Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 listopada 2001

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Warsztaty szamańskie, praktyczny terenowy podręcznik

Warsztaty szamańskie - praktyczny terenowy podręcznik
Co robić pod gołym niebem i na gołej ziemi, aby otworzyć swój umysł na to, co nieznane

Kategoria: Twarda Ścieżka


  Warsztaty szamańskie • praktyczny terenowy podręcznik  
Wojciech Jóźwiak  •  2001

Bęben

Bez bębna nie ma szamana! Niemal na całym świecie szamańskim praktykom wtóruje głos bębnów. Wprawdzie w niektórych częściach świata używa się innych instrumentów - grzechotek nad Amazonką, didżeridu i czuryngi w Australii - jednak bęben wszystkie przewyższa. Do neoszamanizmu, czyli do szamańskich praktyk ludzi Zachodu, bęben wprowadził Michael Harner; od niego pochodzi też praktyka podróży przy bębnie. Ja poznałem podróże przy bębnie od Davida Thomsona, który prowadził tę praktykę w sposób właściwie nie różny od tego, co opisuje Harner.

Bęben, którego do tego się używa, jest lekki, jednostronny i otwarty od tyłu. Powstaje w ten sposób, że drewnianą ramę obciąga się z jednej strony skórą; strona odwrotna pozostaje otwarta. Są dwa rodzaje bębnów: według Indian Prerii i syberyjski. W indiańskim skóra membrany bębna jest ściągnięta po odwrotnej stronie rzemieniami, które promieniście zbiegają się w środku. Bęben trzyma się dłonią za pęk tych rzemieni.

W bębnie syberyjskim membrama jest ściągnięta sznurem lub rzemieniem "na okrągło" wzdłuż tylnego obwodu ramy. Za to wewnątrz ramy umieszczona jest poprzeczka, która napina ramę i chroni przed deformacją. Za nią trzyma się bęben; niekiedy ta poprzeczka ma kształt człowieczka i wtedy wyobraża ducha bębna. Membrana jest dodatkowo napięta przez półkoliste drewniane klocki wkładane między skórę a ramę po jej zewnętrznej stronie.

W bęben uderza się pałką. Głowa pałki powinna być owinięta miękką skórą lub grubą tkaniną. Syberyjskie pałki mają kształt łyżki. Pałkę trzeba starannie dobrać: musi mieć masę dopasowaną do bębna. Kiedy pałka jest zbyt lekka lub zbyt ciężka, energia od pałki do membrany jest źle przekazywana. To jest zjawisko, które można zbadać tylko praktycznie.

W Polsce wśród moich znajomych dobre bębny typu indiańskiego robi Krzysztof Kolba (strona internetowa www.wsb-nlu.edu.pl/~kolba/index.shtml). Mój bęben ma średnicę 35 cm. Syberyjskie są zwykle większe. Zdarzają się też bębny nie okrągłe, tylko owalne, sześciokątne lub ośmiokątne. Bębnów w stylu afrykańskim, typu konga lub dżamba, do opisywanych tu praktyk nie polecam, gdyż są zbyt ciężkie, a wydobycie z nich dźwięku jest zbyt ciężką pracą. Kiedyś na jednym z warsztatów mój bęben się rozleciał. Okazało się, że znakomicie zastępuje go pusty wielki plastikowy gąsior po wodzie mineralnej "Dar natury". Może warto taki mieć w rezerwie?

Bęben powinien mieć tak napiętą membranę, aby działał, czyli wydawał dźwięczny głos równeiż przy wilgotnym powietrzu i niskiej temperaturze. Nawet lekka mżawka nie powinna mu odbierać głosu. Z bębnem pracujemy zwykle nocą, kiedy jest wilgoć i rosa, i jeżeli membrana nie jest odpowiednio napięta, to nawet suszenie i grzanie bębna przy ognisku może nie pomóc. Przechowywać bęben też trzeba odpowiednio: nie w suchym mieszkaniu, ale najlepiej na dworze, w warunkach naturalnych, wystawiając go na chłód i wilgoć. Leonid Lar mieszkający w Tobolsku trzyma swój syberyjski bęben na balkonie. Jeżeli bęben zaczyna zbyt łatwo "głuchnąć" na wilgoci, należy go rozebrać, skórę namoczyć w wodzie i napiąć ją - na mokro - ponownie, rozciągając nieco bardziej niż dotąd.

