i pozwalamy jej ostygnąć. Kiedy ma temperaturę pokojową, letnią, solisz wodę i doprawiasz do smaku cytryną. Woda powinna mieć fizjologiczne stężenie soli. Ten stopień słoności poznasz po tym, że taka woda nie szczypie w oczy i nie drażni nosa, jeśli wciągniesz ją do nozdrzy, tak jak to się robi w jodze przy płukaniu nosa. Dla tych, którzy nie praktykowali płukania nosa: na lewą dłoń nalewasz odrobinę słonej wody. Wskazującym palcem prawej ręki zaciskasz prawa dziurkę od nosa, zbliżasz lewą dłoń z wodą do nosa i lewa dziurką wciągasz wodę aż do gardła. Możesz tę wodę wydmuchnąć lub wypluć. Jeśli jest prawidłowo osolona, nie będzie "parzyć" w śluzówkę nosa.

Na 30 litrów wody będziesz potrzebował 2 kg soli. Ale nie wsypuj wszystkiego naraz! Zacznij od trochę więcej niż pół kilo i stopniowo dodawaj po trochu, sprawdzając najpierw smak w ustach, a kiedy wyda ci się odpowiedni, zrób próbę nosem. Potem wodę zakwaś cytryną. Nie powinna być zbyt kwaśna. Utrafienie we właściwe stężenie soli i kwasu cytrynowego w warunkach polowych nie jest łatwe, i dlatego zalecam zrobić przed warsztatem jednoosobowy trening, oczywiście z mniejszym garnkiem.

Co się stanie, jeśli stężenie soli nie będzie takie jak trzeba? To jest właśnie problem! Kiedy soli będzie za mało, wypita woda spłynie do jelit i tam zostanie wchłonięta do krwi i odfiltrowana i wydalona przez nerki. Nastąpi dokładnie to, czego doświadczają piwosze po którymś z kolei dużym kuflu: woda pójdzie z moczem. Nie będzie żadnego płukania jelit, tylko zupełnie niepotrzebne i niezdrowe obciążenie nerek połączone z wprowadzeniem do krwi szkodliwego nadmiaru soli, od czego rośnie ciśnienie.

Kiedy woda będzie za słona, wcale do jelit się nie dostanie! Zadziała mechanizm obronny i woda zostanie zrzucona już z żołądka. Którędy? Zwymiotujesz ją.

Żeby ćwiczenie było udane, musisz utrafić w "środkową drogę" pomiędzy zbyt dużym a zbyt małym stężeniem soli. (Zupełnie tak jak Budda obrał Środkową Drogę pomiędzy ascezą a folgowaniem sobie.) Dodam jeszcze, że prawidłowe płukanie jelit jest przyjemne i daje masę takiej zwierzęcej, idącej z brzucha satysfakcji, za to oba przypadki chybione są przykre, a towarzyszące im doświadczenia psychiczne są po prostu nieznośne. To jest coś jak upadek...

Kiedy podgrzewasz wodę na ognisku pod gołym niebem, zadbaj aby kocioł był szczelnie przykryty pokrywką. Kłopot w tym, że do kotła przedostaje się dym, smoła z płonącego drewna dostaje się do wody i nadaje jej nieprzyjemny smak. Niektórzy mogą mieć odruch wymiotny na smak smoły, nawet jeśli woda była osolona zupełnie prawidłowo. Dlatego lepiej jest gotować wodę na kuchni, w pomieszczeniu, albo w terenie zbudować piec, z którego dym będzie odprowadzany rurą na bok. Można też spróbować, choć jest to pewna sztuka, zagotować wodę na nie dymiącym żarze z ogniska, w którym drewno wcześniej już spaliło się płomieniem.

Miejsce na to ćwiczenie musi być absolutnie wolne od postronnych widzów. Wybierając teren po prostu musisz mieć pewność, że nikt oprócz uczestników tam nie wejdzie. Jest jeszcze w Polsce kilka takich miejsc... Po drugie, teren powinien być taki, że uczestnicy nie będą się nawzajem widzieć, a przynajmniej znikną innym z oczu, gdy przykucną. Dlatego potrzebny ci jest gesty las, krzewy (ale nie kłujące), podrost sosny lub brzozy, jaki zdarza się na opuszczonych polach, albo trzcina, wysokie trawy, łany nawłoci i temu podobne. Wrogiem nr jeden ćwiczących są komary, bąki i ślepaki.

W centralnym punkcie ustawiasz kocioł z osoloną wodą, z czerpakiem. Wcześniej wokół tego miejsca uczestnicy wykopią sobie dołki, każdy dla siebie, głębokie na przynajmniej 40 cm, tak umieszczone, żeby łatwo było nad nimi kucnąć.

