zdjęcie Autora

13 września 2014

Jarosław Bzoma

z cyklu: Badanie snów (odcinków: 37)

Wehikuł czasu. Cz.3

Kategoria: Sny i wizje

« Wehikuł czasu. Cz.2 Wehikuł czasu. Cz.4 »

                                      Czytane 250 razy                                    


                                     Wehikuł czasu. Cz.3


                             


Próbuję „wśnić” się w postać pani jubiler.

Układam tekst książki. Za namową kobiety ze snu niczego nie objaśniam. Zostawiam tekst i zrozumienie jego znaczenia czytelnikom. Mam starać się niczego nie interpretować.

Budzę się. Oho! Będzie dosłowny przekaz. Bardzo ciekawe! Chyba moje interpretacje uznano za naciągane!

Zasypiam.

Ktoś, kogo znałem, a teraz już nie żyje, pojawia się na krześle po lewej stronie stołu. Ja siedzę przy tym samym okrągłym stole przystawionym do ściany po prawej. Siedzę zwrócony twarzą w głąb ekranu.

Po chwili ten ktoś znajomy wychodzi przez drzwi, które są w głębi pokoju na wprost obserwatora ekranu.

Po chwili wraca, idąc tyłem, ciągnąc za sobą krzesło. Córka mężczyzny, która pojawiła się po mojej lewej stronie (też mi znana) pyta się go:

- Kogo niesiecie? (Forma w jakiej kiedyś,bardzo dawno temu, dzieci zwracały się do rodziców).

Znajomy mężczyzna odpowiada: - Franciszka Śliwę!

Jego córka wzburzona zwraca się do mnie, mówiąc:

– O Jezu! Przyniósł samego siebie z dzieciństwa!

Budzę się. Jestem nieco przerażony. Duchy jeszcze mi się nie śniły, ale miałem nie interpretować, więc sza!

Zasypiam.

Siedzę w samochodzie z przodu na miejscu pasażera. Niechcący rozmazałem na kokpicie białą farbę. Skąd się wzięła? Nie mam pojęcia. Może miałem nią zabrudzony prawy rękaw?

Próbuję ją wytrzeć, ale rozmazuje się jeszcze bardziej. Wychodzę z samochodu, chyba w poszukiwaniu jakiejś szmaty do wytarcia farby (?!). Wysiadając, spostrzegam - na wprost, nieco po lewej, w głębi ekranu śnienia - samotne drzewo. Pod drzewem ktoś mi znajomy, ale obcy (!), siedzi na jakimś meblu. Przed chwilą jeszcze ciągnął ten mebel z głębi ku przodowi ekranu, wzdłuż lewej strony ekranu śnienia! Teraz odpoczywa. Przyglądając się tej sytuacji, obszedłem go dokoła, a potem - nie zamieniając z nim ani jednego słowa - wróciłem do samochodu, z którego wysiadłem. Wracając - okrążyłem drzewo, pod którym siedział ten znajomy /nieznajomy, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.

Kiedy zbliżam się do samochodu - widzę, że samochód stoi w niewielkiej niecce; całe zagłębienie jest wypełnione białą farbą. Samochód jest zanurzony do poziomu progów! Farba? Ale skąd jej aż tyle? Kiedy robię kolejnych kilka kroków - mój kąt widzenia nieco się zmienia. Oddycham z ulgą, bo okazuje się, że farba była tylko wtedy, kiedy patrzyło się na samochód pod pewnym kątem, pod innym - na szczęście - jej nie ma!

Budzę się. No i jak tu nie interpretować?!

Zastanawiam się, o co chodzi tym „ciągnącym” siebie samych z dzieciństwa. Zasypiam.

Przekaz: Ciągnący - to jest jakaś rasa, ja już ich muszę skądś znać, widziałem ich już wcześniej!

Głos:

– To nie rola a funkcja!

Budzę się. Po co oni to robią? Chcą nam przyciągnąć jakieś meble? Mamy własnych całkiem sporo!

Zasypiam.

Głos:

– Nie! Chcieliśmy, abyś ich poznał!

Obraz: Na czymś, co przypomina narożną kanapę, po lewej stronie ekranu - siedzą trzy osoby. Ta w samym rogu, większa, chyba mężczyzna, pokazuje szerokim gestem ręki dwie mniejsze postacie siedzące po jego obydwu stronach!

Po co oni są mi przedstawiani?

Obraz/przekaz : Mam zabrać z domu lekarstwo i zanieść je do pracy.

Głos:

– Pod blachę! To jest lekarstwo nosorożca!

Budzę się i pytam w jakim celu? Zasypiam.

Obraz: Stoję na pace ciężarówki, która ustawiona jest przodem w prawą stronę. Ja stoję bliżej szoferki. Bliżej tyłu (lewa strona obrazu) stoi ktoś, kto wygląda jakby miał za chwilę eksplodować ze złości/roztrzęsienia/rozedrgania?

Jednak mimo wszystko kontroluje się w sposób zupełny, ponieważ nie widzę, żeby próbował zmienić miejsce w którym stoi!

Budzę się. Pytam: - Kto to jest?

Z prawej strony ekranu śnienia, w zupełnej ciemności, błyskają kajdanki!

Budzę się. Sam nie wiem, co o tym mam myśleć, więc zasypiam. Uwięzieni przez chorobę w swoim dzieciństwie, czy chorzy z powodu swojego dzieciństwa?

Obraz: Ciężka, ciemna kotara zawieszona nieco bardziej po prawej stronie ekranu. Kiedy się jej przyglądam uważniej - na wysokości mojej głowy w kotarze otwiera się para oczu!