Na bębnie można wieszać inne dodatkowe instrumenty: dzwonki lub brzęczące blaszki. Zwłaszcza na Syberii bębny bywają obwieszane taką perkusją. Można też wieszać ozdoby, pamiątki, magiczne przedmioty. Można bęben pomalować (jest to bardzo odpowiedzialna czynność!), a także nadać mu imię.

Podróż przy bębnie

Praktyka podróży przy bębnie, wprowadzona przez Michaela Harnera, różni się od użycia bębna na Syberii. Szamani syberyjscy przy pomocy bębnienia sami wprowadzają się w trans, w zmieniony stan świadomości, i w tym stanie odbywają podróże, w których (oprócz innych rzeczy) wykonują pewne czynności na korzyść swoich klientów: na przykład odnajdują zgubione rzeczy lub diagnozują choroby. Klienci są świadkami i ewentualnie korzystają z szamańskiego rozpoznania, ale sami w transowej podróży raczej udziału nie biorą. W metodzie Harnera udaje się w transową podróż zarówno prowadzący, który bębni, jak i uczestniczy, którzy głosu bębna słuchają. Dodam, że w tej sytuacji uczestnikom łatwiej jest wejść w trans niż prowadzącemu.

Podróżujący podczas tego działania leżą. Zawczasu przygotowujemy coś, na czym można się położyć, na przykład karimatę, i coś do przykrycia się, na przykład koc lub śpiwór. To ćwiczenie działa wychładzająco, więc trzeba się zawczasu opatulić. Oczy zawiązujemy. Kładziemy się płasko na plecach, bez poduszki ani innego podparcia pod głową. Uczestnicy leżą w kręgu, raczej głowami do środka niż na zewnątrz. Kiedy dojdziecie do wprawy, będzie można medytować przy bębnie także w innych pozycjach. Prowadzący z bębnem przez całą podróż stoi, chodzi lub, ostatecznie, siedzi.

Podstawowe zjawisko psychiczne, które ma miejsce podczas podróży, polega na tym, że dźwięk bębna wprowadza umysł w zmieniony stan świadomości, podobny do snu, ale z zachowaną jasną przytomnością; jest to więc stan w rodzaju snu jasnego. Dźwięk bębna jest źródłem energii, która przekształca się w wizje, obrazy, postaci, akcje i inne wrażenia. Dźwięk bębna działa tu bardzo skutecznie: niewiele jest silniejszych od bębna środków wywołującym wizje; silniej działa dopiero oddychanie holotropowe.

Harner pisze, że powinno się bębnić w tempie 205 do 220 uderzeń na minutę. (Rytm o tej częstości pojawiał się na filmie "Jumanji".) Ja przy okazji pisania tego rozdziału zmierzyłem własne tempo; wyszło mi 224 uderzenia na minutę, czyli prawie tyle samo. Bębni się monotonnie i równomiernie, nie przyśpieszając, nie zmieniając głośności, nie próbując jakichś szczególnych rytmów. Muzykowi to zajęcie raczej nie daje możliwości artystycznego wyżycia się! Szamańskie transowe bębnienie ma jednak swoją strukturę. Uderzasz w rytmie na cztery: TU-tu-tu-tu, minimalnie podkreślając pierwszy dźwięk, bardziej w umyśle niż w rzeczywistości. Te czwórki uderzeń wiążesz znowu w czwórki, tak, że uderzasz w rytmie na szesnaście: TU-tu-tu-tu tu-tu-tu-tu tu-tu-tu-tu tu-tu-tu-tu. Ten rytm, przy pewnej wprawie, można utrzymać, i to bardzo długo, bez liczenia uderzeń. To się po prostu czuje.

Podróż może przebiegać z prowadzeniem lub bez prowadzenia. Prowadzenie polega na tym, że prowadzący bębniąc podaje instrukcje, często bardzo szczegółowe, co się ma dziać, co podróżujący widzą, jakich wrażeń doznają, co czują, czego mają szukać. W zmienionym stanie świadomości słowa prowadzącego natychmiast "materializują się", to znaczy przeobrażają się w obrazy i wizje, które zaczynają żyć własnym życiem.