Do ćwiczenia przystępujemy z dolną połową ciała ubraną tylko (żadnych spodni ani majtek!) w szeroki ręcznik lub inny kawał tkaniny, który można w każdej chwili zdjąć, a potem na nowo się nim opasać. Będziesz to robić wielokrotnie. Należy też mieć ze sobą sporo papieru toaletowego.

Płukanie jelit, jako właściwie jedyne z omawianych tu działań, powinno być wykonywane przez kobiety osobno, mężczyzn osobno. Jeśli warsztaty są koedukacyjne, to najlepiej żeby obie grupy korzystały z osobnych kotłów i robiły wszystko w pewnej odległości od płci przeciwnej.

Kiedy wszystko jest przygotowane, zaczynasz pić wodę. Pijesz, wypijasz kolejne kubki, a kiedy czujesz, że nie możesz, pijesz jeszcze jeden kubek. Żeby woda dobrze wchodziła do jelit, zaleca się robić wtedy przysiady, wciągać brzuch (jak w hatha-jodze), albo sobie brzuch masować. Nie zdziw się, kiedy brzuch silnie ci się powiększy!

Po wypiciu dwóch do trzech litrów przychodzi moment, który trzeba znieść, a powstające wtedy uczucia przepuścić przez siebie. Co się wtedy dzieje? Ogarnia cię dojmujące poczucie, że wszystko to, co robisz, nie ma sensu! Że oszukano cię. Dałeś się nabrać na jakąś idiotyczną zabawę. I o tym trzeba zawczasu wiedzieć, bo to jest normalny skutek gwałtownego obniżenia się energii pod wpływem słonej wody wypełniającej żołądek i jelita. (Gdyby się wtedy okazało, że woda była za słona, będziesz wymiotował, i rzeczywiście cały twój wysiłek pójdzie na marne. Podobne przykre poczucie zawodu wystąpi, jeśli soli będzie za mało; wtedy woda wyjdzie przez pęcherz.)

Wreszcie, po dłużących się w nieskończoność chwilach wsłuchiwania się we własny organizm przychodzi taki moment, kiedy trzeba iść się wypróżnić. Opis szczegółów sobie darujemy, w każdym razie wypróżnienia występują kilka minut jedno po drugim, i stopniowo to, co wylatuje, coraz bardziej przypomina wodę. Wrażenia z ciała są wtedy paradoksalne, masz wrażenie, że dzieje się coś, co jest niemożliwe! W przerwach pijesz słoną wodę dalej. W końcu cały "napój" z kotła zostaje wypity, a to, co zrzucasz do dołka jest czystą cieczą, jak woda ze źródełka.

I to jest sukces. Końcowe zrzucanie niemal czystej wody połączone jest z poczuciem tryumfu, pokonania trudności, wyzwolenia. Czujesz się lekki, wolny, wypełniony powietrzem i światłem. Masz wrażenie, że całe zło minęło, spłynęło bez śladu. I że twoje ciało jest posłuszne twojej woli.

Podczas wypróżniania należy pozwolić sobie na spontaniczne odruchy ciała. Możesz mieć niepohamowana potrzebę rzucenia się na ziemię. Albo skakania. Typowe jest wydawanie krzyków i ryków. Nie osądzaj tego, co robisz, pozwól sobie być sobą.

Działanie dobiega końca, pozostaje jeszcze zakopać dołki, zatrzeć za sobą ślady. Wracamy. Nastrój jest wysoki, ale jesteś osłabiony i wychłodzony. Naturalną koleją rzeczy jest opatulić się w śpiwór, zaszyć w namiocie jak zwierz w jamie i zasnąć. Powinny być zapewnione 4-6 wolnych godzin na sen. W tym czasie się nie je, a pić powinno się tylko samą wodę - może być mineralna.

Prowadzący zawczasu (jeszcze podczas porannego gotowania wody) powinien przygotować kleik ryżowy, bez dodatku innych produktów, w ilości odpowiedniej dla wszystkich uczestników. To będzie ta potrawa, którą wieczorem, po drzemce, przerwiemy głodówkę i napełnimy pusty przewód pokarmowy.

Uwaga. W przeciwieństwie do innych ćwiczeń, płukanie jelit działa silnie wychładzająco, i dlatego nie powinno się go robić przy zbyt chłodnej pogodzie, w deszczowy dzień, przy wilgoci w powietrzu. Ćwiczenie to pozbawia organizm żywiołu ognia, więc wieczór po nim koniecznie należy spędzić przy dużym ognisku. Raczej nie należy go robić w chłodnej połowie roku.

Ponieważ płukanie jelit wymaga odpowiedniej pogody, szczególnego terenu oraz sprawia kłopoty logistyczne przy większej liczbie osób, jest ono dość trudne, i wiele warsztatów robiłem bez tego ćwiczenia.






Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)