Głos:

– Oglądamy film o tradycjach myślowych!

Obraz: Siedzę skulony za podgłówkiem wielkiego łoża. Z mojego miejsca widzę nad sobą tył wielkiej głowy leżącego na plecach mężczyzny. Głowa wystaje za podgłówek prawie w połowie tak, że widzę prawie całą jej tylną część. Ten duży mężczyzna jest skierowany nogami w głąb ekranu śnienia.

Budzę się. Ja już go widziałem we śnie o Leuze, a właściwie o Hadesie!

Zasypiam.

Głos/obraz/ przekaz: Oni przenoszą się z ambasady do ambasady, teraz do ambasady w Masonie (!), ale tak naprawdę - są wszędzie jednocześnie.

Temu przekazowi towarzyszy przez cały czas obraz niewysokiego, prostokątnego ogrodzenia w kształcie też prostokątnego „U”, zwróconego otwartą stroną w kierunku ekranu śnienia. Na jego całej długości są skupione mniejsze i większe konglomeraty jakiejś materii – to są ambasady, o których była mowa w przekazie!

 

Głos:

– Wszystko widzą, ale są niewidzialni dla was.

Przekaz/obraz: Są jak płótno (kolor i faktura surowego lnianego płótna); złożone, podobnie jak wstęga, nie w rolkę, a w fałdy. Płótno jest w futerale, który powoduje, że materiał ukryty wewnątrz jest niewidzialny. Futerał jest jak lustro odbijające tło, na którym się znajduje, jest jak wielka prostokątna kieszeń, która leci nade mną tak, że muszę podnieść wysoko głowę. Ten futerał ma otwarty, węższy przedni brzeg i to przez to rozchylenie krawędzi futerału widać fałdziście ułożone płótno!

Budzę się. Takie płótno ze smugami pojawiało się, kiedy była mowa o tym, że bogowie są częściami całości! Pytam: Kto to jest - kosmici, zgromadzenie, jacyś strażnicy, opiekunowie, a może bogowie?

Głos:

… kemada. Sierra Padre. (Tam gdzie zapisałem kropki padło słowo terra, ale tego nie jestem do końca pewny. Za dnia ustaliłem, nie bez sporych trudności, że tierra quemada oznacza spaloną ziemię).

Kiedy zaczynam się budzić - jest fajnie, bo słyszę nawet jakąś hiszpańską piosenkę z refrenem: Bailamos companieros!

Coś mi się wydaje, Panie Tomaszu, że to nie naukowcy amerykańscy nas obserwują. O nie!


To, co wczoraj wziąłem za barak o zagłębionej w elewacji wnęce, nie było niczym innym, jak kieszenią wypełnioną surowym (pierwotnym) płótnem; i jedno i drugie jest wyrazem prostoty, funkcjonalizmu pozbawionego ozdób. (Nie muszę dodawać, że topografia na ekranie śnienia w obydwu przypadkach była ta sama). Obserwatorami są pierwotni bogowie, a raczej ich posłańcy. Przynajmniej za takich ich mamy, my - ludzie!

Wróciła Hiszpania - jak w drugiej Księdze o kosmitach na ziemi.

Kolejnej nocy kontynuuję śledztwo.

Siedzę na dachu kilkupiętrowego budynku. Towarzyszę grupie kilku osób. Widzimy i słyszymy jak ktoś na dole wychodzi z budynku (z lewej na prawą). Wychodzi śpiewając (!). Wszyscy się uśmiechamy na dźwięk tej piosenki. Ja uczenie dodaję, że to raczej dudnienie różnicowe, a nie śpiew. Powoli uśmiechy nikną z twarzy.

Stoimy teraz w śródmieściu przy ruchliwym skrzyżowaniu. Opowiadam o poznaniu teorii, o tym, że mieszkańcy śródmieścia i peryferii, mimo że są ludźmi, są dwiema różnymi rasami! Mają zupełnie odmienny sposób życia. Nawet wstają o innej porze.

Któraś z towarzyszących mi osób przyznaje mi rację. Mówi, że to bardzo trafne spostrzeżenie!

A zatem to swoi Obcy!

Przypomnę w tym miejscu relację z drugiej księgi Krajobrazów :

Proszę Szirin, czy nie moglibyśmy w bezpieczny sposób dostać się do jakiegoś statku ufo patrolującego okolice ziemi. Może przy okazji dowiedziałbym się czegoś o systemie napędu albo o innych ciekawych aspektach tych urządzeń?

 

Pojawiają się trzy pasy, niestety, dwóch górnych kolorów nie zapamiętałem. Obrazowi towarzyszył komentarz, chyba Szirin:

– Ich flaga, pas na górze.

– nasza flaga, pas poniżej.

– biały pas, flaga Hiszpanii (niestety, nie wiem dlaczego Hiszpanię połączono we śnie z białym pasem).

 

 List od T.K.

Witam.

Najwidoczniej gościmy stałych "ambasadorów" z…

Oglądają nas jak zwierzęta w zoo, a może bardziej w laboratorium?

Pozdrawiam

T.K.


List do T.K.

Coś mi się to dziwnie kojarzy z tym, co pisał Monroe o Zgromadzeniu. Oni czekają aż Ziemia będzie Quemada. Są zdystansowani, bo ich jest Sierra Padre, Góra Ojców (Olimp?). A może Ziemia to ich Sierra Padre?

Spróbuję zakumplować się z tragarzami mebli, ambasadorami z Sierra Padre.

Pozdrawiam J.B.

Cdn.


                                    

Korekta przez: ()



« Wehikuł czasu. Cz.2 Wehikuł czasu. Cz.4 »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)