Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 grudnia 2009

Maria Kojota

Warsztaty ze zwierzętami mocy
Relacja z warsztatów Twardej Ścieżki 4-6 grudnia 2009

Kategoria: Twarda Ścieżka

Było nas czworo: Marzena, Izabelle Bocienko (decentrum.bzzz.net/ccc/), Floyd i ja. Na ceremonię łaźni dojechali też Jarek i Monika. Z nami były też jastrząb, zające, lisy i dzikie świnie, które zryły łąkę gdzie miała stanąć kopuła łaźni. W nocy pod dachem hałasowała kuna, a w kuchni myszy szabrowały okruchy. Duch domu namawiał się z duchem zamieszkującym olszynowy zagajnik.

Piątkowy wieczór rozpoczęliśmy od sesji dziwnego mówienia i podróży przy bębnie. Potem były rytualne rozmowy o intencjach, z którymi przyjechaliśmy. Każdy miał wyznaczony czas, do odmierzenia którego posłużyliśmy się alarmem w mojej komórce. Kiedy mówił, reszta słuchała. Takie mówienie jest proste i trudne zarazem. Słyszysz siebie wyraźniej, a pusty czas, który zostaje, kiedy powiesz to, co było na powierzchni myśli, sprzyja wejściu w głębsze stany świadomości. Okazało się szybko, że techniczne aspekty obsługi komórki nie sprzyjają skupieniu i w przyszłości muszę znaleźć bardziej sprzyjający sposób odmierzania czasu. Trochę już odmienieni mówieniem i bębnem wyszliśmy z domu i w nocy poprowadziłam nocne marsze oraz inne ćwiczenia inspirowane metodami Castanedy i Victora Sancheza. Stepowy krajobraz otaczający dom sprzyja transowym stanom świadomości, a nocne wędrowanie wciąga i kołysze. Mijane sosenki coś do nas mówiły, jednak mijaliśmy je wsłuchani we własne oddechy. Przestrzeń między drzewami była gęsta, inna niż powietrze na polnej drodze. Księżyc, wynurzał się chwilami zza chmur i oświetlał naszą drogę.

Ranek zastał nas przy przygotowaniach do sweatlodge'u, a ponieważ zmęczeni spaliśmy długo, trzeba było się śpieszyć. Młode drzewka tworzące kopułę łaźni z trzaskiem pękały przy naginaniu i chociaż prawdę mówiąc, jak na początek grudnia nie było zbyt zimno, to ręce zmarzły i sauna wyszła trochę krzywa i ciut za wysoka. A wyszła! Wnętrze pozornie małego szkieletu okazało się miłe i przestronne. Ceremonia, na którą dojechały jeszcze dwie energetyczne osoby, udała się. Najbardziej przeżyłam momenty milczenia i ciszę, chwile kiedy nie było nic do powiedzenia. Wyszliśmy na mglistą łąkę nowonarodzeni. Noc była ciemna, grudniowa i może dlatego dosyć szybko ogrzani kamieniami i ogniem schroniliśmy się do domu. Łaźnia zmiękczyła nasze ciała i dusze. Czułam, że świat wokół jest harmonijny i przyjazny. Rankiem następnego dnia, gdy siedzieliśmy w kręgu, za oknem, na szczycie jabłoni usiadł jastrząb. A kiedy sądziliśmy, że to koniec i byliśmy już w drodze powrotnej, ale ciągle jeszcze wszyscy razem, przyszły One. Stały na wzgórzu, nieporuszone, patrząc na nas bez lęku. Patrzyłam na nie w milczeniu, dziwiąc się i nie rozumiejąc jak to się dzieje, że tu są i że ja tu jestem.


Maria Kojota


ze_zwierzetami_01.jpg



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)