Przy podróży bez prowadzenia wszystkie instrukcje są podawane przed podróżą, samo słuchanie bębna odbywa się bez słownych komentarzy, a często uczestnicy wędrują po wewnętrznej przestrzeni według własnego planu. Zwykle z góry ustalony jest tylko ogólny schemat poszukiwań. Może też być tak, że prowadzący swoimi instrukcjami podprowadza uczestników do pewnego momentu, a potem muszą oni dawać sobie radę sami.

Zwykle podróż trwa 15-20 minut. Sygnałem do powrotu jest przyśpieszona, mocna i krótka seria uderzeń w bęben. Z podróży niczego się nie zabiera!

Po podróży, lub ich serii, koniecznie trzeba się ugruntować. Tak nazywamy wszelkie te czynności, które na powrót zakotwiczają nas w materialnej rzeczywistości. Powinieneś więc zrobić coś, co sprawi, że na nowo poczujesz twardość i pewność ziemi, ciężar przedmiotów, masywność ściany, drzewa itd. A więc stań na czterech łapach, jak w asanie "lew". Uderzaj w ziemię rękami i nogami. Przeturlaj się wielokrotnie po ziemi. Obejmij drzewo. Podnieś kamień. Oprzyj się o ścianę. Napij się wody lub soku. Niektórzy wtedy coś przegryzają, ale tego bym nie polecał.

To, co robi prowadzący, nie może być mechaniczne. Wyrusza on wtedy we własną podróż, a wtedy głos jego bębna jest sprzężony z tym, czego on sam doświadcza. Poprzez głos bębna jego stany mogą się udzielać uczestnikom; "pod bębnem" dobrego prowadzącego można osiągnąć synchronizację i uzgodnienie wrażeń całej grupy; sądzę, chociaż nie doświadczyłem tego, że możliwa jest dosłownie wspólna wycieczka.

Podróże odbywa się w pewnych przestrzeniach symbolicznych: do świata dolnego, podziemnego, lub do świata górnego, podniebnego. Innym rodzajem symbolicznych przestrzeni, które można penetrować w ten sposób, są karty taroka, tzn. wnętrza scen zobrazowanych na kartach, przestrzenie snów, albo spotkania z pewnymi mitologicznymi postaciami.

Celem takiej podróży może być po prostu zobaczenie, "co tam jest"; podróżuje się też po to, aby się spotkać ze swoim zwierzęciem mocy, albo znaleźć to zwierzę; wreszcie celem podróży może być rozwiązanie pewnego problemu. Możesz "tam" spotkać istotę, która ci odpowie na twoje pytanie.

Najłatwiejsza i polecana na początek jest podróż do świata podziemnego. Zaczyna się ją od zwizualizowania miejsca, z którego dostaniesz się do podziemia. Może to być znane ci wejście do jaskini, albo schody prowadzące do jakiegoś lochu lub kopalni, otwór studni, nora zwierzęcia. Z wielką dokładnością stawiasz sobie przed oczami całe otoczenie tego otworu i odczuwasz emocje, które czułbyś szykując się do zejścia w głębiny. Następnie krok po kroku zaczynasz schodzić w głąb, niżej i niżej, korzystając przy tym ze schodów, drabiny, liny lub innych pomocnych urządzeń. Dalej następuje wędrówka po podziemnych labiryntach, komorach i salach, w których odbywają się różne magiczne obrzędy i zgromadzenia.

Podróż do świata górnego odbywa się jako wspinaczkę po linie lub drzewie, wciąż w górę, albo jako szamański lot duszy. Wtedy bardzo przydają się wrażenia zapamiętane ze snów o lataniu!

Dla przykładu przedstawię swoje notatki z podróży, którą prowadził David Thomson na warsztatach w 1995 roku w Dąbrówce koło Lubartowa. Podróż zaczęła się od świata podziemnego, potem było przejście do świata górnego. Podróż ta była bez prowadzenia, tylko ze wstępnymi instrukcjami, i miała na celu spotkanie swoich zwierząt mocy.

Świat podziemny był rzeką, nad którą stałem. Z rzeki wynurzyło się siedem małych rybek. Zapytałem, raczej siebie, niż ich: którą wybrać? Rybki odpowiedziały zgodnie: wszystkie siedem. Ja poczułem, że jest coś niedobrego w braniu ryb ze sobą, bo nie mogę ich trzymać na powietrzu. Chociaż wystawiały łby z wody - więc może powietrze im nie szkodziło? Rybki widocznie znały moje wahania, bo powiedziały: będziemy w twojej głowie, w twoim mózgu. I rzeczywiście, wpłynęły do mojej głowy. Przez moment widziałem, jak swoimi głowami umieszczają się gdzieś w okolicach moich oczu, ale jeszcze ogony im wystają z tyłu mojej czaszki. Potem się uspokoiły i przestałem o nich myśleć. Wyszedłem na powierzchnie spod ziemi, do ogrodu przy moim domu. Drzewa [kosmicznego, osi świata] nie było, ale zacząłem się wspinać po linie, która zwieszała się z nieba. Szło mi sprawnie, byłem przekonany, że lina jedzie do góry. Znalazłem się - tam zaprowadziła mnie lina - na wielkim talerzu z błyszczącej miedzi, zawieszonym, wysoko w przestrzeni, na którym pośrodku płonął ogień. Stale czekałem na przybycie przewodnika. Na tym samym talerzu-platformie usiadła gęś. Przez chwilę wahałem się, czy to nie łabędź, ale nie. Był to samiec-gęś, maści szarej, ale świecił, więc właściwie był biały. Patrzył na mnie i nic nie mówił, ale słyszałem głos bębna i to bębnienie było identyczne z gęganiem przelatujących gęsi. Długo siedziałem z tym nieruchomym gąsiorem i nic się nie działo. Nagle on wskazał mi inne platformy unoszące się w powietrzu na podobnej wysokości w pewnym oddaleniu, ale to nie były miedziane misy z ogniem jak nasza, tylko buddowie na kwiatach, [tacy jakich rysuje się na tybetańskich obrazach-tankach] unoszący się w powietrzu. W ich obrazie przeważały barwy: bardzo intensywna, prawie niemożliwa czerwień, i złoty. Buddowie byli daleko, ale widziałem drobne szczegóły ich kwiatów, ich rąk, ich strojów. Wreszcie zaczeli się oddalać. Znikali w zachodzącym Słońcu, ale Słońce nie zachodziło za horyzont: ono zachodziło, chociaż było zawieszone dość wysoko na niebie. Bęben zaczął sygnalizować koniec. Pokłoniłem się gąsiorowi, on mnie. On odleciał, ja zacząłem zjeżdżać po linie. Przez moment byłem w swoim ogrodzie, potem wróciła rzeczywistość w Dąbrówce [gdzie odbywały się warsztaty].

Tytułem komentarza zauważę tylko, że wodny ptak, istota równie sprawnie poruszająca się po lądzie, pod wodą i w powietrzu, jak dzika kaczka, dzika gęś, nur, kormoran i podobne, jest typowym "ptakiem szamańskim", przewodnikiem szamana w jego wędrówkach, i w podróżach przy bębnie pojawia się niemal na zawołanie.

Jakim rodzajem wrażeń, doświadczeń, jest to "inne widzenie", które pojawia się podczas słuchania bębna? Nie jest to sen, ponieważ przytomna świadomość jest wtedy w pełni zachowana; nie doświadcza się żadnych zamroczeń ani "odlotów", nie jest też tak, jak w przypadku snów, że to, co się działo, przypominasz sobie dopiero po wydarzeniu. Tu jest inaczej: na bieżąco jesteś świadkiem tego, co się dzieje. Ale zdarza się, że wizje, które pojawiają się przy bębnie, nie są czymś narzucającym się, oczywistym. Bywa tak, że ktoś się "ocyka": "ojej, to ja widzę?" - i staje się dlań jasne, że wizja już się zaczęła, podczas gdy on jeszcze był zajęty swoimi myślami i jej nie zauważał. Możesz też mieć wrażenie, że wizja pojawia się na skraju pola widzenia lub na skraju twojej uważnej przytomności.

Niektórym ludziom sprawia trudność przestawienie się na odbiór -na odbiór swoich własnych "wyświetleń". Sami sobie podpowiadają, co mają zobaczyć. Zamiast pozwolić płynąć strumieniowi doświadczeń, to celowo, wysiłkiem woli, wizualizują wymyślone sceny. Jest to pewna nawykowa czynność umysłu, którą jednak warto wyłączyć, ponieważ mały jest pożytek z wizji sztucznie wykoncypowanych: poprzez nie niewiele dowiemy się o prawdziwej przestrzeni naszego umysłu. Jak jednak można wyłączyć celową produkcję umysłu? Tylko przez powiedzenie sobie, że nie ma pośpiechu ani rywalizacji o to, kto będzie miał ładniejsza wizję. Wiele tu zależy od prowadzącego, który powinien dać uczestnikom komfort wygodnego rozgoszczenia się w ich własnych wizjach. Może okazać się, że potrzeba wielu powtórek.

Wizje przy bębnie nie są wizualizacjami, gdyż wizualizacją nazywamy wyobrażoną scenę (akcję), którą przywołujemy celowym wysiłkiem woli. Owszem, zdarza się, że taka celowa wizualizacja zaczyna żyć własnym życiem - ale wtedy należałoby ja nazwać właśnie wizją. Wizje przy bębnie w całości powinny być takimi spontanicznymi wizjami; kiedy świadomy umysł włącza się ze swoimi wizualizacjami, jest to raczej zakłócenie wizji. Ale z drugiej strony często wizyjna podróż zaczyna się od wizualizacji, a doświadczony podróżnik używa wizualizacji do pokierowania wizyjną podróżą.

Kiedy podczas podróży (co się zdarza) twoja uwaga słabnie i tracisz kontakt z wizją, skup się wtedy na dźwięku bębna i pozwól, aby energia z dźwięku bębna zasiliła twoją wizję. Możesz wręcz doświadczyć wrażenia, że dźwięk bębna "materializuje się" i powstają z niego wizyjne obrazy. (Zupełnie podobnie w obrazy przekształca się muzyka podczas oddychania holotropowego.)

Na swoich warsztatach zwykle w jednym ciągu przeprowadzam trzy podróże (tzn. trzy bębnienia) po około 20 minut każde, po czym po krótkim relaksie przystępujemy do dzielenia się swoimi wrażeniami. Opowiadanie współuczestnikom o tym, co się widziało, służy przede wszystkim temu, abyś sam zapamiętał treść podróży i skupił się niej. To, żeby każdy z kilkunastu uczestników pamiętał wszystkie wizje swoich kolegów, jest raczej niemożliwe. Dobrym sposobem jest też rysowanie własnych wizji albo rysunkowych komentarzy do nich. (Wtedy zawczasu trzeba zadbać o papier i kredki.) Na tamtym warsztacie pod Lubartowem, wieczorem po podróży z bębnem na poszukiwanie swojego zwierzęcia mocy, David zarządził tańce: każdy miał zatańczyć, tak jak potrafi, zwierzę, które napotkał w swojej wizji. (Pewien kłopot mieli ci, którzy spotkali węża.)

Pewną trudność może sprawiać fakt, że wizje przy bębnie pojawiają się tak łatwo i w takich wielkich ilościach! Kłopotem jest nadmiar wizji, obrazów, symboli; szczególnie takiego nadmiaru dostarczają podróże z prowadzeniem, kiedy prowadzący mówiąc sugeruje uczestnikom treść wizji. Może też być tak, że każdy uważa swoje własne wizje za rewelacyjne i nie słucha opowieści innych. To wszytsko może doprowadzić do lekceważenia wizji, traktowania ich jako mało znaczących błyskotek. Zadaniem dla prowadzącego jest, aby tę sytuację opanować i ukierunkować strumień wizji interpretując je tak, aby miały znaczenie dla wszystkich.

Warto wizje bębnowe włączyć jako element do większej całości, do szerszych poszukiwań. Można na przykład (co stosowałem na swoich warsztatach) w ramach przygotowań do przejścia przez ogień odnaleźć w wizji przy bębnie istotę, która cię przez ogień przeprowadzi. Można przy bębnie przywołać sceny, które będą treścią medytacji w grobie, podczas zakopania do ziemi. Szereg działań: sauna, zakopanie, i właśnie podróże bębnowe, może być ukierunkowany na wspólny cel, na przykład odnalezienie swojego zwierzęcia mocy i zaprzyjaźnienie się z nim; albo innej sprzyjającej symbolicznej postaci.

Przypisy

[1] Zobacz: Michael Harner, The Way of the Shaman; wyd. Harper Collins Publishers, New York 1980; później wiele wznowień.
(Dlaczego w Polsce nikt dotąd tej książki - fundamentalnej dla neoszamanizmu - nie przetłumaczył i nie wydał?)






Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)